[FF: Axis Powers Hetalia] 12 kwietnia, 1961

Pewnego razu Feliks siedział nad rzeką i łowił ryby. Była miła i ciepła pogoda i miał nadzieję, że nic nie zepsuje mu tego wspaniałego dnia. Jednakże niebawem usłyszał czyjeś szybkie kroki, a kiedy się  odwrócił, ujrzał Tino. Fin stanął i oparł się o pobliskie drzewo. Przez kilka sekund starał się złapać oddech, aż w końcu spojrzał na Polaka.

– Hej, Feliks, Feliks! Rosjanie wylecieli w kosmos! – krzyknął Tino.

 

Oczy Feliksa rozszerzyły się na te wieści. Potem szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy i chłopak zapytał z nadzieją:

 

– Wszyscy?

 

– Nie, tylko Gagarin – odpowiedział Tino.

 

Uśmiech Feliks zniknął nagle i Polak powrócił do łowienia ryb, mówiąc:

 

– Oh… To dlaczego dupę zawracasz?

[FF: Axis Powers Hetalia] Klif

Pewnego razu Diabeł schwytał czterech mężczyzn – Artura Kirklanda, Francisa Bonafoy, Ludwiga Beilschmidta i Feliksa Łukasiewicza – i postawił ich na krawędzi bezdennej przepaści. Diabeł uśmiechnął się, a potem podszedł do Artura i powiedział:

– Skacz!

– Co, kurwa?! Nie! To cholerna bezdenna przepaść! – zaprotestował Anglik.

 

– Dżentelmen by skoczył – odparł Diabeł, spoglądając na niego z zawiedzeniem.

 

Artur spojrzał w dół. Do diabła, nikt nie będzie mówił, że Artur Kirkland nie jest dżentelmenem! No i skoczył z klifu.

 

Diabeł podszedł do Francisa.

 

– Skacz!

 

– W żadnym razie, mesieur. Ta przepaść wydaje się bardzo niebezpieczna.

 

– Dżentelmen by skoczył.

 

– Nie skoczę tylko dlatego, że mi każesz.

 

– Ale taka jest teraz moda.

 

Francis spojrzał w przepaść. Jeśli skakanie z klifu jest teraz w modzie, on powinien skoczyć. Kiedy to zrobi, będzie mógł o tym opowiadać innym, a oni pękną z zazdrości. Tak więc Francis również skoczył.

 

Potem Diabeł podszedł do Ludwiga.

 

– Skacz!

 

– Nie ma mowy!

 

– Dżentelmen by skoczył.

 

– Nie zrobię tego.

 

– Ale taka jest teraz moda!

 

– Nie skoczę.

 

– To rozkaz.

 

Nagle oczy Ludwiga się rozszerzyły. Jakim byłby Niemcem, gdyby nie słuchał rozkazów? Tak więc on również skoczył w dół.

 

W końcu Diabeł podszedł do Feliksa.

 

– Skacz!

 

– W żadnym razie!

 

– Dżentelmen by skoczył.

 

– Ale ja nie jestem dżentelmenem, więc się odpieprz.

 

– Ale taka jest teraz moda.

 

– Nie obchodzi mnie to.

 

– To rozkaz.

 

– Posłuchaj, Diable: Jeśli myślisz, że argumenty, których użyłeś, aby przekonać ich do skoku, podziałają na mnie, tak jakby się totalnie mylisz.

 

– Dobra, zapomnij o tym. Nie skacz.

 

I Feliks skoczył.

[FF: Axis Powers Hetalia] Hiszpańska kołysanka

To była miła, ciepła, acz nie parna noc. Każdy pokój w domu Hiszpanii był otwarty, aby wpuścić do środka delikatną, chłodną bryzę. Na granatowym niebie z migoczącymi ziarenkami gwiazd wisiał srebrny księżyc w pełni. Ten księżyc spoglądał z zewnątrz na śpiących już w swoich łóżkach albo przygotowujących się do tego ludzi. Sen w tak dobrych warunkach był jak mały kawałek Nieba zesłany na ziemię – tak spokojny, tak ciepły, tak wspaniały, że miało się wrażenie, że nie było możliwości, aby w taką noc przyśniły się komuś koszmary.
Antonio nie spał, choć bardzo tego chciał. Leżał w swoim łóżku i czytał jakąś książkę, ale tak naprawdę nie zwracał uwagi na to, co było tam napisane. Był taki śpiący, że przelatywał przez słowa, nie łącząc z sobą ich sensu. Starał się ignorować histeryczne krzyki Romano, dochodzące z jego pokoju, ale nawet jeśli jego ludzie mówili, że Hiszpania nie powinien biec na każde zawołanie „tego aroganckiego dzieciaka”; że nie powinien być taki delikatny dla Romano i że powinien raczej uczyć go, że nie zawsze może coś osiągnąć przez wściekły wrzask… nawet wtedy on – Antonio – nie czuł się z tym dobrze. Nie to, że chciał być na każde zawołanie Romano (kto tu był w końcu szefem?), ale chodziło o to, że się po prosto o niego martwił. Tak więc Hiszpania wciąż miał poczucie winy i nie przestawał się denerwować.

Nikt w domu Hiszpanii nie wiedział dlaczego Romano krzyczał. Hiszpanii kazano nie wchodzić do pokoju chłopca i inni ludzie też tam nie wchodzili, jakby tam było coś obrzydliwego lub strasznego. Tak więc zagadka (wraz z problemem) pozostała nierozwiązana.

 

– HISZPANIO, HISZPANIO! POMÓŻ MI! – Z pokoju Włoch Południowych doszedł kolejny pełen przerażenia krzyk. Antonio zacisnął pięści na kołdrze, a potem postawił książkę na stoliku.

 

– Wybacz mi, Romano… – szepnął. – To dla twojego dobra.

