10 najbardziej interesujących (według mnie) ras kosmitów w Star Treku

Rok temu nadrobiłam wszystkie serialowe Star Treki po Następnym Pokoleniu; od jakiegoś czasu powtarzam sobie Oryginalną Serię, sporadycznie gram sobie w Star Trek: Online, a w tym miesiącu wzięłam się wreszcie za nadrabianie nierebootowych filmów… i tak sobie pomyślałam, że podczas poznawania różnych zakamarków tego uniwersum, niektóre przedstawione tam rasy przykuły moją uwagę i im bardziej je poznawałam, tym ciekawsze się dla mnie stawały. Dlatego postanowiłam, że przygotuję listę kilku z nich i trochę Wam o nich opowiem.
Przy czym zaznaczam, że nie ma tutaj żadnych kosmitów, którzy pojawili się tylko w jednym odcinku, a potem prawie do nich nie wracano. Każda rasa, którą zamierzam omówić, pojawiała się kilka razy i grała mniejszą lub większą rolę, a przy okazji można było się przyjrzeć jej kulturze. Czasami jej przedstawiciele byli przeciwnikami protagonistów, czasami ich sojusznikami, a bywało, że byli nawet jednymi z głównych bohaterów. Tak czy inaczej, z chwilą gdy Star Trek zaczął traktować stworzonych kosmitów z większą troską, powstawało z tego coś naprawdę interesującego.
Tak więc zacznijmy naszą podróż po uniwersum Star Treka i zobaczmy jakie bogactwo kulturowe oferuje.
Miejsce dziesiąte: Kelpianie
Jednymi z kosmitów, którzy pojawiają się w najnowszej odsłonie serii, Star Trek: Discovery, są Kelpianie. Poznajemy ich poprzez komandora Saru – pierwszego i jak na razie jedynego przedstawiciela tej rasy w Gwiezdnej Flocie. Kelpianie są prymitywnym ludem, który jednak ma świadomość technologii, ponieważ inna rasa – Ba’ul – spogląda na nich czujnym okiem.
Pomysł na Kelpian jest taki, że to rasa, która wie, że jest zwierzyną łowną dla drapieżników, a jej jedynym instynktem jest instynkt wykrywania niebezpieczeństwa, który objawia się poprzez podniesienie się specjalnego organu z tyłu głowy. Kelpianie wierzą też w Wielką Równowagę, polegającą na tym, że o określonym czasie każdy osobnik jej rasy musi pozwolić się pożreć drapieżnikowi.
W pierwszym sezonie komandor Saru (poza tym, że ma za złe głównej bohaterce jej działania w pilocie) boryka się z tym, że z natury jego rasa jest strachliwa i wszędzie węszy niebezpieczeństwo. Dochodzi nawet do tego, że Saru chce pozostać na pewnej planecie, bo żyjące tam organizmy pozwoliły mu poczuć spokój i brak lęku. W drugim sezonie zaś zostaje wyjawiona pewna rzecz na temat Kelpian i prawdę mówiąc, jest to jedna z ciekawszych rzeczy, które ten serial zrobił. Żeby nie spoilerować za bardzo, powiem, że Saru przypadkiem odkrywa coś na temat swojej fizjologii i wraca na swoją planetę, aby powiedzieć o tym swoim ziomkom.
Miejsce dziewiąte: Xindi
W trzecim sezonie Star Trek: Enterprise kapitan Archer zostaje ostrzeżony przez „Future Guya” (osobnika, który próbuje rozpętać Zimną Wojnę Temporalną), że ktoś z przyszłości wmówił kosmitom nazywanym Xindi, że Ziemianie to niebezpieczna rasa, zamierzająca ich zniszczyć. Przeto Xindi postanawiają przygotować broń, która zniszczy Ziemię, a Archer i jego załoga zostają wysłani na Rubieże, aby zniszczyć ową broń i/lub przekonać Xindi, że zostali okłamani w kwestii Ziemian.
