[FF: Axis Powers Hetalia] Powstań, Bloku Wschodni!

Dream yourself awake
Can’t make it through the night
Wicked dreams will haunt you
When the morning light shines
You try to find your way outside

Toris, Raivis i Eduard wyprostowali się na widok wchodzącego Iwana. Uśmiechnął się niewinnie, oni również się rozpromienili swoimi fałszywymi uśmiechami, za którymi kryły się strach, nienawiść i rozpacz. On podszedł do nich bliżej, wciąż się uśmiechając, i położył rękę na głowie Łotwy. Mały kraj zaczął się trząść. On i jego bracia poczuli bezsilny gniew, kiedy Rosja powiedział:

 

– Czyż nie fajnie jest być ze mną jednym?

 

Musieli pokonać chęć uderzenia go i krzyknięcia: „Nie, nie jest!” Musieli użyć całej swojej samokontroli, aby nie wywrzeszczeć, jak bardzo pragnęli odzyskać swoją niepodległość, swoje imiona, swoje flagi narodowe, swoją dumę. Musieli się przemóc z tym wszystkim i z kolejnym fałszywym uśmiechem przyznać mu rację.

Just another day

You try to let them shine
The people disappoint you
Makes you wonder why you cry
You can almost see the end of you

Elizavecie chciało się płakać albo uderzyć pewnego Rosjanina patelnią za wszystko, co jej lud teraz cierpiał. Punkty za pochodzenie? Kolektywizacja? Co to do cholery było?! Nic dziwnego, że czuła się tak niedobrze. Nic dziwnego, że jej gospodarka była tak nisko i jej ludzi pragnęli zmian. Cała ta sytuacja była bardzo deprymująca.

 

Feliks szedł przez szare ulice Poznania. W twarzach ludzi, którzy go mijali, mógł ujrzeć depresję. Nie czuł się dobrze od tej afery z pracownikami stoczni Cegielskiego. Tak wielu ludzi zginęło i poczuł ich śmierć dogłębnie. Czuł swoje problemy ekonomiczne i rosnącą frustrację swoich obywateli. To nie była rzeczywistość, w której chciał żyć. To nie był też jego wybór, choć jego szef twierdził inaczej. Feliks miał wrażenie, że powinien coś zrobić. To mogło być coś małego, ale coś. Nie mógł tego tak po prostu znosić.

 

So come, on stand up

Yeah, put your hands up
It ain’t wrong to be strong
And it’s gonna be gone
And then they won’t come back to you
No no no no

Był już październik. Pewnej nocy Gilbert siedział w swoim domu i oglądał telewizję, kiedy usłyszał jak dzwoni telefon. Szybko wstał i podniósł słuchawkę. Musiał być ostrożny. Stasi prawdopodobnie nagrywało rozmowę. Po drugiej stronie Elizaveta krzyknęła z entuzjazmem:

 

– Gilbert, czy ty wiesz co się stało?!

 

– A ty wiesz, która godzina jest teraz, Elizaveta? – wrzasnął.

 

– Zamknij się i słuchaj: Szef Feliksa się zmienił po tym jak Felek stawił opór Czerwonej Armii! Czy to nie wspaniałe, Prusy?

 

– Ciii – uciszył ją. – Ty szalona kobieto, chcesz, aby mnie aresztowano?

 

– Oh, wybacz, Gil. W każdym razie zadzwoniłam tylko po to, aby ci to powiedzieć. Pa. – I odłożyła słuchawkę.

 

Gilbert nie wrócił do gapienia telewizji. Przez kilka sekund po prostu stał przy telefonie i myślał. Może była jakaś nadzieja? Może gdyby się zbuntowali, mieliby jakąś szansę, aby pokonać Iwana?

 

 

Węgry, ze swoją własną flagą w rękach, maszerowała wraz ze studentami Politechniki Budapesztańskiej. Niebawem do studentów dołączało coraz więcej ludzi. Ci wszyscy ludzie kierowali się w stronę pomniku Bema. Elizaveta czuła jak jej obolałe ciało wypełniało się wspaniałą ekstazą i nadzieją. Jeśli włoży w to całe serce i całą swoją siłę, będzie w stanie osiągnąć wszystko. Imre Nogy stanie się jej nowym przywódcą i wszystko będzie dobrze.

 

Wake up
Try not to break up

If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Prusy tulił do siebie płaczącą Węgry i szeptał do jej ucha słowa pocieszenia. Inni członkowie Bloku Wschodniego siedzieli naokoło i przyglądało się jej ze smutkiem. Powstanie Węgierskie upadło. Mimo odwilży, sytuacja każdego z nich nie była tak dobra, jak sądzili, że będzie. Może terror nie był aż tak silny jak za czasów stalinizmu, ale ich gospodarka była wciąż na niskim poziomie, ich ludzie wciąż narzekali, a kraje bałtyckie wciąż nie odzyskały swojej niepodległości. Ich świat wciąż był bezbarwny.

 

Nagle Polska zacisnął pięści i powstał. Wszyscy zwrócili na niego swoją uwagę.

 

– Musimy walczyć, ludzie. Musimy spróbować jeszcze raz.

 

– Debilu, Rosja nas ukarze! – odpowiedział Rumunia.

 

– W takim razie spróbujemy znów – odparł spokojnie Polska, spoglądając na wszystkich. – I znów. Dopóki nie uda nam się wyrwać z tego piekła.

 

Elizaveta przestała płakać i popatrzyła na niego. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Potem wyrwała się z objęć Gilberta i podbiegła do Feliksa.

 

– Jestem z tobą, Felek.

 

Prusy przyglądał się mu, skonfundowany, ale zaraz pokazał swój zwyczajny uśmieszek.

 

– Masz rację, mały. Musimy mu skopać tyłek.

 

Give yourself a break

Listen to your heart
Let your conscience guide you
Never let your guard down
Find out the best of you

Gilbert stanął naprzeciw Muru Berlińskiego i położył rękę na szarym, betonie, pokrytym graffiti. Za tą ścianą był jego brat. Za tą ścianą był kolor, szczęście i wolność. Miejsce, w którym był właśnie teraz on – Prusy, znany również jako NRD – było bezbarwnym, pozbawionym nadziei więzieniem. Nawet jeśli jego szef twierdził inaczej; nawet jeśli jego szef twierdził, że jego ukochany brat, Zachód, jest imperialistycznym potworem, on – NRD – chciał go znów zobaczyć.

 

Gilbert oparł się o mur, jakby chciał coś podsłuchać. Stał tak przez chwilę, zanim opuścił to miejsce i powrócił do swoich zwyczajnych czynności, takich jak pranie, zakupy, planowanie nowej akcji, która miała wkurzyć Iwana…

 

Everything you do

And what is done to you
Doesn’t have to change you
It only makes you stronger and stronger
The more they take away from you

– Nie zrobię tego! – wykrzyknął Rumunia, krzyżując ręce na ramionach. Rosja był wstrząśnięty.

 

– Ale musisz! Czechosłowacja buntuje się przeciwko mnie!

 

– Zapomnij, Iwan! Nie zamierzam go atakować![1]
Czechosłowacja był na pierwszym spotkaniu Karty 77. Jak twierdzili, ich celem była walka z komunizmem w jego – Czechosłowacji – stronach, oraz obrona praw człowieka i demokracji. Był trochę zdenerwowany (ostatnim razem, kiedy próbował przeforsować pewne reformy, został zaatakowany przez armię Układu Warszawskiego), ale nie mógł przestać się uśmiechać.

 

So come on, stand up

Yeah, put your hands up
It ain’t wrong to be strong
And it’s gonna be gone
And then they won’t come back to you
No no no no

Estonia nie mógł już tego znieść. Ta rusyfikacja doprowadzała go do szału. Zawsze był kimś unikalnym i Rosja powinien to szanować. Eduard nie chciał być częścią Iwana przez wieczność. Musiał coś zrobić. Tak więc, kiedy jego ludzie pokazali mu List czterdziestu; kiedy ujrzał studentów protestujących przeciwko rusyfikacji, nie wahał się ani chwili. Zszedł do piwnicy i znalazł swoją starą flagę. Była trochę zakurzona, ale wciąż dobra. Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy, kiedy zawiesił ją nad łóżkiem, śpiewając Jestem Estończykiem.[2]
Serce Łotwy zaczęło rosnąć, kiedy popatrzył na obu swoich braci, trzymających go za rękę w długim łańcuchu dłoni, który zaczynał się w Wilnie, a kończył w Tallinie. To był ich protest przeciwko paktowi Ribbentrop-Mołotow. Chcieli pokazać Rosji, że będą walczyć o swoją niepodległość, o swoją narodowość, o swoje kraje. Łotewski Front Ludowy był gotowy, aby zacząć zmiany.[3]

 

Wake up

Try not to break up
If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Polska starał się spoglądać ponad tłum. Wszyscy ci ludzie ze Stoczni Gdańskiej czekali na tego jednego człowieka, który był symbolem ich walki; który był jednym z ich największych liderów. Transparenty naokoło Feliksa miały jaskrawoczerwony napis: Solidarność. Feliks obserwował to w zachwycie przez chwilę, zanim nie usłyszał nagle entuzjastycznego, masowego okrzyku: „Nie ma wolności bez Solidarności!” Odwrócił wzrok i uśmiechnął się, widząc jak dwaj mężczyźni podnoszą Lecha Wałęsę do góry.

 

 

Węgry podniosła wzrok i rozpromieniła się, kiedy zobaczyła jak jej ludzie usuwają stalową kurtynę, która odseparowywała ją od niewidzianego od wielu lat Austrii. Nie spodziewała się, że będzie stał po drugiej stronie, ale wciąż była szczęśliwa, że mogła otworzyć swoje granice na Zachód.

 

You won’t lead no beggars life

And you sure don’t need their bad advice
or their five cents worth of what they think of you
Sometimes they’re not so into you
Keep your head up above that line, you know
Everybody loses sometimes
Shame, shame, shame
The things they’ve done to you

– Wygląda na to, że Iwan ma jakieś problemy – powiedział do Artura Francis.

 

Anglia przerwał haftowanie i popatrzył na niego z lekkim zaskoczeniem, dopóki nie przypomniał sobie, o czym właściwie mówił Francja. Anglia uśmiechnął się i powrócił do pracy.

 

– Tak, tak. – Nagle przybrał poważny wyraz twarzy i wyszeptał: – Blok Wschodni walczy…

 

So come on stand up

Yeah put your hands up
It ain’t wrong to be strong
And it’s gonna be gone
And then they won’t come back to you
No no no no
Wake up
Try not to break up
If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Prusy wziął wielki młot i z całej siły zaczął nim walić w Mur Berliński. Dzisiaj był ten dzień. Dzień, w którym on i Zachód znów się spotkają. Betonowa ściana zaczęła się walić od ataków ludzi, którzy chcieli, aby to się stało prawdą. Gilbert poczuł, jak w jego oczach czają się krople łez. Jedynie kilka uderzeń i zobaczy brata. Czekał na ten moment od 1961. Ten mur musiał upaść dzisiaj. Prusy nie zniesie więcej tej rozłąki z Ludwigiem.