 

Walczył ze sobą. Pomyślał, że jeśli Romano doświadczy trochę strachu i nauczy się z nim postępować, stanie się silniejszy. A Romano chciał być silny, prawda? Zwłaszcza po tym incydencie z Turcją. Był bardzo nerwowy od tamtego czasu. Teraz musiał się strzec nie tylko zboczonego Francji, ale także tego zamaskowanego Saracena.

 

– HISZPANIO, TY DUPKU! GDZIE JESTEŚ, DO JASNEJ CHOLERY?!

 

Antonio zacisnął pięści jeszcze mocniej. Naprawdę chciał pobiec do swojego małego Romano, ale bał się, że jego własna służba uzna to za akt słabości. Mógł tylko mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze z Romano.

 

– HISZPANIO, DO CHOLERY! GDZIE JESTEŚ?!

 

Może to był jeden z tych momentów, kiedy Romano się z nim droczył? Czasem, aby zezłościć Antonio, krzyczał o pomoc. Antonio biegł jak dziki i kiedy w końcu docierał do pokoju chłopca, Romano uśmiechał się do niego i mówił: „Tylko żartowałem.” albo „Sprawdzałem tylko, ile ci to zajmie”. W takim razie nie było potrzeby, aby Hiszpania tam szedł. Więcej – byłoby lepiej, gdyby nie poszedł. Romano powinien pamiętać bajkę o chłopcu, który wołał „wilk”. I być może to sprawi, że Romano będzie bardziej szanował swojego opiekuna.

 

– HISZPANIO! HISZPANIO! Proszę… – ostatnie słowo zostało wypowiedziane z mniejszą energią, prawie wyszeptane. Była tam nawet nutka… rozpaczy.

 

Serce Hiszpanii podskoczyło w jego piersi. Czuł się okropnie. Takie małe dziecko nie powinno być pozostawione od tak, bez żadnej uwagi ze strony dorosłych. Włochy Południowe mógł pomyśleć, że nikt go nie kocha. A Antonio kochał Romano. Może ten mały łobuz był trochę kłopotliwy (leniwy, słaby, arogancki…), ale to był jego mały łobuz i Antonio uważał go za kogoś bardzo mu drogiego. Były momenty, w których Romano potrafił być naprawdę słodki.

 

Romano obudził w Antoniu ojca. Po tych wszystkich chwilach spędzonych ze starszym z Włochów, Hiszpan rozumiał Romano, akceptował i kochał go. I raczej pobiegłby do niego i przytulił tak mocno, że chłopiec nie czułby się samotny już nigdy więcej. Był Hiszpanią – krajem namiętności, więc uczucia rodzicielskie wewnątrz niego były o wiele bardziej intensywne, niż u normalnego człowieka (czy kraju). Pragnął być dla Romano wzorem do naśladowania. Pragnął widzieć go uśmiechającego się, być z niego dumny i spędzać z nim miło czas. Te krzyki łamały Hiszpanii serce i doprowadzały go do szału.

 

– HISZPANI, HISZPANIO! TO TURCJA! PROSZĘ, HISZPANIO! URATUJ MNIE!

 

Oczy Antonia rozszerzyły się i gwałtownie wstał z łóżka. No dobra, teraz nie było takiej opcji, aby tutaj siedział i ignorował Romano. Jeśli ten niewierny chciał skrzywdzić jego ukochanego Włochy, Hiszpania go zabije. Tak więc Antonio wziął swój miecz i ruszył do pokoju Włoch Południowych. Jego serce biło jak szalone i był zły na siebie za to, że nie zareagował wcześniej. Ten cholerny Turcja mógł zabrać Włochy ze sobą i uciec.

 

Bez chwili zwłoki dotarł do drzwi i gwałtownie je otworzył. W pokoju zobaczył tylko śpiącego Romano, który wiercił się nerwowo w swoim łóżku. Na początku Antonio był zaskoczony, ale potem odetchnął z ulgą i uśmiechnął się. A więc to był fałszywy alarm. Romano był bezpieczny. Hiszpania oparł swój miecz o ścianę, ostrożnie podszedł do Włoch Południowych, usiadł na brzegu łóżka i przez kilka sekund obserwował śpiącego chłopca. Romano wciąż się wiercił, tak mocno, że wykopał pościel na podłogę. Hiszpania zaobserwował też strużki łez na tych pyzatych policzkach.

 

– Hiszpanio! Pomóż mi, proszę! – krzyczał Włochy Południowe tą resztką energii, która mu pozostała w suchym gardle.

 

Antonio nie miał wątpliwości – Romano śnił się koszmar. Hiszpania wstał, wziął leżącą na ziemi kołdrę i delikatnie okrył nią chłopca. Następnie znów usiadł na łóżku, położył ręce na ramionach malca, pochylił się nad jego uchem i powiedział:

 

– Romano…

 

Nagle chłopiec przestał się szarpać, ale za to zaczął dygotać. Wciąż miał zamknięte oczy. Wciąż spał… i był przerażony.

 

– Romano, to ja. – Hiszpania starał się brzmieć delikatnie, ale również pewnie. – Nie martw się, jesteś już bezpieczny. Zająłem się Turcją. Nie zrobi ci krzywdy.

 

Romano powoli otworzył oczy, jakby spodziewał się zobaczyć cos złego. Antonio wciąż trzymał go w ramionach. Kiedy chłopiec zobaczył go; kiedy zobaczył te ciepłe, zmartwione, zielone oczy, westchnął i zorientował się, że to wszystko było tylko złym snem. Nie wiedział, co teraz zrobić. Chciał okrzyczeć Hiszpanię za dotykanie go i zaraz iść z powrotem spać, ale z drugiej strony bał się zasnąć i śnić ten koszmar znowu. Wybuchnął płaczem, kiedy przypomniał sobie szczegóły – ciemny las, loch i twarz szalonego Turcji, który z całą pewnością chciał go skrzywdzić.