To, co jest najciekawsze w Xindi to to, że tak naprawdę ich społeczeństwo składa się z pięciu inteligentnych gatunków: naczelnych (pochodzących od małp), nadrzewnych (pochodzących od leniwców), reptilian (pochodzących od… no w sumie od gadów), insektoidów i wodnych (pochodzących od ryb). Był kiedyś szósty gatunek – avianowie – który wyginął podczas zniszczenia pierwszej planety Xindi. W każdym razie wszystkie te gatunki żyją ze sobą w relatywnej zgodzie, zwłaszcza, kiedy mają wspólnego wroga. Co jakiś czas w trzecim sezonie mamy okazję zobaczyć obrady ich Wielkiej Rady i to jak te gatunki się dogadują i jak wyglądają. Na przykład, ze względów biologicznych insektoidzi i wodni Xindi porozumiewają się w inny sposób niż pozostałe gatunki. Co więcej, wodni są też bardzo ostrożni i rozważają każdą kwestię bardzo długo, toteż Archer w pewnym momencie musi dać im naprawdę dobry powód, aby przekonać ich do swojego stanowiska.
Tak czy inaczej, koncept Xindi jest fajny, zwłaszcza, że rzadko kiedy mamy w Star Treku aż taką różnorodność gatunkową inteligentnych kosmitów na jednej planecie. Być może kiedyś jeszcze scenarzyści coś z nimi zrobią.
Miejsce ósme: Hirogeni
Będąc uwięzionymi w Kwadrancie Delta, członkowie załogi Voyagera mieli okazję spotkać się z różnymi, nieznanymi dotąd Federacji rasami. Co więcej, dwoje z nich – Kes z Ocampów i Talaxianin Neelix – stali się potem częścią tejże załogi. Przez jakiś czas Voyager był nękany przez Kazonów, którzy mieli być jak Klingoni albo Romulanie, ale po prostu nie mieli tej siły przebicia i nie byli tak interesujący jak inne rasy-antagoniści w Star Treku. Nieco lepiej wyszli w tym względzie późniejsi Hirogeni.
Hirogeni to rasa nie tyle wojowników, co myśliwych. Uwielbiają łowy, pragną godnej zdobyczy, nieraz obserwują jej zachowania, zanim wezmą się za polowanie właściwe. Punktem honoru jest dla nich zdobycie godnego trofeum do powieszenia na ścianie; a godne trofeum pochodzi od zwierzyny, która stanowiła dla nich wyzwanie. Hirogeni postrzegają inne rasy i gatunki (nawet te inteligentne) jak zwierzynę i rzadko kiedy im współczują, jednakże mają zasadę, żeby zabijać szybko i bezboleśnie. Są też bardziej nomadami przemierzającymi galaktykę, niż zdobywcami.
W pewnym momencie jeden z przywódców Hirogenów – Karr – zauważył, że ich cywilizacja jest całkowicie podporządkowana polowaniu, a więc nie rozwijają się zbytnio w pozostałych aspektach życia. Dlatego poszedł z kapitan Janaway na układ: oni zostawią Voyagera w spokoju, a ona da im technologię hologramów (potem z tego wyniknął pewien problem, ale to już opowieść na kiedy indziej). W każdym razie Hirogeni są jednymi z bardziej interesujących ras w Star Trek: Voyagerze, które pojawiały się częściej niż jeden raz.
Miejsce siódme: Trillowie
Trillowie pojawiali się po raz pierwszy w Następnym Pokoleniu, kiedy to kolejny mężczyzna, którym zainteresowała się doktor Crusher, wyznał jej, że jego częścią jest robak chirurgicznie wprowadzony do jego ciała i żyjący z nim w symbiozie. Doktor Crusher jakoś zaakceptowała ten fakt i nawet to, że kiedy humanoidalny nosiciel zginie, część jego osobowości przeżyje w robaku, ale kiedy jej kochanek zostaje śmiertelnie ranny i pojawia się nowy nosiciel, jest to dla pani doktor zbyt wiele.
