Meg ogląda Star Trek: TOS – 1×2 „Charlie”

Nasza podróż przez odcinki oryginalnego Star Treka trwa! I akurat jeśli chodzi o Charliego, to jest on jednym z powodów, dla których w ogóle podjęłam się odświeżenia sobie TOSa. Kiedy przejdziemy do sekcji Co Z Tego Pamiętam, dowiecie się, dlaczego.

A tymczasem macie tutaj piosenkę, która utknęła mi w głowie przez ten odcinek. Nie ma ona nic wspólnego z tym, o czym Charlie jest, no ale mózg działa w dziwny sposób.

Opis Fabuły:

Załoga Enterprise odbiera od załogi Antaresa osobliwego gościa – siedemnastoletniego Charliego Evansa, który w wieku trzech lat jako jedyny przeżył katastrofę statku kosmicznego na pewnej planecie (o owej planecie zaś krążą legendy, jakoby w dawnych czasach zamieszkiwał ją lud Thasian). Charlie jest zdrowy fizycznie i wydaje się zdrowy psychicznie, choć jest troszeczkę nieokrzesany, co można zrzucić na jego brak interakcji z innymi ludźmi przez czternaście lat. Charliemu szybko wpada w oko Janice Rand (która wydaje się być pierwszą dziewczyną, którą widział w życiu), a poza tym chłopak zdaje się szanować bardzo kapitana Kirka. Szybko jednak okazuje się, że młodzieniec ma pewne unikalne zdolności – potrafi sprawić, że coś znika; stworzyć coś z niczego, spalić pionki w trójwymiarowych szachach, a także rzucić człowiekiem o ścianę samą siłą woli. W dodatku hormony w nim buzują i jest bardzo przewrażliwiony na punkcie tego, czy ludzie są dla niego mili i czy się z niego śmieją. Wkrótce załoga Enterprise zaczyna być przez Charliego terroryzowana i Kirk musi znaleźć sposób, aby poradzić sobie z Charliem.

Co Z Tego Pamiętam:

Nic. Absolutnie nic. O Charliem Evansie wiem ze źródeł poza serialem. Dlatego chciałam obejrzeć ten odcinek i nie zadowalać się suchymi opisami. Aczkolwiek, kiedy wreszcie wzięłam się za Charliego, przez chwilę wydawało mi się, że jednak coś z niego pamiętam. Jest tam taka scena, kiedy załoga siedzi w mesie i Uhura śpiewa przy akompaniamencie Spocka. Pamiętałam, że był taki wątek w którymś odcinku, że jakaś nieobeznana w zwyczajach ludzkich istota była zafascynowana konceptem śpiewania i tak jakoś niechcący, próbując go bliżej zbadać, przypaliła nieco pani porucznik mózg. Przez chwilę myślałam, że to właśnie pochodzi z tego odcinka, ale szybko przekonałam się,  że jednak nie.

Wnioski Ogólne:

Charlie Evans przypomina Anthony’ego Fremonta ze Strefy Mroku, mianowicie – jest kimś, kto nie jest zbyt dojrzały emocjonalnie, ale posiada niesamowitą moc dającą mu władzę nad innymi. Podobieństwo jest tak uderzające, że kiedy kapitan Antaresa i jego dwóch oficerów oddają Charliego w ręce Kirka, uśmiechają się i mówią o chłopaku same dobre rzeczy… ale to wszystko jest wymuszone. Ma się wrażenie, że Antares chce się jak najszybciej pozbyć swojego pasażera.

Kirk zrzuca niedojrzałość Charliego – to że chłopak zdaje się nie rozumieć, że pewne rzeczy są poza jego zasięgiem albo że trzeba też brać pod uwagę uczucia i potrzeby innego człowieka – na okres dojrzewania (w końcu nastolatki są niecierpliwe i skoncentrowane na sobie). Jednakże jeśli się weźmie pod uwagę to, że Thasianie obdarzyli Charliego mocami, kiedy ten miał trzy lata, to pojawia nam się jeszcze inna możliwość, mianowicie – Charlie od lat trzech przyzwyczajony jest do tego, że jeśli czegoś chce albo potrzebuje, może sprawić, że to się pojawi. Moce miały mu pomóc przetrwać, a sprawiły, że dorastał z przeświadczeniem, że wszystko może. W dodatku przez czternaście lat pozbawiony był interakcji z kimkolwiek cielesnym, tak więc koncept wartości życia ludzkiego jest dla niego też do pewnego stopnia obcy.

