Meg ogląda MCU – Avengers: Czas Ultrona

Uwaga! Ten tekst porusza temat bezpłodności.

Długo się zabierałam do tego filmu, ale głównie dlatego, że dla mnie – tak jak dla wielu fanów Marvela – jest to film, który sprawił, że pewne nasze fanowskie marzenia musiały pójść się bujać. Dla mnie osobiście Czas Ultrona – a także późniejszy Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów – to dwie odsłony Filmowego Uniwersum Marvela, które sprawiły, że nigdy później nie jarałam się filmami z Avengers tak jak w 2012 roku, a za to jarałam się tymi filmami i serialami, które opowiadały o pojedynczych bohaterach albo o innych drużynach (Strażnikach Galaktyki, Daredevilu, Doktorze Strange’u…).

Jest to też film, w którym zaczyna się dla Tonyego Starka równia pochyła, tak więc dzisiaj pewnie wkurzę paru jego fanów.

W każdym razie nie przedłużajmy już bardziej tego wstępu i przejdźmy do samego filmu.

Opis Fabuły:

Avengersi łączą siły, aby zniszczyć bazę badawczą Hydry znajdującą się w Sokovii i odebrać z niej słynne berło Lokiego. Tak się składa, że w bazie znajdują się bliźnięta Pietro i Wanda Maximoff, którzy mają do Avengersów – a zwłaszcza do Tony’ego Starka – urazę. Po wygranej bitwie Tony i Bruce uruchamiają projekt, nad którym pracowali już od dłuższego czasu – robota Ultrona, który ma za zadanie zapewnić całemu światu bezpieczeństwo. Ultron jednak buntuje się przeciwko swemu panu i rekrutuje rodzeństwo Maximoff do swoich planów zniszczenia Avengers i naprawy świata.

Wnioski Ogólne:

Po pierwszych Avengersach fandom wypełnił się headcanonami, fanartami i fanfikami, w których Mściciele byli zgraną paczką mieszkającą razem w Wieży Avengers; w których Thor ma obsesję na punkcie pop-tartów, Clint i Natasha są parą, Tony i Bruce robią szalone eksperymenty, a Steve z pomocą przyjaciół przystosowuje się do życia w nowej rzeczywistości. W między czasie dzieją się różne odjechane akcje, a Mściciele zbliżają się do siebie jako drużyna. Pierwsze trzy filmy Drugiej Fazy poniekąd uświadomiły nam, że tak do końca nie będzie, bo Avengersi mieli własne problemy, z którymi musieli się mierzyć bez pomocy reszty grupy, niemniej jednak nadal mieliśmy nadzieję, że w ich następnym wspólnym filmie znów zobaczymy te cudowne relacje, które widzieliśmy w w pierwszych Avengersach.

Mówię o tym wszystkim, bo ten aspekt fandomowy jest istotny do zrozumienia, dlaczego dla wielu ludzi Czas Ultrona to takie wielkie rozczarowanie.

Prawda, są tutaj sceny, w których czuć, że to zżyta ze sobą drużyna, ale występują wcześnie, a potem powoli, powoli zanikają na rzecz wewnętrznych kłótni. Oglądamy sobie jak Avengersi są na imprezie z okazji zdobycia berła i zwycięstwa nad Hydrą; bawi nas konkurs na to, kto podniesie młot Thora, ale potem, kiedy już Ultron zacznie być prawdziwym zagrożeniem, Steve, Thor i reszta mają za złe Tony’emu, że stworzył za ich plecami Ultrona, a Tony uważa, że nic się nie stało.

