Sześć świątecznych speciali, które polecam

Ach, święta… najbardziej magiczny okres w roku. Na tę magię składa się wiele czynników, a jednym z nich są okolicznościowe filmy i odcinki seriali, które opowiadają o tym jaki to ten czas okołobożonarodzeniowy jest niesamowity; i, w mniejszym lub większym stopniu, wprawiają nas w świąteczny nastrój.

Już kilka razy opowiadałam Wam o filmach, które lubię sobie obejrzeć w okresie Bożego Narodzenia, ale pomyślałam, że przygotuję listę odcinków świątecznych, które uważam za najciekawsze – z powodu formy, treści i zabawy świątecznymi motywami. Zastanawiałam się nawet czy by nie zwiększyć tradycyjnej dziesiątki do dwunastki (no bo wiecie – Twelve Days of Christmas i te sprawy), ale doszłam do wniosku, że byłoby to trochę wymuszone. Niemniej jednak w pewnym sensie jest to też nawiązanie do zeszłorocznej listy halloweenowych speciali.

Miejsce szóste: A Smissmas Story (Team Fortress 2)

Oczywiste jest, że w kreskówkowym i absurdalnym świecie Team Fortress 2 nie ma zwykłych świąt Bożego Narodzenia. I też webcomic A Smissmas Story opowiada o tym jak Skaut, Żołnierz i Szpieg zostają skazani na prace społeczne za wysadzenie szkoły dla supermarketowych Mikołajów – Żołnierzowi przypada rola Mikołaja w galerii handlowej Teufort, Skaut jest pilnującym kolejki elfem, a Szpieg… cóż, Szpieg dzwoni do Panny Pauling i próbuje się dowiedzieć, czy ten cały bajzel da się odkręcić. Już Żołnierz ma pobić ojca na oczach jego dziecka (jako „dar męskości”), kiedy nagle pojawia się złowieszcza postać z australijskich świąt Bożego Narodzenia – Stary Nick – która zamierza porwać dzieci do swojej fabryki.

A Simssmas Story ma typowy, szalony humor Team Fortress 2, który pojawia się już w pierwszej scenie z organizacją charytatywną przyjmującą bomby, ale tak naprawdę jest to jeden z niewielu komiksów, gdzie najemnicy z Teufort są niemal heroiczni. Razem działają, aby pokonać Starego Nicka i cóż, ostateczny wynik jest nie tylko zabawny, lecz także – o dziwo! – nawet na swój sposób uroczy. Zwłaszcza Szpieg wychodzi tutaj fantastycznie – w zasadzie jest to komiks o nim.

Miejsce piąte: Gwiazdka Daltonów (Nowe przygody Lucky Luke’a)

Gwiazdka Daltonów to, bodajże, jedyna opowieść z Lucky Lukiem o tematyce świątecznej. Zwykle też, żeby zobaczyć coś takiego jak zima i śnieg w tym uniwersum, Luke musi się wybrać na Alaskę albo do Kanady, a tutaj większość akcji dzieje się jednak w rodzinnym miasteczku samotnego kowboja – Nothing Gulch. Ponadto pamiętacie jak Wam mówiłam, że każdy komiks i odcinek z Lucky Lukiem nawiązuje w pewien sposób do historii, obyczajów albo postaci historycznych z czasów Dzikiego Zachodu? Otóż tutaj mamy nawiązanie do słynnej kampanii reklamowej Coca Coli, która rozpowszechniła współczesną wizję świętego Mikołaja.

No więc producenci napoju gazowanego Kaktusowy Tonik przygotowali szeroko zakrojoną kampanię reklamową, polegającą na tym, że przebrani za Mikołajów sprzedawcy wyruszą do małych miasteczek na Dzikim Zachodzie i będą rozdawać prezenty z tonikiem. Tymczasem Luke jest naciskany przez burmistrza Nothing Gulch, aby spędzić święta z jego rodziną, zwłaszcza że wpadł w oko jego córce, Margaret. Traf chce, że akurat Daltonowie znów uciekli z więzienia (tym razem za sprawą choinki) i zamierzają od razu przejść do rabowania. Po drodze do najbliższego miasta udaje im się okraść z ciuchów Mikołajów od Kaktusowego Toniku i w takim odzieniu obrabowują bank w Nothing Gulch i ukrywają łup w torbie z prezentami. Dojrzawszy jednak Lucky Luke’a, panikują i w rezultacie Averell Dalton zaczyna rozdawać prezenty z torby. Oczywiście kończy się to we wiadomy sposób – Daltonowie muszą odnaleźć swój łup, a trop wiedzie ich do Luke’a, burmistrza, a nawet więzienia.