 

I nagle Hiszpania uśmiechnął się do Włoch i przytulił go, delikatnie głaszcząc go po głowie. Uciszał małego chłopca w swoich ramionach i mówił mu, że teraz wszystko będzie dobrze; że teraz Romano był bezpieczny, bo on – Antonio – był tutaj i będzie go chronił. Romano nadal płakał. Małe rączki zacisnęły się na koszuli mężczyzny i Antonio przytulił go do siebie mocniej.

 

– Co ci się śniło? Dlaczego mnie wołałeś? – spytał Hiszpania. Zaskoczony Włochy podniósł na niego wzrok. Hiszpania przestał go przytulać, bo przeczuwał, że niebawem zostanie kopnięty albo uderzony przez Romano.

 

– Ja cię wołałem? Niemożliwe – odrzekł lekceważąco chłopczyk.

 

– Tak, wołałeś mnie bardzo głośno – odpowiedział Antonio. – Ogólnie cos w stylu: „Hiszpanio, pomóż mi”. Zapytaj kogoś innego i ta osoba powie ci to samo.

 

Zapadła cisza. Antonio ujrzał rumieniec na policzkach Romano. Hiszpania uśmiechnął się. Mały Romano wyglądał tak słodko, kiedy się rumienił. Nagle wyraz twarzy Włoch zrobił się znów smutny i chłopiec przeniósł wzrok na swoje stopy. Hiszpania przyglądał mu się ze zmartwieniem. Co mu teraz chodziło po głowie?

 

– Ja… ja byłem w lesie – zaczął po cichu, wciąż przyglądając się swoim stopom. – Bawiłem się swoja piłką, kiedy nagle ona… ona wymknęła mi się z… z rąk i przeturlała się w tą gęstszą i ciemniejszą część lasu. Nie chciałem tam iść, ale zależało mi na odzyskaniu mojej piłki, więc zacząłem w poszukiwaniu jej wchodzić coraz głębiej. Kiedy ją wreszcie znalazłem, zorientowałem się, że jestem w środku lasu i nie wiem jak wrócić do twojego domu. Więc… więc… – Jego głos zaczął się załamywać. – Więc zacząłem cię wołać.

 

– Ach, rozumiem – powiedział z uśmiechem Hiszpania. Romano posłał mu chłodne spojrzenie i Antonio odchrząknął. – Przepraszam. Co było potem?

 

– Wołałem cię bardzo długo i nie przyszedłeś. – Hiszpania poczuł kolejny przypływ poczucia winy, ale powrócił do słuchania Romano. – A… a potem pojawił się Turcja. On… on złapał mnie i… i wyrywałem się mu, ale on był silniejszy i mnie związał i zabrał do jakiegoś lochu. Potem nagle byłem przykuty łańcuchami i… i… – Jego głos był coraz bardziej załamany. Antonio mógł też dostrzec łzy w kącikach jego oczu. – I on chciał mi zrobić krzywdę! – krzyknął, podnosząc zapłakany wzrok na Hiszpanię. – Wołałem cię, dupku! Dlaczego, do cholery, nie przyszedłeś?!

 

Hiszpania nie odpowiedział. Poczuł się tak, jakby zaraz miał sam się rozpłakać, ale zamiast tego spojrzał na Włochy Południowe i uśmiechnął się. Potem podniósł go do góry, posadził sobie na kolanach i znów przytulił. Ale tym razem pocałował też czubek jego głowy, potem czoło, a następnie zaczął kołysać malcem. Dobrze słyszał jak Romano płakał w jego ramionach, czasem nawet pociągając nosem. Antonio nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jego mały podwładny był agresywny wobec wszystkich (szczególnie Hiszpanii), jednakże wciąż był jak każde inne dziecko. On także bał się grzmotów i obcych. On także miał czasem złe sny. On także płakał, kiedy cos go przerażało albo bolało. I on także musiał być przez kogoś pocieszony. Musiał wiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że zły sen już minął. I to czyniło Romano jeszcze słodszym.

 

Romano zaś czuł się dziwnie w ramionach Antonia. Nie było mu źle, było mu po prostu… dziwnie. Ale było mu też miło i ciepło. Wygodnie i bezpiecznie. Chciał, aby tak zostało trochę dłużej, może na kilka godzin. Romano nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czuł się w taki sposób. Pewnie nigdy wcześniej, bo nikt wcześniej nie wpadł na pomysł, aby go przytulić. No może jego głupi młodszy brat, ale on przytulał każdego. A tym razem było kompletnie inaczej. Tym razem Romano potrzebował uścisku. Potrzebował czyjejś koszuli, aby się wypłakać. Potrzebował miłości.

 

Kiedy Antonio zorientował się, ze Romano przestał płakać, znów poczuł swoje własne zmęczenie. Położył chłopca do łóżka, przykrył go kołdrą i pocałował w czoło, ale kiedy podniósł głowę, aby odejść, małe rączki zacisnęły się na jego kołnierzyku i Hiszpania musiał stawić czoła wściekłemu Romano.

 

– Nie zostawiaj mnie tak po prostu, dupku.

 

Hiszpania zachichotał.

 

– No dobra – odparł mężczyzna i połaskotał chłopca, aby się uwolnić.

 

Potem podniósł kołdrę i położył się obok Romano. Następnie Antonio objął go jednym ramieniem i zaczął głaskać go po głowie. Mały chłopiec wydawał się być śpiącym. Jego oczka mrugały powoli, jakby walczył ze snem. Hiszpania również był zmęczony. Tej nocy będzie spał tutaj, ze swoim ukochanym Romano.