W każdym razie po tak dziwnym debiucie pojawiło się Star Trek: Deep Space Nine, a tam jedną z ważniejszych postaci była Jadzia (wymawia się: Dżad-zija) Dax – oficer naukowy i stara przyjaciółka Benjamina Sisko, która dawniej była Curzonem Daxem, ale po śmierci znalazła się w ciele nowej nosicielki. Poprzez Jadzię dowiadujemy się, że Trillowie traktują symbiozę z robakami bardzo poważnie; że kandydaci na nosicieli muszą przejść niezliczone testy, a proces selekcji jest bardzo rygorystyczny; że połączenie z robakiem skutkuje stworzeniem nowej osobowości, będącej amalgamatem wiedzy, doświadczeń i cech poprzednich nosicieli z obecnym; że jest rytuał umożliwiający przywołanie owych poprzednich nosicieli; że kiedy wreszcie dochodzi do połączenia, usunięcie robaka może skutkować śmiercią nosiciela.
Tak czy inaczej, w dużej mierze, dzięki Deep Space Nine Trillowie stali się jedną z najbardziej fascynujących ras w Star Treku. W innej serii rasa, która chirurgicznie wsadza w siebie obce organizmy, byłaby dziwna, czy nawet makabryczna, bo od razu pojawiałaby się interpretacja, że owe organizmy to pasożyty. Jednakże u Trillów jest to symbioza – Trillowie zyskują coś z tego połączenia i nie są marionetkami istot, które w nich siedzą. I to sprawia, że są tak fascynujący.
Miejsce szóste: Bajoranie
Czymś, co pojawia się często w Star Treku, to motyw mniejszości walczącej z okupantem i to, jak niektóre jej czyny są widziane z perspektywy czasu: czy dana grupa była bojownikami o wolność, czy terrorystami, dla których cel uświęca środki. Jedną z takich mniejszości byli mieszkańcy planety Bajor, którzy przez pięćdziesiąt lat byli okupowani przez Cardassianów. Sama okupacja Bajoru była wzorowana głównie na okupacji Chin przez Cesarstwo Japońskie podczas drugiej wojny światowej (stąd, między innymi, odcinek o „pocieszycielkach”), jednak Cardassianie są powszechnie uważani za startrekowych nazistów, więc Bajoranie – tak jak wiele państw okupowanych przez Trzecią Rzeszę – mieli swój ruch oporu.
W chwili kiedy Benjamin Sisko zostaje przeniesiony na Deep Space Nine jako przedstawiciel Federacji i Gwiezdnej Floty, Cardassianie wycofują się z Bajoru i zostawiają go prawie że wypranego z zasobów naturalnych. Bajoranie niedawno ustanowili sobie rząd, ale muszą jakoś stanąć na nogi i odbudować swoją gospodarkę. Jednakże nie poznajemy ich tylko poprzez nieszczęście, które ich spotkało, albowiem niebawem do komandora Sisko przychodzi kai Opaka – przywódczyni religijna Bajoru i startrekowy Dalai Lama. Star Trek: Deep Space Nine wprowadza do charakterystyki Bajoran ich mistycyzm oparty o wiarę w Proroków, wizje przywoływane przez Kule, opowieści o Emisariuszu… Później zaczynają się wybory nowego kai, który będzie duchowym przewodnikiem narodu i to, jakim człowiekiem będzie, wpłynie na jego lub jej politykę na Bajorze.
Sama kultura Bajoru ma elementy różnych azjatyckich kultur, poczynając od ubioru duchownych, przywodzących na myśl buddyjskich mnichów, poprzez dawno zapomniany system kastowy, a na sposobie przedstawiania się (najpierw nazwisko, a potem imię) skończywszy. Mnie jednak bardzo się podoba to, że wszyscy Bajoranie noszą specjalne kolczyki na uszach – jest to element ich kultury, podobno pełniący podobną rolę co herby rodowe, ale można się też tam doszukać czegoś w rodzaju stroju religijnego. To jest mały szczegół, ale cieszy, bo stanowi element budowania uniwersum.
