Maj z Indiana Jonesem · Miesiące z...

Maj z Indiana Jonesem – Poszukiwacze Zaginionej Arki po latach

Poszukiwacze Zaginionej Arki - plakat

Tak więc przechodzimy do omawiania filmów z Indiana Jonesem i spojrzenia na nie z perspektywy lat. A Poszukiwacze Zaginionej Arki akurat nadal stanowią klasykę kina przygodowego i w zasadzie wiele z tego, co kojarzymy z Indiana Jonesem pochodzi właśnie z pierwszego filmu.

Sama widziałam Poszukiwaczy Zaginionej Arki raz, dawno temu, dlatego podchodząc do ponownego oglądania, pamiętałam z nich najbardziej ikoniczne sceny oraz poszczególne postaci (jak Belloq, Marion czy Arnold Toht). Jednakże pod wieloma względami, byłam zaskoczona tym, jak ten film prezentuje się po ponad czterdziestu latach.

Nie będę streszczać fabuły Poszukiwaczy Zaginionej Arki, bo właściwie chyba mało jest ludzi, którzy nie widzieli tego filmu albo chociaż nie znają najważniejszych jego elementów. Jak wspominałam we wstępie, Poszukiwacze Zaginionej Arki zawierają najbardziej ikoniczne sceny związane z franczyzą Indiany Jonesa – poczynając od zamiany złotego idola na worek oraz ucieczki przed wielką kulą na początku filmu, poprzez Indy’ego strzelającego do wymachującego mieczami zbira, a na Arce Przymierza rozpuszczającej twarz nazisty Arnolda Tohta skończywszy. Natomiast chciałabym spojrzeć na niektóre elementy tejże fabuły.

Zacznijmy od samego bohatera, tego, jak jest przedstawiony i czy rzeczywiście można go nazwać bohaterem.

Przede wszystkim samo przedstawienie Indiany Jonesa jest poprowadzone bardzo zmyślnie. Pierwsze kilka minut Poszukiwaczy Zaginionej Arki jest właściwie pokazane z punktu widzenia nie tyle samego Indy’ego, co jego przewodników (w tym: pięknego i młodego Alfreda Moliny w jednej z jego pierwszych ról). Od samego początku są oni bardzo nerwowi: idąc przez dżunglę, jeden z nich ucieka z krzykiem, kiedy z ust wielkiego posągu wylatują nietoperze, a dwaj inni znajdują strzałę plemienia, które zamieszkuje dżunglę, i martwią się tym, co stanie się, gdy owo plemię odkryje ich obecność. Tymczasem sam Indiana Jones brnie dalej, spokojny i opanowany, i przez dłuższy czas widzimy tylko jego plecy. Dopiero kiedy jeden z przewodników wyciąga broń i już przymierza się, aby go zastrzelić, Indiana odwraca się, strzela z bicza i wychodzi z ciemności, odkrywając twarz Harrisona Forda. No, a potem Indy przechodzi przez całą świątynię, wcale niezrażony tym, że spadło na niego kilka tarantul, pokonuje wszystkie pułapki, zabiera złotego idola i ucieka.

Cała ta sekwencja ma pokazać, że Indiana Jones to człowiek, który jest twardy, który potrafi szybko myśleć i wykaraskać się z każdej sytuacji. Podczas gdy jego przewodnicy boją się zapuszczać coraz głębiej w dżunglę (ze zrozumiałych powodów), on chce dotrzeć do celu i zdobyć posążek, który potem stanąłby w amerykańskim muzeum.

Jednocześnie sama świątynia ze sceny początkowej Poszukiwaczy… znalazła swoich naśladowców w późniejszych utworach, które mniej lub bardziej czerpały z Indiany Jonesa. Jeśli bohater wybiera się do jakichś ruin, w których znajduje się skarb, zawsze po drodze pojawiają się jakieś pułapki i co najmniej jedna z nich jest uruchamiana poprzez stanięcie na odpowiednim kafelku na podłodze, i co najmniej jedna z nich po uruchomieniu wystrzeliwałaby w stronę intruza strzały albo jakieś kolce (a czasem byłaby to jedna i ta sama pułapka). Ma to fabularny sens: jeśli chcesz dojść do skarbu, musisz się napracować albo zginiesz po drodze.