 

Wszyscy walczyli za ten dzień. Polska, Węgry, Czechosłowacja, Bałtowie… Ten mur… Ten mur był symbolem. Symbolem ich więzienia. Symbolem ich zależności od Rosji. Symbolem ich izolacji od reszty ludzkości. Gilbert pamiętał słowa Churchilla: „Od Szczecina nad Bałtykiem po Triest nad Adriatykiem żelazna kurtyna zapadła nad Kontynentem…” Ten mur był kurtyną. Fizyczną barierą miedzy Blokiem Wschodnim a Zachodnim Światem.

 

I upadał. Masowe ataki wściekłych, zdeterminowanych ludzi kruszyły szarą, betonową ścianę i niebawem ulica, na której mur stał, wypełniła się gruzem. Gilbert przerwał walenie. Wciąż trzymając w ręku młot, wdychając gęste od pyłu powietrze, i obserwował przestrzeń przed sobą. Pierwszą rzecz, jaką ujrzał, były ulice po zachodniej stronie Berlina. Tłum był tam tak samo duży, jak po stronie wschodniej. Czerwone oczy wypełniły się świeżymi łzami, kiedy Prusy ujrzał biegnącego do niego wysokiego blondyna. Łzy popłynęły po policzkach Gilberta, gdy Ludwig wreszcie do niego podbiegł i objął szerokimi ramionami starszego brata. Obaj teraz płakali z niewypowiedzianej radości.

 

Cos you’re a bad, bad girl

And you just can’t stop
So come on stand up
Try not to break up
If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Blok Wschodni nie był już dłużej komunistyczny.

————————————————————-
[1] Rumunia jako jedyny członek Układu Warszawskiego, odmówiła udziału w inwazji na Czechosłowację.
[2] Od Karty 77 rozpoczęła sie Aksamitna Rewolucja.
[3] Przez cały okres bycia częścią ZSRR Litwa, Łotwa i Estonia były rusyfikowane. W 1980 estońscy studenci zaczęli protestować przeciwko rusyfikacji, a osiem lat później rozpoczęła się tak zwana „śpiewająca rewolucja”. Wspomniany wyżej utwór – „Jestem Estończykiem” – stał się potem hymnem narodowym Eduarda.

[FF: Axis Powers Hetalia] Guernica (cz.2)

Ta Wystawa Światowa była pomysłem Romano. Włoch miał nadzieję, że trochę rozrywki pocieszy Antonia i pomoże mu choć na moment zapomnieć o wojnie domowej. Ponieważ Włochy Południowe nie mógł pomóc Hiszpanii zakończyć wojnę (nawet jeśli pragnął tego z całego serca), przynajmniej próbował sprawić, aby jej symptomy były bardziej znośne. A dzięki temu, że po historii z Guernicą wiele krajów solidaryzowało się z Hiszpanią i wyrażało dezaprobatę takim okrucieństwem, wydawało się, że Antonio nie czuł się samotny. Jednakże wspomnienie Guerniki sprawiało, że jego zwykły uśmiech znikał, a oczy Hiszpana nagle spoglądały w dal. Romano mógł tylko zgadywać, co jego przybrany ojciec czuł, kiedy myślał o zbombardowanym mieście.
Dlatego właśnie Romano zdecydował się pójść z Antoniem na Exposition Internationale des Arts et Techniques dans la Vie Moderne, aby sprawić, że starszy naród bardziej się zrelaksuje (to było naprawdę dziwne, że właśnie Hiszpania, ze wszystkich osób na świecie, musiał się zrelaksować). Poza tym zawsze była szansa, że zobaczą coś ciekawego.