Miejsce piąte: Andorianie
Andorianie to ci niebescy goście z białymi włosami i czułkami. Pojawili się pierwszy raz w odcinku Oryginalnej Serii pod tytułem Babel i choć pojawiali się tu i tam, tak naprawdę większą rolę zaczęli grać w Star Trek: Enterprise, poniekąd dzięki postaci komandora Thy’leka Shrana. Ta konkretna seria opowiada o początkach Federacji, a tak się składa, że Anodrianie są jedną z ras założycieli Zjednoczonej Federacji Planet.
Andorianie to kolejna wojownicza rasa Star Treka, jednakże różni się ona znacznie od Klingonów czy Romulanów. Andorianie cenią wysoko rodzinę, honor i reputację. Są też z natury bardzo emocjonalni i gardzą chłodną logiką, toteż zawsze mają jakieś zatargi z Wulkanami. Ponieważ ich rodzinna planeta, Andoria, jest pokryta lodem, większość miast budowanych jest pod ziemią, a oni sami są biologicznie przystosowani do życia w chłodnym klimacie. Istnieje też oddzielna rasa Andorianów – biali Andorianie, którzy mają zdolności telepatyczne. Powieści z uniwersum Star Treka wspominają też o tym, że mieszkańcy Andorii mają cztery biologiczne płcie – dwie żeńskie i dwie męskie – i dlatego często łączą się w czteroosobowe małżeństwa.
Miejsce czwarte: Ferengi
No ja bym miała na takiej liście nie napisać o moich ukochanych trollach? Co prawda, pisałam już o Ferengich, kiedy opowiadałam o ulubionych kosmitach, ale wtedy starałam się mówić o nich bardziej w kontekście Quarka, niż Ferengich jako takich. Wspominałam tam też, że Ferengi w swoim debiucie wyszli tak źle, że potem byli traktowani bardziej jak żart; jak karykaturalna parodia drapieżnego kapitalizmu niż poważne zagrożenie dla bohaterów. Potem przyszło Star Trek: Deep Space Nine, a wraz z nim Quark i jego rodzina, i Ferengi zyskali trochę kolorytu jako rasa.
Wydaje mi się, że poza Quarkiem, Romem i Nogiem, tym, co umożliwiło tę zmianę, było wprowadzenie przez Deep Space Nine konceptu Zasad Zaboru. Jakby się nad tym głębiej zastanowić, zbiór zasad, według którego Ferengi postępują, tak w biznesie, jak i w życiu, i do tego którego się uczą na pamięć i cytują jak wersety ze świętych tekstów, dał nam lepszy wgląd w ich sposób myślenia i postrzegania świata. A im więcej Zasad Zaboru poznajemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że niektóre z nich nie są znowu takie złe. Wprawdzie szósta Zasada Zaboru brzmi: „Nigdy nie pozwól, aby rodzina stanęła ci na drogę do okazji.”, ale trzecia brzmi: „Nigdy nie wydawaj więcej niż musisz.” W pewnym momencie Quark cytuje zasadę o dbaniu o stałych klientów, wspominając jednego z poległych przyjaciół i wtedy naprawdę ma się wrażenie, że cytuje jakiś święty tekst albo maksymę jakiegoś filozofa.
Ponadto w odcinku Zdrada, wiara i wielka rzeka poznajemy, dzięki Nogowi, koncept Wielkiego Kontinuum Materii, według którego poprzez wymianę dóbr i usług poszczególnym ludziom można zdobyć to, co się chce albo czego się potrzebuje; dobry Ferengi potrafi swobodnie nawigować przez Wielkie Kontinuum Materii, jak przez rzekę. Nie wiem jak dla Was, ale jak dla mnie jest coś głębokiego i poetyckiego w tym koncepcie.
