
Drugi sezon aktorskiego One Piece już za nami. Tak jak w przypadku pierwszego sezonu mam kilka przemyśleń, a że ten sezon kończy się na arcu Królestwa Drum, po którym do Słomkowych Kapeluszy dołącza Tony Tony Chopper, najwięcej do powiedzenia mam właśnie o nim.
Zwłaszcza że mam wrażenie, że Chopper był jednym z tych elementów drugiego sezonu, którego widzowie byli najbardziej ciekawi.
Tak więc zobaczmy, jak wyszedł ten sezon, a Chopper w szczególności. (Uwaga, będą małe spoilery.)
Ogólne refleksje o sezonie drugim
Fani mangi i anime One Piece mogliby się spodziewać, że drugi sezon serialu aktorskiego będzie obejmował całą sagę Baroque Works, która ma mnóstwo bardzo dobrych, niemalże epickich momentów – od pobytu Słomkowych w Logue Town, czyli miasta, w którym dokonano egzekucji Króla Piratów, poprzez przepłynięcie na drugą stronę Grand Line i spotkanie wieloryba Laboona; oraz wyspę Little Garden, gdzie walczą ze sobą od stu lat dwa olbrzymy, a na samej polityczno-szpiegowskiej intrydze z Alabastą skończywszy. Niestety Netflix odwołał się do swojej starej sztuczki i podzielił jeden sezon na dwie części, tak więc kończy się on na razie na Królestwie Drum. Widzę w tym pewien sens… ale o tym potem.
Bo na razie chciałabym się skupić na tym, że faktycznie widzimy te epickie momenty, na które czekaliśmy i tak jak w poprzednim sezonie estetyka anime została zachowana (co widać, na przykład, przy kostiumach agentów Baroque Works). Zoro testujący swoje szczęście z przeklętym ostrzem; Luffy śmiejący się w obliczu śmierci na platformie egzekucyjnej; niebezpieczna przeprawa przez Odwróconą Górę, dzięki której Słomkowi przedostają się wreszcie za Grand Line; historia Laboona, który od lat wali łbem o skały, bo wierzy, że może tak odnaleźć swoich dawnych przyjaciół, chociaż szanse na to są nikłe; walczący o honor Brogy i Dorry, którzy inspirują Usoppa do tego, aby stał się dzielnym wojownikiem mórz… to wszystko i jeszcze trochę prezentuje się fantastycznie i z odpowiednią dozą emocjonalnego ładunku.

Jednocześnie fakt, że serial wychodzi, kiedy fabuła mangi i anime ma już ponad tysiąc rozdziałów/odcinków i wiele postaci w jakiś sposób zostało zretconowanych, aby mieć powiązania z sagą Baroque Works, sprawia, że wiele późniejszych wątków pojawia się w tym drugim sezonie. Już na początku mamy retrospekcję, w której siedzący w więzieniu Roger wyznaje Garpowi, że ma syna i prosi wice-admirała, aby się nim zajął; w Logue Town pojawia się przyszły superfan Luffy’ego, Bartolomeo, a w historii Laboona widzimy w pełnej krasie Piratów Rumbar i Brooka, który w przyszłości zostanie muzykiem Słomkowych Kapeluszy. Z jednej strony widzę sens wprowadzania tych wątków od razu, zamiast czekać do sagi Thriller Bark (która ma miejsce po ponad dziesięciu innych sagach), aby wyjawić, że to właśnie na powrocie Piratów Rumbar zależy Laboonowi. Z drugiej strony widzę też dodatkowe cele przy niektórych odniesieniach do przyszłych wydarzeń – teraz będą się ludzie zastanawiać, czy pewna postać nie jest czasem tym zaginionym synem Gold Rogera, a jeśli Netflix wpadnie na durny pomysł, aby jednak One Piece przedwcześnie anulować, to chociaż będziemy mieli jakąś wersję aktorskiego Brooka.

W poprzednim sezonie mieliśmy przeplatający się z wątkiem Luffy’ego wątek Marynarki. W tym sezonie wydaje się na początku, że też tak będzie, bo po wydarzeniach z Logue Town kapitan Smoker i jego podkomendna Tashigi mają powody, aby ruszać za Słomkowym Kapeluszem na Grand Line i nawet odwiedza ich Garp (wraz z Coby’m i Helmeppo), aby dać Smokerowi misję zbadania Baroque Works… ale w pewnym momencie ich wątek schodzi na dalszy plan i fabuła skupia się głównie na podróży Słomkowych i na działaniach wrogiej agencji. I w sumie dobrze, bo Smoker i Tashigi wydają mi się słabszym elementem historii jak na razie. Aktorski Smoker jest zbyt przystojny, jak na tę postać, a ponieważ postawili większy nacisk na ambicję Tashigi, aby odebrać legendarne miecze z rąk niegodziwców (czyli piratów i łowców głów), w kontekście ogólnego chaosu politycznego na Alabaście i Baroque Works wyrzynających Marynarkę sprawia to, że dziewczyna wychodzi na cokolwiek antypatyczną. Nawet jak była scena, że Miss All Sunday zostawia jej wizytówkę Baroque Works, zastanawiałam się, czy czasem Tashigi nie będzie kuszona, aby przejść na ciemną stronę. Ale najwyraźniej nie.
Jednak i tak najbardziej ludzie czekali na Nico Robin (czyli właśnie Miss All Sunday) i na księżniczkę Neferatri Vivi… No i na Sir Crocodile’a… i na Ace’a, ale on się pojawi dopiero w następnym sezonie.

