Krótka notka

Krótka notka – Siedem Zegarów Agathy Christie

No więc już jest – miniserial Netfliksa na podstawie Królowej Kryminału. Z wytęsknieniem czekałam na Siedem Zegarów Agathy Christie, albowiem bardzo lubię literacki oryginał, no i hej – nie samymi Poirotem i Marple człowiek żyje.

A Bundle to ciekawa postać i do tego błyszczy w swojej drugiej (i ostatniej) książce Tajemnica Siedmiu Zegarów, więc byłam ciekawa, jak Netfliksowi wyjdzie.

Niestety, Siedem Zegarów Agathy Christie uświadomiło mi tylko, czego mi ostatnio w adaptacjach Królowej Kryminału brakuje.

W 1920 roku pewien człowiek zostaje zwabiony w pułapkę i ginie. Pięć lat później w rezydencji w Chimneys ma miejsce bal maskowy pełen przedsiębiorców i politycznych dygnitarzy. A że córka właścicieli domu, Eileen „Bundle” Brent, ma wśród swoich przyjaciół trzech pracowników Biura Spraw Zagranicznych – Ronniego Devereaux, Billa Eversleigha i Gerry’ego Wade’a – oni też goszczą w Chimneys. Bundle i Gerry robią plany na przyszły tydzień (Gerry nawet sugeruje, że może zechcieć się oświadczyć), z kolei Ronnie i Bill zbierają z innych pokoi budziki, aby zrobić Gerry’emu psikusa, bo zwykle chłopak przesypia do południa. Następnego ranka budziki biją na alarm, ale Gerry nadal się nie budzi… a to dlatego, że nie żyje. Policja uważa, że ponieważ śmierć nastąpiła po wypiciu całej butelki środka nasennego, mógł to być wypadek albo samobójstwo. Bundle jednak nie jest przekonana, że o to chodzi, bo nie tylko Gerry robił z nią plany; nie tylko w liście do siostry wspominał o jakichś Siedmiu Zegarach, lecz także Ronnie i Bill twierdzą, że pochowali budziki po pokoju, gdy tymczasem podczas odkrycia ciała stały one na kominku.

Jeśli pamiętacie mój tekst o mniej znanych detektywach Agathy Christie, wiecie, że Bundle miała być młodą, zadziorną i pełną energii chłopczycą, przedstawicielką młodzieży z lat dwudziestych, która pomaga nieprzepadającemu za niewygodami ojcu ogarnąć swoje dwie młodsze siostry i sprawy rezydujących w ich posiadłości dystyngowanych gości. W Tajemnicy rezydencji w Chimneys ma ona wiele bardzo zabawnych momentów, a poza tym aktywnie pomaga nadinspektorowi Battle w śledztwie. Tajemnica Siedmiu Zegarów jest o wiele lepszą książką, bo Bundle jest główną bohaterką, a i klimat jest nieco lżejszy. No i obie powieści były bardziej powieściami szpiegowskimi, niż kryminałami, chociaż morderstwo było punktem wyjścia do odkrycia większej intrygi.

W scenie z balem maskowym, kiedy Bundle wchodzi w interakcje z gośćmi i przyjaciółmi, myślałam, że miniserial pójdzie w podobny lekki klimat, jak książka. Potem jednak zauważyłam pierwsze różnice – nie tylko ojciec Bundle nie żyje, ale też zamiast sióstr miała ona starszego brata, który zginął na froncie (i to matka Bundle nie przepada za tłumami w swojej posiadłości). No, a kiedy dochodzi do morderstwa, jest to przedstawione iście dramatycznie. Mamy energiczną Bundle szukającą mordercy, wymykającą się przez okno, czasem rzucającą jakąś ciętą ripostę… ale jednak miniserial traktuje się zbyt poważnie, abyśmy mogli w pełni docenić tę postać. A Mia McKenna-Bruce naprawdę nadaje się do tej roli.

Zwłaszcza że – jak mówiłam – to ma być historia szpiegowska o tajnym stowarzyszeniu, które może stać za śmiercią dwóch młodzieńców. Przez całą fabułę dowiadujemy się coraz więcej o tym stowarzyszeniu, Siedem Zegarów jawi się jako międzynarodowe bractwo, które za kulisami pociąga za polityczne sznurki. I jest w tym trochę meta-żartów o tym, jak bardzo Siedem Zegarów przypomina złowieszcze tajne organizacje w kryminałach. Tymczasem Siedem Zegarów Agathy Christie wiele z tych ciekawszych elementów tytułowego stowarzyszenia porzuca, a nawet o nim na jakiś czas zapomina. Tak naprawdę też poznajemy tożsamość tylko jednego członka (no, może dwóch), a tak to reszta to jedna wielka niewiadoma.

No i wreszcie Martin Freeman zupełnie nie nadaje się do roli nadinspektora Battle. Ani nie jest odpowiednio wysoki, ani jego rola nie została napisana tak, aby Battle wydawał się zrazu tępym i małomównym gliną, aby potem wszyscy opuszczali przy nim gardę. W rezultacie wychodzi Netfliksowi generyczny policjant, który przestrzega główną bohaterkę przed tym, aby nie pakowała się w kłopoty i prowadzi własne śledztwo; taki trochę bardziej Japp, a nie Battle, i do tego bez tej relacji, którą dzielił z głównym detektywem.

I kiedy tak oglądałam Siedem Zegarów Agathy Christie zdałam sobie sprawę z tego, że adaptacje Królowej Kryminału w zasadzie od ponad dekady robione są na jedno kopyto. Ciągle tylko mhroczne miniseriale (albo filmy, jak w przypadku trylogii Branagh), traktujące się śmiertelnie poważnie, czasem nawet dotykające „ciężkich tematów”. O ile I nie było już nikogo, Świadek oskarżenia, Próba niewinności i Tajemnica Bladego Konia nadają się do takiej interpretacji, bo to mroczne książki, o tyle Tajemnica Siedmiu Zegarów jest bardziej „popcornową” powieścią i jej taka mhorczna adaptacja nie służy. (Zastanawiam się też, na ile te zmiany tonu związane były z wizją reżysera, a na ile ktoś tam doszedł do wniosku, że pewne elementy się źle zestarzały albo zostaną uznane za w złym guście.)

Ale pewnie kiedyś wrócę do tego miniserialu, kiedy będę znowu robić jakieś porównania i analizy (wiem, że jest starsza adaptacja Tajemnicy Siedmiu Zegarów robiona przez BBC). Na razie jednak liczę na to, że ludzie odpowiedzialni za ekranizacje się obudzą, bo martwię się trochę o przyszłość.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź