Meg ogląda MCU – Strażnicy Galaktyki

I po raz kolejny omawiamy jeden z moich ulubionych filmów Marvela.

Poprzednie trzy filmy Drugiej Fazy skupiały się na bohaterach, których już zdążyliśmy poznać z Pierwszej. Były też bardziej poważne (chociaż nie brakowało im poczucia humoru).

Strażnicy Galaktyki byli czymś zupełnie nowym – nie tylko był to film o bohaterach, których do tej pory szersza widownia nie znała, lecz także wydawał się całkowicie oderwany od tego, do czego Filmowe Uniwersum Marvela nas przyzwyczaiło. Tym razem zamiast superbohaterów dostaliśmy szopa pracza z karabinem i gadające drzewo.

Nie trzeba było długo czekać zanim Strażnicy Galaktyki nie zostali uznani za jeden z najlepszych filmów Marvela.

Opis Fabuły:

W 1988 roku mały Peter Quill zostaje nagle porwany przez statek kosmiczny sprzed szpitala, w którym umarła na raka jego matka. 26 lat później dorosły Quill jest członkiem kosmicznych piratów nazywanych Łowcami i aby „wyręczyć” swojego kapitana, Yondu Udontę, w najnowszej akcji, wykrada z wymarłej planety Morag tajemniczy artefakt zamknięty w kuli nazywanej Globem. Zaraz potem pojawiają się żołnierze Kree, i młodzieniec umyka z artefaktem, aby go sprzedać. Wściekły dowódca Łowców wystawia list gończy za Quillem, na który odpowiadają, między innymi, dwaj łowcy skarbów: genetycznie zmodyfikowany szop Rocket i chodzące drzewo Groot. Quillem i jego łupem interesuje się też dowódca Kree (który ma z Thanosem układ), Ronan Oskarżyciel. Ronan postanawia wysłać za Globem „córkę” Thanosa, Gamorę. W trakcie bójki na głównym placu w Xandarze Quill, Rocket, Groot i Gamora zostają aresztowani… a ponieważ są znanymi przestępcami, zostają wysłani do więzienia w Kyln. Tam też poznają owładniętego zemstą na Ronanie i jego sługach Draxa Niszczyciela. Ponieważ cała piątka zgadza się, że Glob nie może dotrzeć do Ronana i chcą wydostać się z więzienia, Quill i Gamora proponują reszcie lukratywną propozycję – uciekną razem z Kyln, odsprzedadzą Glob niejakiemu Kolekcjonerowi i podzielą się zyskami.

Wnioski Ogólne:

Kiedy pojawiły się pierwsze materiały promocyjne do Strażników Galaktyki, pewna rzecz stała się dla nas jasna – Marvel osiągnął już taką pozycję w Hollywood, że mógł sobie pozwolić na adaptowanie mało znanych postaci ze swojej dość sporej stajni i wiedział, że i tak ludzie na to pójdą, no bo wiecie, Filmowe Uniwersum Marvela stało się już sprawdzoną marką. Najbardziej ikoniczna scena ze zwiastuna – stojący na plecach Groota Rocket strzelający z karabinu maszynowego – była właśnie takim symbolem szaleństwa, na jakie mógł sobie pozwolić Marvel w Drugiej Fazie.

W przeciwieństwie do poprzednich, superbohaterskich tworów, oscylujących wokół Ziemi, Strażnicy Galaktyki byli starą, dobrą operą kosmiczną z dalekimi galaktykami, kolorowymi kosmitami, bitwami kosmicznymi i drużyną złożoną z unikalnych jednostek. W dodatku James Gunn nadał tej kosmicznej operze swój unikalny smaczek, dodając ścieżkę dźwiękową złożoną z samych hitów lat siedemdziesiątych; a także humor, który świetnie komponował się z całym tym szaleństwem, które widzimy na ekranie. W zasadzie już pierwsza scena (tuż po dość dramatycznym wstępie w szpitalu), w której dorosły już Quill przemierza obumarłą planetę (na którą nałożony został hologram ludzi żyjących własnym życiem), a potem nagle puszcza sobie z walkmana Come And Get Your Love i zaczyna tańczyć, nadaje cały ton temu filmowi.