Tak więc byli tu, szli przez chodnik na otwartym powietrzu i obserwowali pawilony. Pogoda była miła, a niebo błękitne i bezchmurne. Zielona trawa na niektórych trawnikach była podlewana przez fontanny. Narodowe flagi powiewały leniwie na wietrze. Wieża Eiffla, która wyrastała ponad nimi, przypominała Romano, że byli na terytorium Francisa, więc musiał uważać, aby go nie spotkać.
Antonio wydawał się być naprawdę zrelaksowany. Biegał i obserwował wszystko z ciekawością dziecka (i tak jak dziecko porzucał jedną rzecz, kiedy jego uwagę przykuła inna), ciągnąc Romano za sobą. Włoch krzyczał na niego z powodu tak szybkiego biegu, ale w sercu cieszył się, że Hiszpania był znowu tym wesołym człowiekiem, co zawsze. To był w końcu celem Romano.
Lecz niebawem Hiszpania wszedł prosto na Francję, twardo upadając na chodnik. Francja był przewodnikiem kilku krajów. Romano mógł dojrzeć pośród nich swojego naiwnego brata, Artura, Feliksa, tego śnieżnego dupka i – bo oczywiste było, że Francis musiał go zaprosić – tego cholernego ziemniaczanego łba wraz z jego bratem albinosem. Antonio spojrzał z dołu na Francisa i uśmiechnął się szeroko, powoli wstając. Francja również się rozpromienił. Włochy Południowe chciał uciekać, ale musiał przezwyciężyć to pragnienie. Nie było mowy o tym, aby zostawił Hiszpanie samego z tym zboczeńcem, zwłaszcza kiedy Antonio był w takim stanie.
– O, Francis! Dawno cię nie widziałem! – Hiszpania i Francja uścisnęli sobie ręce.
– Chodź z nami – zaproponował Francja. – Możesz się tutaj zgubić.
– Nie ma mowy! – zaprotestował Włochy Południowe i był gotów nazwać Francję kilkoma przezwiskami, ale Hiszpania uśmiechnął się radośnie i powiedział:
– Oczywiście, Francis. Wielkie dzięki. Jesteś bardzo miły.
I chwyciwszy Romano za nadgarstek, Antonio dołączył do grupy. Romano tylko westchnął ciężko. No cóż, może nie będzie aż tak źle? Francja nie wykorzysta Hiszpanii przy świadkach, prawda?
Przez pierwsze pięć minut wycieczki wszystko szło dobrze. Maszerowali powoli przez chodnik, zatrzymywali się przy każdym pawilonie, oglądali go i zadawali kilka pytań ludziom, którzy pilnowali pawilonu. Jako nacje, nie wiedzieli dokładnie, co ich szefowie przygotowali, aby pokazać na Wystawie Światowej. Czasem Prusy albo Francja szeptali coś do Hiszpanii i wszyscy trzej zaczynali się z tego śmiać. Na początku Romano patrzył na nich oschle, ale widząc Antonio w dobrym humorze, natychmiast złagodniał. Jak długo nie kazali mu myśleć o wojnie domowej i Guernice, nie miał powodów, aby oddzielać Hiszpanię od jego starych przyjaciół, zwłaszcza kiedy Antonio wydawał się cieszyć z ich towarzystwa.
Zatrzymali się po środku chodnika. Po ich prawej stronie stał pawilon niemiecki, a po lewej – pawilon rosyjski. Ponieważ Rosja nalegał na to, aby jego stoisko zobaczyć pierwsze i wszyscy wiedzieli, że odmowa mogła zakończyć się raczej boleśnie, Francja skierował grupę prosto do pawilonu Rosjan. Pomiędzy dwiema czerwonymi flagami stał kamienny pawilon, a na jego szczycie znajdował się wysoki monument z dwojgiem ludzi – mężczyzną w długich spodniach na szelkach, zawieszonych na jego gołym torsie; i kobietą w prostej sukience. Jego lewa ręka trzymała młot, jej prawa – sierp. Oba przedmioty stykały się ze sobą.
Iwan podszedł do kobiety, która pilnowała jego pawilonu. Po krótkiej rozmowie z nią po rosyjsku, odwrócił się do reszty i zaczął wyjaśniać:
– Architektem pawilonu jest Borys Iofan. Vera Muchina zaś zaprojektowała ten pomnik. Jeśli jeszcze nie zauważyliście, zgnili kapitaliści, przedstawia on robotnika i chłopkę – klasę pracującą, która przez wieki cierpiała z powodu…
– Iwan, skończ tę propagandę – powiedział Anglia. – Już załapaliśmy, o co chodzi.
– Ve, chodźmy zobaczyć twój pawilon, Ludwigu! – zaświergotał Włochy Północne, chwytając przyjaciela za ramię i ciągnąc go w stronę przeciwległego pawilonu, podczas gdy Niemcy mocno się zarumienił.
Zmienili kierunek na wysoką, białą, prostokątną wieżę, zakończoną swastyką i orłem.
– Co za idiota ustawił to tutaj, naprzeciw radzieckiego pawilonu? – spytał Alfred. Ludwig odchrząknął i wyjaśnił:
– Nasz fuehrer. Nalegał na to miejsce, bo ten pawilon powinien być symbolem zapory Trzeciej Rzeszy przeciwko komunizmowi. Przynajmniej tak słyszałem.
– A, to dlatego! – krzyknął Ameryka. – Cóż, też mogłem o tym pomyśleć.
Niemcy zaczął rozmawiać z mężczyzną, który stał przy stoisku. Potem Ludwig powrócił do nacji, odchrząknął i powiedział z uśmiechem:
– Prosty, klasyczny i motywem nazistowskim. Herr Speer jest autorem projektu.
– Oczywiście – burknął Włochy Południowe. – Kto inny miałby być? Niech cię, ziemniaczany dupku, twój szef jest taki teatralny…
– Romano – zaczął Hiszpania tonem rodzica, który chciał pouczyć swojego dziecko na temat przeklinania – nie bądź niegrzeczny.
Francja tylko wzruszył ramionami i pomachał ręką, każąc reszcie za sobą iść. Nacje minęły wieżę i poszły prosto. Prawie pół minuty później zbliżyli się do małego, niepozornego budynku, który bardziej przywodził na myśl jakąś maleńką willę z patio niż pawilon, który powinien reprezentować kraj. Był inny, niż stoiska Rosji czy Niemiec. Miał wielkie okna, a jedno z nich, znajdujące się naprzeciwko szyby pod drzwiami, zakryte było plakatem z jakimś tekstem. Budynek miał trzy piętra (łącznie z parterem). Były tam też schody, czy też raczej rosnąca ścieżka na otwarty ogród. Po prawej stronie od wejścia stała wąska, szpiczasta figura. Budynek zakończony był wielkimi, ale prostymi literami: „España”. Hiszpania (a Włochy Południowe tuż za nim) zaczął wspinać się na długie schody od strony patio, które prowadziły do wejścia. Wkrótce wszedł do środka.
O, gdyby Romano wiedział, co mieli niebawem ujrzeć, zabrałby stamtąd Antonia.
Na ścianach zawieszone były zdjęcia. Zdjęcia zwyczajnych Hiszpanów – mężczyzn, kobiet, starców i dzieci; zdjęcia żołnierzy i zdjęcia zniszczeń hiszpańskich ziem. Na ścianach wisiało również kilka antywojennych plakatów. Widząc to wszystko, Antonio opuścił szczękę i, oniemiały, objął wszystko szeroko otwartymi oczami. Usłyszał dźwięk strzelających pistoletów i krzyczące kobiety. Zobaczył swoich ludzi, uciekających i umierających. Coś w jego sercu zaczęło go boleć i wydawał się być bliski płaczu. Był głuchy na głos swojego towarzysza, który wołał go z zatroskaniem. Hiszpania był teraz zupełnie gdzieindziej. Był teraz ze swoim cierpiącym ludem.
Romano szybko podbiegł do niego, objął lewą ręką ramię Antonia i zaczął go wyprowadzić z pawilonu, ale Hiszpania nagle się ocknął z transu i delikatnie wyrwał z jego objęcia.
– Romano, ja… – zaczął ze zdenerwowaniem, ale potem uśmiechnął się lekko. – Chcę zobaczyć całość.
– Cholera, Hiszpanio. Przyszedłeś na tę wystawę, aby się zrelaksować, nie aby myśleć o tej pieprzonej wojnie domowej!
– Ja… ja wiem, Romano – odparł Antonio i spojrzał na Włocha. – Ale ja wciąż chcę.
– Jesteś masochistą czy co?
– Jestem tylko ciekaw, Romano. Kto wie? – Uśmiechnął się trochę szerzej. – Może dalej są jakieś weselsze rzeczy?
– Zapomnij, pomidorowy dupku!
– O, proszę, Romano! – błagał z oczami spaniela Hiszpania.
Włochy Południowe przyglądał mu się przez chwilę. Nie chciał się na to zgodzić. Nie, nie da mu myśleć o tej cholernej wojnie w dzień, kiedy Hiszpania powinien być zrelaksowany i wesoły! Nikt nie miał prawa zasmucać dziś Antonia i sam Antonio nie był wyjątkiem!
Właśnie dlatego zagniewany Romano podszedł do niego i złapał za rękę, aby wyciągnąć go z tego miejsca. Wyszli i zaczęli schodzić ze schodów. Minęli kilka nowoczesnych rzeźb i niebawem znaleźli się znów przed pawilonem. Inne narody oczekiwały ich z utęsknieniem, niecierpliwością czy nawet irytacją. Były gotowe ruszyć do następnego stoiska, ale Hiszpania nagle się zatrzymał, bo coś przykuło jego uwagę. Pośpiesznie wbiegł na schody i wszedł na środkowe piętro pawilonu.
– Hiszpanio, gdzie ty do diabła idziesz?! – krzyknął Romano, ale nie otrzymał odpowiedzi. Antonio był zbyt ciekaw, aby zwrócić na niego jakąkolwiek uwagę.
Na miejscu stała duża fontanna – okrągły otwór wypełniony wodą. Dziwne, spiralne coś o kształcie strzałki wisiało nad fontanną. Na podłodze znajdował się napis: „Mercure Espagnol Dalmaden”. Ale tym, co przykuło uwagę Hiszpanii, znajdowało się na ścianie tuż przed nim. To był wielki, czarno-biały obraz. Na pierwszy rzut oka Antonio widział jedynie dziwaczne, powykręcane postacie, a także jakieś kwadraty i trójkąty, ale im dłużej przyglądał się obrazowi, tym więcej szczegółów znajdował. Najpierw, pośrodku płótna znajdował się koń, który otwierał szeroko pysk, a małe oczka wyrażały strach i agonię. Hiszpania zobaczył po lewej stornie byka i płaczącą kobietę, która odchylała niebezpiecznie w tył szyję i trzymała w rękach nieżywe dziecko. Mógł prawie odczuć jej rozpacz i… czy to był dymiący wulkan tam w dali? Obok kobiety leżał pokonany mężczyzna z szeroko rozwartymi ramionami. Niebawem Antonio zorientował się, że prawa ręka zaciskała się wokół złamanego noża. Z kolei po prawej stronie malowidła Hiszpania mógł zobaczyć głowy o kształcie dymu. Jedna wyłaniała się z ciemności, druga należała do kobiety, która miała jedną stopę mniejszą, a druga, o wiele większa, leżała na ziemi, amputowana od reszty bezkształtnego ciała. Ostatnia postać, na samym końcu po lewej, była kimś, kogo ręce wznosiły się ku górze, podczas gdy sama osoba była szybko pożerana przez ciemność, krzycząc w bezsilnej grozie. Ponad koniem wisiało słońce z żarówką w środku.
Hiszpania był zahipnotyzowany przez obraz tuż przed sobą. Ten chaos, ta panika, ten ból – obraz z całą swoją grozą absorbował jego uwagę. Antonio nawet nie zauważył, kiedy pewien mężczyzna do niego podszedł. Mężczyzna miał ciemną skórę, przylizane, czarne włosy i wielki, garbaty nos. Nosił białą koszulę z podwiniętymi rękawami i czarnym krawatem.
– Podoba się panu obraz? – spytał po hiszpańsku, budząc Hiszpanię z jego hipnozy.
– Tak. – Antonio się uśmiechnął. – Pan musi być autorem, prawda?
Mężczyzna rozpromienił się i wyciągnął do Antonia rękę. Hiszpania ją uścisnął.
– Pablo Picasso – przedstawił się artysta.
Najpierw oczy Hiszpanii rozszerzyły się z niedowierzaniem. Potem spojrzał na Picassa z uśmiechem zdumienia. Nie mógł uwierzyć, że spotkał jednego ze swoich najbardziej znanych żyjących artystów. Ale uspokoił się i spojrzał znów na obraz.
– Jaki jest tytuł, panie Picasso? – spytał, uśmiechając się przyjaźnie.
Guernica – odpowiedział Picasso, wypowiadając to słowo powoli i cicho.
Uśmiech Antonia zniknął, jego oczy rozszerzyły się. Jego ręka mimowolnie spoczęła na lewym ramieniu, gdzie leżała Guernica. Wciąż czuł ból w tamtym miejscu.
Potem jego oczy przeniosły się z rany na obraz. Nagle bezdźwięczne krzyki postaci z malowidła stawały się coraz głośniejsze i głośniejsze w jego uszach. Zatrzymany na płótnie chaos stał się bardziej dynamiczny, kiedy Hiszpania przypominał sobie tamten pamiętny dzień. Na tym obrazie, który teoretycznie był abstrakcyjny i odrealniony, wszystko wydawało się być realne i prawdziwe. Wszystko wydawało się być utrwaleniem faktycznego zdarzenia. W jakiś przedziwny sposób ta nierealistyczna scena była najbardziej naturalistycznym przedstawieniem wojny, jakie Antonio Fernandez Corrido kiedykolwiek widział. Demony namalowane na Guernice, były w jego głowie. W głowie każdej osoby, która przeżyła grozę wojny.
To był moment, w którym inne nacje zaczęły się zbierać w miejscu, gdzie był Antonio i teraz one także mogły ujrzeć wielki obraz w czerni i bieli. Jedne z nich – jak Gilbert – spoglądały na to bez pojęcia (to był przecież kubizm), inne – jak Feliciano, Iwan albo Alfred, którzy byli obeznani ze sztuką współczesną – starali się go zinterpretować. Włochy Południowe spojrzał tylko raz na Guernikę. Jego oczy szybko przeniosły się na Hiszpanię i rozszerzyły się w obawie. Nachylił się bliżej do jego twarzy.
– Hiszpanio, czy te dupki znowu cię bombardują? – szepnął do Antonia.
Hiszpania ocknął się i zamrugał do niego, w jednym, krótkim momencie nie wiedząc, co młodszy kraj opowiadał. Ale zaraz Hiszpan zorientował się, że jego ręka tkwiła cały czas na jego ramieniu. Tak więc ściągnął ją i uśmiechnął się przyjaźnie do Włocha.
– Nie. Wszystko dobrze, Romano. – Głos Antonia był cichy, ale spokojny.
Romano odetchnął z ulgą, ale potem przyjął swój zwyczajny, kwaśny grymas i powiedział głośniej:
– Tak więc możemy już sobie pójść, pomidorowy dupku? Jest wiele innych rzeczy do oglądania, a ty powinieneś się zrelaksować.
– Wydaje mi się, że możemy iść, jeśli tak bardzo chcesz, mój mały pomidorku. – Odwrócił się do Picassa i pochylił głowę w geście pożegnania. Artysta zrobił to samo i uśmiechnął się.
Francja zaprowadził wszystkich do wyjścia.
– Ludzie, nigdy nie zrozumiem tej współczesnej sztuki – skomentował Gilbert.
– To dlatego, ze jesteś zbyt wielkim barbarzyńcą, mon cheri – odparł Francis.
– Nie, jestem po prostu zbyt zajebisty na abstrakcję – powiedział Prusy i zaśmiał się zadziornie.
Hiszpania spojrzał po raz ostatni na obraz. Skąd miał wiedzieć, że zanim go znów zobaczy, tak wiele rzeczy przydarzy się światu i jemu – Hiszpanii?

[FF: Axis Powers Hetalia] Guernica (cz.1)

Włochy Południowe zapukał do drzwi Hiszpanii. Kiedy czekał tak aż znajomy naród otworzy i przywita go z tym swoim głupawym uśmieszkiem, pomyślał, że ten głupol pewnie będzie bardzo podekscytowany z powodu tej wizyty. Antonio zawsze cieszył się na widok swojego małego Romano, zwłaszcza po zjednoczeniu Włoch. A kiedy Romano zastanawiał się nad tym głębiej, dochodził do wniosku, że również lubił te wizyty. W domu jego byłego opiekuna była zawsze taka miła atmosfera. Wszak było to miejsce, w którym Romano spędził większość swego życia, tak więc każdy jego zakamarek był wypełniony ciepłymi wspomnieniami. Antonio zawsze robił jakąś pizzę albo churros. Nieważne, co działo się na świecie, Hiszpania zawsze był wesoły i pełen nadziei. I to czyniło Włochy Południowe również pełnym nadziei.