 

– Czas spać, mój mały – szepnął do chłopca i zaczął śpiewać.

 

A la nanita nana nanita ella nanita ella

Mi nina tiene sueno bendito sea, bendito sea

Kiedy Romano usłyszał śpiew swojego opiekuna, poczuł się dziwnie, ale nadal słuchał. Głos Antonia był piękny – miękki, cichy i spokojny.

 

A la nanita nana nanita ella nanita ella

Mi nina tiene sueno bendito sea, bendito sea
Fuentecita que corre clara y sonora
Ruisenor que en la selva cantando llora
Calla mientras la cuna se balansea
A la nanita nana, nanita ella
A la nanita nana nanita ella nanita ella

Romano zamknął oczy i słuchał kołysanki. Chłopiec nigdy by się nie spodziewał, że ten idiota potrafił tak dobrze śpiewać. Teraz jego głos był zupełnie inny od tego, kiedy Hiszpania tylko mówił. Brzmiał hipnotyzująco i doskonale spokojnie. Może nie był śpiewakiem operowym, ale jego głos sprawiał, że Romano czuł się dobrze. Chłopiec rozpływał się w tym spokoju i delikatności.

 

Mi nina tiene sueno bendito sea, bendito sea

Fuentecita que corre clara y sonora
Ruisenor que en la selva cantando llora
Calla mientras la cuna se balansea
A la nanita nana, nanita ella

Zaraz po ostatniej zwrotce Hiszpania spojrzał w dół na małego chłopca, skulonego w jego ramionach. Uśmiechnął się, kiedy zobaczył, że Romano ssie swój kciuk. Jak słodko… Antonio zamknął oczy i zasnął. Reszta nocy była dla nich obu spokojna i wspaniała.

 

 

Pewien służący wszedł wcześnie rano do pokoju Romano i zamarł, kiedy ujrzał chłopca i Antonio, śpiących w jednym łóżku. Cóż, cały dom Hiszpanii wiedział, że ich pan lubił Włochy Południowe i czasem postępował z nim jak ojciec, więc kiedy minął pierwszy szok, sługa po prostu się uśmiechnął. Wahał się prze chwilę – obudzić Hiszpanię czy zostawić go w spokoju? W końcu pomyślał, że jego pan byłby niezadowolony, jeśli się spóźni na śniadanie. Tak więc sługa podkradł się do łóżka i delikatnie potrząsnął ramię Hiszpanii. Antonio zamruczał z niezadowolenie i powoli otworzył oczy. Nagle zorientował się, gdzie i z kim leżał w łóżku. Przerzucił swój zaspany wzrok z Romano na służącego.

 

– Proszę wybaczyć, ale niedługo podajemy śniadanie – szepnął sługa.

 

– Bardzo dziękuję. – Hiszpania się uśmiechnął.

 

Usiadł i wstał z łóżka. Potem odwrócił się w stronę śpiącego Romano. Antonio rozpromienił się, kiedy zobaczył, że chłopiec wciąż jeszcze ssał swój kciuk. Potem mężczyzna spojrzał na służącego, który szybko zorientował się powinien zostawić Hiszpanie i Włochy Południowe samych. Tak więc dyskretnie wyszedł z pokoju.

 

Kiedy Antonio był znów sam z Romano, pochylił się nad śpiącym chłopcem i szepnął mu do ucha:

 

– Romano, czas na śniadanie. No dalej, obudź się i pójdziemy razem.

 

Małe oczka otworzyły się nieśpiesznie i Romano przetarł je. Kiedy ujrzał uśmiechniętego Antonio, westchnął. To było jasne, że nie chciał jeszcze wstawać. Hiszpania uważał, że zaspany Włochy był jeszcze słodszy. Z wciąż ciężkimi powiekami, chłopiec usiadł powoli na łóżku i wstał. Antonio przygotował mu jakieś ubrania i zaczął kierować się do swojego pokoju, aby samemu zmienić garderobę. Romano obserwował go, idącego ku drzwiom, ale kiedy jego opiekun położył rękę na klamce, Romano zawołał:

 

– Mógłbyś…? – urwał zdanie. Antonio odwrócił się do niego i Romano zaczął jeszcze raz: – Mógłbyś śpiewać… tę piosenkę… częściej?

 

Hiszpania uśmiechnął się

 

– O, jakie to słodkie!

 

– Nie mów tego, głupku! – wrzasnął gniewnie Romano. – To nie to, że lubię jak śpiewasz!

 

Hiszpania uśmiechnął się jeszcze szerzej. Podszedł do Romano i pogłaskał go po głowie.

 

– Jeśli bardzo chcesz, mogę ci śpiewać tę piosenkę co noc, Romano.

 

– Naprawdę? – zapytał z radością w swoich małych oczach Włochy.

 

Hiszpania przytaknął. Włochy Południowe uśmiechnął się i jego opiekun opuścił pokój, biorąc swój miecz. Romano nie mógł zobaczyć, jak odwrócony tyłem Antonio wciąż się uśmiecha.

 

 

Romano siedział w swoim łóżku i czekał. Zaczynał już tracić cierpliwość. Jak długo tego wesoły idiota pozwoli mu czekać? To bardzo niegrzeczne z jego strony, zwłaszcza kiedy chłopiec tak bardzo chciał usłyszeć tę kołysankę jeszcze raz. Romano poważnie myślał o skopaniu tyłka Hiszpanii.

 

Nagle drzwi do pokoju się otworzyły i wszedł Antonio. Jednak jedna rzecz sprawiła, że Włochy podniósł ze zdziwienia brwi, a mianowicie to, iż Hiszpania trzymał w rękach gitarę. Mężczyzna uśmiechnął się do chłopca, podszedł do niego i usiadł na brzegu łóżka. Romano posłał mu chłodne, wściekłe spojrzenie. Antonio odpowiedział nerwowym uśmiechem i położył gitarę na kolanach.