Kiedy omawiałam filmy o Iron Manie, wspominałam o tym, że sama droga Tony’ego Starka była całkiem dobrze zrobiona, a i on sam był ciekawą i nawet sympatyczną postacią; a także powtarzałam, że ta postać została popsuta właśnie za sprawą Czasu Ultrona. Tak naprawdę drudzy Avengersi rozpoczynają upadek Tony’ego Starka jako bohatera, spowodowany po części przez Roberta Downeya Jra, który często improwizował teksty, wymuszając pewne zmiany w scenariuszu (do najgorszej z nich dojdziemy w Końcu Gry, ale tutaj mamy chociażby żart o prawie pierwszej nocy); a po części dlatego, że Feige i bracia Russo wymarzyli sobie adaptację Civil War, czyli komiksu, w którym superbohaterowie Marvela podzielili się na dwa polityczne obozy, którym przewodzili właśnie Iron Man i Kapitan Ameryka. Poniekąd zachowanie Tony’ego w Czasie Ultrona jest taką podbudową pod to, co stanie się w przyszłości.

Film wydaje się nam mówić, że Tony Stark ma jak najbardziej szlachetne intencje, ale ma też przeświadczenie, że wszystko wie lepiej. Już podczas przypuszczenia ataku na bazę Hydry, kiedy zadyma przenosi się na sąsiednie miasteczko, Iron Man wysyła swoje roboty (nazywane Legionem), aby przeprowadziły ewakuację… ale ludność Sokovii na początku tylko przygląda się im, bo nie do końca ufa Avengersom, a i roboty wprawiają ich w zdziwienie. Później, kiedy Tony rozmawia z Bruce’m na temat Ultrona, maluje przed nim wizję idealnego systemu bezpieczeństwa przeciwko zagrożeniom z kosmosu; wielkiego „pancerza wokół Ziemi”, który chroniłby ludzkość i zapewnił jej pokój. Mówi trochę jak Nick Fury w pierwszych Avengers i w Zimowym Żołnierzu, a fakt, że nie informuje o Ultronie reszty Mścicieli, bo „nie ma czasu na debaty na temat zabawy w Boga” i do tego zbywa wszystkie wątpliwości Bannera, tylko utwierdza nas w przekonaniu, że uważa, że ma absolutną rację. Na jego obronę można powiedzieć tylko to, że do tej pory wszystkie sztuczne inteligencje stworzone przez Starka nie stawały się maniakalnymi mordercami (a i późniejsze takie nie były), ale problem polega na tym, że mimo potwornych konsekwencji, jakie miały działania Ultrona w Sokovii, Tony Stark nigdy nie przyznał się do błędu. W przeciwieństwie do poświęconej mu trylogii, gdzie głównym wątkiem jest pokuta za dawne grzechy oraz tworzenie na nowo własnego przeznaczenia, zarówno w tym filmie, jak i w następnych, Iron Man tak naprawdę nigdy nie mówi: „Tak, Ultron to moja wina. Ja go stworzyłem i ja nie przewidziałem, że wymknie mi się spod kontroli. No a teraz muszę liczyć się z konsekwencjami mojego błędu.” I to jest początek końca Iron Mana jako bohatera.

(Najbliższą rzeczą do przyznania się przez Tony’ego do błędu, jest scena, w której Tony rozmawia z Fury’m i stwierdza, że „jest tym, który zniszczył Avengersów”, ale chodzi tu nie tyle o Ultrona, ile o wizję, którą dała mu Wanda; i o to, że zatajając prawdę, podzielił drużynę. Jego późniejsze działania będą świadczyć o tym, że samego Ultrona nie żałuje.)

I wiecie, trudno mieć do Kapitana Ameryki pretensje, że nie podoba mu się, iż inni członkowie Avengers coś przed nim ukrywają (nie tylko Tony, ale też – jak zobaczymy – Clint i Thor, który mniej więcej w środku filmu leci coś sprawdzić, ale nie mówi Kapitanowi co). Pamiętajmy, że w jego drugim solowym filmie Steve Rogers spotkał się z powszechną tajemniczością w TARCZY, a potem dowiedział się, że TARCZĘ infiltrowała Hydra. (Ogólnie rzecz biorąc scena, przy której Iron Man i Kapitan Ameryka rąbią drewno ma być takim przedsmakiem Wojny Bohaterów i pokazać postawy, jakie się wykształciły w obu postaciach od ich ostatniego wspólnego filmu – Stark chce za wszelką cenę zapewnić ludziom bezpieczeństwo, a Rogers widzi jak próby „wygrania wojny zanim się zacznie” zwykle się kończą i jest wobec nich nieufny.)