Niewątpliwie najciekawsi są w nim sami Strażnicy, których można scharakteryzować jako anty-bohaterów (no, może poza Grootem). Każde z nich ma przeszłość, każde z nich popełniło mniej lub bardziej poważne przestępstwa, i każde z nich interesuje się przede wszystkim własnymi celami. Oczywiście, mamy pewne przebłyski dobra w każdym z nich, ale to nie zmienia faktu, że Strażnicy Galaktyki zaczynają swoją współpracę, aby uciec z kicia i ustawić się na resztę życia. Dopiero z czasem dochodzą do wniosku, że chcą powstrzymać Ronana i nie dopuścić, aby dostał w swoje ręce Glob; i zaczyna im też na sobie nawzajem zależeć.

Petera Quilla poznajemy najpierw jako dziecko, które nie chce wierzyć w to, że jego chora na raka matka umrze. Meredith Quill przy okazji wyciąga na wierzch incydent z popołudnia, w którym to jej syn wdał się w bójkę z grupą łobuzów, która zabiła żabę. Ten szczegół jest ważny, bo potem dorosły Quill ratuje Gamorze życie, przekonując Draxa, aby jej nie zabijał. Mamy więc kobieciarza, łotrzyka, kłamcę i złodzieja (co jest efektem bycia wychowanym na statku Łowców), ale też kogoś, kto ma pewne empatyczne odruchy i nie lubi, kiedy więksi znęcają się nad mniejszymi. Jest też tym, który pierwszy próbuje łagodzić konflikty w grupie, co widać choćby w scenie, w której Drax i Rocket zaczynają ze sobą walczyć.

Następnie mamy Gamorę – „córkę” Thanosa, która została przez niego adoptowana, a potem wytrenowana i genetycznie zmodyfikowana, aby być jego bronią w mordowaniu całych planet (wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co się za tym kryje; wiedzieliśmy tylko, że Gamora i Nebula były całe życie uczone, aby być bezwzględnymi wojowniczkami i brały udział w szalonych planach Thanosa). Tak czy inaczej, Gamora na początku filmu przekonuje Ronana, aby wysłał właśnie ją, a potem okazuje się, że planowała zdradzić Ronana i sprzedać Glob Kolekcjonerowi; że po dokonaniu rzezi na pewnej planecie, chciała wyrwać się spod władzy Thanosa i właśnie dlatego postanowiła sprzedać Glob; i że cała galaktyka zna ją i nienawidzi za to, co zrobiła dla swojego „ojca”. Wśród Strażników Galaktyki Gamora znajduje drugi dom i stwierdza nawet w pewnym momencie, że całe życie była otoczona wrogami i że zaszczytem będzie umrzeć w otoczeniu przyjaciół. Jest też najbardziej rozsądna z całej piątki, bo reszta drużyny składa się z narwańców, nieraz skorych do bitki. W zasadzie większość decyzji o kolejnych poczynaniach Strażników Galaktyki podejmują ona i Quill.

Dalej mamy Draxa, którego poznajemy jak w Kyln próbuje zabić Gamorę za to, że pracuje tymczasowo dla Ronana. Ronan swego czasu zabił żonę i córkę Draxa i odtąd mężczyzna zabija każdego sługę Ronana, który się napatoczy. Drax jest jednocześnie komiczną i tragiczną postacią. Komiczną, bo wydaje się trochę głupim mięśniakiem i rozumie wszystko dosłownie; a tragiczną, bo to wielkie, palące pragnienie zemsty na Ronanie sprawia, że Drax zachowuje się jak szaleniec (w pewnym momencie sprowadza do Strażników Ronana, aby stoczyć z nim ostateczny pojedynek i przyczynia się do tego, że Ronan zdobywa Glob). W pewnym sensie jego żałoba jest dla niego niszczycielska i on sam, w pewnym sensie zdaje sobie z tego sprawę, bo stwierdza, że jego nienawiść i wściekłość to próba zagłuszenia bólu, jaki czuje po śmierci bliskich. W końcu, pomimo tego, że Drax wcześniej nienawidził Gamory i lekceważył Quilla, Rocketa i Groota, stwierdza, że ich lubi i epitety, jakimi ich obdarza (choć nadal nieszczególnie pochlebne) mają o wiele bardziej pozytywny wydźwięk. Zapewne rubaszny wojownik, taki jak Drax, przyzwyczajony jest do tego, że kiedy już się z kimś zaprzyjaźni, ma przywilej nazywania go jak chce.