 

– Wybacz, Romano. Nie mogłem znaleźć mojej gitary, a bardzo chciałem ci zaśpiewać z muzyką – wyjaśnił, wciąż się uśmiechając.

 

Romano tylko położył głowę na poduszce i przykrył się kołdrą. Jego ręce zacisnęły się na pierzynie, a jego oczy przyglądały się sufitowi, kiedy wymamrotał do Antonia:

 

– Cóż… Po prostu zaczynaj.

 

Hiszpania uśmiechnął się jeszcze raz i chwycił w ręce gitarę. Potem zaczął grać. Spokojne i słodkie dźwięki instrumenty sprawiały, że Romano rozluźnił swój uścisk i spojrzał na Antonia, który śpiewał tym samym miękkim i spokojnym tonem:

 

A la nanita nana nanita ella nanita ella

Mi nina tiene sueno bendito sea, bendito sea…

[FF: Axis Powers Hetalia] Białe flagi

Było wiele rzeczy, który Niemcy nie lubił – do diabła, nienawidził! – u Włoch. Jego lenistwa (jak to możliwe, że nie biegał dostatecznie szybko podczas treningów, a pędził jak burza, kiedy trzeba było walczyć z Anglią?), jego nieumiarkowania w jedzeniu gelato (cholera, Ludwig był tyle razy w aptece, że facet, który ją prowadził, przygotowywał pastylki na ból brzucha, kiedy tylko ujrzał Niemcy na ulicy), jego narzekania, jego zwyczaju robienia pasty gdzie popadnie, ale przede wszystkim – jego białych flag.

Feliciano robił je w każdym obozie i machał nimi podczas każdej toczonej razem bitwy. Ludwig skrzyczał go za to wielokrotnie i ciągle mówił mu, że powinien przestać je już robić, ale Włoch nie słuchał (jak zawsze – kolejna denerwująca przypadłość). Niemcy był nauczony walczyć do ostatniego tchu i nigdy się nie poddawać, chyba że to było absolutnie konieczne, więc to oczywiste, że się wściekł, kiedy Włochy zrobił jedną białą flagę dla niego. Feliciano przyszedł do niego i oznajmił, że właśnie ukończył przygotowania do walki (to były składniki do pasty, cholera…), a potem dodał coś „do użycia w trakcie bitwy”. Pobiegł po to, mówiąc, że przyniósł także jedną dla swojego dowódcy. Na początku Niemcy był wzruszony tym, że Włochy coś dla niego zrobił, ale kiedy ujrzał tę białą flagę z napisem: „Poddaję się, Niemcy”, poczuł się tak, jakby zaraz miał zabić Włocha tu i teraz.
– Dość tego, Włochy! – krzyknął, sprawiając, że mała nacja ukryła głowę w ramionach i przestała się uśmiechać tym swoim głupawym uśmieszkiem. Następną rzeczą, jaką zrobił Ludwig, było rzucenie białej flagi na ziemię i wydarcie się: – Dlaczego, do cholery, robisz te śmiecie?!
– Po prostu myślałem… – zaczął przerażony Włochy.
– Nie przeszkadzaj mi, kiedy cię łajam! – Ostry krzyk, głośniejszy od każdego innego krzyku, jaki Feliciano kiedykolwiek słyszał od Ludwiga, sprawił, że w kącikach brązowych oczu zaczęły formować się łzy. – Czy ty masz w ogóle jakiś honor?! Zawsze uciekasz, mały tchórzu! Jak zamierzasz wygrać bitwę, kiedy cały czas się poddajesz?!
– Ludwig… – W oczach Feliciano widać było w nich smutek, strach i niedowierzanie.
– Każdego dnia robisz te cholerne flagi i machasz nimi! Nie wkładasz żadnego wysiłku w treningi! Nie słuchasz, co do ciebie mówię! Jakby cię wcale nie obchodziło, czy wygramy czy przegramy! A ja muszę cię wciąż ratować, bo ciągle narzekasz i wołasz o pomoc! Nie potrzebuję takiego sojusznika!
Oczy Feliciano rozszerzyły i dwie łzy spłynęły mu po policzkach. Ale nie wybuchł swoim głośnym, dziecinnym płaczem. Odwrócił się tyłem do Ludwiga i uciekł przed siebie. Widok uciekającego z płaczem przyjaciela sprawił, że Niemcy natychmiast ochłonął. Jego niebieskie oczy skupiły się na małym brunecie w granatowym mundurze, który to brunet uciekał jak najdalej od niego.
Niemiec przygryzł wargę, zorientowawszy się, co właśnie zrobił. Doprowadził swojego przyjaciela, swojego jedynego przyjaciela, do płaczu. Nakrzyczał na niego i powiedział coś, co pewnie kazało Feliciano myśleć, że nie są już przyjaciółmi. Słowa: „Nie potrzebuję takiego sojusznika.” mogły zabrzmieć jak zerwanie sojuszu, co w tym przypadku równało się zerwaniu przyjaźni.
– Feliciano, czekaj! – Niemcy ruszył za nim, ale Włochy nie przestał biec.
Wkrótce Włoch zniknął z oczu Niemcowi. Ludwig szukał go wszędzie, odczuwając rosnący powoli w jego piersi ciężar poczucia winy. Ale nie musiał szukać długo. W końcu znalazł Feliciano, siedzącego na kamieniu koło płotu Niemiec. Słońce świeciło, kwiaty były w pełnym rozkwicie, ale mały Feliciano na kamieniu pochylił głowę pogrążony w smutku. To był naprawdę łamiący serce widok – zwykle wesoły Włochy w tak deprymującym stanie. Niemcy przełknął ślinę i podszedł do niego, a potem uściskał jednym ramieniem. Włoch spojrzał na niego ze zdumieniem i Ludwig mógł przyjrzeć się jego łzom bliżej. Feliciano gapił się na niego tymi brązowymi, pełnymi smutku i goryczy oczami. Niemcy wiedział, że musiał przeprosić. Po kilku sekundach, kiedy zebrał odwagę i znalazł odpowiednie słowa, nareszcie się odezwał:
– Przepraszam, Feliciano, ja po prostu… przesadziłem.
– Nie, miałeś rację. Jestem beznadziejnym sojusznikiem – odpowiedział Włochy. W jego wielkich oczach pojawiły się nowe łzy. – Nie umiem walczyć i  zawsze uciekam i… i… – Jego głos zaczął się załamywać, kiedy zakrył twarz rękoma. – I gdybyś był w tarapatach, prawdopodobnie nie mógłbym ci pomóc.
– Hej, nie mów takich rzeczy – Niemcy starał się brzmieć miło i przyjaźnie. – Nie wiesz, co byś zrobił w danej sytuacji, dopóki nie znajdziesz się w takiej sytuacji. Poza tym – Uśmiechnął się do Włoch i rubasznie uderzył go w ramię – nie jesteś aż taki zły. Ty po prostu musisz… więcej ćwiczyć.
Feliciano podniósł swój (wciąż smutny) wzrok na Ludwiga.
– I wciąż chcesz być moim przyjacielem?
– Pamiętaj – Niemcy podniósł do góry swój mały palec. – Zawarliśmy Pakt Stalowy, a to oznacza, że nie zamierzam przestać być twoim przyjacielem. No dalej, rozchmurz się. Nie lubię, kiedy jesteś smutny.
Włochy uśmiechnął się lekko.
– Dzięki, Ludwig.
– Wracajmy do treningu.
– Tak jest, proszę pana! – powiedział Włochy i zasalutował Niemcom, wywołując u niego uśmiech.
Niemcy ukrył się za jakimś budynkiem, aby uniknąć ostrzału i kolejnych obrażeń. Spojrzał na swoje lewe ramię i ostrożnie zabrał swoją rękę z rany po postrzale. Z małej, niemal idealnie okrągłej dziury w jego ramieniu spływała czerwona rzeka. Musiał jak najszybciej zatamować krwotok albo straci za dużo krwi. Niestety personel medyczny był daleko, daleko stąd, zajęty innymi żołnierzami, tak więc Niemcy musiał radzić sobie sam. Zaczął szukać jakiegoś płótna, chustki albo jakiegokolwiek innego materiału, którego mógłby użyć, ale nie znalazł nic.
Feliciano jakoś udało się do niego przedostać, cudem unikając postrzału. Kiedy w końcu znalazł się przy Ludwigu, wyciągnął jakiś biały materiał. Na początku Niemcy pomyślał, że zamierza tego użyć, aby zrobić kolejną białą flagę, ale oczy Niemca rozszerzyły się, kiedy ujrzał napis: „Poddaję się, Niemcy”.
– Hej, to tylko zadrapanie. Nie muszę się poddawać przez coś takiego – powiedział ostro do Feliciano, a ten się do niego uśmiechnął.
– Kto mówi o poddawaniu się, Ludwig? – odpowiedział Włoch i rozpromienił się jeszcze bardziej.
A potem, tak po prostu, owinął chustę wokół zranionego ramienia Niemiec i związał ją mocno. Ludwig nigdy by nie podejrzewał, że Feliciano ma tyle siły. Potem Włochy podniósł wzrok na swojego pacjenta i odpowiedział wesoło:
– Już. Mówiłem, że może się przydać podczas bitwy.
No cóż, może te białe flagi nie są wcale takie złe?