Jednakże los nie pozwalał im ostatnio spotykać się ze sobą zbyt często. Od kiedy zaczęła się ta hiszpańska wojna domowa, Hiszpania nie miał za dużo czasu na spotkania z Włochami. Właśnie dlatego Romano, będąc wkurzonym na to, że nie widział Antonia tak długo, w końcu zdecydował się tego pięknego, kwietniowego popołudnia złożyć mu nieoczekiwaną wizytę. Właśnie dlatego stał teraz przed drzwiami starszego z mężczyzn i czekał, aż się otworzą.
Oczywiście, pomidorowy dupek nie śpieszy się zbytnio, pomyślał Romano, kiedy oczekiwanie zaczęło być coraz bardziej wkurzające. Zamierzał zapukać mocniej i wrzasnąć na Antonio, ale drzwi się otworzyły i Włochy Południowe ujrzał wreszcie Hiszpanię. Starszy z mężczyzn uśmiechnął się radośnie, widząc młodzieńca przed sobą, otworzył drzwi szerzej i z wesołym okrzykiem: „Kope lat, Romano!” uściskał swojego gościa. Romano ostro go od siebie odepchnął, ale Antonio znał go zbyt dobrze, aby go to przygnębiło.
To był moment, w którym Włochy Południowe mógł po raz pierwszy po tak długiej rozłące przyjrzeć się jego twarzy. Włochy nie mógł oprzeć się wrażeniu, że opalona skóra Hiszpanii była trochę blada, jego czoło – spocone, a włosy – w nieładzie. Ale Romano tylko wzruszył ramionami i pozwolił swojemu opiekunowi zaprowadzić go do środka, do salonu. Następnie Antonio dał mu usiąść przy stole. Sam jeszcze nie siadał. Uśmiechnął się tylko do Włoch i oparł rękę na blacie.
– Jesteś głodny, Romano? Myślę, że mam trochę churros z wczoraj. A może wolałbyś świeżego pomidorka?
– Cokolwiek, dupku, byle szybko – zawarczał Romano.
– Niecierpliwy jak zawsze – zaśmiał się Hiszpania.
Oczy Włoch Południowych podążały za Hiszpanem, kiedy ten szybko szedł do kuchni. Na pierwszy rzut oka wszystko było normalnie, ale był taki moment – ledwie kilka sekund – kiedy ręka Hiszpania oparła się na framugę drzwi. Romano podniósł z lekkim zdziwieniem brew, ale zignorował to dziwne zachowanie swojego gospodarza. Po kilku minutach czekania na Antonio, zaczął uderzać palcami o stół. Co ten pomidorowy dupek sobie myślał – kazać mu tak długo czekać na posiłek?
Tymczasem w kuchni, Hiszpania wyciągał z kredensu puszkę z churros i zrzucił je na talerz. Był bardzo podekscytowany tym, że Romano do niego przyszedł w tak trudnym dla niego momencie. Nawet jeśli nie mógł się spodziewać po Włochach żadnych słów pocieszenia, już jego towarzystwo podnosiło Hiszpanię na duchu. Tak po prawdzie, myślał, że będzie sam w swoim domu, z obolałym i zmęczonym ciałem, a tu nagle usłyszał pukanie do drzwi. A kiedy je otworzył, ujrzał zagniewany wyraz twarzy Włoch Południowych. Tak więc Antonio zdecydował się cieszyć tą wizytą w pełni. I jego ból i zmęczenie nie przeszkodzą mu w spędzeniu czasu z jego uroczym Romano.
Antonio gładko, prawie tanecznie, wziął talerz z churros i wszedł do pokoju, uśmiechając się do Romano.
– Nareszcie, dupku! Umieram z głodu! – wykrzyczał Włochy, ale to sprawiło, że Hiszpania uśmiechnął się tylko szerzej i zachichotał.
Z tym swoim optymistycznym uśmiechem na twarzy szedł w kierunku Romano, trzymając oburącz talerz. Ale kiedy był w połowie drogi do stołu, nagle poczuł w lewym ramieniu ból tak silny, że krzyknął, kładąc rękę na obolałym miejscu, i prawie od razu padł na kolana. Jak w zwolnionym tempie churros wylądowały na podłodze, tuż przed nim. Oczy Romano rozszerzyły się w szoku.
– HISZPANIA! – wrzasnął, wstał od stołu i szybko podbiegł do Antonio, który wciąż klęczał na podłodze i zakrywał ramię ręką.
Włochy Południowe ukląkł tuż obok swojego opiekuna. To był moment, w którym Romano to zobaczył – czerwoną plamę na barku Antonio; plamę, która z każdą sekundą powiększała się na koszuli Hiszpana. W pierwszej chwili Romano poczuł nagły przypływ paniki. Co miał robić? Co tu się właściwie stało? Tymczasem Antonio zaczął brać szybkie hausty powietrza, zanim w końcu nie zemdlał w ramionach Romano.
– He-hej, dupku! Nie umieraj mi tu! – krzyknął w panice Włochy, potrząsając starszą nacją.
Hiszpania podniósł głowę, aby spojrzeć na Włochy Południowe. Teraz Włochy mógł ujrzeć jego oczy. Te zielone, zwykle wesołe oczy wydawały się teraz być kompletnie wyzute z tej radości. Były mętne i pozbawione żywotności. Antonio spojrzał w dół i zdjął rękę ze zranionego miejsca, tylko po to aby przyjrzeć się krwi na własnej dłoni. Jego twarz nie wykrzywiła się w grymasie bólu i jego ręka powróciła na zranione ramię. Kolejny przypływ bólu i Hiszpania wrzasnął, sprawiając, że Romano martwił się jeszcze bardziej.
– Cholera! – zaklął. – Hiszpanio, Hiszpanio! Co się stało?!
– Ja… ja myślę… Guernica… – zaczął Antonio, oddychając ciężko, ale urwał, krzycząc z bólu.
– Guernica? To… to małe miasteczko? Co z nim?
– Cz… czuję… Wydaje mi się, że… że ono zostało… – Zacisnął pieść na ramieniu. Jego głos i głowa zaczęły się trząść. – Że ono jest wciąż bombardowane… Oni popierają Republikanów i… Ja wiem… ja wiem, że… że robią źle… ale… ale tam są niewinni ludzie…
Oczy Romano wytrzeszczyły się. Zacisnął zęby.
– O, Romano… – Hiszpania zaczął płakać, przyciskając głowę do torsu Włoch. Wciąż z trudem wdychał powietrze. – Ja… ja nie mogę już tego dłużej znieść. Moi ludzie są podzieleni i… i oni ze sobą walczą… oni krzywdzą siebie nawzajem… oni się nawzajem mordują… Moje ciało jest… na krawędzi wytrzymałości… Jestem zbyt wykończony, Romano.
Położył głowę na jego torsie. Włochy nie odpychał przyjaciela, tylko objął ramionami, nie przejmując się tym, że krew Antonia zaczęła plamić mu koszulę. Wkrótce Hiszpania poczuł kolejny przypływ bólu, ale tylko przygryzł wargę.
– Cholerna wojna domowa… – To były jedne słowa, które wyrwały się z ust Romano.
Nagle zdał sobie sprawę z tego, że Antonio cierpiał straszne rzeczy. Wojna zawsze była zła dla narodu, ale wojna w twoim własnym ciele mogła doprowadzić cię do szaleństwa i rozpaczy. Romano poczuł przypływ poczucia winy, kiedy pomyślał o tym, że był, w pewien zwariowany sposób, powodem złej kondycji Antonia. Wszak Romano, Feliciano i ten ziemniaczany dupek przesyłali hiszpańskim faszystom broń i wspierali ich. Ale najgorsze było to, że on – Włochy Południowe – nie mógł sprawić, aby ten ból zniknął. I bez ich upartych szefów, nie było szans, aby zmusić Hiszpanów do zaprzestania walk. To była wojna o władzę. I mogła zostać przerwana tylko wtedy, kiedy jedna z frakcji – faszyści bądź Republikanie – zdobędzie władzę albo zawrze pakt z drugą grupą. Romano w tej chwili nie mógł też nic zrobić z bombardowaniem Guerniki. Jedyne, co mógł zrobić, to trzymać mocno Hiszpanię.
Nagle usłyszał chichot Antonia, ale ten chichot brzmiał bardzo smutno. Jak śmiech przez łzy. Romano spojrzał w dół na przyjaciela.
– Przepraszam, Romano – powiedział Hiszpania. – Wygląda na to, że tych churros nie da się teraz zjeść.
 – Idioto, ktoś bombarduje Guernicę, a ty martwisz się o żarcie?! No dalej – powiedział, wstając i podnosząc Antonia do góry. – Musimy się zająć twoją raną.
Dom Hiszpanii był tak duży, jak Romano go zapamiętał, ale wiedział dokładnie, gdzie znajdowała się sypialnia Antonia. Zaprowadził tam starszego mężczyznę, podtrzymując go ramieniem w pasie. Hiszpania chwiał się, prawdopodobnie z powodu utraty krwi i braku energii. Kiedy w końcu dotarli do pokoju Antonia, Romano posadził Hiszpana na łóżku i opuścił pomieszczenie, aby wkrótce powrócić z zestawem do pierwszej pomocy. Szybko pomaszerował do Hiszpanii, położył pudełko obok niego i zaczął rozpinać mu koszulę. Antonio mu pozwolił, obserwując podłogę nieobecnym wzrokiem. Jego ciało usiane było świeżymi i starymi bliznami. Nie powiedział ani nie zrobił nic, kiedy jego przybrany młodszy braciszek opatrywał jego rany, a potem położył go do łóżka i okrył kołdrą.
– Odpocznij przez jakiś czas, Hiszpanio – powiedział Romano. – Nie martw się. Zostanę z tobą.
– Powinienem znaleźć ci koszulę na zmianę. – Antonio usiadł, ale Romano ostrożnie położył go z powrotem do łóżka i powiedział:
– Wyobraź sobie, że to sok pomidorowy.
Na twarzy Antonia pojawił się uśmiech i mężczyzna zaśmiał się. Ale nagły przypływ bólu sprawił, że ten uśmiech zniknął. Hiszpania zasyczał i znów zaczął ciężko dyszeć. Włochy Południowe położył rękę na czole Hiszpanii. Było spocone i gorące. Włochy przygryzł wargę i chwycił mocno rękę przyjaciela. Był tak całkowicie bezbronny. Mógł jedynie siedzieć i patrzeć jak Antonio cierpi.
– Jeśli… jeśli umrę… – zaczął Hiszpania, uśmiechając się słabo. Włochy wytrzeszczył oczy. – Jeśli wojna domowa mnie zniszczy, to… to dobrze, że… że mogłem cię zobaczyć, zanim to się stanie.
– Idioto, nie umrzesz. Nawet się nie waż tak mówić!
– Nie jestem… dość silny, Romano. Moje ciało… nie będzie się opierać w nieskończoność.
– Gówno prawda! Pamiętasz jak często byłeś w takim stanie?! I zawsze byłeś tym swoim optymistycznym sobą! Nieważnie, jak twardo upadłeś; nieważne, co ci zrobiono, przetrwałeś to i uśmiechałeś się tym swoim głupkowatym, wesołym uśmiechem!
– Romano, czy ty… płaczesz?
Włochy Południowe naprawdę płakał, ale zignorował komentarz Hiszpanii i tak po prostu kontynuował:
– Kiedy wszystko dookoła ciebie się rozlatywało, kiedy wydawało się, że nie ma żadnej nadziei, ty wciąż się uśmiechałeś! Ten uśmiech był twoją siłą! I moją również!
– Romano…
Na chwilę nastała między nimi cisza. Hiszpania spojrzał na Włochy Południowe. Jego wzrok był wciąż mętny, ale coś się w nim kryło. Coś silnego. Coś jak… determinacja.
– Romano – zaczął Hiszpania. Jego głos był tak cichy, że Romano ledwo go usłyszał – pociesz mnie, proszę.
Włochy Południowe zmarszczył brwi i zastanowił się przez chwilę. Nigdy nie był dobry w uszczęśliwianiu ludzi. A przynajmniej nie świadomie. Bo były momenty, kiedy przypadkiem zrobił albo powiedział coś, co rozśmieszyło Hiszpanię. Teraz musiał sobie tylko przypomnieć jeden z tych momentów. Ale to było trudne. Jego pamięć nie chciała współpracować. Jego umysł był pusty. Cholera, Romano! Myśl, myśl, myśl. Dlaczego musiał być tak bezużyteczny, nawet w czymś tak prostym?
Nagle Hiszpania, tak po prostu, zaczął się śmiać. Zaskoczony Włochy spojrzał na niego.
– Wyglądasz jak pomidorek! – chichotał Antonio.
– Nazwałeś mnie pomidorem. Wracasz do zdrowia, draniu.
Hiszpania wciąż chichotał. Nagle syknął z bólu, ale potem jego oczy zamrugały ze zdumienia i po kilku sekundach uśmiechnął się do Włoch.
– Ból ustał – powiedział Antonio, uśmiechając się szerzej. – Bombardowanie Guerniki się skończyło.
Zaczął się śmiać z ulgą. Romano nie potrafił się powstrzymać, aby się nie śmiać razem z nim. Hiszpania usiadł na łóżku i objął Włochy Południowe, który natychmiast odwzajemnił uścisk. Jednakże obaj wiedzieli, że to nie był koniec cierpień Hiszpanii. Hiszpańska wojna domowa się nie skończyła, poza tym Antonio wciąż musiał się zmagać ze stratami w ludności Guerniki. Przeklęci Hitler, Mussolini i Franco. W takich momentach Romano żałował, że on i Feliciano byli faszystami.
– Dzięki, że tu byłeś – szepnął Antonio, wyciągając Romano z jego ponurych rozmyślań. – Bez ciebie nie przetrwałbym tego koszmaru.
– Nie ma sprawy, pomidorowy dupku. – Romano przerwał uścisk. – Hej, chcesz może coś do jedzenia? Pójdę do kuchni i coś znajdę. Tylko poczekaj tutaj.