Wreszcie Rocket przedstawiany nam jest na Xandarze, kiedy szuka następnego zlecenia. Przez dłuższy czas podąża za Quillem, a nawet chroni go w Kyln, bo Yondu wyznaczył za niego nagrodę. Szybko dowiadujemy się, że robiono na nim eksperymenty genetyczne i cybernetyczne, ale dopiero późniejsze dwie sceny sprawiają, że jakby bardziej do nas dociera, jak wielką krzywdę mu zrobiono. Pierwsza scena ma miejsce w Kyln, kiedy Peter dopiero co dostał swój więzienny uniform i widzi wygolony tył Rocketa, na którym znajdują się cybernetyczne ulepszenia. Druga scena – o której już wspominałam dwa razy – ma miejsce na Knowhere, kiedy nieco już pijani Drax i Rocket zaczęli się awanturować i Rocket nagle wybucha, że nie prosił się na ten świat i nie prosił się o to, żeby go ciągle składano i rozkładano. Jednocześnie o tym, że Strażnicy stali się czymś więcej niż tylko grupką kryminalistów tymczasowo ze sobą współpracujących, przekonujemy się, kiedy Rocket (troszkę popchnięty do tego przez Groota i Draxa) próbuje odbić Quilla od Yondu.

Trudno jednak nie mówić o Rockecie, nie mówiąc też o Groocie, bo przedstawiani nam są jako partnerzy i choć Rocket co chwila na Groota wrzeszczy, tak naprawdę jest on jego najbliższym przyjacielem. Groot jest właściwie jedynym członkiem Strażników Galaktyki, który od początku jest bezinteresowny. Nawet jeśli walczy, jest w nim pewna niewinność, która sprawia, że nie możemy spoglądać na niego inaczej, niż jak na jedynego „dobrego” Strażnika Galaktyki. O nim wiemy najmniej z całej drużyny – nie wiemy jak to się stało, że przyłączył się do Rocketa ani jaka jest jego historia, ale można zauważyć, że wielu uważa go za coś dziwnego i głupiego (a Kolekcjoner był nawet zainteresowany kupnem jego zwłok).

Trochę na uboczu przez dłuższy czas jest jeszcze jeden „Strażnik”, chociaż dopiero w drugiej części Strażników Galaktyki staje się nim tak naprawdę. Mówię o Yondu Udoncie, czyli przywódcy Łowców, który adoptował Petera Quilla i nauczył go jak przetrwać. Przez większość filmu Yondu podąża za Quillem i chce odebrać od niego Glob i ukarać za działanie za jego plecami, ale tu i tam jest nam trochę zasugerowane, że mu na Peterze w jakiś sposób zależy. Przede wszystkim jest scena, kiedy kapitan wyznacza nagrodę za chłopaka z dopiskiem, że ma być dostarczony żywy, jeden z Łowców mówi: „Żywy? Zawsze byłeś dla niego za miękki.” To zdanie sugeruje trochę, że Yondu miał do Petera pewną słabość, która nie uszła uwadze jego ludziom (i też wiele z zachowań Yondu można zinterpretować jako podtrzymywanie obrazu wielkiego, groźnego przywódcy Łowców, który jednak może oszczędzić Quilla jeśli ten da mu dobry powód, aby tego nie robił). Pewne elementy jego postaci i relacji z Quillem zostaną potem rozwinięte w drugim filmie. Na razie jednak jego wątek w pierwszych Strażnikach Galaktyki kończy się tym, że Yondu odkrywa, że został przez Quilla oszukany, ale reakcją Yondu nie jest wściekłość, tylko uśmiech, który przypomina nawet uśmiech dumy.

(Ogólnie rzecz biorąc, Yondu Udonta jest tutaj szczególną postacią, bo o ile obecny skład Strażników Galaktyki działa w komiksach już od wielu, wielu lat, o tyle pierwsi Strażnicy wyglądali zupełnie inaczej. Przede wszystkim ich przygody były osadzone w dalekiej przyszłości, a Yondu Udonta był tam nie tylko jednym z członków założycieli grupy, lecz także miał zupełnie inną osobowość – był pomyślany jako kosmita, którego kultura przypomina bardzo kultury Indian Południowoamerykańskich.)