Niemniej jednak Charlie uciekł od Thasian, bo pragnął ludzkiego towarzystwa, tak więc z drugiej strony mamy tę jego chęć, aby wszyscy go lubili i byli dla niego mili. I też przez dłuższy czas podoficer Rand, Kirk, Spock, McCoy… wszyscy na statku starają się być dla niego mili i cierpliwie wyjaśniają mu różne zawiłości życia w społeczeństwie. Mają z tym nieraz trudności (no bo jak wytłumaczyć chłopakowi, że mężczyzn można bić dla żartów, a kobiety nie?), ale jakoś im idzie.

Ale już kiedy Charlie zaczyna interesować się podoficer Rand, wiadomo, że będzie to jedna z tych historii, gdzie przez lata żyjący z dala od ludzi osobnik płci męskiej zapałał uczuciem do kobiety, która akurat była dla niego miła, i będzie się do niej zalecał, mimo że ona nie jest nim w ogóle zainteresowana. Często takie historie zresztą kończą się tym, że ów osobnik niechcący zabija swój obiekt westchnień w przypływie szału. I tutaj też w momencie, kiedy podoficer Rand uderza chłopaka, bo ten się do niej dobiera, Charlie sprawia, że kobieta znika (na szczęście potem Thasianie przenoszą ją z powrotem na statek).

Natomiast ciekawe jest to, że Kirk gra tutaj rolę figury ojcowskiej. Już na początku McCoy próbuje wymusić na kapitanie, aby odegrał tę rolę, a Kirk się przed nią broni i bardziej widzi doktora jako męski autorytet dla Charliego. W końcu jednak załoga przekonuje się, że chłopak już obdarzył Kirka szacunkiem i się go słucha. Kirk zdaje się roztaczać przed Charliem aurę władzy połączonej z troskliwością – jest na swój sposób ojcowski. Przez dłuższy czas nawet udaje mu się zmusić Charliego, aby robił to, co mu się każe, ale wkrótce chłopak się buntuje (jak to nastolatek).

To pierwszy odcinek, w którym Kirk ma do czynienia z młodzieżą. W sumie to ciekawe, że każdy kapitan w Star Treku (no, prawie każdy… nie wiem jeszcze jak z Archerem i Janaway) musi sobie jakoś radzić z dziećmi i nastolatkami i u każdego z nich wygląda to trochę inaczej, bo też są oni w różnych położeniach. Kirk nie ma dzieci (a przynajmniej o tym nie wie), ale radzi sobie całkiem nieźle, bo wie, kiedy być poważnym, a kiedy nie. Picard jest samotnikiem i nie czuje się zbyt komfortowo w towarzystwie dzieci, niemniej jednak jeśli wymaga tego sytuacja, potrafi podnieść młodzież na duchu, a w dodatku on i Wesley Crusher mają prawie że ojcowsko-synowskie relacje. W końcu Sisko jest ojcem nastoletniego syna, tak więc jego podejście do dzieci jest przefiltrowane przez jego rodzicielskie doświadczenia (do tego z radością nosi niemowlęta na rękach, wie jak postępować z Nogiem i ubolewa nad tym, że jego syn dorasta).

W każdym razie Charlie kończy się tym, że chłopak zostaje odesłany do Thasian, ponieważ nie jest przystosowany do życia wśród ludzi. Powraca później w komiksach Starfleet Academy, gdzie spotyka się z kadetami ze Szwadronu Omega. Jednakże choć tym razem ma jak najbardziej dobre zamiary, jego historia również nie kończy się szczęśliwie.

I z tym smutnym wnioskiem Was zostawiam. Do zobaczenia w odcinku trzecim, czyli Na końcu galaktyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.