I jest to w zasadzie sentyment, który przetacza się przez całą serię filmów o Indianie Jonesie. Indy musi sam dojść do tego, czego szuka, w oparciu o tropy, do których ma dostęp. Musi zdobyć i zbadać medalion Marion Ravenwood; musi – w oparciu o inskrypcje na nim i tłumaczenie, które dostaje od zaprzyjaźnionego eksperta – użyć światła słonecznego, aby wskazało mu miejsce, gdzie spoczywa Arka; musi wreszcie przekopać się tam i ją znaleźć. Spotkałam się z opinią (którą wyraziła też Amy Farrah Fawler w Teorii wielkiego podrywu), że sam bohater Poszukiwaczy Zaginionej Arki jest niepotrzebny dla fabuły, bo naziści i tak doszliby do tego, gdzie jest Arka, próbowaliby ją otworzyć i spuściliby na siebie boski gniew… ale to nieprawda – doktor Jones robi właściwie za antagonistów całą robotę, bo oni sami nie mają pełnych informacji i tak po prawdzie to nawet trochę liczą na to, że on odnajdzie Arkę za nich.

René Belloq, czyli najbardziej osobisty z przeciwników Indy’ego w tym filmie, ma właśnie taki modus operandi – najpierw pozwala doktorowi Jonesowi znaleźć skarb, a potem zaczaja się na niego przy wejściu, otoczony armią i zabiera mu ów skarb. Belloq jest pomyślany jako odwrócone zwierciadło Indiany Jonesa – tak jak protagonista, jest archeologiem, pragnącym sławy i bogactwa, ale nie lubi brudzić sobie rąk, zawsze ubiera się w białe garnitury, wydaje się grzeczny i kulturalny, ale skrywa o wiele bardziej zepsutą naturę. Do pewnego stopnia nawet darzy Indy’ego szacunkiem i uważa się za jego godnego przeciwnika, podczas gdy sam doktor Jones ma o nim niskie mniemanie.

Powróćmy jednak do samego Indiany Jonesa. Spielberg chciał, aby jego bohater miał w sobie pewien dualizm, o czym świadczy chociażby scena na uniwersytecie. Indiana Jones wraca z podróży, ściąga fedorę i bicz, i ubiera się w tweedowy garnitur, aby stać się doktorem Jonesem, prowadzącym wykłady o neolicie. W pewnym sensie to jego prawdziwa praca, ta nudna część bycia archeologiem i pracownikiem akademickim, a podróże do dżungli i poszukiwanie artefaktów to odskocznia od tej pracy.

Widać w Indy’m przebłyski Hana Solo (co jest o tyle interesujące, że Harrison Ford nie znosi swojej roli w Gwiezdnych Wojnach, ale do Indiany Jonesa ma sentyment) – z jednej strony przejawia zdolność do szybkiej improwizacji w opłakanych sytuacjach, a z drugiej – pewne jego działania ocierają się o przestępstwo. Najpierw dowiadujemy się, że kradnie zabytki i sprzedaje je do muzeum, a następnie Marion Ravenwood wygarnia mu, że uwiódł ją, kiedy była bardzo młoda (późniejsze materiały potwierdzają, że jest między nimi dziesięć lat różnicy, a ich romans zaczął się, kiedy Marion była siedemnastolatką), na co on odpowiada bez jakiejś większej emocji: „Mogę tylko powiedzieć, że mi przykro.” Tak więc Indy zaczyna ten film jako nie do końca porządny człowiek, ale w przeciągu trwania tej przygody ma okazję stać się bardziej heroiczny. Kiedy jednak bierze zlecenie od rządu amerykańskiego, kieruje nim zarówno chęć odnalezienia bezcennego, legendarnego artefaktu, jak i pragnienie, aby nie trafił on w ręce nazistów. Również jego relacja z Marion przechodzi pewną ewolucję – Indy jest załamany, kiedy myśli, że Marion nie żyje i cieszy się, kiedy widzi ją żywą, a w pewnym momencie jest gotowy nawet wysadzić Arkę Przymierza, aby uratować dziewczynę.

Poszukiwacze Zaginionej Arki ustanawiają jeszcze jedną szczególną rzecz na temat głównego bohatera – to, że Indiana Jones ma wielu przyjaciół i sojuszników. W amazońskiej dżungli widzimy, że na Indy’ego czeka samolot, którym steruje zaufany człowiek; z kolei już w Kairze, doktor Jones spotyka się ze starym znajomym, Sallahem. Po jego interakcjach z licznym potomstwem Sallaha, widzimy, że Indy jest starym przyjacielem rodziny. W późniejszych filmach zobaczymy kilka innych postaci, z którymi będzie łączyć doktora Jonesa jakaś historia.