Kolejna rzecz, która sprawia, że Czas Ultrona cieszy się złą sławą, jest to, że robi z Bruce’a Bannera i Natashy Romanoff parę. Ten wątek romantyczny wydaje się brać znikąd, po pierwsze dlatego, że we wcześniejszych filmach były pewne sugestie, że między Natashą i Clintem coś jest (w Zimowym Żołnierzu Czarna Wdowa nosiła nawet naszyjnik ze strzałą), po drugie dlatego, że relacje między Natashą a Bannerem we wcześniejszych filmach były czymś na zasadzie: „Będę miła dla Bannera, ale Hulka się boję.”, a po trzecie wreszcie jest wiele innych postaci, które mogłyby służyć jako „uspokajacze Hulka”, poczynając od Starka i Rogersa, a na Betty Ross skończywszy (ba, w samym solowym filmie o Hulku jest scena, w której Betty robi właśnie to – uspokaja Bruce’a podczas ataku). W ogóle fakt, że Betty została w zasadzie zapomniana na rzecz pairingu Natasha/Bruce, jest czymś, czego wielu nie darowało braciom Russo.

No i właśnie w scenie między Natashą i Bruce’m pada zdanie, które stało się swego czasu zarzewiem kontrowersji. Scena zaczyna się od tego, że agentka Romanoff i doktor Banner rozmawiają o ucieczce, ponieważ wcześniej Hulk spowodował ogromne zniszczenia w pewnym mieście i „świat zobaczył go w pełnej krasie”. Natasha chce uciec razem z Bannerem, ale on twierdzi, że związek z nim nie będzie miał przyszłości; że w przeciwieństwie do Burtona Natasha nie doczeka się z Bruce’m gromadki dzieci, bo przez swoje alter ego Bruce nie może ich mieć (przy każdej próbie stosunku ryzykowałby podniecenie się, a to skutkowałoby przemianą). Czarna Wdowa odpowiada, że ona też nie może mieć dzieci, bo usunięto jej narządy rodne, aby „zwiększyć jej skuteczność” i sprawić, że nic nie będzie „ważniejsze niż misja”. Zdanie, które wzbudziło kontrowersję, pada pod sam koniec z ust Natashy: „Wciąż masz się za jedynego potwora?” i zdaje się sugerować, że agentka Romanoff myśli o sobie jak o potworze, bo nie może zajść w ciążę (a w konsekwencji kobiety bezpłodne też są potworami).

Zdanie rzeczywiście jest niefortunne, ale w szerszym kontekście można je jakoś usprawiedliwić. Po pierwsze – sterylizacja Czarnej Wdowy miała być takim zwieńczeniem jej treningu na idealną zabójczynię; miała być ostatnim krokiem do tego, aby pozbawić ją bycia czymś więcej niż tylko maszyną do zabijania. Po drugie – już sam fakt, że wykonano na niej tak inwazyjny zabieg, musiał być przerażający (i sam film o Czarnej Wdowie dobitnie daje nam do zrozumienia, jak bardzo). Po trzecie wreszcie – wśród kobiet, które są bezpłodne albo mają problemy z płodnością, często pojawiają się takie reakcje psychiczne jak stres, lęki i poczucie bycia bezwartościowymi i „wadliwymi” (być może więc nazwanie siebie potworem z powodu niemożności zajścia w ciążę ma również ten psychologiczny wymiar; możecie przeczytać o tym tu, tu i tu).

(Oczywiście, nie każdy może się zgadzać z tą interpretacją, bo to jednak bardzo delikatny temat.)