[FF: Axis Powers Hetalia] Powstań, Bloku Wschodni!

Dream yourself awake
Can’t make it through the night
Wicked dreams will haunt you
When the morning light shines
You try to find your way outside

Toris, Raivis i Eduard wyprostowali się na widok wchodzącego Iwana. Uśmiechnął się niewinnie, oni również się rozpromienili swoimi fałszywymi uśmiechami, za którymi kryły się strach, nienawiść i rozpacz. On podszedł do nich bliżej, wciąż się uśmiechając, i położył rękę na głowie Łotwy. Mały kraj zaczął się trząść. On i jego bracia poczuli bezsilny gniew, kiedy Rosja powiedział:

 

– Czyż nie fajnie jest być ze mną jednym?

 

Musieli pokonać chęć uderzenia go i krzyknięcia: „Nie, nie jest!” Musieli użyć całej swojej samokontroli, aby nie wywrzeszczeć, jak bardzo pragnęli odzyskać swoją niepodległość, swoje imiona, swoje flagi narodowe, swoją dumę. Musieli się przemóc z tym wszystkim i z kolejnym fałszywym uśmiechem przyznać mu rację.

Just another day

You try to let them shine
The people disappoint you
Makes you wonder why you cry
You can almost see the end of you

Elizavecie chciało się płakać albo uderzyć pewnego Rosjanina patelnią za wszystko, co jej lud teraz cierpiał. Punkty za pochodzenie? Kolektywizacja? Co to do cholery było?! Nic dziwnego, że czuła się tak niedobrze. Nic dziwnego, że jej gospodarka była tak nisko i jej ludzi pragnęli zmian. Cała ta sytuacja była bardzo deprymująca.

 

Feliks szedł przez szare ulice Poznania. W twarzach ludzi, którzy go mijali, mógł ujrzeć depresję. Nie czuł się dobrze od tej afery z pracownikami stoczni Cegielskiego. Tak wielu ludzi zginęło i poczuł ich śmierć dogłębnie. Czuł swoje problemy ekonomiczne i rosnącą frustrację swoich obywateli. To nie była rzeczywistość, w której chciał żyć. To nie był też jego wybór, choć jego szef twierdził inaczej. Feliks miał wrażenie, że powinien coś zrobić. To mogło być coś małego, ale coś. Nie mógł tego tak po prostu znosić.

