Maj z Batmanem – Galeria Łotrów

Termin „Rogues Gallery” pierwotnie odnosił się do praktyki policyjnej polegającej na zbieraniu zdjęć sygnalitycznych przestępców oraz związanych z nimi informacji, takich jak znane kryjówki, metody działania, imiona wspólników itd. Metodę tę pierwszy wykorzystywał Alan Pinkerton w swojej słynnej agencji detektywistycznej, po czym detektyw Isaiah W. Lees z San Francisco, i inspektor Thomas Byrnes z Nowego Jorku rozpowszechnili ją w pracy policyjnej.
Jednak termin ten funkcjonuje bardziej w powszechnej świadomości jako określenie grupy antagonistów dla jednego bohatera. Bohatera, który zwykle co tydzień musi walczyć z innym przeciwnikiem, toteż potrzebuje godnych zapamiętania wrogów.
I co by nie mówić, Batmanowi takich wrogów nie brakuje. Tak po prawdzie trudno nie dojść do wniosku, że spośród wszystkich superzłoczyńców w całym uniwersum DC, to właśnie Mrocznemu Rycerzowi przypada na najsłynniejsza Galeria Łotrów.
Zadajmy sobie teraz pytanie: Dlaczego tak właściwie jest?

Jakiś czas temu zrobiłam mały eksperyment: zapytałam ludzi, którzy nie wiedzą prawie nic o komiksach, ilu wrogów Batmana potrafią podać, a ilu wrogów innych superbohaterów DC. Odpowiedzi były różne, ale ogólnie przeważał trend, że znanych przeciwników Człowieka-Nietoperza było od groma, podczas gdy przy Supermanie był tylko Lex Luthor i, co najwyżej, Zod i Doomsday; a z pozostałymi superbohaterami było jeszcze gorzej.
Odpowiedź, która pierwsza przychodzi do głowy, kiedy zastanawiamy się nad tym, czemu ta konkretna Galeria Łotrów cieszy się większą popularnością niż pozostałe, to fakt, że Batman jest po prostu częściej adaptowany. No bo popatrzmy: mamy Batmana z Adamem Westem; mamy kreskówki, takie jak Batman: The Animated Series i Batman: Odważni i Bezwzględni; mamy kwatrologię filmów Burtona i Schumachera; mamy trylogię Nolana; mamy gry Batman: Arkham; mamy gry i filmy z Lego Batmanem… W mordę! – niedawno zakończyliśmy Gotham, którego jednym z głównych motywów było pokazanie origin story kilku z przyszłych wrogów Mrocznego Rycerza.

Zauważyłam jednak pewną rzecz – już od jakiegoś czasu jest tak, że nie widujemy w adaptacjach jednego przeciwnika Człowieka-Nietoperza (jak to było, na przykład, przy pierwszym Batmanie Burtona); zwykle jest tak, że atakuje ich kilku, a czasem jest ich nawet cała horda. Przy serii Arkham to jest jeszcze zrozumiałe… no bo mamy zbiegów z Arkham. Ale na przykład Lego Batman: Film otwiera scena, w której Joker nie tylko porywa samolot, ale też zatrudnia do pomocy innych złoczyńców, aby siali chaos w Gotham. A skoro już przy tym jesteśmy, to Lego Batman: Moc Superbohaterów DC zaczyna się od tego, że Joker w towarzystwie Pingwina, Harley, Człowieka Zagadki i Kobiety-Kota atakuje Galę Człowieka Roku; w Lego Batmanie: Lidze Sprawiedliwości Pingwin, Man-Bat i Joker napadają na muzeum, a w Lego Lidze Sprawiedliwości: Na ratunek Gotham złoczyńcy w ogóle korzystają z nieobecności swojego nemezis i wkrótce dają Supermenowi i reszcie Ligi w kość. W filmach aktorskich zaś chyba tylko w Batmanie Tima Burtona mieliśmy tylko jednego Big Bada; w pozostałych zawsze jest więcej niż jeden antagonista do pokonania i to wcale nie zaczęło się od Powrotu Batmana, bo już w Batman zbawia świat (filmie będącym kontynuacją serialu z Adamem Westem) mieliśmy połączone siły Jokera, Kobiety-Kot, Pingwina i Człowieka Zagadki.

Frank Gorshin jako Człowiek Zagadka.

Właśnie serial z lat sześćdziesiątych w dużej mierze przyczynił się do tego, że złoczyńcy Mrocznego Rycerza przebili się z komiksów do tak zwanego mainstreamu. Choć później scenarzyści zaczęli tworzyć własnych superzłoczyńców, wielu komiksowych członków Galerii Łotrów stało się bardziej rozpoznawalnych (zwłaszcza Joker, Kobieta-Kot, Pingwin i Człowiek Zagadka), a grający ich w innych adaptacjach aktorzy często zapożyczali jakieś manieryzmy od tych, którzy grali te postaci pierwsi (dobrym przykładem jest choćby Pingwin – aktorzy głosowi w serialach animowanych o Człowieku-Nietoperza naśladują głos Burgessa Mereditha). Batman z 1966 uratował też od zapomnienia Człowieka Zagadkę. Przed serialem Riddler pojawił się tylko w trzech komiksach (z czego dwa powstały w latach czterdziestych), a dzięki scenarzystom oraz Frankowi Gorshinowi (pierwszemu odtwórcy roli Riddlera), Edward Nygma stał się jednym z najbardziej ikonicznych złoczyńców Człowieka-Nietoperza.