Chciałabym poświęcić kobietom Indiany Jonesa oddzielny tekst, dlatego na temat samej Marion Ravenwood powiem tak: po sposobie, w jaki była przez lata opisywana, spodziewałam się, że będzie to Silna, Niezależna Kobieta, która jest twarda, każdemu przywali i ma niezłomną wolę. Jej pierwsza scena w zasadzie każe nam myśleć, że tak właśnie będzie, ale jak tylko Toht grozi jej torturami, jest gotowa oddać mu medalion. Wielokrotnie też podczas trwania filmu jest damą w opałach (a jej próba ucieczki szybko spala na panewce). I do pewnego stopnia jest to zrozumiałe – Marion to nie poszukiwaczka przygód, ona została niejako zaciągnięta w tę przygodę. Wiele z jej zachowań jest bardzo realistyczne – wielu z nas prawdopodobnie zareagowałoby na groźbę tortur tak samo jak ona i miałoby takie same trudności z obsługiwaniem działka w samolocie. Poszukiwacze Zaginionej Arki pokazują też, że w zasadzie gdyby nie jej sytuacja finansowa, Marion nosiła by się bardziej kobieco, jednak choć przyjmuje sukienkę i buty od Belloqa i nawet udaje, że jest nim zainteresowana, nadal ma się na baczności i szykuje ucieczkę.

Pewne aspekty Poszukiwaczy Zaginionej Arki źle się zestarzały. Pomijając nawet problematyczne podejście Indy’ego do zabytków i jego dawny związek z Marion, to w filmie większość arabskich postaci to biali aktorzy, co najwyżej ucharakteryzowani na osoby z Bliskiego Wschodu (John Rhys-Davis to najbardziej widoczny przykład), i to bardzo stereotypowo. Trochę wynika to z konwencji pulpu i powieści przygodowych, ale w obecnym klimacie kulturowym nie byłoby postrzegane jako dobre (ale to jeszcze nic w porównaniu z tym, jak przedstawieni zostali mieszkańcy Indii w Świątyni Zagłady… ale to rozmowa na kiedy indziej). Wydaje mi się, że to, czy kogoś te kwestie będą rozpraszać, zależy od tego, czy kupi całą resztę konwencji i czy w ogóle zwraca na to uwagę. Można też zapytać, czy arabscy sojusznicy Indy’ego równoważą tych złych i są przedstawiani w bardziej niestereotypowy sposób.

Jak więc Poszukiwacze Zaginionej Arki sprawują się po latach (przynajmniej w moim odczuciu)? Wiadomo, że ten film stał się klasykiem kina nie bez powodu i wszystkie następne części serii o Indiana Jonesie są do niego porównywane. Nawet jeśli mam pewne obiekcje na temat tego, jak przedstawiona została Marion, to mogę spojrzeć na to również z innej strony. Jak dla mnie film się nadal broni.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 thoughts on “Maj z Indiana Jonesem – Poszukiwacze Zaginionej Arki po latach

  1. Kto nie widział Poszukiwaczy nie istnieje. Bezmiar jest filmów, które by trzeba było poddać ostracyzmowi z powodów , że biali grają Indnian , Arbabów etc etc… Ciekawostką jest , że w amerykańskim filmie brak jest pierwszoplanowego bohatera , który byłby Rdzennym Amerykaninem. Poprawność nakajazuje by byli żółci afroamerykanie , geje , lesbijki a o Apaczach , Siouksach , Czirokezach i innych Plemionach cicho sza. A chcialbym zobaczyć film o superbohaterach , w którym pierwszoplanową postacią jest np Wódz Krwawy Tomahawk. Ale cóż czerwonoskórzy miieszkańcy zostali zepchnięci do roli trzecioplanowego folkloru upchniętego w rezerwatach…

    1. „Poprawność nakajazuje by byli żółci afroamerykanie , geje , lesbijki a o Apaczach , Siouksach , Czirokezach i innych Plemionach cicho sza.” Nie no, a nich też się mówi, zwłaszcza że amerykańskie media mają zwyczaj przedstawiać rdzennych amerykanów w konkretny sposób. Ale najnowsze produkcje z tą grupą to np. Echo od Marvela i „Resident Alien”, gdzie w zasadzie jest jednak ta ludność z indiańska pokazana (również dlatego, że Asta jest „czerwonoskóra”). No i pewnie jakby pogrzebać po komiksach, to się znajdzie jakiś rdzenny superbohater, tylko będzie miał jakieś dziwne naleciałości rodem z westernu.

Zostaw odpowiedź