W przeciągu siedmiu sezonów Star Trek: Deep Space Nine jesteśmy w stanie poznać Ferengi bliżej. Dowiadujemy się, że przewodzi nimi Wielki Nagus reprezentujący „chciwość Ferengich”, przeto mający najlepszy zmysł biznesowy. Dowiadujemy się, że organizacją, która wzbudza w nich największy lęk i czuwa nad tym, aby zachowywali się jak należy, jest Komisja Handlu Ferengich. Dowiadujemy się, że kiedy Ferengi umiera, jego ciało jest krojone na kawałki i sprzedawane; a kiedy młody Ferengi dorasta, jego dziecięce rzeczy są przez niego wystawiane na sprzedaż (jest to swoisty rytuał dorastania). Mamy też dwa razy okazję przyjrzeć się samemu Ferenginarowi (który jest planetą, na której ciągle pada; tak bardzo, że Ferengi mają kilkaset określeń na deszcz), a nawet temu, jak Ferengi wyobrażają sobie zaświaty (jako Niebiański Skarbiec, w którym mają licytować swoją duszę).
Obojętnie jednak jak bardzo jest się zafascynowanym kulturą Ferengich, trudno nie zgodzić się z tym, że ma ona jednak pewne wady. Quark wielokrotnie krytykuje Federację, zwłaszcza Ziemian, i porównuje ich do swoich ziomków, twierdząc, że w historii Ferengich nie ma obozów koncentracyjnych czy niewolnictwa… z tym, że to ostatnie akurat Ferengi mają, w formie służby za długi. Ponadto są bardzo seksistowscy i nie dbają o środowisko, poza tym mają opinię oszustów, tchórzy i chciwców, którzy za pieniądze zrobią absolutnie wszystko. Pod koniec Deep Space Nine, co prawda, do prawa Farenginaru wprowadzane są pewne reformy, ale i tak opinie o nich jako rasie trudno zmienić. Wielokrotnie kiedy inni bohaterowie mówią słowo „Ferengi”, mówią je w negatywnym kontekście. Wprawdzie Ferengi sobie na to zapracowali, ale mimo wszystko są wśród nich tacy, którzy potrafią być bohaterscy (jak Quark, Rom czy Nog).
Miejsce trzecie: Romulanie
Romulanie są ciekawą rasą – to dalecy kuzyni Wulkanów z zapędami imperialnymi, a przy tym przypominają pod wieloma względami Rzymską Republikę. Romulanie są też kolejną rasą wojowniczą, chociaż – tak jak Klingoni – raz są przeciwko Federacji, kiedy indziej są z nią w sojuszu przeciwko wspólnemu wrogowi.
Romulanie zostali wprowadzeni w Oryginalnej Serii, ale to dopiero w Następnym Pokoleniu zostali rozwinięci. Romulus w większości seriali po Oryginalnej Serii jest państwem do pewnego stopnia policyjnym, przywodzącym na myśl komunistyczne Chiny – wszyscy ubierają się na szaro i boją się Tal Shiar, czyli tajnych służb Romulusa. Nie są też zbyt przychylni Wulkanom, chociaż wielu Romulan w ukryciu uczy się o Wulkanach i wierzy, że kiedyś połączą się z nimi w jeden lud. Jako wojownicy, Romulanie przeważnie starają się nie atakować pierwsi… jednakże często też poprzez działania zakulisowe próbują sprowokować drugą stronę do tego, aby zaatakowała i w ten sposób rozpoczęła konflikt.
Jeśli ktoś z Was pamięta mój tekst o Starciu, wie też, że Ziemianie prowadzili wojnę z Romulanami o Strefę Neutralną i że przez dłuższy czas nikt nie wiedział jak mieszkańcy Romulusa wyglądali naprawdę. Dlatego zdziwienie, że wyglądają jak Wulkanie było tym większe. Do pewnego stopnia Romulanie są przeciwieństwem Wulkanów, bo o ile Wulkanie odrzucili wojnę, i skupili się na logice, o tyle Romulanie zajęli się podbojami.