Tak więc Batman z 1966 zaprezentował Galerię Łotrów szerokiej publiczności… ale były to ich bardziej prześmiewcze wersje. I podczas gdy w Brązowej Erze komiksy z Batmanem robiły się coraz mroczniejsze (wprowadzając, między innymi, Ra’s al Ghula), to w świadomości reszty społeczeństwa nadal superbohaterowie byli raczej niepoważni.

I tak oto pojawia się Tim Burton wraz ze swoim gotyckim Batmanem z 1989. A w nim Jack Nicholson grał Jokera, który różnił się zupełnie od granego przez Ceasara Romero Jokera z lat sześćdziesiątych – był bardziej psychotyczny, był mroczniejszy i był bardziej gangsterem niż żartownisiem. Tak czy inaczej, wkrótce po filmie Burtona pojawił się zainspirowany nim serial animowany; serial animowany, który zdefiniował Galerię Łotrów Batmana po raz kolejny. Mówię tutaj oczywiście o Batman: The Animated Series.

Mr. Freeze w Batman: The Animated Series.

Batman: TAS uważany jest dzisiaj za jedną z najlepszych, najbardziej dojrzałych serii animowanych w historii. Zawdzięcza tę reputację również temu, jak przedstawiał złoczyńców Batmana; temu, że wgryzał się w ich psychikę i czynił ich bardziej ludzkimi. Z jednej strony mieliśmy więc psychopatycznego Jokera, owładniętego obsesją na punkcie strachu Scarecrawa i pragnącego zemsty Człowieka Zagadkę, a z drugiej – chcącego powrócić do dawnego życia Clayface’a oraz cierpiącego na rozdwojenie jaźni Dwie Twarze. I tak jak Riddler zawdzięcza popularność serialowi z Adamem Westem, tak Mr. Freeze zawdzięcza Batman: The Animated Series swoje nowe, smutniejsze origin story, które czyni go najlepszym przykładem tak zwanego Anti-Villaina. Bo o ile stary Victor Fries stał się Mr. Freeze’m, próbując stworzyć promień mrożący, o tyle od czasów Batman: TAS bardziej znany jest jako naukowiec, który chciał znaleźć lekarstwo na Syndrom McGregora, na który choruje jego żona, Nora. Co więcej – nawet jak znajdzie to lekarstwo i uleczy Norę, nie będzie mógł z nią być, bo z powodu sabotażu w laboratorium, może przeżyć tylko w środowisku o ekstremalnie niskich temperaturach.

Jeszcze będziemy o tym mówić, ale wielu złoczyńców Batmana cierpi w komiksach na jakieś choroby psychiczne (chociaż są to nieraz takie choroby psychiczne, jak je rozumie telewizja), inni mają zrozumiały powód, aby robić to, co robią (jak walcząca o prawa roślin Trujący Bluszcz), jeszcze inni to postaci owładnięte obsesją (jak Ra’s al Ghul, który chce odwlec od siebie widmo śmierci). Są takie momenty, kiedy im współczujemy, a nawet kibicujemy; są takie momenty, w których wydają się wręcz tragicznymi postaciami.

A jednocześnie potrafią być przerażający, zwłaszcza, kiedy postanowili zniszczyć Batmana psychicznie. Wiele z najlepszych linii fabularnych w komiksach opiera się na tym, że jakiś złoczyńca (albo nawet grupa złoczyńców) chce doprowadzić Bruce’a Wayne’a i/lub jego sojuszników do szaleństwa (i znów – to materiał na inny post), i to, jak bohaterom uda się przetrwać tę próbę… to jest właśnie najlepsza część historii.

Ponadto wielu z nich umożliwia stworzenie ciekawej historii – od Scarecrawa, którego gaz wyzwala największe lęki tych, którzy się go nawdychają; poprzez Ra’s al Ghula, który chce przeciągnąć Batmana na swoją stronę, aż po Kobietę-Kota, którą z Batmanem łączą stosunki raczej skomplikowane. A jest jeszcze Joker, który jest pod każdym względem przeciwieństwem Mrocznego Rycerza i dlatego jest uważany za jego arcywroga.

Ostatnie dwie dekady rozpoczęły renesans filmów i seriali superbohaterskich, tak więc powoli szeroka publiczność ma okazję zapoznać się z Galeriami Łotrów innych superbohaterów. Jednocześnie ciągle powracającym zarzutem wobec filmów MCU jest to, że mają one słabych, schematycznych złoczyńców. Być może jest to o tyle rażące, że wszelkiego rodzaju filmy i seriale z Batmanem pokazały nam, jakich wspaniałych przeciwników może mieć superbohater.

Jest takie powiedzenie: „Bohater jest jedyne tak dobry, jak jego złoczyńca”. Genialnie napisany antagonista potrafi sprawić, że protagonista świeci tym jaśniej. I Galeria Łotrów Batmana niewątpliwie wydaje się potwierdzać tę regułę. Może i są za bardzo wyeksploatowani, ale z drugiej strony nie można im zarzucić braku stylu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.