[FF: Axis Powers Hetalia] Rosja na terapii

Pan Austria siedział wygodnie w fotelu, popijał herbatę, którą przyniósł mu Anglia, i czekał na przyjście swojego „klienta”. Po jego lewej stronie stała kozetka, specjalnie przyniesiona ze strychu na tę nietypową okazję. Austria nadal nie mógł uwierzyć w to, że przystał na ten głupi pomysł Ameryki. Z tego, że Freud był Austriakiem, Alfred wydedukował, że Roderich też był dobry w psychoanalizie, a Austrii trudno było wtedy zaprzeczyć, że jest specem od ludzkiej psychiki.
Teraz, kiedy już się zgodził, nie był pewien swojej decyzji. Zważywszy na to, kim miał być jego pacj… znaczy klient (pamiętaj, Austrio, „pacjent” to nie jest odpowiednie określenie, bo od razu traktujesz swojego klienta jak kogoś gorszego), pan Austria trochę się denerwował. Zawsze kiedy na konferencji Narodów Zjednoczonych przyglądał się Rosji, dochodził do wniosku, że jest on nieuleczalnym psychopatą i trzeba go trzymać na oddziale zamkniętym. Myśl o tym, że będzie musiał zadawać Iwanowi pytania na temat jego dzieciństwa i analizować jego marzenia senne, napawała Rodericha niepokojem.
Nagle jego rozmyślania przerwał krzyk z korytarza:
– Puśćcie mnie! Słyszycie?! Bo was zatłukę!