W pierwszym rebootowym filmie głównym antagonistą jest Romulanin Nero, który niechcący cofnął się w czasie tuż po zniszczeniu Romulusa i Remusa, i zapałał zemstą na ambasadorze Spocku, który – według Nero – jest odpowiedzialny za zagładę jego rodzinnej planety. Zniszczenie Romulusa i Remusa jak najbardziej zdarzyło się w głównej linii czasowej Star Treka i tak oto w Star Trek: Online możemy grać romulańskim uchodźcą i jest to jak na razie jedyny przypadek, kiedy Romulanin jest częścią głównej obsady. Mimo wszystko jednak dobrze by było, gdybyśmy w którymś z przyszłych seriali mieli Romulanina jako jedną z głównych postaci, bo wydaje mi się, że ich kultura nie jest dostatecznie wyeksponowana.
Miejsce drugie: Wulkanie
Wulkanie byli pierwszą rasą, której kulturę poznawaliśmy stopniowo, za sprawą jej przedstawiciela będącego jednym głównych bohaterów. Tak po prawdzie, to na Enterprise z Oryginalnej Serii komandor porucznik Spock jest jedynym członkiem załogi, który nie pochodzi z Ziemi (wprawdzie był też w połowie człowiekiem, niemniej jednak starał się być przede wszystkim Wulkaninem).
Wulkanie na pewno są fascynującą rasą, chociażby dlatego, że tak wysoko cenią umysł i logikę, a do tego ich kulturze nieobcy jest mistycyzm. Dawno temu filozof Surak nauczył pragnących podbojów i dzikich Wulkanów jak postępować logicznie i wyzbyć się swoich barbarzyńskich zachowań. Z czasem Wulkanie zaczęli tłumić emocje, a przy okazji wykształcili przeróżne techniki telepatyczne, takie jak zlanie jaźni czy przekazywanie tak zwanej kothry – duszy Wulkanina – do innego ciała.
Jednocześnie ludzie mają mylne przeświadczenie o Wulkanach – to, że ta rasa tłamsi emocje, nie znaczy, że Wulkanie ich w ogóle nie mają. Nie tylko potrafią się wściec, brzydzić się czemuś albo dokonać zemsty; nie tylko są sytuacje, w których blokady Wulkanów opadają i mamy okazje przyjrzeć się ich uwolnionym emocjom; ale też widać, że są w stanie się zakochać, zaprzyjaźnić z kimś, troszczyć się o członków rodziny, zwłaszcza o swoje dzieci. Widać to chociażby u Tuvoka ze Star Trek: Voyager – Tuvok jest pełnokrwistym Wulkaninem, który regularnie praktykuje tradycje swojej kultury, ale przyjaźni się z kapitan Janaway, troszczy się o swoją uczennicę Kes i potrafi pięknie opowiadać o byciu mężem i ojcem. Ma też wysoką inteligencję emocjonalną, tak więc nieraz również pociesza innych członków załogi, gdy tego potrzebują.
Niestety z czasem Wulkanie coraz częściej przedstawiani byli w negatywnym świetle. Różne elementy wprowadzone przez Oryginalną Serię (jak postrzeganie emocji jako czegoś wadliwego, czczenie logiki, spoglądanie krzywo na mieszane pochodzenie Spocka czy krytyka barbarzyńskiej przeszłości ludzkości) zostały podkręcone jeszcze bardziej w Star Trek: Enterprise i Star Trek: Discovery. Tak więc w prequelowych seriach mieliśmy Wulkanów, których stosunek do innych ras zakrawał na ksenofobię, zwłaszcza wobec ludzi (przy czym w Star Trek: Enterprise było to jeszcze zrozumiałe, bo ten serial dział się kilka lat po oficjalnym Pierwszym Kontakcie z Ziemią, więc Wulkanie nie byli tak do końca pewni, w którą stronę pójdzie rozwój ludzkości). Trochę tych naleciałości pozostało, ale powoli już się od tego odchodzi.
Miejsce pierwsze: Klingoni
Ach, Klingoni – najsłynniejsi przeciwnicy Federacji…
Klingoni w zasadzie są rasą, która przeszła ciekawą metamorfozę w przeciągu tych sześćdziesięciu lat istnienia Star Treka. Najpierw byli powracającymi antagonistami w Oryginalnej Serii, gdzie stanowili również takie połączenie Związku Radzieckiego z Cesarstwem Japońskim. Później, przy produkcji Następnego Pokolenia Gene Roddenberry postanowił nadać im trochę głębi i nie tylko zmieniono ich design, lecz także wprowadzono do grupy głównych bohaterów porucznika Worfa, dzięki któremu można było eksplorować kulturę Klingonów. W Star Trek: Deep Space Nine Klingoni znów weszli w konflikt z Federacją, ale później sprzymierzyli się z nią przeciwko Dominium; w Star Trek: Voyager B’Elanna Torres – pół-Klingonka, pół-Ziemianka – zmagała się ze swoim dziedzictwem; w Star Trek: Enterprise zostało wyjaśnione, dlaczego Klingoni z czasów Kirka wyglądają zupełnie inaczej od tych późniejszych; a w Star Trek: DiscoveryStar Trek: Discovery zaliczył w pierwszym sezonie wtopę, robiąc z Klingonów orków, ale w drugim sezonie trochę się w tym względzie zrehabilitował.
W każdym razie odcinki skoncentrowane na Worfie zrobiły dla Klingonów to samo, co odcinki skoncentrowane na Quarku i jego rodzinie zrobiły dla Ferengi – pokazały, że rasa, która dotąd była prawie że jednowymiarowa, zyskała nieco kolorytu. To wciąż była rasa dumnych wojowników, która ceniła honor, jednak dzięki Worfowi dowiedzieliśmy się, że Klingoni mają operę i swoje mity, ocierające się nieraz o wielkie eposy. Dowiedzieliśmy się, że mają różne rytuały przejścia, traktują poważnie dane słowo, i że rządzą nimi Wielka Rada i Kanclerz. Dowiedzieliśmy się też coś niecoś o Kahlessie, czyli głównym przywódcy religijnym Klingonów, który ma kiedyś powrócić.
I kiedy tak się człowiek przygląda tym Klingonom, to nawet jeśli nie zgadza się z ich pewnymi zachowaniami czy systemami etycznymi, musi przyznać, że to fascynująca rasa. Dla mnie Klingoni reprezentują tę dwoistość kultury, z którą styka się ktoś z zewnątrz – to, że na początku może się ona wydać okrutna albo dziwna, jednak im więcej się można o niej dowiedzieć, tym bardziej staje się ona niejednoznaczna. Do pewnego stopnia też to, że Klingoni raz są dobrzy, raz źli, pokazuje, że jeden naród, w wyniku zawirowań historii, raz będzie zdobywcą, raz ofiarą; raz czyimś wrogiem, kiedy indziej sojusznikiem.
Właściwie każda z wymienionych na tej liście ras pokazuje, że w jednym narodzie – obojętnie jakie ma on wartości i jak wygląda jego kultura – mogą znajdować się ludzie o różnych charakterach, systemach etycznych, moralności i podejściu do innych. Jedną z wielu pięknych rzeczy w Star Treku jest to, że jego uniwersum jest tak różnorodne, a właściwi scenarzyści potrafią nadać tym wszystkim obcym kulturom jakiejś głębi, właśnie poprzez pokazywanie ich poszczególnych przedstawicieli. Mam nadzieję, że przyszłe serie będą kontynuować tę chlubną tradycję i że wiele z ras będzie w przyszłości dalej eksplorowanych, bo to jednak bogate i fascynujące uniwersum.

Jedna myśl na temat “10 najbardziej interesujących (według mnie) ras kosmitów w Star Treku

  1. Niektórych z tych ras nie pamiętam, ale pewnie niebawem sobie przypomnę, bo doszłam już do TNG. Ogólnie lista z sensem. Ciekawe jest to porównanie do istniejących ziemskich kultur. Jakoś nigdy nie analizowałam tego pod tym kontem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.