Maj z Indiana Jonesem · Miesiące z...

Maj z Indiana Jonesem – Królestwo Kryształowej Czaszki po latach

Dotarliśmy do nowych przygód Indiany Jonesa i powiedzmy sobie szczerze: przez całe lata Królestwo Kryształowej Czaszki wzbudzało silne emocje wśród fanów i było uważane za najgorszą część przygód Indy’ego do tej pory. Sama, zanim obejrzałam ten film po raz pierwszy, nasłuchałam się o tym, jaki to on jest okropny i głupi; jak to CGI wygląda sztucznie, a Shia LaBeouf jest irytujący.

Po latach dochodzę do wniosku, że na niechęć do Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki złożyło się kilka czynników, które z perspektywy czasu są tym bardziej widoczne.

Tym razem wstęp pokazuje, że czasy się zmieniły; że Indiana Jones, jako bohater, wkroczył w Erę Atomową lat pięćdziesiątych. Nie tylko na samym początku mamy ścigającą się z wojskiem i słuchającą rock’n’rolla młodzież; nie tylko sam Indiana Jones pokazany jest jako więzień Sowietów, którzy włamują się do magazynu pięćdziesiąt jeden i wymuszają na bohaterze odnalezienie skrzyni z kosmitą z Roswell; lecz także w pewnym momencie Indy ucieka przed nimi do sztucznego miasta będącego miejscem testowania bomby atomowej. On sam wygląda na dużo starszego (również dlatego, że Harrison Ford był wtedy mocno po sześćdziesiątce), chociaż wciąż wydaje się całkiem sprawny umysłowo i fizycznie.

Królestwo Kryształowej Czaszki poświęca większość pierwszego aktu na pokazanie, że w tej nowej erze Indiana Jones czuje się zagubiony. Nie tylko nie odnajduje się w latach pięćdziesiątych; nie tylko czasy świetności ma już za sobą (dowiadujemy się m. in. że był szpiegiem podczas drugiej wojny światowej i otrzymał liczne odznaczenia), a agenci rządowi podejrzewają go o szpiegostwo dla ZSRR i poddają w wątpliwość jego osiągnięcia; nie tylko panuje powszechna paranoja związana z maccartyzmem, ale też Marcus Brody i Henry Jones Senior już dawno nie żyją. W pewnym momencie dziekan prosi doktora Jonesa na stronę, kiedy ten jest w środku wykładu, i informuje go, że został wpisany na czarną listę i nie może już uczyć.

Pamiętacie, jak opowiadałam Wam o pulpie? Wspominałam tam, że magazyny pulpowe traciły na znaczeniu po drugiej wojnie światowej. Powoli, powoli większość z nich zaczęło bankrutować i choć westerny, horror czy science-fiction znalazły nowy dom w telewizji, podróżnicy zapuszczający się w dzikie krainy i odkrywające legendarne skarby historii tracili na popularności. A potem rozpoczęła się Era Kosmiczna i ludzką wyobraźnią zawładnęły space opery. Można więc interpretować wątek zagubienia Indy’ego w nowej epoce również pod tym kątem, zwłaszcza że Królestwo Kryształowej Czaszki ma silny motyw science-fiction (nie tylko wspomniany już wyżej kosmita z Roswell czy moce parapsychiczne Iriny Spalko, ale przede wszystkim tytułowe kryształowe czaszki).

I tak oto nagle do tego starego, zagubionego Indiany Jonesa przychodzi młody człowiek na motocyklu – Mutt Williams – i prosi go o pomoc, albowiem jego stary przyjaciel, Harold „Ox” Oxley, zaginął w Ameryce Południowej. Mutt usłyszał od matki, która również jest starą znajomą Indy’ego, że tylko doktor Jones może mu pomóc, ale przez dłuższy czas jawi się on chłopakowi jako starszy profesorek, którego pomoc sprowadza się do odczytania dziwnych zapisów Oxa, ale w miarę jak trwa ich wspólna podróż, Mutt odkrywa, że ten staruszek z uniwersytetu jest o wiele bardziej niesamowity, niż mu się na początku wydawało.