 

So come, on stand up

Yeah, put your hands up
It ain’t wrong to be strong
And it’s gonna be gone
And then they won’t come back to you
No no no no

Był już październik. Pewnej nocy Gilbert siedział w swoim domu i oglądał telewizję, kiedy usłyszał jak dzwoni telefon. Szybko wstał i podniósł słuchawkę. Musiał być ostrożny. Stasi prawdopodobnie nagrywało rozmowę. Po drugiej stronie Elizaveta krzyknęła z entuzjazmem:

 

– Gilbert, czy ty wiesz co się stało?!

 

– A ty wiesz, która godzina jest teraz, Elizaveta? – wrzasnął.

 

– Zamknij się i słuchaj: Szef Feliksa się zmienił po tym jak Felek stawił opór Czerwonej Armii! Czy to nie wspaniałe, Prusy?

 

– Ciii – uciszył ją. – Ty szalona kobieto, chcesz, aby mnie aresztowano?

 

– Oh, wybacz, Gil. W każdym razie zadzwoniłam tylko po to, aby ci to powiedzieć. Pa. – I odłożyła słuchawkę.

 

Gilbert nie wrócił do gapienia telewizji. Przez kilka sekund po prostu stał przy telefonie i myślał. Może była jakaś nadzieja? Może gdyby się zbuntowali, mieliby jakąś szansę, aby pokonać Iwana?

 

 

Węgry, ze swoją własną flagą w rękach, maszerowała wraz ze studentami Politechniki Budapesztańskiej. Niebawem do studentów dołączało coraz więcej ludzi. Ci wszyscy ludzie kierowali się w stronę pomniku Bema. Elizaveta czuła jak jej obolałe ciało wypełniało się wspaniałą ekstazą i nadzieją. Jeśli włoży w to całe serce i całą swoją siłę, będzie w stanie osiągnąć wszystko. Imre Nogy stanie się jej nowym przywódcą i wszystko będzie dobrze.

 

Wake up
Try not to break up

If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Prusy tulił do siebie płaczącą Węgry i szeptał do jej ucha słowa pocieszenia. Inni członkowie Bloku Wschodniego siedzieli naokoło i przyglądało się jej ze smutkiem. Powstanie Węgierskie upadło. Mimo odwilży, sytuacja każdego z nich nie była tak dobra, jak sądzili, że będzie. Może terror nie był aż tak silny jak za czasów stalinizmu, ale ich gospodarka była wciąż na niskim poziomie, ich ludzie wciąż narzekali, a kraje bałtyckie wciąż nie odzyskały swojej niepodległości. Ich świat wciąż był bezbarwny.

 

Nagle Polska zacisnął pięści i powstał. Wszyscy zwrócili na niego swoją uwagę.

 

– Musimy walczyć, ludzie. Musimy spróbować jeszcze raz.

 

– Debilu, Rosja nas ukarze! – odpowiedział Rumunia.

 

– W takim razie spróbujemy znów – odparł spokojnie Polska, spoglądając na wszystkich. – I znów. Dopóki nie uda nam się wyrwać z tego piekła.

 

Elizaveta przestała płakać i popatrzyła na niego. Nagle na jej twarzy pojawił się uśmiech. Potem wyrwała się z objęć Gilberta i podbiegła do Feliksa.

 

– Jestem z tobą, Felek.

 

Prusy przyglądał się mu, skonfundowany, ale zaraz pokazał swój zwyczajny uśmieszek.

 

– Masz rację, mały. Musimy mu skopać tyłek.

 

Give yourself a break

Listen to your heart
Let your conscience guide you
Never let your guard down
Find out the best of you

Gilbert stanął naprzeciw Muru Berlińskiego i położył rękę na szarym, betonie, pokrytym graffiti. Za tą ścianą był jego brat. Za tą ścianą był kolor, szczęście i wolność. Miejsce, w którym był właśnie teraz on – Prusy, znany również jako NRD – było bezbarwnym, pozbawionym nadziei więzieniem. Nawet jeśli jego szef twierdził inaczej; nawet jeśli jego szef twierdził, że jego ukochany brat, Zachód, jest imperialistycznym potworem, on – NRD – chciał go znów zobaczyć.

 

Gilbert oparł się o mur, jakby chciał coś podsłuchać. Stał tak przez chwilę, zanim opuścił to miejsce i powrócił do swoich zwyczajnych czynności, takich jak pranie, zakupy, planowanie nowej akcji, która miała wkurzyć Iwana…

 

Everything you do

And what is done to you
Doesn’t have to change you
It only makes you stronger and stronger
The more they take away from you

– Nie zrobię tego! – wykrzyknął Rumunia, krzyżując ręce na ramionach. Rosja był wstrząśnięty.

 

– Ale musisz! Czechosłowacja buntuje się przeciwko mnie!

 

– Zapomnij, Iwan! Nie zamierzam go atakować![1]
Czechosłowacja był na pierwszym spotkaniu Karty 77. Jak twierdzili, ich celem była walka z komunizmem w jego – Czechosłowacji – stronach, oraz obrona praw człowieka i demokracji. Był trochę zdenerwowany (ostatnim razem, kiedy próbował przeforsować pewne reformy, został zaatakowany przez armię Układu Warszawskiego), ale nie mógł przestać się uśmiechać.