W każdym razie Robin ma już od razu wielkie wejście w pierwszej scenie i przez resztę sezonu robi wrażenie tej chłodnej femme fatale, która ciągle coś knuje i ciągle drwi ze Słomkowych (zwłaszcza Vivi), jakby chciała wejść im do głowy… choć można niektóre jej zachowania odczytać jako cichą pomoc dla głównych bohaterów. W mandze i anime też Miss All Sunday taka właśnie była i dlatego, kiedy wreszcie dołączyła do Słomkowych, jej nagła zmiana zachowania dziwiła, a reszta załogi przez jakiś czas spoglądała na Robin nieco podejrzliwie.

Vivi zaczyna jako przeciwniczka Słomkowych, bo jest Miss Wednesday i wraz z Misterem 9 próbuje różnych sztuczek, aby ukraść głównym bohaterom statek i uciec. Dopiero w Whiskey Peak wychodzi na jaw, że jest ona zaginioną księżniczką Alabasty, która infiltruje Baroque Works (aczkolwiek w serialu daje nam się do zrozumienia, że Luffy ma co do niej pewne dobre przeczucia i dlatego ją uwalnia z więzów). Natomiast kiedy już jej tożsamość zostaje odkryta, Vivi przestaje zachowywać się jak pewna siebie, zadziorna skrytobójczyni i zmienia się w troszczącą się o swój lud i nie chcącą narażać nowych kompanów na niebezpieczeństwo księżniczkę.
Chopper i Królestwo Drum
Wydaje mi się, że jest kilka powodów, dla których drugi sezon kończy się właśnie na Królestwie Drum. Po pierwsze, mamy czysto praktyczny powód – arc Alabasty jest bardzo długi i dużo się tam dzieje, tak więc może producenci uznali, że warto by poświęcić mu cały jeden sezon. Po drugie, mamy powód znaczący dla fabuły – przystąpienie Choppera do załogi było momentem przełomowym, bo Słomkowi odnosili rany bitewne już wcześniej i szybko się z nich leczyli, ale dopiero kiedy Nami zapadła na tajemniczą chorobę i reszta nie była w stanie za wiele z tym zrobić, odczuli tak naprawdę potrzebę lekarza pokładowego. Po trzecie, historia Choppera to jedna z najsmutniejszych backstories, jeśli chodzi o Słomkowych. Po czwarte wreszcie, jak wspominałam, fani byli ciekawi, jak Tony Tony Chopper wyjdzie.
Nie tylko dlatego, że jest on gadającym reniferem, ale też dlatego, że ma trzy postaci – bardziej „zwierzęcą”, bardziej „uroczą” i bardziej „potworną”. Widzowie chcieli się dowiedzieć, jak twórcy rozwiążą tę kwestię w wersji aktorskiej (której niestraszne są protezy i praktyczne efekty specjalne). W sumie serial poszedł w stronę CGI, ale przynajmniej widać, że graficy się postarali. No bo poparzcie:

Chopper w swojej zwykłej formie wygląda trochę jak pluszowy miś… i o to chodzi. Ma być uroczy, niegroźny i wzbudzać instynkty opiekuńcze (jego wygląd ma też kontrastować z tym, że jest przy okazji całkiem kompetentnym lekarzem). Postać „zwierzęca” (tak zwany Walk Point) przypomina rzeczywiście jakiegoś małego jelonka, którego można by było znaleźć gdzieś lesie, chociaż mówi i nosi ubrania. Wreszcie „potworna” postać (jak stwierdziła jedna moja znajoma) przywodzi na myśl Wielką Stopę – jest w tym potwornym Chopperze coś z człekokształtnej kryptydy, która mogłaby terroryzować okoliczne lasy. W dodatku jest wiele momentów, kiedy Chopper (w dowolnej postaci) chodzi sobie po zaśnieżonym lesie i wtedy ten błękit jego nosa wydaje się jakby bardziej uwydatniony, a przecież był to powód, dla którego stado Choppera go odrzuciło.
Ten Chopper jest nieśmiały przez swoje dotychczasowe doświadczenia z ludźmi (a choć tym razem Luffy i Sanji nie gonią go, aby go zjeść, to i tak ich komentarze o gadającym „czymś” sprawiają, że wychodzą trochę na buców). Ten Chopper też na początku odmawia przystąpienia do załogi Słomkowych Kapeluszy, bo myśli, że nie będzie pasował. Ten Chopper zdobywa uznanie Luffy’ego nie tym, że ma liczne transformacje, które wyglądają cool, tylko tym, że chce pomóc ludziom z Drum pomimo tego, że kiedyś oni do niego strzelali. I jakoś tak miałam wrażenie, że aktorska wersja jego historii trochę bardziej dała mi odczuć, że Chopper jest traktowany na początku jak potwór, chociaż widzimy tylko reakcję ludzi na niego, a nie widzimy jak traktują go inne renifery.