Roderich musiał przyznać, że podniesiony głos Iwana Bragińskiego różnił się diametralnie od spokojnego tonu, jakim Rosja raczył swoich sojuszników zwykle. Była w nim zrozumiała agresja, ale i potęga, nagle wydobyta z olbrzymich płuc. Austria położył filiżankę herbaty na stoliku koło fotela. Filiżanka spoczęła tuż obok drugiej, pustej, oraz dzbanka z wrzątkiem i innymi rzeczami niezbędnymi do poczęstowania gościa herbatą.
– Właśnie dlatego tam idziesz – rozległ się spokojny, acz stanowczy głos Anglii.
– Jesteś zbyt agresywny – dodał Francja.
– I masz obsesję na punkcie stawania się z tobą jednym – dorzucił Niemcy.
– Nie jestem czubkiem! – odparł na zarzuty Rosja.
– Polemizowałbym – powiedział chłodno Litwa.
– Nie denerwuj się, Iwan – oświadczył wesoło Ameryka. – Wielu Amerykanów chodzi regularnie do psychiatry.
Z każdą chwilą Austria denerwował się coraz bardziej. Niebawem uśmiechnięta Węgry otworzyła na oścież drzwi do pokoju, w którym czekał psychoanalityk-amator, i więcej jak pięć par rąk wrzuciło do środka wciąż wierzgającego Iwana. Następnie Węgry pośpiesznie zamknęła za sobą drzwi. Tak oto Austria i Rosja zostali sami w pokoju.
Rosja spojrzał nieprzychylnie w stronę Austrii i natychmiast skierował się w stronę wyjścia. Szybko zorientował się, że Węgry zamknęła drzwi na klucz (mimo, że byli z Austrią dawno po rozwodzie, nadal miała klucze do wszystkich jego pomieszczeń), jakby czasem gościowi przyszło do głowy wymknąć się przed końcem sesji. Iwan rzucił pod nosem kilka rosyjskich przekleństw, a potem sięgnął po swoją rurę, jednak jej nie znalazł.
– Wybacz – odezwał się Austria i uśmiechnął do Rosji, który odwrócił się do niego zaintrygowany. – Musieli cię rozbroić.
Swołocze! – wykrzyknął do drzwi Iwan, wymachując groźnie ręką. – Oddajcie mi moją rurę!
– Oddamy po terapii – odpowiedział Francja.
– Baw się dobrze! – dodał radośnie Ameryka.
– Usiądź, Iwan – odezwał się do swojego klienta pan Austria. Starał się, aby jego głos był spokojny i uprzejmy. Austria musiał nawiązać z Iwanem kontakt.
Rosja znów się do niego odwrócił. Spojrzał na niego tak chłodno, że Austria natychmiast poczuł się jak w syberyjskim kołchozie. Zaraz jednak odchrząknął i uśmiechnął się do Iwana przyjacielsko, a potem wyciągnął rękę w stronę dzbanka i zapytał:
– Herbaty?
Rosja zdziwił się. Jego twarz złagodniała i przybrała swój stary, wesoły wyraz.
– Tak, poproszę – odparł po chwili.
– Połóż się, proszę – powiedział Austria, wskazując otwartą dłonią kozetkę.
Iwan przez chwilę się wahał. Spoczęcie na tym meblu równało się z przyznaniem, że Rosja potrzebuje terapii. Ale z drugiej strony nie było żadnego innego wolnego siedzenia, a głupio było tak stać, popijając herbatę, której ciepełko mogło sprawić zwykle zziębniętemu Rosji przyjemność. Poza tym im szybciej to się skończy, tym szybciej będzie mógł wrócić do siebie i zapomnieć o tym niemiłym wydarzeniu.
Podszedł i niepewnie położył się na kozetce, opierając ręce na brzuchu. Spojrzał w stronę Austrii, który nalał mu do filiżanki z herbatą wrzątku, a potem zwrócił się w stronę Rosji. Przez cały czas uśmiechał się przyjaźnie do klienta, jakby chciał mu zakomunikować, że nie ma się czego bać. Iwan czuł się jak w gabinecie dentystycznym. Mimo tego, że lekarz próbował podnieść go na duchu, on nadal był zaniepokojony.
– Pijesz z cukrem czy z mlekiem? – zapytał po chwili Austria.
– Z rumem – odpowiedział Rosja, uśmiechając się niepewnie.
Austria przewidział taką okoliczność, dlatego wstał, wyjął z barku pierwszy lepszy rum i wlał odrobinkę do herbaty Rosji. Następnie podał filiżankę wraz ze spodkiem Iwanowi, który upił mały łyk i postawił filiżankę na stoliku. Po całym jego ciele rozlało się miłe ciepło wywołane wspólnymi siłami przez herbatę i rum. Oczy Rosji przebiegły powoli po pomieszczeniu. Iwan nie wiedział na czym zawiesić wzrok. Opanował go dziwny niepokój. Przypomniał sobie, że zakłady psychiatryczne z czasów, kiedy był Związkiem Radzieckim, nie były zbyt przytulne i przyjazne. Słyszał o nich różne niemiłe rzeczy, których za żadne skarby nie chciał doświadczyć na własnej skórze.
Na korytarzu wszyscy obecni przy wysyłaniu Rosji do psychiatry członkowie ONZ w skupieniu nasłuchiwali tego, co działo się w gabinecie Austrii. Francja, Włochy, Litwa, Łotwa i Estonia stali pod drzwiami, Anglia, Chiny, Japonia, Niemcy i Ameryka mieli na uszach słuchawki podłączone do różnych pluskw, umieszczonych w pokoju, a Węgry i reszta używali do tego celu mniej nowoczesnego sposobu, czyli szklanek. Wszyscy pragnęli się dowiedzieć, co tak naprawdę sprawiło, że Rosja jest takim psycholem. Prawdę mówiąc, przyjęli wcześniej zakłady o to, czy w dzieciństwie był bity, trzymany w szafie, wykorzystywany seksualnie, czy też wszystko naraz.
Iwan popatrzył znów na Rodericha, a ten natychmiast się uśmiechnął. Nie wydawało się, aby miał złe zamiary, ale mimo to Rosję wciąż nie opuszczało uczucie niepokoju.
– No, Iwan – Austria przerwał nagle ciszę. – Zacznijmy terapię od takiego pytania: Czy wiesz dlaczego się tutaj znalazłeś?
– Nie wiem – odparł Rosja, uśmiechając się uprzejmie. – To reszta uznała mnie za czubka, a ja przecież nic złego nie robię.
– Oni uznali tylko, że masz problem. Na pewno nie zrobiłeś nic, co mogłoby im poddać taką myśl? Zastanów się dobrze zanim odpowiesz.
Iwan zamilkł i zamknął oczy, aby dobrze pomyśleć. Trwał w tym zastanowieniu przez jakieś pięć minut, aż w końcu uśmiechnął się i radośnie oświadczył:
– Nie, nie mam zielonego pojęcia o co im chodzi.
Siedzące na korytarzu kraje ze zdumienia aż opadły na podłogę, ale zaraz podniosły się znów na równe nogi, aby nasłuchiwać dalej.
Austria poczuł przypływ irytacji. Normalnie natychmiast by wszystko wygarnął Rosji i powiedział, co myśli o takich antypatycznych osobnikach jak on, jednak tym razem musiał za wszelką cenę zachować spokój. Wybuch złości mógł sprawić, że Rosja straci do niego zaufanie i terapia nie będzie miała sensu. Dlatego Roderich odchrząknął i postanowił Iwana oświecić.
– Kiedy reszta cię tutaj prowadziła, krzyczałeś, żeby cię puścili, bo ich zatłuczesz. Co odpowiedzieli?
Umysł Rosji natychmiast przywołał zdarzenie sprzed paru minut. Przypomniał sobie jak wszyscy jego sojusznicy wleką go wspólnymi siłami korytarzem w domu Austrii. Przypomniał sobie jaki był wściekły i jak bardzo chciał wracać do domu, ale nie był wstanie oprzeć się połączonym siłom większości krajów ONZ-u. W końcu przypomniał sobie też i ten moment, o który pytał teraz Austria.
– Artur powiedział – zaczął Rosja – że jestem zbyt agresywny, a Ludwig, że mam obsesję na punkcie stawania się ze mną jednym.
– I tak oto doszliśmy do powodu, dla którego tutaj jesteś! – oświadczył z odrobiną tryumfu w głosie Austria. Zaraz jednak spoważniał. – Co o tym myślisz, Iwan?
– To bzdura – odparł Rosja. – Nie jestem agresywny. No, może troszkę – dodał po chwili. – Ale to po to, aby ich nauczyć.
– Nauczyć czego? – zapytał Austria i przygotował się do robienia notatek.
– Że mnie się trzeba słuchać. Przecież nie jestem wcale taki zły. Staram się być tylko duży i silny, jak każde państwo.
Austria skończył notować spostrzeżenia i spojrzał na Rosję z lekkim zainteresowaniem. Chyba właśnie trafił na ważny trop i dobrze byłoby nim pójść, aby dowiedzieć się czegoś ważnego.
– A dlaczego chcesz być duży? – zapytał po chwili, a Rosja spojrzał na niego ze zdziwieniem. – Przecież wiele małych państw jest bardzo silnych. Taka Szwajcaria, czy choćby Monako… W porównaniu z tobą są mikroskopijne, a mimo to, ich ekonomia jest bardzo mocna. Co więcej, nie mają ambicji, aby stawać się większymi. Im wystarczy, że nikt nie chce im zabrać ich ziem. Dlaczego więc chcesz być większy?
– Właśnie – szepnął za drzwiami Francja. – Zawsze się zastanawiałem, dlaczego ma tę obsesję na punkcie wzrostu.
– Ciiicho, idioto – uciszył go Anglia.
Rosja przez chwilę milczał, zastanawiając się nad odpowiedzią. Znów przez kilka minut trwała cisza, która dla Austrii i krajów za drzwiami była bardzo nieprzyjemna i trudna do zniesienia. A potem Iwan sięgnął po stojącą na stoliku filiżankę i wypił trochę herbaty z rumem. Dopiero kiedy odłożył filiżankę, był gotowy odpowiedzieć na pytanie Rodericha:
– Wszyscy moi szefowie chcieli, abym był wielki. Nawet ten wąsaty Gruzin.
Zgromadzona za drzwiami międzynarodowa zbieranina szpiegów-amatorów spojrzała po sobie ze zdziwieniem. Jeszcze bardziej się zdziwili po tym, co nastąpiło potem.
– Na pewno wiesz jak to jest, Roderich – dodał Rosja i spojrzał na Austrię, który zamarł na te słowa. Następnie Iwan popatrzył znów przed siebie i ciągnął dalej: – Twoi cesarze też pragnęli, abyś był coraz większy. Twoje ziemie sięgały od Polski po Włochy.
– Tak, prawda – odparł smutno Austria. – Ale im jesteś większy, tym więcej masz problemów. Musisz się zajmować całą tą zbieraniną. Trudno ich zdobyć, a jeszcze trudniej kontrolować. Opowiedz mi, proszę, coś więcej o swoich szefach – podjął nowy wątek.
Za drzwiami zapanowała kompletna cisza, a tymczasem Rosja wypił herbatę jednym haustem, jak literatkę wódki i ułożył się wygodnie na kozetce. Jego wyraz twarzy był melancholijny. Tak, Austria wiedział, że to odpowiednie słowo. Iwan był jakby pogrążony w smutnej zadumie, ale ten smutek jednocześnie napawał go jakimś dziwnym spokojem i radością.
– Wszyscy byli wspaniali – zaczął w końcu. – Każdy z osobna i wszyscy razem. Byli jakby stworzeni do budowania imperiów. Mówili mi, że jestem tym, pod którym zjednoczą się wszystkie ludy słowiańskie. Kto był przeciwko mnie, był przeciwko Słowiańszczyźnie.
Polska zmieszał się na te słowa. Wiele raz słyszał podobne hasła od różnych ludzi z Rosji i spoza niej.
– Panslawizm, eh? – odezwał się Anglia.
– Jedna z wielu wersji – odparł Francja, po czym dodał złośliwie: – I kto tu jest głośno?
– Zamknij się – syknął Artur i posłał Francji kopa.
– Potem pojawił się ten człowieczek, Lenin – kontynuował Rosja – i powiedział, że ode mnie ma się rozpocząć światowa rewolucja, która na zawsze zakończy epokę kapitalistycznego wyzysku. Ucieszyłem się, bo moi ludzie już wiele razy buntowali się z powodu rosnącego ubóstwa. Wciąż pamiętam Krwawą Niedzielę. Ten tłum wściekłych ludzi. Nie potrafiłem pojąć, dlaczego są tacy zdenerwowani.
Jego głos nagle się załamał. Austria popatrzył na Rosję, którego ręce nagle zaczęły niespokojnie ściskać gruby płaszcz. Roderich nie miał wątpliwości – właśnie natrafił na bardzo czuły punkt Iwana. Mogło nawet niebawem dojść do łez.