W dużej mierze niechęć do tego filmu związana jest z grającym Mutta Shia LaBeoufem. Niestety z powodu jego występów w Transformersach ciągnęła się za nim łatka złego aktora, grającego irytujących bohaterów i w zasadzie powszechne było narzekanie na LaBeoufa w czymkolwiek by się nie pojawił i nawet twierdzenie, że film automatycznie stawał się gorszy przez jego udział. Tutaj ponadto okazuje się, że Mutt jest synem Indiany Jonesa i Marion Ravenwood (do niej jeszcze wrócimy), przez jakiś czas z tego powodu żre się z ojcem, zanim się do niego nie przekonuje i nawet w ostatniej scenie jest zasugerowane, że zostanie następcą Indy’ego. Niektórzy uważają też scenę, w której przeskakuje z liany na lianę a la Tarzan w towarzystwie komputerowo wygenerowanych małpek, za naprawdę złą.

Nawet kiedy oglądałam ten film po raz pierwszy, uważałam, że Mutt Williams ma bardzo ciekawą motywację, aby szukać pomocy u doktora Jonesa. Mutt szuka Oxa, bo ten był dla młodzieńca przybranym ojcem, tak więc chłopak martwi się o niego i chce go odnaleźć (jest nawet taka scena, gdzie odwiedzą wraz z Indy’m celę Oxa w domu dla obłąkanych i widać po twarzy Mutta, że jest naprawdę wstrząśnięty). W przeciągu podróży z Indy’m odkrywamy kilka innych interesujących rzeczy na jego temat – że matka zapisywała go do prestiżowych szkół, ale on zawsze był z nich wyrzucany ze względu na zachowanie; że widzi swoją przyszłość jako mechanik specjalizujący się w motocyklach; że uczył się szermierki i że bardzo kocha swoją matkę.

Jednocześnie jest on katalizatorem dla Indy’ego, aby wyruszyć na kolejną wyprawę i w przeciągu przeżywanej z nim podróży budzi w nim dawnego ducha przygody. Doktor Jones odkrywa nagle, że Ox zostawił w notatkach zagadkę i wyrusza do Peru, aby ją rozwiązać. Na miejscu używa dialektu, którego nauczył się jako młodzieniec walcząc pod Pancho Villą; a potem wyruszają razem z Muttem do starego grobowca pełnego niebezpieczeństw. W pewnym momencie nawet każe Muttowi nosić plecak z wyposażeniem i stanąć pod ścianą, aby niczego nie dotykać… co przywodzi na myśl Short Rounda w Świątyni Zagłady, który zawsze miał przy sobie plecak Indy’ego i kiedy badali tajne przejście w pokoju Willie, doktor Jones również kazał mu stanąć przy ścianie (czyli Indy przyzwyczaja się do tego, że znów ma młodego pomocnika). Wielokrotnie Indiana Jones uśmiecha się podczas tej przygody i ma się wrażenie, że odzyskuje radość życia.

Fakt, że Mutt Williams jest jego synem stanowi pewną komplikację. Z jednej strony sam Indy próbuje to jakoś sobie ułożyć i jego relacja z Muttem zmienia się błyskawicznie z „Daj mu spokój ze szkołą, Marion. Niech znajdzie własną drogę.” na „Dlaczego nie zmusiłaś go, aby skończył szkołę?!”. Z drugiej strony jest ta cała historia z Indy’m opuszczającym Marion w dniu ślubu (bo ze względu na jego pracę i styl życia, nie potrafił sobie wyobrazić, aby ich związek mógł przetrwać), zanim ona odkryła, że jest w ciąży i kiedy Indy się z nią znów skontaktował, ona już się ustatkowała z kimś innym. Nawet jeśli Indy nie wiedział o tym, że ma dziecko, a więc nie mógł być dla niego ojcem, i tak porzucił Marion i przez dłuższy czas Mutt ma mu to za złe.

Teraz pomówmy o kobietach.

Większość materiałów promocyjnych pokazywało Irinę Spalko i prawdę mówiąc uważałam ją za naturalną ewolucję kobiet w serii o Indiana Jonesie. W końcu w poprzednim filmie mieliśmy pracującą dla nazistów Elsę Schneider i choć ona wykorzystała obu doktorów Jonesów do własnych celów, potem zdradziła Donovana i hitlerowców. Spalko ma kilka cech wspólnych z Elsą, poczynając od fascynacji artefaktem, którego szuka wraz z Indy’m, a na śmierci spowodowanej przez własną obsesję skończywszy; niemniej jednak Spalko nie tylko nigdy nie flirtuje z Indy’m, lecz także wierzy w sprawę Sowietów i zamierza użyć czaszki, aby przeprowadzić masowe pranie mózgu wszystkim w USA. Od samego początku, kiedy włamuje się do magazynu wojskowego i wymusza na Indy’m, aby odnalazł skrzynię z kosmitą; aż do samego końca, kiedy wreszcie odnajduje właściciela czaszki i prosi go, aby mogła posiąść całą wiedzę, Irina Spalko jest wrogiem Jonesów, który porywa, grozi i torturuje Indianę, Oxa, Mutta i Marion, aby odnaleźć zaginione czaszki.