Możecie pamiętać z moich poprzednich tekstów, że bardzo lubię backstory Choppera i Hiruluka. Właściwie obok historii Luffy’ego z Shanksem i Sanjiego z Zeffem jest to moja ulubiona opowieść o przeszłości Słomkowych Kapeluszy. O ile jednak w przypadku Shanksa mieliśmy prostą historię o znaczeniu poświęcenia, a w przypadku Zeffa walkę o przetrwanie, tak historia Hiruluka należy do tych bardziej tragicznych. Z jednej strony mamy nie pasującego nigdzie Choppera, który odnajduje nowy dom u starego konowała, ale jak wspomina doktor Kureha „sielanka nie trwała długo”, bo choroba Hiruluka wróciła i starzec nie chciał, aby jego przybrany syn widział jego śmierć. Z drugiej strony mamy całą tę sytuację polityczną z Wapolem, który wszystkich lekarzy wziął do siebie, a tych dwoje, którzy jeszcze pozostali, kazał ścigać. Można powiedzieć, że Królestwo Drum to „chory kraj” – chory przez brak opieki medycznej dla zwykłego człowieka, ale chory też przez apatię i wszechobecną beznadzieję.
Dlatego to nie śmierć Hiruluka sprawiła, że się popłakałam podczas drugiego sezonu, ale dowódca straży królewskiej Dalton, który widział tę śmierć i kiedy przybył rozwścieczony Chopper, powiedział mu: „Nie giń bez potrzeby za ten kraj.” Bo widzicie, Hiruluk nie jest dobrym lekarzem, ale jest jedynym, któremu zależało przez bardzo długi czas na tym, aby Drum uratować. I Dalton przez bardzo długi czas wierzył, że tylko Hiruluk mógłby „uleczyć” królestwo.

Hirulukowi przeciwstawiona jest „Doctorine” Kureha, która jest o wiele lepszym lekarzem, ale jest też o wiele bardziej cyniczna. Przez jakiś czas, jeszcze w trakcie strajków SAG-AFTA, fani chcieli, aby zagrała ją Jamie Lee Curtis i aktorka nawet stwierdziła, że chętnie to zrobi, jak Netflix zgodzi się lepiej traktować swoich aktorów. Ostatecznie rola przypadła Katey Sagal, którą Polacy kojarzą ze Świata według Bundych (tudzież głosu Leeli z Futuramy). Nie jest to znowu taki zły casting, bo Segal udało się wyciągnąć ten cynizm, ale i zakamuflowaną pod złośliwością troskę, którą charakteryzowała się Kureha, niemniej jednak trochę szkoda, że nie postarano się, aby wyglądała bardziej wiedźmowato. Animcowa Kureha miała jednak twarz stereotypowej czarownicy, która kontrastowała z jej bardzo młodzieżowym ubiorem.

A skoro już przy tym jesteśmy, pomówmy o Wapolu. Bo Wapol w mandze i anime, tak, był wymagającym przeciwnikiem ze względu na swój Smoczy Owoc, ale miejscami był trochę takim antagonistą-żartem (zwłaszcza w zestawieniu z Sir Crocodile’m i jego agentami); niemniej jednak serial podkręcił jego upiorność jednym zdaniem: „Moi żołnierze nie uciekli. Zostali strawieni.” Były król Drum jest charakteryzowany jako samolubny, wiecznie chciwy i wiecznie głodny, nie dbający o swoich poddanych. Toteż to zdanie sprawia, że Wapol wydaje się potworem, który zjada własnych ludzi… chociaż potem wychodzi na to, że to część większego planu.
Podsumowanie… na chwilę obecną
Na razie drugi sezon trzyma poziom, a i „aktorski” Tony Tony Chopper przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Niemniej jednak zastanawia mnie, kiedy dostaniemy ciąg dalszy historii z Alabastą. Po części dlatego, że chcę zobaczyć Ace’a i wszystkie te legendarne sceny, które znam z anime; a po części dlatego, że mam niskie mniemanie o animcowym królu Cobrze (który niby jest wspaniałym, kochającym królem, ale mało co robi, poza siedzeniem na tronie i wyrażaniem swojego żalu o sytuacji poddanych) i mam nadzieję, że w wersji aktorskiej nie będzie tylko gościem mocnym w gębie.
Tak czy inaczej, obyśmy nie musieli czekać bardzo długo na kontynuację. A zdarzało się, że czekaliśmy całe lata (*ekhm*Stranger Things*ekhm*).
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