Jako przygoda świąteczna, ten odcinek trzyma się mocno ziemi, bo nie ma tutaj tradycyjnego, „prawdziwego” świętego Mikołaja, który rozdaje prezenty i uczy sensu świąt, za to jest cała masa „fałszywych” Mikołajów, nie tylko w postaci pracowników Kaktusowego Toniku i przebranych za nich Daltonów, ale też prezesów tej firmy, którzy w pewnym momencie postanowili sprawdzić, czy czasem pracownicy dobrze wykonują swoją pracę. Jednocześnie jest tutaj kilka gagów, które potem znajdują rozwiązanie. Pierwszym z nich jest żebrak, który udaje chromego i niewidomego, zbierając z wymiernym skutkiem pieniądze; a drugim syn burmistrza, który rzuca we wszystkich śnieżkami.

Samemu Luke’owi nie uśmiecha się spędzać tradycyjnych świąt z rodziną burmistrza, po pierwsze dlatego, że stanie się wtedy obiektem niechcianych umizgów Margaret, a po drugie dlatego, że on święta lubi spędzać sam z Wesołym Skoczkiem, co ma sens, biorąc pod uwagę to, że jest biednym, samotnym kowbojem.

Miejsce czwarte: Nieokiełznane święta Abeda (Community)

Community to niesamowita seria bawiąca się konwencjami, a nikt w tym serialu nie zna się na konwencji tak jak wielki fan filmu i telewizji, Abed Nadir. W istocie – umysł Abeda operuje nieraz na tropach ze srebrnego ekranu i filtruje przez nie rzeczywistość. A już w odcinku świątecznym z drugiego sezonu – Nieokiełznanych świętach Abeda – widać to szczególnie mocno.

Pewnego dnia Abed budzi się i odkrywa, że zarówno on, jak i reszta grupy, istnieją w świecie w animacji poklatkowej. Kiedy zwraca na to uwagę swoich przyjaciół, ci uznają to za kolejny objaw dziwnego zachowania Abeda. Kiedy on nadal utrzymuje, że są lalkami, grupa w końcu postanawia zabrać chłopaka do (granego przez Johna Olivera) profesora psychologii, Duncana, który widzi w urojeniach Abeda szansę na publikację. Dlatego Duncan i grupa wyruszają wraz z Abedem w podróż do magicznego, świątecznego świata, aby odkryć znaczenie Bożego Narodzenia.

Aby zrozumieć dlaczego ten odcinek wygląda tak jak wygląda, trzeba wiedzieć, że jest taka wytwórnia Rankin/Bass, która swego czasu specjalizowała się w tworzeniu animacji poklatkowej na Boże Narodzenie. W rzeczy samej – wiele z amerykańskich, bożonarodzeniowych klasyków (jak, na przykład, Rudolf Czerwononosy Renifer) wyszło właśnie od Rankin/Bassa. I też w Nieokiełznanych świętach Abeda w pewnym momencie wszyscy członkowie grupy zamieniają się w postaci z tych filmów, choć przefiltrowane przez percepcję Abeda (dlatego, na przykład, Shirley jest bobasem, a Britta robotem). A że Duncan podejrzewa, że urojenia chłopaka związane są z jakimś psychicznym wstrząsem, co chwila próbuje go zmusić do tego, aby zajrzał do Jaskini Zamarzniętych Wspomnień i przypomniał sobie, co się tak naprawdę stało.

Jest to zresztą jeden z ciekawszych i głębszych odcinków Community, dlatego warto go obejrzeć. Dodam jeszcze, że pojawia się tam polskie przekleństwo wypowiadane przez Johna Olivera.

Miejsce trzecie: Boże Narodzenie Herkulesa Poirot (Poirot)

Spędziliśmy cały październik z Agathą Christie, ale ja i tak przeczuwałam, że w tym roku jeszcze do niej powrócę na święta, właśnie ze względu na Boże Narodzenie Herkulesa Poirot. W ogóle swego czasu tradycją w brytyjskich wydawnictwach, radiu i telewizji było wypuszczanie czegoś związanego z Królową Kryminałów na święta (w ramach tak zwanego Christie for Christmas). O dziwo, świąteczne utwory Christie były, bodajże dwa – opowiadanie Tajemnica gwiazdkowego puddingu i powieść Boże Narodzenie Herkulesa Poirot właśnie. Z tym drugim zresztą jestem bardziej zaznajomiona za sprawą serialu ITV.

Najpierw poznajemy pięknego i młodego Simeona Lee, który jest po prostu okropnym, chciwym człowiekiem. Następnie akcja przenosi się o czterdzieści lat później – Simeon Lee jest bogatym starcem, który trzyma na krótkiej smyczy dwóch synów i ich żony. W pewnym momencie dzwoni do Poirota, aby go zatrudnić i aby przyjechał na święta do jego domu, a że w mieszkaniu detektywa akurat zepsuł się kaloryfer, a dom pana Lee ma centralne ogrzewanie, mały Belg się zgadza. Tak się składa, że w tamto miejsce pociągiem jadą jeszcze dwie osoby – trzeci, dawno temu wygnany syn Simeona Lee oraz jego wnuczka, Pillar Estravados. Na miejscu pan domu zbiera wszystkich w jednym pokoju, ogłaszając, że zamierza zmienić testament i uciąć im pensje. Jeszcze tego samego wieczoru z pokoju Simeona Lee słychać przeraźliwe dźwięki, a kiedy już udaje się wejść do środka, okazuje się, że pan domu ma poderżnięte gardło, a wokoło widać ślady walki.

Cała główna część fabuły – zebranie wszystkich w jednym miejscu, zabójstwo Simeona Lee, śledztwo, a wreszcie rozwiązanie – ma miejsce w przeciągu czterech dni – od 21 do 25 grudnia. Do pewnego stopnia (choć pewnie niezamierzenie) Boże Narodzenie Herkulesa Poirot jest dekonstrukcją tradycyjnych świątecznych speciali o rodzinie zbierającej się na Boże Narodzenie. Zwykle we wszelkich filmach czy odcinkach świątecznych nawet jeśli rodzina jest do pewnego stopnia dysfunkcyjna, raczej się kochają i w końcu nawet największy Grinch w święta zostaje odmieniony za sprawą rodzinnego ciepła. Tutaj z kolei – jak to nieraz bywa u Christie – mamy rodzinę zgrupowaną wokół bogatej, tyranizującej ją głowy rodu. Simeon Lee należy zresztą do szerokiego grona paskudnych osobników, których śmierć właściwie wychodzi ich krewnym na dobre. Jeszcze za życia daje się poznać nie tylko jako manipulator i chciwiec, lecz także jako rozpustnik, który czyni niechciane awanse wobec synowej i wnuczki. Wiadomo, że tego typu postaci przysparzają sobie wrogów, zwłaszcza że pojawia się tutaj również ten element finansowy.

To jednak nie oznacza, że nie ma w tym odcinku akcentów typowo świątecznych – nie tylko widzimy faktyczne świętowanie w domu pana Lee, ale też inspektor Japp, na przykład, próbuje uciec od przyjęcia bożonarodzeniowego, na którym źle się bawił, i daje nawet Poirotowi prezent.

Miejsce drugie: Jupikajej (Brooklyn 99)

Brooklyn 99 ma kilka naprawdę dobrych odcinków świątecznych, ale najciekawszy z nich, według mnie, to pochodzący z piątego sezonu Jupikajej. Z tej prostej przyczyny, że jest to jedno wielkie nawiązanie do pierwszej Szklanej Pułapki (będącej, przy okazji, ukochanym filmem głównego bohatera, Jake’a Peralty).

Jake dostaje od najlepszego przyjaciela, Charlesa Boyle’a, wspaniały, osobisty prezent, a to przypomina Peralcie, że jeszcze nie kupił prezentu dla Charlesa. Prosi więc o pomoc Ginę, która podpowiada mu, aby wybrał się do sklepu Goodwin’s, który jest otwarty do późna. Kiedy jednak oboje wraz z Boyle’m (który myśli, że Jake zapomniał prezentu dla swojej dziewczyny, Amy) przybywają pod sklep, okazuje się, że jest on opanowany przez rabusiów, trzymających personel i gości jako zakładników. Jake ma więc niepowtarzalną okazję odegrać swój ulubiony film. Tymczasem Amy daje się wciągnąć w pływanie morsów wraz z Rosą i kapitanem Holtem, a sierżant Jeffords ma nadzieję, że podczas świąt z rodziną nie będzie musiał odbierać telefonów z pracy.

Jako parodia Szklanej Pułapki ten odcinek jest genialny, ale to, co sprawia, że Jupikajej jest niesamowite, to serducho tak charakterystyczne dla Brooklyn 99. Mamy tutaj wspaniałą przyjaźń między Jakiem a Charlesem, która przebija się przez cały odcinek, a także walczącego o swoich ludzi Jeffordsa. Dlatego ze wszystkich świątecznych epizodów Brooklyn 99 najczęściej puszczam sobie właśnie Jupikajej.

Miejsce pierwsze: W duchu dawnych świąt (Kacze Opowieści 2017)

Świąteczne komiksy, filmy i odcinki ze Sknerusem McKwaczem zawsze są w jakiś sposób wyjątkowe, i to z wielu różnych powodów. Po pierwsze, Sknerus był, mniej lub bardziej, wzorowany na Ebenezerze Scrooge’u z Opowieści Wigilijnej (co jest jeszcze bardziej ewidentne w oryginalnym imieniu Najbogatszej Kaczki Świata). Po drugie, pierwszy komiks ze Sknerusem w historii – Wielka Niedźwiedzica (Christmas on Bear Mountain) – był komiksem świątecznym. Po trzecie wreszcie, Sknerus jest z pochodzenia Szkotem, a w Szkocji obchodzenie Bożego Narodzenia było przez pewien czas nielegalne.

Reboot Kaczych Opowieści brał się za świąteczne odcinki dwa razy – w drugim i trzecim sezonie. Odcinek tegoroczny – How Santa Stole Christmas – jest nieco słabszy w porównaniu z innymi okołoświątecznymi rzeczami związanymi ze Sknerusem; dlatego proponuję Wam obejrzenie zeszłorocznego W duchu dawnych świąt (Last Christmas), zwłaszcza że stanowi on nawet pewną dekonstrukcję Opowieści Wigilijnej.

Nadchodzi Boże Narodzenie, a Sknerus jasno daje wyraz swojej niechęci do wszelkich objawów celebracji tego święta. Tymczasem Dyzio wciąż myśli o utraconej matce, Delli, i marzy o tym, aby ją w końcu spotkać. Wieczorem Dyzio jest świadkiem tego, jak do Sknerusa przybywają trzy duchy… ale zamiast nawiedzać go i próbować zmienić jego postawę wobec świąt, imprezują razem z nim. Okazuje się bowiem, że dawno temu trafiły do Sknerusa przez przypadek i okazał on się na tyle zabawową postacią, że postanowiły co roku spędzać z nim święta, zabierając go na najlepsze świąteczne przyjęcia w historii. Tym razem Duch Przeszłych Świąt zabiera Sknerusa na jego własne przyjęcie z czasów, kiedy osiedlił się w Kaczogrodzie. Traf chce, że Dyzio zabrał się z duchami na przejażdżkę na gapę i wylądował w czasach, kiedy Donald i Della byli dziećmi. Mamy więc w zasadzie dwie, przenikające się przygody.

Ten odcinek jest niesamowity – nie tylko ma w sobie świąteczną magię, którą widać w specjalnej wersji czołówki i napisów końcowych, a także w finałowej scenie, w której bohaterowie celebrują święta (na przestrzeni dwóch pokoleń!); lecz również dlatego, że jest tam kilka niesamowitych momentów. No bo gdzie indziej zobaczymy emowatego Donalda, grającego grungowe kawałki; młodą panią Beakley zarywającą do Ducha Przyszłych Świąt, czy popadającego w obłęd Ducha Świąt Przeszych? Zwłaszcza ten mały Donald jest genialny i aż chce się go oglądać (nie mówiąc już o tym, że, dla odmiany, da się go zrozumieć, bo grany jest przez aktorkę, która w pierwszych Kaczych Opowieściach podkładała głos siostrzeńcom).

Jak widzicie, te odcinki świąteczne są dość nietypowe, ale mam nadzieję, że zainteresowałam Was na tyle, że zdecydujecie się w te święta któryś z tych odcinków obejrzeć w ten świąteczny czas.

Leave a Reply