Jedno, co Czas Ultrona robi dobrze, to to, że dzięki mocom Wandy Maximoff widzimy wewnętrzne lęki Avengersów (wątek stary jak świat i zawsze oferujący ciekawe studium postaci). Tony Stark widzi potwory z nieba i poległych towarzyszy (boi się powtórki z inwazji na Nowy Jork i tego, że Mściciele zginą, a on przeżyje). Thor widzi biesiadę w Asgardzie, ale i Heimdalla, który twierdzi, że Thor zaprowadzi Asgardian na śmierć (może to być manifestacja obaw księcia, że jego działania pogrążą Asgard, ale sam Thor postanawia to zinterpretować jako ostrzeżenie i wpada na trop Kamieni Nieskończoności). Steve Rogers widzi salę pełną tańczących żołnierzy oraz Peggy Carter mówiącą mu, że wojna już się skończyła i kapitan może „wracać do domu” (tu interpretację podał sam reżyser – Kapitan Ameryka jest żołnierzem, który czuje, że musi walczyć, inaczej nie widzi sensu dla swojego życia). Wreszcie Natasha Romanoff widzi swoje wspomnienia ze szkolenia w Czerwonym Pokoju (Czarna Wdowa boi się, że rzeczy, które jej robiono, przygotowując ją do bycia zabójczynią, bezpowrotnie ją skrzywiły). Poskąpiono nam wizji Hawkeye’a (bo w poprzednim filmie już przeszedł hipnozę i drugi raz się nie da) i Hulka (bo wszyscy wiemy, czego boi się Banner – samego siebie).

I w zasadzie coś, co mnie osobiście zdenerwowało, jak oglądałam Czas Ultrona po raz pierwszy w kinie, to fakt, że najpierw Tony („Tobie się chyba upiekło, co?”), a potem Banner („Ciebie oszczędziła?”) zdają się sugerować, że wizje Wandy nie wywarły na Stevie żadnego wpływu. Banner wypowiada te słowa, widząc, że bliźnięta Maximoff i Steve przyszli przeszkodzić w drugim podejściu do eksperymentu (z którego później zrodzi się Vision), tak więc myśli, że Steve jest pod wpływem Wandy. Ale Stark stwierdza, że Steve „jest kryształowy” i nie widać po nim, aby Wanda coś mu zrobiła. Mimo wszystko panowie najwidoczniej zapomnieli, że Kapitan Ameryka walczył w drugiej wojnie światowej i swoje widział.

(Niemniej jednak Czerwony Pokój sprawił, że ludzie tym bardziej domagali się filmu o Czarnej Wdowie. A choć przyszedł późno, świetnie wykorzystał nadgryzione w Czasu Ultrona i wcześniejszych filmach wątki.)

Inna rzecz, którą Czasu Ultrona próbuje zrobić (zapewne, aby zadośćuczynić tej postaci za to, że przez połowę poprzedniego filmu jej nie było), to skupić się na Clincie Burtonie – pokazać jego człowieczeństwo, które uwydatnia się w zestawieniu z miliarderem w latającej zbroi, superżołnierzem, nordyckim bogiem, zabójczą tajną agentką oraz facetem, który zmienia się w prawie niezniszczalnego wielkoluda. Dodatkowo poznajemy rodzinę Burtonów, która trzymana jest w tajemnicy przed większością TARCZY i świata w ogóle. Hawkeye ma pewne kompleksy związane z tym, że jest tylko „gościem, który strzela z łuku”, ale ostatecznie to właśnie on w godzinie próby motywuje Wandę Maximoff to bycia bohaterką.