Do momentu, w którym Kolekcjoner nie wyjaśnia im, co tak naprawdę znajduje się wewnątrz Globu; i do momentu, w którym pracownica Kolekcjonera, Karin, nie dotyka tego czegoś, na własnej skórze pokazując destrukcyjną moc zamkniętego w Globie Kamienia Nieskończoności, Strażnicy Galaktyki działają razem dla zysku. Potem jednak Peter i Gamora właściwie dochodzą do wniosku, że jest to coś, co nie może trafić w niepowołane ręce, dlatego podejmują decyzję, aby dostarczyć go do Korpusu Novy na Xandarze – ruch o tyle ryzykowny, że Korpus Novy najpewniej by ich wszystkich przymknął. W tym momencie Peter i Gamora nie myślą już tylko o sobie, ale o tym, co może się stać, jeśli Glob trafi w ręce Ronana.

No właśnie – dochodzimy tutaj do dwóch istotnych kwestii:

Po pierwsze – sam antagonista. Ronan jest tutaj w podobnym położeniu, co Loki w Avengers, to znaczy – jest on kimś, kto zawarł pakt z Thanosem dla własnych, niezwykle ambitnych celów. Podczas gdy Loki chciał armii, która pomogłaby mu podbić Ziemię, Ronan chce zniszczyć Xandar z powodu tysiącletniej wojny między Xandarem i Kree (w której podobno zginęli jego ojciec, dziadek i pradziadek). Od samego początku Ronan jest przedstawiany jako ludobójca i człowiek ogarnięty fanatyzmem, chociaż film nie wdaje się w dalsze szczegóły na temat jego przeszłości. Jednocześnie Ronanowi średnio się podoba to, że jest praktycznie rzecz biorąc chłopcem na posyłki Thanosa i przy pierwszej sposobności bierze Glob dla siebie i otwarcie zwraca się przeciwko Thanosowi.

Po drugie – właściwie jedyną rzeczą (poza Thanosem), która łączy niejako Strażników Galaktyki z resztą Filmowego Uniwersum Marvela, jest to, że w tym filmie wprowadzone zostały Kamienie Nieskończoności. Coś, co wcześniej było tylko w najlepszym razie teorią fanowską – że Tesseract, Aether i berło Lokiego mają w sobie kamienie o pradawnej mocy, które powstały podczas Wielkiego Wybuchu – tutaj zostaje potwierdzone i będzie miało konsekwencje w przyszłych odsłonach uniwersum. Bo też będziemy odkrywać kolejne Kamienie i ich właściwości.

Tak czy inaczej, od chwili, w której Glob trafia w ręce Ronana, a Quill i Gamora przekonują Yondu, aby mu odebrać Kamień Nieskończoności, Strażnicy Galaktyki już nie walczą tylko dla własnych korzyści; teraz już chodzi o coś więcej. Teraz chodzi o uratowanie niezliczonych istnień na Xandarze i całą resztę wszechświata. I to prawda – Rocketa trzeba przekonywać do planu Quilla, ale ostatecznie cała piątka dochodzi do tego, że lepiej walczyć wśród przyjaciół niż uciekać. Zwieńczeniem ich drogi do kamractwa jest heroiczna (i tymczasowa) śmierć Groota, w której mówi on: „My jesteśmy Groot”; a także to, jak udało im się ujarzmić sam Kamień.

Film kończy się w bardzo pozytywny sposób – Glob zostaje bezpiecznie zamknięty, Korpus Novy wyczyszcza Strażnikom kartoteki, Peter Quill dowiaduje się czegoś na temat swojego pochodzenia i otwiera wreszcie prezent pożegnalny od matki; Groot zaczyna odradzać się w doniczce, a sami Strażnicy Galaktyki wyruszają w kolejną przygodę.

Następny film w kolejce też jest o drużynie i to dobrze nam znanej. Niestety, Avengers: Wiek Ultrona pogrzebało wiele z naszych młodzieńczych marzeń.

Leave a Reply