 

So come on, stand up

Yeah, put your hands up
It ain’t wrong to be strong
And it’s gonna be gone
And then they won’t come back to you
No no no no

Estonia nie mógł już tego znieść. Ta rusyfikacja doprowadzała go do szału. Zawsze był kimś unikalnym i Rosja powinien to szanować. Eduard nie chciał być częścią Iwana przez wieczność. Musiał coś zrobić. Tak więc, kiedy jego ludzie pokazali mu List czterdziestu; kiedy ujrzał studentów protestujących przeciwko rusyfikacji, nie wahał się ani chwili. Zszedł do piwnicy i znalazł swoją starą flagę. Była trochę zakurzona, ale wciąż dobra. Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy, kiedy zawiesił ją nad łóżkiem, śpiewając Jestem Estończykiem.[2]
Serce Łotwy zaczęło rosnąć, kiedy popatrzył na obu swoich braci, trzymających go za rękę w długim łańcuchu dłoni, który zaczynał się w Wilnie, a kończył w Tallinie. To był ich protest przeciwko paktowi Ribbentrop-Mołotow. Chcieli pokazać Rosji, że będą walczyć o swoją niepodległość, o swoją narodowość, o swoje kraje. Łotewski Front Ludowy był gotowy, aby zacząć zmiany.[3]

 

Wake up

Try not to break up
If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Polska starał się spoglądać ponad tłum. Wszyscy ci ludzie ze Stoczni Gdańskiej czekali na tego jednego człowieka, który był symbolem ich walki; który był jednym z ich największych liderów. Transparenty naokoło Feliksa miały jaskrawoczerwony napis: Solidarność. Feliks obserwował to w zachwycie przez chwilę, zanim nie usłyszał nagle entuzjastycznego, masowego okrzyku: „Nie ma wolności bez Solidarności!” Odwrócił wzrok i uśmiechnął się, widząc jak dwaj mężczyźni podnoszą Lecha Wałęsę do góry.

 

 

Węgry podniosła wzrok i rozpromieniła się, kiedy zobaczyła jak jej ludzie usuwają stalową kurtynę, która odseparowywała ją od niewidzianego od wielu lat Austrii. Nie spodziewała się, że będzie stał po drugiej stronie, ale wciąż była szczęśliwa, że mogła otworzyć swoje granice na Zachód.

 

You won’t lead no beggars life

And you sure don’t need their bad advice
or their five cents worth of what they think of you
Sometimes they’re not so into you
Keep your head up above that line, you know
Everybody loses sometimes
Shame, shame, shame
The things they’ve done to you

– Wygląda na to, że Iwan ma jakieś problemy – powiedział do Artura Francis.

 

Anglia przerwał haftowanie i popatrzył na niego z lekkim zaskoczeniem, dopóki nie przypomniał sobie, o czym właściwie mówił Francja. Anglia uśmiechnął się i powrócił do pracy.

 

– Tak, tak. – Nagle przybrał poważny wyraz twarzy i wyszeptał: – Blok Wschodni walczy…

 

So come on stand up

Yeah put your hands up
It ain’t wrong to be strong
And it’s gonna be gone
And then they won’t come back to you
No no no no
Wake up
Try not to break up
If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Prusy wziął wielki młot i z całej siły zaczął nim walić w Mur Berliński. Dzisiaj był ten dzień. Dzień, w którym on i Zachód znów się spotkają. Betonowa ściana zaczęła się walić od ataków ludzi, którzy chcieli, aby to się stało prawdą. Gilbert poczuł, jak w jego oczach czają się krople łez. Jedynie kilka uderzeń i zobaczy brata. Czekał na ten moment od 1961. Ten mur musiał upaść dzisiaj. Prusy nie zniesie więcej tej rozłąki z Ludwigiem.

 

Wszyscy walczyli za ten dzień. Polska, Węgry, Czechosłowacja, Bałtowie… Ten mur… Ten mur był symbolem. Symbolem ich więzienia. Symbolem ich zależności od Rosji. Symbolem ich izolacji od reszty ludzkości. Gilbert pamiętał słowa Churchilla: „Od Szczecina nad Bałtykiem po Triest nad Adriatykiem żelazna kurtyna zapadła nad Kontynentem…” Ten mur był kurtyną. Fizyczną barierą miedzy Blokiem Wschodnim a Zachodnim Światem.

 

I upadał. Masowe ataki wściekłych, zdeterminowanych ludzi kruszyły szarą, betonową ścianę i niebawem ulica, na której mur stał, wypełniła się gruzem. Gilbert przerwał walenie. Wciąż trzymając w ręku młot, wdychając gęste od pyłu powietrze, i obserwował przestrzeń przed sobą. Pierwszą rzecz, jaką ujrzał, były ulice po zachodniej stronie Berlina. Tłum był tam tak samo duży, jak po stronie wschodniej. Czerwone oczy wypełniły się świeżymi łzami, kiedy Prusy ujrzał biegnącego do niego wysokiego blondyna. Łzy popłynęły po policzkach Gilberta, gdy Ludwig wreszcie do niego podbiegł i objął szerokimi ramionami starszego brata. Obaj teraz płakali z niewypowiedzianej radości.

 

Cos you’re a bad, bad girl

And you just can’t stop
So come on stand up
Try not to break up
If they’re holding you down
Then you rise to the top
Cos you’re a bad, bad girl
And you just can’t stop

Blok Wschodni nie był już dłużej komunistyczny.

————————————————————-
[1] Rumunia jako jedyny członek Układu Warszawskiego, odmówiła udziału w inwazji na Czechosłowację.
[2] Od Karty 77 rozpoczęła sie Aksamitna Rewolucja.
[3] Przez cały okres bycia częścią ZSRR Litwa, Łotwa i Estonia były rusyfikowane. W 1980 estońscy studenci zaczęli protestować przeciwko rusyfikacji, a osiem lat później rozpoczęła się tak zwana „śpiewająca rewolucja”. Wspomniany wyżej utwór – „Jestem Estończykiem” – stał się potem hymnem narodowym Eduarda.