Jednakże w tym filmie pojawia się – po ponad dwudziestu latach od wydarzeń z pierwszego filmu – Marion Ravenwood. No i scenarzyści skrzętnie ukrywali jej tożsamość. Nie tylko nie ma jej w ogóle w materiałach promocyjnych, lecz także przez dłuższy czas Mutt twierdzi, że nazwisko jego matki to Mary Williams. I też kiedy tylko zostaje wyprowadzona z namiotu przez Sowietów, jej pierwszą reakcją na widok ukochanego, jest uśmiech i zgryźliwa uwaga. Nie wydaje się ona jakoś specjalnie przejęta tym, że jest więźniem i przez większość filmu przekomarza się z Indy’m i tłumaczy mu sytuację z Muttem. Z jednej strony Indiana Jones schodzi się ze swoją ukochaną i nawet biorą ślub, a z drugiej strony jej pojawienie się całkowicie zmienia (na dobre lub złe) całą dynamikę między Indy’m a Muttem i jej rola sprowadza się do bycia matką i dawną miłością głównego bohatera. Właśnie dlatego dla wielu postać Marion została zrujnowana.

Królestwo Kryształowej Czaszki dało nam jednak scenę ślubu Indiany Jonesa i Marion Ravewood-Williams i fani uważają to za idealnie szczęśliwe zakończenie dla Indy’ego.

Ogólnie rzecz biorąc na niechęć do Indiany Jonesa i Królestwa Kryształowej Czaszki złożyło się kilka elementów i wiele z nich ma związek z duchem epoki pierwszej dekady XXI wieku. Co przez to rozumiem? Po pierwsze to, o czym wspominałam przy Shia LaBeoufie – był wtedy nielubianym aktorem ze względu na niektóre swoje role, więc ludzie na niego narzekali (powiedziałabym też, że niechęć do George’a Lucasa, która pojawiła się świeżo po Prequelowej Trylogii Gwiezdnych Wojen, też się wlicza w ten trend). Po drugie – w tamtym czasie ludzi już powoli zaczęło męczyć wszechobecne CGI, które wypierało praktyczne efekty specjalne, i tak po prawdzie wiele scen z Królestwa wygląda sztucznie (jak susły z początku filmu i małpy w dżungli), zwłaszcza w scenach akcji. Po trzecie – historia jest bardzo wtórna względem Poszukiwaczy Zaginionej Arki i Ostatniej Krucjaty: to wciąż jest wyścig z czasem, aby dotrzeć do potężnego artefaktu przed armią totalitarnego reżimu (tylko tym razem jest to ZSRR, a nie Trzecia Rzesza). Po czwarte – Peruwiańczycy i inne narody Ameryki Południowej nie przepadają za tym, jak zostały przedstawione w filmie. Po piąte wreszcie – sam wątek kosmitów nie pasuje do dotychczasowego klimatu przygód Indiany Jonesa, które zawierały raczej elementy związane z mistycyzmem i miały nadnaturalny charakter.

Osobiście uważam, że wątek sci-fi ładnie się wpasowuje w całość, przynajmniej jeśli chodzi o kosmitów (bo moce parapsychiczne Iriny Spalko grają jakąś większą rolę tylko w jednej, do tego wyciętej scenie). Nie tylko sama czaszka (i reszta szkieletów także) wygląda bardzo interesująco i ma związek z pradawną cywilizacją, lecz także potem wychodzi na jaw, że kosmici sami są archeologami, tak więc Indy czuje z nimi pewną więź.

Dzisiaj Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki nadal uważane jest za jeden z najsłabszych filmów z serii o Indiana Jonesie, ale podejrzewam, że w świetle Artefaktu Przeznaczenia przynajmniej niektórzy spoglądają na Królestwo nieco bardziej przychylnym okiem, chociażby dlatego, jak traktuje swojego tytułowego bohatera. To jednak zbyt mała pociecha.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź