Wakacyjne Wyzwanie – krótka notka o „Najlepsze najgorsze wakacje”

Następnym gatunkiem wakacyjnych blockbusterów jest Wakacyjna Komedia.

O ile ja (po długim namyśle) postanowiłam na czarną komedię, o tyle Oscar zaproponował mi letnią komedię o dorastaniu.

Jako taka, jest ona trochę ciepła, trochę niegrzeczna i trochę sztampowa. Ten film ma też całkiem niezłą obsadę (chociaż zdałam sobie sprawę z tego, że Toni Collette coś za często jest obsadzana w rolach matek z problemami).

Nie przedłużając, oto Najlepsze najgorsze wakacje.

Czternastoletni Duncan wyjeżdża wraz ze swoją rozwiedzioną matką, Pam, jej chłopakiem, Trentem, i nastoletnią córką Trenta, Steph, do małego, nadmorskiego miasteczka na wakacje. Duncan jest nieśmiałym chłopcem wciąż próbującym się pozbierać po rozwodzie rodziców, a nowy chłopak matki mu tego nie ułatwia. W miasteczku nastolatek poznaje kilka mniej lub bardziej ciekawych postaci – wiecznie pijaną siostrę Trenta i jej dzieci: Petera i trzymającą się na uboczu Susannę; Kipa i Joan, zabawowych przyjaciół Trenta, oraz właściciela parku wodnego, Owena, który ma specyficzne poczucie humoru i jest dość dziecinny. Przez dłuższy czas Duncan niespecjalnie wie, co ze sobą zrobić, bo nie czuje się dobrze przy matce i jej chłopaku ani nie potrafi odnaleźć się wśród Steph i jej przyjaciółek. Pewnego dnia zachodzi jednak do parku wodnego i od razu zaprzyjaźnia się z Owenem, który bierze go pod swoje skrzydła. Od teraz Duncan wymyka się na całe dnie, aby pracować w parku, a dzięki Owenowi i Susannie wychodzi ze swojej skorupy.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że ten film był współtworzony przez Jima Rusha, czyli Dziekana z Community; a Owena gra gościu, który w drugim Iron Manie grał Justina Hammera! I wiecie, jako Hammer, Sam Rockwell nie był ani śmieszny, ani ciekawy, był po prostu wpieniający. Tutaj zaś udaje mu się sprzedać nieco dziecinnego lekkoducha, który jest uroczo nieodpowiedzialny, ale ma serducho na właściwym miejscu.

Ma zresztą stanowić kontrast wobec Trenta granego przez Steve’a Carella. Trent wydaje się na początku po prostu twardym i wymagającym przybranym rodzicem, ale im dalej w las, tym bardziej wychodzi na wierzch jego bardziej paskudne oblicze. Już chociażby scena otwierająca film, w której Trent zmusza Duncana, aby ocenił się w skali od 1 do 10, po czym stwierdza, że chłopak jest trójką, sprawia, że chce się, aby protagonista krzyknął mu: „Wal się!”; ale późniejsza opowieść o tym, jak Trent i Pam się spotkali i jak w końcu udało się mu ją przekonać, aby ze sobą chodzili, ma w sobie coś upiornego. Z każdą następną sceną nienawidzimy coraz bardziej jego gadki o szacunku i zaufaniu, jego reguł i jego manipulacji, i chcemy, aby dostał porządne lanie za to, co robi Duncanowi, Pam i prawdopodobnie swojej córce.

Tymczasem czuć, że od momentu, w którym poznaje Duncana, Owen chce mu pomóc na swój sposób. Prawdopodobnie widzi siebie w chłopaku, widzi jego zahukanie i pragnienie przynależności i poprzez pracę w parku daje mu miejsce, w którym Duncan może czuć się swobodnie. Jest też pewna paralela między tym jak Trent traktuje Pam, a jak Owen traktuje swoją pracownicę, Caitlin. Niby, i tu, i tam mamy manipulację, ale raz, że Caitlin wie, że jest manipulowana i się Owenowi od czasu do czasu odgryza, a dwa – po prostu czuć, że jemu na niej zależy w jakiś sposób (nieważne czy romantyczny, czy platoniczny). Co więcej, kiedy Caitlin wyraża swoje rozczarowanie ryzykownym zachowaniem szefa, ten na drugi dzień stara się zachowywać bardziej profesjonalnie. Kiedy porówna się to z późniejszą sceną, kiedy Trent mówi Pam, że się zmieni, nie wierzymy mu. Bo to tylko słowa, w dodatku nieszczere.

Fajne jest też to, że na początku Susanna robi wrażenie typowej humorzastej nastolatki, która nieszczególnie interesuje się głównym bohaterem, ale szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że ona też trochę stoi na uboczu i w zasadzie jest ciągnięta przez inne dziewczyny (w tym – swoją kuzynkę) do rzeczy, których nie chce robić. To ona potem wykonuje pierwszy krok, aby nawiązać kontakt z Duncanem i to ona głównie inicjuje rozmowy między nimi.

Niestety, choć film ma pewne ciekawe elementy i miejscami bardzo wzrusza, nie unika sztampy, co miejscami ma pewne niefortunne implikacje. Już z milion razy widziałam „miłego zboczeńca”, który wykorzystuje swoją pozycję, aby oglądać babki w bikini i ja, jako widz, mam to uważać za zabawne, a nie obrzydliwe. Już z milion razy widziałam jak nastoletni protagonista nawiązuje z jakąś dziewczyną więź, a potem w pewnym momencie próbuje ją nieśmiało pocałować. I już z milion razy widziałam nieodpowiedzialnego lekkoducha, któremu mam kibicować, chociaż niektóre jego zachowania wymuszają na innych odrabianie za niego roboty albo nawet mogą mieć fatalne skutki dla wszystkich wokół.

Fakt, jeśli chodzi o kategorię „dzieciak z problemami uczy się życia od zabawowego gościa” Najlepsze najgorsze wakacje jest nawet niezły, ma pewien urok i wiele rzeczy robi fantastycznie… ale jednak jest też bardzo wtórny. A wystarczyło nie iść w niektóre klisze i film oglądałoby mi się z większą przyjemnością. Kto wie – może nawet ten film porwałby mnie z nóg.

Ale wyszedł średniak. Nieco lepszy od większości, ale jednak średniak.

Hmm, ciekawe jak smakuje Oscarowi kolacja

Jedna myśl na temat “Wakacyjne Wyzwanie – krótka notka o „Najlepsze najgorsze wakacje”

  1. Nigdy nie myślałem o rolach Toni Collette, ale jak się zastanowić to masz zupełną. Jedyna, inna rola jaka przychodzi mi do głowy to „Dead Girl”, gdzie zagrała córkę z problemami. Jednak uczciwie nie oglądałem wszystkich filmów z jej udziałem.
    Najgorsze najlepsze wakacje jest trochę gorzki. Dawno go nie oglądałem, ale gdy wyszukałem go teraz i znowu obekrzałem początek to pomyślałem, że jest mimo wszystko okrutny. Duncanowi przede wszystkim brakowało ojcowskiego wzoru. Matka nie potrafiła go wypełnić, jego ojciec nie chciał, a ojczym… tfu facet matki był jak napisałaś. Pracownicy aqua parku stali się dla niego substytutem rodziny, gdzie mógł się uczyć odwagi, śmiałości i pokazania swojej najlepszej strony.

Leave a Reply