Wakacyjne Wyzwanie – Krótka notka o "Dark"

W rundzie czwartej przypadło mi Celebration zespołu Fun Factory. Bardzo radosny kawałek, ze skoczną melodią i optymistycznymi słowami, idealny na lato i w ogóle… Ale jak już się przekonaliśmy, jeśli kawałek jest radosny, to Oscar na jego podstawie poleci mi coś mrocznego (powiedziała kobieta, która do piosenki Shakiry na Mundial poleciła mu film o zbiegłych niewolnikach stających przed sądem). Tak więc ponieważ Fun Factory jest zespołem niemieckim, to Oscar zadał mi pierwszy odcinek niemieckiego serialu produkcji Netflixa – Dark.
I widzicie, tak się składa, że Oscar uwielbia ten serial niemal od chwili, kiedy odkrył go jakiś rok temu. Do tego stopnia, że namawiał wszystkich na Polskiej Bazie Opowiadań i Fanfiction, aby też go obejrzeli.
Oczywiście, jeśli ktoś tak bardzo namawia do zapoznania się z czymś, można mieć pewne opory. Ja sama, zanim obejrzałam pewne seriale, anime czy film, musiałam się przełamywać (i pewnie ludzie z Bazy mogą przytoczyć liczne przykłady, kiedy to ja wszystkich namawiałam do jakiejś rzeczy; do dzisiaj w tym kręgu określa się to megowaniem). Z drugiej strony, cóż, nieraz dzięki Oscarowi podczas Wakacyjnego Wyzwania poznawałam rzeczy, które inaczej bym pewnie nie ruszyła (jak to było z Another i Egzorcystą).
Tak więc jak mi się podobał pilot serialu, którym jara się Oscar?
Już w pierwszej scenie mamy człowieka, który mówi o tym, że liniowość czasu jest iluzją, po czym w piwnicy popełnia samobójstwo, zostawiając list z adnotacją, żeby otworzyć go dopiero określonego dnia o określonej godzinie. Dwa miesiące po tym wydarzeniu jego syn wraca wreszcie do szkoły, a żona ma romans z niejakim Ulrichem, policjantem. Rzecz dzieje się w małym miasteczku Winden, w którym funkcjonuje elektrownia atomowa, ale w którym niedawno doszło do tajemniczego zniknięcia nastolatka. Każdy ma tutaj swoje małe sekrety, ale wydaje się też, że w lesie w Winden – a w szczególności w tamtejszych jaskiniach – dzieje się coś dziwnego.
Jak na razie po pierwszym odcinku mogę stwierdzić, że Dark przypomina Twin Peaks. To jest, a jednocześnie nie jest komplement. Jest, ponieważ Twin Peaks przeszło do legendy telewizji i ciekawie łączyło motywy nadnaturalne z melodramatem. Nie jest ponieważ do dzisiaj arcydzieło Davida Lyncha oglądałam tylko do połowy pierwszego odcinka sezonu drugiego, między innymi dlatego, że stanowcza większość postaci w nim wydawała mi się zbyt antypatyczna.
I w Dark też tak jest. Poza być może trzema bohaterami, trudno tu kogokolwiek lubić. Ulrich zdradza swoją żonę, najlepszy kumpel głównego bohatera chce zabrać i sprzedać trawkę chłopaka, który zaginął; właścicielka hotelu to zaginięcie właściwie bagatelizuje, matka zmarłego z początku odcinka odłącza prąd jego rodzinie… Nawet samobójca z początku niby widział przyszłość, ale pozwolił, aby pewne rzeczy miały miejsce. W przypadku niektórych postaci widać głębię, w przypadku innych pewnie ta głębia pojawia się w kolejnych odcinkach. Na pewno pilot ustalił, że każdego z każdym łączy tutaj jakaś zagmatwana historia. Na razie jednak bohaterowie mnie za mało obchodzą, abym chciała tę historię poznać (a w niektórych przypadkach to nawet pewnych rzeczy się domyślam).
Coś, co jednak mi się podobało w Dark, to to jak subtelnie korzysta ze zdjęć, aby nakreślić pewne relacje. Na samym początku, w piwnicy wisi tablica korkowa ze zdjęciami poszczególnych postaci, połączonymi sznurkami, ale później, tu i tam, widzimy zdjęcia rodzinne, które wyjawiają nam pewne tajemnice. Na przykład, zdjęcie rodzinne samobójcy ma oderwany jeden kawałek, na którym zapewne ktoś był. Kiedy indziej postać, która pojawiła się wcześniej, jest na zdjęciu pewnej policjantki. I tak kilka razy, co jest w miarę ciekawym sposobem na opowiedzenie historii.
Dark niewątpliwie chce zrobić coś o podróżach w czasie, a że mówi nam się, że pewne wydarzenia już się kiedyś wydarzyły, człowiek się zastanawia, co jest grane i w jaki sposób pewne rzeczy się ze sobą łączą. Ponadto jest jeszcze kwestia zaginionego chłopaka, bo na razie wydaje się, że przydarzyło mu się coś…. osobliwego.
Czy jednak chciałabym to ruszyć? Nie wiem. Prawdę mówiąc, intryga nie zaciekawiła mnie tak, abym chciała się w nią zagłębić. Może – tak jak w przypadku Szmaragdowego Grodu – potrzebowałabym informacji o czymś, co dzieje się potem, a co mogłoby mnie zaciekawić.
Tak czy inaczej teraz czekam na tekst Oscara.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.