– Nie byłem w stanie ich zrozumieć. Patrzyłem na tę tłuszczę brudnych i wściekłych ludzi i nie rozumiałem, dlaczego byli niezadowoleni. Przecież byłem wielkim i wspaniałym imperium. Powinni być ze mnie dumni. I powinni być wdzięczni carowi Mikołajowi, że taki jestem.
– Wiesz co myślę, Iwan? – powiedział nagle Austria, pochylając się bardziej ku Rosji. Wszyscy szpiedzy wytężyli słuch. – Myślę, że tak bardzo chcesz spełnić wymagania swoich szefów, że zapominasz o tym, że jakość jest ważniejsza od ilości.
Iwan uśmiechnął się, ale w taki sposób, jakiego Austria nigdy wcześniej u Rosji nie widział. To był gorzki, pełen bólu i wymagający wiele wysiłku uśmiech. Chwilę potem oczy Rosji zaszkliły się od pierwszych kropel łez.
– Musiał pojawić się tamten człowiek, Władimir Ilicz Ulianow, abym to pojął – zaczął znów Rosja załamanym, zrozpaczonym głosem, który przyprawił zgromadzonych za drzwiami słuchaczy o litość, i to każdego bez wyjątku. – Musiał przyjść i pokazać mi, że car nie dba o swoich ludzi. Że imperializm, którym Jego Wysokość się kierował, niszczył mój lud.
Z każdym słowem Rosja coraz bardziej się załamywał. Łzy powoli spłynęły po jego policzkach, ale to był dopiero początek.
– Kiedy Lenin doszedł do władzy, myślałem, że teraz już wszystko będzie dobrze. Że teraz będę już szczęśliwym krajem, ze szczęśliwymi ludźmi, którzy się nie buntują, bo nie mają powodu. Wycofałem się z I wojny światowej i zająłem się moją zrujnowaną gospodarką. Rządy socjalistów rozpoczęły się od kilku potrzebnych reform, które miały uczynić mnie rajem na ziemi. Nie byłem już Rosją. Byłem Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Wielką i wspaniałą wspólnotą.
Rosja przygryzł dolną wargę, kiedy po twarzy spłynęły mu kolejne łzy, a z jego ust wydobył się odgłos tłumionego szlochu. Ścisnął mocno pięści. Austria patrzył na to ze smutkiem. Ból, jaki sprawiał swojemu klientowi, był nie do uniknięcia podczas terapii, ale służył wewnętrznemu katharsis. Rosja musiał wyrzucić z siebie to wszystko, co leżało mu na sercu. Mimo to, widok zrozpaczonego Iwana był trudny do zniesienia.
– Te reformy były chybione. Każda z nich przyniosła więcej szkody, niż pożytku. Potem Lenin wprowadził parę zmian i było przez jakiś czas dobrze. Jednak potem pojawił się Stalin. Powiedział mi, że mam misję. Stałem się pierwszym krajem, w którym wprowadzono „czysty socjalizm”. Muszę więc eksportować rewolucję i stawać się wielkim. Sprawił, że Litwa, Łotwa i Estonia stały się jednym ze mną, a po II wojnie światowej kontrolowałem prawie cały świat. Liczono się ze mną, bano się mnie. Jedyną osobą, która mogła mi zagrozić, był Ameryka.
– Opowiedz mi o Ameryce – zaproponował Austria.
Alfred wytężył słuch, kiedy tylko usłyszał propozycję Rodericha. Był bardzo ciekaw co też takiego myśli o nim Rosja. Znów przez jakiś czas trwała cisza, podczas której Iwan zastanawiał się nad odpowiedzią.
– Przez wiele lat moi szefowie i jego szefowie rywalizowali ze sobą. Zimna Wojna była wojną poglądową, głównie na technologię i szpiegów. Służyła temu, aby pokazać, który system jest lepszy. I moi szefowie usilnie twierdzili, że socjalizm, a szefowie Ameryki, że kapitalizm. Po śmierci Stalina każdy następny mój szef był jakby odrobinę łagodniejszy. A w każdym razie łagodniejszy niż Stalin. Podczas ich rządów dokonałem wielu pięknych rzeczy. Nie oszukujmy się, choćbyście nie wiem jak bardzo chcieli temu zaprzeczyć, to i tak byłem pierwszym krajem, który wysłał człowieka w kosmos.
– Ale mieliśmy mówić o Ameryce – przywołał go do porządku Austria. – Opowiedz mi, co wtedy do niego czułeś. Nienawiść?
– Właściwie nie tyle nienawiść, co pogardę – wyjaśnił Rosja. – Byliśmy wrogami, ideologicznymi rywalami. Chciał mnie zniszczyć i poniekąd mu się udało, poprzez dezinformację. Pozwalał moim szpiegom kraść fałszywe plany różnych superbroni, a kiedy już wprowadzano je w życie wielkim nakładem kosztów, moja gospodarka pogrążała się coraz bardziej w kryzysie. Ale mimo to trzymałem się dalej. Mówiono mi, że muszę pomagać innym republikom ludowym, które są w gorszej sytuacji. A wracając do Ameryki, to byliśmy dwoma biegunami. Choćby pojedynczy Rosjanie i Amerykanie się polubili, to i tak propaganda u mnie i u niego głosiła, że jeden chce drugiego pochłonąć.
– A nie było tak? – zapytał Austria. – Nie chciałeś, aby Alfred stał się z tobą jednym?
– Być może – stwierdził Iwan, uśmiechając się gorzko. – Ale on też chciał mnie zdemokratyzować. I mu się udało. Właściwie nadal ja i Alfred się nie lubimy, chociaż ich ostatni prezydent chce mieć ze mną dobre stosunki. Minie jeszcze trochę czasu, zanim sobie wybaczymy.
– Wspomniałeś, że miałeś wspierać inne republiki ludowe. Jaki właściwie był twój do nich stosunek?
Teraz uszu nastawili byli członkowie bloku wschodniego.
– Jako lider socjalizmu musiałem im dawać przykład. Musiałem nimi kierować, jak przystało na lidera.
– Ale zabrałeś niepodległość Litwie, Łotwie i Estonii!
– Wprowadzałem tam rewolucję. Wiem, że to brzmi trochę despotycznie, ale socjalizm zakładał zniesienie państwowości. Klasa robotnicza nie miała narodowości, więc jaka to różnica, w jaki sposób będę tam wprowadzał rewolucję?
– A to, że Łotwa na twój widok się trzęsie, cię nie niepokoi?!
Austria ledwo był w stanie opanować się, chciał jednak otworzyć oczy Rosji na cierpienia jakie zadał innym.
– Trochę niepokoi, ale Łotwa zawsze był miękki. Jest jeszcze dzieckiem.
– A wolałbyś wzbudzać miłość czy nienawiść? Bo strach właśnie do tego prowadzi, że będziesz znienawidzony. Polska już cię nie lubi.
– Ma mi za złe rozbiory.
– Dziwisz mu się?
– Też brałeś w tym udział – zaargumentował Rosja, spoglądając na niego znudzonym wzrokiem.
– Nie zmieniaj tematu! – oburzył się Austria. – Czy wiesz jak to jest, kiedy ktoś zabiera ci ziemię i suwerenność? Albo kiedy ktoś bije cię rurą po głowie?
– Wiem – odparł cicho Iwan i spojrzał na Austrię smutno. – Wiem, co to ból.
Było coś dziwnego w jego oczach. Coś co kazało zadać Austrii to pytanie:
– A kto ci zadał ten ból?
– Wiele osób. Od Generała Mroza, a na Ameryce i Chinach skończywszy. Ale jest tylko jedna osoba, która ma odwagę mnie uderzyć, a przy tym ciągle zapewnia mnie o swojej miłości.
– Białoruś? – spytał domyślnie Austria. Iwan przytaknął i mówił dalej:
– Poza tym kiedyś byłem małym państwem pod okupacją różnych azjatyckich plemion. Dawali mi swobodę wyznania, ale to i tak było upokarzające, być ich pomagierem.
– A więc wyżywasz się na innych za ten okres? Chcesz, aby Polska, Litwa, Łotwa, Estonia i kto tam jeszcze… poczuli się tak jak ty wtedy?
Rosja prychnął śmiechem i rzucił Austrii ironiczne spojrzenie.
– Chyba się zagalopowałeś z tą psychoanalizą, Roderich – Nagle spoważniał. – Zagarniałem ich ziemie, bo były o wiele cieplejsze niż moje. Jak już sam zauważyłeś, liczy się jakość, a nie ilość. Większość moich obszarów to zamarznięta, nie nadająca się do uprawy tundra. A ja nienawidzę śniegu, bo Generał Mróz musi mnie, oczywiście, regularnie napadać. Chciałabym mieć dostęp do morza. Chciałbym się przeprowadzić w jakieś cieplejsze miejsce. Poza tym jestem samotnym narodem. Kiedy okupowałem Polskę, Litwę, Łotwę, Estonię i inne narody, miałem towarzystwo.
– I jak im się z tobą żyło?
– Carowie chcieli z nich zrobić Rosjan, bo w ten sposób nie mieliby z nimi kłopotów. Liczyłem na to, że pójdzie szybko, bo przecież Słowianie nie różnią się zbytnio charakterem. Przeliczyłem się jednak. Panslawizm nie ułatwił rusyfikacji, choć wielu go popierało. Ciągle wybuchały bunty, a po I wojnie światowej moi słowiańscy bracia odzyskali niepodległość. A ja znów zostałem sam.
– Lubiłeś ich towarzystwo, Iwan?
– Nie zgadzaliśmy się w wielu sprawach, ale tak, lubiłem ich. Pamiętam, że kilka razy zdarzyło nam się pójść razem do pubu. Wtedy piliśmy, śmialiśmy się i śpiewaliśmy. Razem, jak przystało na Słowian.
– Jak przystało na ludzi – wtrącił Austria. – Zabawa zbliża nas do siebie. Zwłaszcza muzyka.
– Tak, to były piękne chwile – powiedział za drzwiami Litwa.
– Jedyne momenty, kiedy Rosja nie był straszny – dodał Łotwa.
– Nie ma co – odparł Polska. – Charakter ma pogięty, ale kulturę zajebistą.
– Możecie się uciszyć? – syknął Niemcy i wszyscy zaczęli nasłuchiwać dalej.
– Mówi się – ciągnął dalej Rosja – że Rosjanie są groźni tylko w dużych ilościach. Że kiedy chodzi o jednostki, jesteśmy całkiem sympatyczni. Prawdę mówiąc, podczas tamtych dni spędzonych na wspólnej biesiadzie, byłem najszczęśliwszy.
– Czy jak byłeś Związkiem Radzieckim, też ci się zdarzało z nimi wyjść?
– Czasem. Teraz też mi się to zdarza, ale częściej są wobec mnie chłodni.
Pan Austria zamyślił się. Jak dotąd dowiedział się o swoim kliencie mnóstwa rzeczy, o których nie miał do tej pory pojęcia. Już powoli zaczynał go rozumieć, ale nadal nie wiedział, jak sprawić, że Rosja stanie się mniej agresywny, a za to bardziej współczujący. Może jeśli…
– Opowiedz mi o swojej siostrze – zagadnął nagle Austria.
Tymczasem przez korytarz przeszła stanowczym krokiem Białoruś. Widząc ją, zgromadzenie przed drzwiami zamarło ze strachu, a zaraz potem pochowali wszystkie narzędzia podsłuchu i odeszli od drzwi. Białoruś zatrzymała się, przyjęła agresywną postawę i powiedziała stanowczo, acz cicho:
– Dobra, swołocze. Co żeście zrobili z Iwanem?
– My nic – odparli chórkiem.
Ameryka był pierwszym, który odzyskał odwagę i postanowił wszystko Białorusi wyjaśnić.
– Pomyśleliśmy, że przyda mu się mała terapia.
– Terapia?! – oburzyła się Białoruś. – Myślicie, że jest czubkiem?!
Jej krzyk dotarł do uszu Austrii i Rosji. Obaj mężczyźni wstali, zdumieni tym, co słyszą. Iwan znów zaczął szukać swojej rury, ale przypomniał sobie, że została mu odebrana, i po raz kolejny przeklął chłopaków z ONZ za to, że go rozbroili. Nagle drzwi do gabinetu Rodericha zostały wywarzone i przez pustą framugę wparowała wściekła Białoruś. Rosja skrzywił się. Sytuacja była beznadziejna. Bez swojej rury nie był w stanie się obronić przed swoja siostrą. Tymczasem Austria przeżywał żałobę po swoich eleganckich drzwiach i obawiał się o inne swoje sprzęty. A potem zauważył we framudze po drzwiach wystające zza ściany głowy członków ONZ i poczuł wzbierającą w nim złość. Chwycił wiszącą na ścianie szablę i skierował się w stronę tłumu.
– Osz, wy… Już ja wam dam podsłuchiwanie!
Nagle Rosja i krocząca w jego stronę Białoruś spojrzeli na niego, zaintrygowani. Po chwili twarze rodzeństwa przybrały chłodny wyraz. Iwan poczuł się zdradzony, oszukany. Jego ból, łzy i wątpliwości zostały odkryte przez członków ONZ. A więc to nie jego problemy były powodem tego, że zabrali go na terapię. Tak naprawdę chcieli zabawić się jego kosztem.