No właśnie – rodzeństwo Maximoff. Poznajemy ich jako dobrowolnych ochotników w eksperymentach Hydry, potem Maria Hill opowiada Kapitanowi ich skróconą historię życia w małym wschodnioeuropejskim kraju ogarniętym konfliktami z silniejszymi sąsiadami (Hill wspomina nawet o tym, że Wanda i Pietro się w którymś momencie zradykalizowali). Dopiero późniejsza scena bliźniąt z Ultronem wyjawia im powód ich nienawiści do Starka i Avengersów – kiedy jedli kolację z rodzicami, na ich blok mieszkalny spadła bomba, która zabiła ich matkę i ojca. Inna bomba spadła kilka metrów od bliźniąt, ale była niewypałem. A na bombie widać było logo Stark Industries. Pietro i Wanda spędzili dwie doby „czekając aż Stark ich zabije”. Ta historia jest zresztą czymś, co mogło stać się w każdym konflikcie od drugiej wojny światowej – zarówno podczas wojen w Jugosławii, jak i w Wietnamie, Iraku czy Afganistanie.

(Z kolei bomba Starka jest tutaj kolejnym przypomnieniem, że Stark Industries ma krew na rękach i nawet jeśli Tony nie jest tym, który sprzedał atakującym Sokovię krajom broń, to jednak przyczynił się do tego, nie interesując się bardziej działaniami swojej firmy. Ogólnie rzecz biorąc z filmu wycięto scenę pokazującą graffiti piętnujące Avengers jako faszystów; w rezultacie w to, jak Mściciele są postrzegani przez nie-Amerykanów, MCU wgłębia się dopiero w Wojnie Bohaterów.)

Tak czy inaczej, choć na początku rodzeństwo Maximoff sprzymierza się z Ultronem, bo on też chce zniszczyć Avengers i do tego „zapewnić Ziemi pokój”, ostatecznie Wanda odkrywa, że robot chce zniszczyć ludzkość. Podczas pościgu Mścicieli za Ultronem w Seulu Pietro i Wanda pomagają Kapitanowi Ameryce w walce z robotem, a potem – w zatrzymaniu pędzącego pociągu. Wciąż jednak są sceptycznie nastawieni do Iron Mana… i vice versa. Poza Steve’m nikt z Avengers na początku nie ufa Maximoffom, ponieważ wcześniej Wanda mieszała im w głowie. Podczas ostatecznej potyczki z Ultronem bliźniaki pomagają najpierw ewakuować cywilów, a potem walczyć z robotem i jego armią złożoną z Legionu. Pietro Maximoff ginie nawet heroiczną śmiercią, ratując Clinta (przez dłuższy czas ta śmierć i wpływ jaki ma na Wandę, była ignorowana przez kolejne filmy MCU, jednak serial WandaVision naprawia te i inne błędy w tym zakresie.)

Visionowi też reszta bohaterów na początku nie ufa, bo boją się, że może być drugim Ultronem, mimo że ma w sobie sztuczną inteligencję JARVISa. Vision argumentuje, że chce uratować życie i powstrzymać Ultrona, a żeby podkreślić, że ma dobre zamiary, oddaje Thorowi jego młot (co oznacza, że jest godny go dzierżyć, a więc można mu też powierzyć znajdujący się w czole robota Kamień Umysłu). Vision ogólnie ma bardzo filozoficzne podejście do rzeczywistości (jak to robot zafascynowany ludzkością), które potem będzie przebrzmiewać przez kolejne odsłony MCU.

Jako część większego uniwersum, Avengers: Czas Ultrona spełnia kilka ważnych ról. Po pierwsze – Avengersi dowiadują się w tym filmie o Kamieniach Nieskończoności (od Thora, który ma wizję w pewnym strumieniu i postanawia dopomóc w stworzeniu Visiona), a po drugie – Mściciele powiększają się o nowych członków: nie tylko Wandę i Visiona, lecz także War Machine i Falcona. Po trzecie – Hulk ucieka, a Thor rusza dowiedzieć się, dlaczego nagle wszędzie wyskakują Kamienie Nieskończoności (oba te wątki będą potem prowadzić do trzeciego filmu o Thorze).

Następny film kończy Drugą Fazę Filmowego Uniwersum Marvela i to w bardzo szczególnym stylu – wprowadzając do uniwersum Ant-Mana.

Leave a Reply