– Podsłuchiwaliście wszystko, co mu mówiłem?! – oburzył się Rosja. – Wy swołocze! To były osobiste wyznania!
– To nie tak! My chcieliśmy tylko wiedzieć… – zaczął Ameryka.
– To co klient mówi na terapii, ma obowiązek pozostać w gabinecie! – wrzasnął Austria.
– Już ja wam pokażę, niedorobieni Stirlitze! – krzyknął na całe gardło Rosja i zaczął iść ku nim. – Załatwię was gołymi rękami!
Wszyscy podnieśli się na równe nogi i w panice opuścili dom Rodericha. W gabinecie pozostali tylko Austria, Rosja i Białoruś. Zapanowała niezręczna atmosfera. Iwan powoli ochłonął i poczuł się nagle zagubiony. On i Białoruś spojrzeli na swojego gospodarza. Austria nie wiedział, co teraz powinien zrobić.
– Może herbaty? – zaproponował nagle.
Rosja westchnął, Białoruś nic nie odpowiedziała. Iwan usiadł na kozetce. Zgarbił się i zaczął nerwowo pocierać ręce, jakby było mu zimno. Zarazem jego twarz wydawała się być bliska płaczu. Po chwili Białoruś usiadła obok niego i objęła go po przyjacielsku ramieniem. Austria również spoczął w fotelu. Dolał sobie herbaty i przyglądał się Rosji i Białorusi. Poczuł się nagle zmęczony.
W końcu Rosja podniósł się na równe nogi. Białoruś i Austria zrobili po chwili to samo. Iwan spojrzał smutno na Rodericha. Obaj mieli poczucie klęski. W ostatnim geście życzliwości Austria wyciągnął do Rosji rękę, uśmiechając się przyjaźnie.
– Wybacz, Iwan – odparł i posmutniał. – Nie chciałem, aby to się w taki sposób skończyło.
Przez chwilę jego klient przyglądał się wyciągniętej ku niemu dłoni, a potem podniósł wzrok na Austrię i na twarzy Rosji pojawił się gorzki uśmiech, kiedy Słowianin uścisnął rękę Austriaka.
– Do widzenia na najbliższej konferencji, Roderich – powiedział cicho Iwan.
Białoruś wzięła go pod ramię i oboje wyszli z pokoju. Austria wodził za nim wzrokiem, a kiedy zniknęli w korytarzu, opadł bezwładnie na fotel.
Austria gościł u siebie w gabinecie Węgry. Przez pierwsze kilka minut wizyty popijali razem herbatę, rozmawiając na niezobowiązujące tematy, jednak Elizavieta wydawała się być czymś zaniepokojona, a Roderich wiedział nawet czym. Nie chciał jednak jeszcze poruszać tematu swojej nieobecności na ostatniej światowej konferencji, dlatego za każdym razem, kiedy Węgry chciała o to spytać, podejmował jakiś inny, mniej drażliwy wątek.  Spojrzał mimowolnie na pustą kozetkę, której jakoś nie potrafił odstawić na strych.
Do drzwi frontowych ktoś zadzwonił. Austria rozkazał swojemu lokajowi je otworzyć. Po chwili lokaj wszedł do gabinetu i zaanonsował:
– Panowie Niemcy i Włochy do pana, panie Austrio. Mówią, że mają do pana ważną sprawę.
– A więc ONZ wysłał ich… – skrzywił się Austria, odkładając na stolik filiżankę. Westchnął i powiedział: – No, dobrze. Niech przyjdą.
– Tak jest, panie Austrio – oświadczył lokaj i wyszedł.
Po kilku sekundach zwłoki przez dopiero co wstawione drzwi weszli Ludwig i Feliciano. Stanęli tuż przed chłodnym Austrią i lekko zdenerwowaną Węgrami. Włochy wydawał się czuć nieswojo w domu dawnego pana, nie mówiąc już o samej obecności byłego okupanta. Niemcy z kolei nie wyrażał żadnej emocji, oprócz stoickiego spokoju niemieckiego oficera. Austria nie fatygował się nawet podnieść z fotela. Chciał pokazać, że jego cichy protest trwa nadal.
Pierwszy odezwał się Niemcy:
– Przyszliśmy tutaj, aby przeprosić za ten incydent z Rosją w imieniu wszystkich, którzy brali w nim udział.
– I dobrze. To było skandaliczne zachowanie – oświadczył Austria i dopiero teraz wstał. – Chciałbym tylko wiedzieć, czy właściwie tylko po to namówiliście mnie na przeprowadzenie tej terapii, aby ją inwigilować jak to robiło te twoje Stasi?
– My naprawdę nie mieliśmy złych zamiarów – wtrącił Włochy. – My tylko… My tylko chcieliśmy wiedzieć, co sprawiło, że Rosja jest taki jaki jest.
– Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że on już nikomu nie zaufa?! – spytał z oburzeniem Austria. – Otworzył się przede mną, myśląc, że nikt inny się nie dowie o jego prywatnych sprawach, a tu zgraja wścibskich narodów podsłuchiwała pod drzwiami każde jego słowo! Zgaduję, że mieliście niezłą frajdę, bawiąc się jego kosztem, co?! Nie macie za grosz empatii!
– Niech pan mnie nie zabija, panie Austrio! – wrzasnął przerażony jego krzykami Włochy. – Mam krewnych w Salzburgu! Ludwig, ratuj! – krzyknął do Niemiec i schował się za jego plecami.
– W ogóle czemu przychodzicie do mnie? – zapytał Roderich. – Powinniście teraz przepraszać Rosję, a nie mnie.
– Ameryka i Anglia próbują go przebłagać – odparł Niemcy. – Próbowali już podczas konferencji, ale unikał każdego, kto się do niego odezwał.
Na te słowa Austria usiadł i przez chwilę się zamyślił. Nagle na jego twarzy zajaśniał lekki uśmiech.
– Czyli jednak, mimo wszystko, się na niej pojawił – powiedział zaraz potem i posmutniał. – To musiało być dla niego bardzo ciężkie. W końcu mógł się spodziewać kpin.
– Nie kpiliśmy z niego, naprawdę – odrzekł Włochy, wychylając głowę zza pleców Niemiec. – Po tym, co usłyszeliśmy, nie moglibyśmy się z niego śmiać.
– Nie był w ogóle sobą. Milczał i wydawał się pogrążony we własnych, posępnych myślach. To było jeszcze straszniejsze, niż gdyby zachowywał się normalnie – wytłumaczył Niemcy. – Litwa i Polska chcieli go potem zabrać do jakiegoś baru, ale wyrwał im się i poszedł do siebie.
– Wydawał się bardzo smutny – odparł Feliciano. – Aż nam się go żal zrobiło.
Austria milczał. Jemu też było żal Rosji. Właściwie od momentu, w którym Iwan opuścił jego dom, Roderich ledwo był w stanie pomyśleć o czymś innym, niż o tym, co Rosja mu powiedział. Próbował nawet analizować wszystko, czego się dowiedział z terapii, i doszedł do pewnych wniosków, jednak nadal uważał, że gdyby spotkał się z Rosją jeszcze kilka razy, mógłby mu pomóc.
– I co, panie Austrio – odezwał się Włochy, wyrywając go z rozmyślań i obdarzając nerwowym uśmiechem. – Wybaczy nam pan?
– Wybaczę, jak Rosja wam wybaczy – oświadczył stanowczo Austria, krzyżując ręce na ramionach.
Niemcy westchnął, wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do Ameryki. Po chwili usłyszał w słuchawce podniesiony i podekscytowany głos Alfreda:
– Cześć, Niemcy! Jak wam poszło?!
– Może zanim odpowiem, powiedzcie jak poszło wam – odparł Ludwig.
– Średnio – odpowiedział Artur, który pewnie wyrwał Alfredowi telefon. – Jesteśmy wciąż w jego domu, ale służba twierdzi, że Rosji nie ma.
Mimo tego, że Anglia mówił całkiem normalnym tonem, Austria wszystko usłyszał. Jego brew odniosła się nieznacznie. Czy to była próba uniknięcia spotkania z niechcianymi sojusznikami, czy też raczej rzeczywiście Rosja akurat był nieobecny?
– Eee… Niemcy, mamy problem – odezwał się nagle Anglia. – Właśnie przyszła Białoruś.
– Co?! – wrzasnął Ludwig, po czym zadał im stanowczy rozkaz: – Ewakuujcie się i to szybko!
– Że jak?! Bohater nie zmywa się, kiedy ma robotę do wykonania! – odpowiedział Ameryka.
– Co tu, do jasnej cholery, robicie, swołocze?! – dało się usłyszeć wściekły głos Białorusi.
– Dobra, Niemcy. Jeszcze oddzwonimy – powiedział Anglia i rozłączyli się.
Niemcy schował telefon i spojrzał na Austrię, który zachichotał. Cieszył się, że to nie on musi teraz uciekać przed wkurzoną Białorusią. Potem jednak znów posmutniał. Chwycił filiżankę i wypił trochę herbaty, zamyślając się na chwilę. Węgry, Niemcy i Włochy również milczeli. Zapadła długa cisza, niezręczna dla Elizaviety, Ludwiga i Feliciano, ale dla Rodericha błoga. Austria chciał już właściwie tylko tego, aby jego goście sobie poszli.
Znów zadzwonił dzwonek do drzwi. Węgry zaoferowała się sprawdzić, kto to, i po chwili zniknęła w korytarzu, pozostawiając mężczyzn samych. Austria westchnął na myśl, że to kolejna ekspedycja wysłana tutaj, aby go przebłagać. Niebawem Węgry wróciła biegiem do gabinetu. Austria, Niemcy i Włochy spojrzeli na nią w oczekiwaniu. Jej wyraz twarzy w pierwszej chwili był bardzo zdenerwowany, kiedy próbowała odetchnąć, ale potem podniosła wzrok na Austrię i nagle rozpromieniła się.
– Przyszedł. Rosja przyszedł tutaj, panie Austrio.
Austria zamarł na moment, aby potem uśmiechnąć się i wstać.
– Niech przyjdzie tutaj.
Węgry przytaknęła i pobiegła co sił po Rosję. Nie minęło pół minuty, a Iwan został przez nią zaciągnięty do gabinetu.
– Witaj, Iwan – przywitał go Austria, uśmiechając się. – Co cię do mnie sprowadza?
Rosja już otworzył usta, kiedy nagle na widok Niemiec i Włoch (który znów schowały się za plecami Niemiec) odchrząknął i wyprostował się, unikając wzroku obu państw. Austria nie miał wątpliwości – Rosja nie spodziewał się ich tutaj zastać i ich obecność wprawiła go w zakłopotanie.
– Zdaje się, chłopaki, że chcieliście coś powiedzieć – odezwał się do nich Austria.
– Tak – odparł Niemcy, wyprostował się i pełnym stanowczości głosem oświadczył: – Przyszliśmy do Austrii, przeprosić za to, że większość członków ONZ podsłuchiwało twoją terapię.
– A Anglia i Ameryka przyszły do twojego domu, aby przeprosić ciebie – dodał, wciąż stojąc za plecami Ludwiga Feliciano. – Ale teraz musieli uciec, bo zamiast ciebie zastali Białoruś.
– W każdym razie… – ponaglił ich Roderich.
– W każdym razie, skoro tutaj jesteś, chcieliśmy cię bardzo przeprosić – oznajmił z zażenowaniem na twarzy i w głosie Niemcy. – W imieniu wszystkich. Prawdę mówiąc, teraz bardziej cię rozumiemy.
– W gruncie rzeczy nie jesteś taki zły – powiedział Włochy, podnosząc zza pleców Niemiec palec wskazujący. – Czuję się z tobą bliższy od kiedy wiem, że twoi szefowie też mieli imperialistyczne zapędy, tak jak Mussolini.
– Jeśli chcesz, zabiorę cię kiedyś do Budapesztu na zakupy – zaproponowała rozpromieniona Węgry.
Rosja milczał. Jego twarz wyrażała smutek, ale też zakłopotanie i niepewność. Nawet jeśli ich przeprosiny złagodziły jego gniew, Iwan nie mógł tak po prostu im wybaczyć i Roderich o tym wiedział. Rosja potrzebował czasu, aby odpuścić taką krzywdę. Potrzebował naprawdę dużo czasu, aby odbudować zaufanie do innych krajów.
Dlatego Austria, aby nie przedłużać niezręcznej ciszy, poprosił swojego lokaja, ażeby odprowadził Węgry, Niemcy i Włochy do wyjścia. Niebawem Austria i Rosja zostali sami. Roderich uśmiechnął się i chwycił za dzbanek z herbatą.
– Niech zgadnę: Chciałbyś herbatę z rumem?
– Jeśli możesz… – odpowiedział Rosja, rozpromieniając się w swoim starym stylu.
Austria przygotował herbatę, a tymczasem Rosja usiadł na brzegu kozetki i przyglądał się tej czynności. Austria podał mu jego filiżankę i sam spoczął na swoim fotelu.
– Właściwie po co tutaj przyszedłeś, Iwan? – zapytał po chwili, a Rosja uśmiechnął się ufnie.
– Chciałbym ci jeszcze opowiedzieć o Białorusi…