Meg ogląda Merlina – 1×13 „Le Morte d’Arthur”

Tak oto doszliśmy do finału pierwszego sezonu Przygód Merlina. I – jak na finał przystało – wiele się tu dzieje i stawki są dość wysokie.

Już sam tytuł zapowiada bardzo dramatyczną sytuację i książę Artur rzeczywiście będzie tutaj w większym niebezpieczeństwie niż dotychczas. Będziemy też świadkami ostatecznego pojedynku między Merlinem a Nimue.

Opis Fabuły:

Podczas polowania Merlin, Artur i kilku rycerzy natyka się na dziwne zwierzę o głowie węża i ciału lamparta. Zwierzę zabija jednego z rycerzy, a po powrocie do Camelotu Gajusz stwierdza, że jest ono tak zwaną Warczącą Bestią – stworzeniem, które zwiastuje zawsze wielkie nieszczęście. Uther wysyła Artura i kilku ludzi po to, aby zabili Bestię, ale wyprawa kończy się źle: Warcząca Bestia atakuje Artura i zatruwa go jadem. Wygląda na to, że los księcia jest przesądzony, bo ani medycyna Gajusza, ani magia Merlina nie mogą mu pomóc. Idąc za radą Wielkiego Smoka, Merlin postanawia sięgnąć do zaklęć Dawnej Wiary i wybrać się na Wyspy Wybranych. Na miejscu Merlin spotyka Nimue, która pokazuje mu Kielich Życia, mogący uleczyć Artura. Rzecz w tym, że – aby zachować równowagę w naturze – czyjeś życie musi zostać oddane w zamian za życie księcia.

Co Z Tego Pamiętam:

Ogólny zarys fabuły kojarzę – zarówno początek, jak i późniejsze zamieszanie związane z tym, czyje życie ma zostać oddane, aby książę wyzdrowiał.

Natomiast pamiętam coś, co nie było związane z tym odcinkiem, per se, ale wyrosło trochę z niego. Mianowicie pamiętam to, że jak czytałam wpis o Kielichu Życia na fanowskiej wikipedii, twórca wpisu pojechał po bandzie i wyciągnął daleko idące wnioski o tym, że Dawna Wiara to pogaństwo, a Uther wprowadził Nową Wiarę, czyli chrześcijaństwo i tak naprawdę o to w tym wszystkim chodzi. Nie powiem, teoria ciekawa, ale była tylko tym – teorią, która doszukiwała się w samym serialu czegoś, czego tam nie było.

Wnioski Ogólne:

Trochę się pomyliłam, kiedy pisałam, że tytuł finałowego odcinka pierwszego sezonu nawiązuje do dzieła Geoffreya z Monmouth. W rzeczywistości Le Morte d’Arthur – czyli Śmierć Artura – to tekst sir Thomasa Mallory’ego, który czerpał trochę z wcześniejszych legend arturiańskich, ale też dodał coś niecoś od siebie. W rezultacie powstał tekst, który opowiada dzieje życia króla Artura i do dzisiaj stanowi jedno z głównych źródeł legend arturiańskich.

Poza tytułem mamy tutaj jeszcze dwa elementy, które nawiązują do oryginalnych legend. Pierwszym z nich jest Warcząca Bestia (czy też raczej – Ujadająca Bestia) – w legendach arturiańskich była to istota, która wzięła się znikąd i której zagadkę próbował rozwiązać muzułmański Rycerz Okrągłego Stołu, Palomides. Drugim elementem jest Kielich Życia, który, oczywiście, ma być serialowym odpowiednikiem Świętego Graala. I o ile nie będziemy mieć w Przygodach Merlina sagi poszukiwań Świętego Graala, o tyle wiele wątków z niej zostało uwzględnionych w późniejszych sezonach (na przykład, Jałowa Ziemia i Król Rybak).

Powróćmy jednak do tytułowej śmierci Artura. Wiemy, że raczej nie dojdzie ona do skutku, bo przez cały mijający sezon mówiono nam o tym jakie to niesamowite przeznaczenie czeka Artura i Merlina w przyszłości. Wielki Smok utwierdza nas w przekonaniu, że można księcia uratować, mówi Merlinowi jak to zrobić i stwierdza na koniec, że Artur ma przeżyć za wszelką cenę. Ale dopiero tutaj zaczynają się schody, bo nie dość, że Merlin musi wyruszyć w długa podróż, to jeszcze Gajusz wyjaśnia mu zasady Dawnej Wiary: aby za pomocą magii uratować życie przed pewną śmiercią, ktoś inny musi umrzeć.

Oczywiście Merlin jest gotów zginąć za swojego pana i czeka potem na śmierć, ale ona nie przychodzi. Zamiast tego do Gajusza przybywa Hunith, która zapadła na jakąś dziwną chorobę. Wygląda więc na to, że Nimue postanowiła oszczędzić Merlina (z jakiegoś powodu), ale za to zabić jego matkę (inne rozwiązanie, które serial zdaje się sugerować, jest takie, że to królicza łapka, którą dał chłopakowi Gajusz, ochroniła Merlina). I znów – czarownik jest gotowy na to, aby wybrać się na Wyspę Wybranych i ofiarować własne życie za matkę.

Następuje więc seria wzruszających scen, w których Merlin żegna się z bliskimi – najpierw z Gajuszem, potem z Arturem, Ginewrą i Hunith. Gajuszowi Merlin mówi o tym, co mu zawdzięcza, Arturowi – że będzie dobrym królem, o ile nauczy się słuchać, Gwen – aby nie zatraciła swojego dobrego serca, a Hunith – żeby się nie martwiła i że kiedyś jeszcze się spotkają. Artur i Gwen nie wiedzą, co prawda, dlaczego Merlin mówi im te wszystkie rzeczy, ale Hunith przeczuwa, co się stanie. W przeciwieństwie do poprzedniego razu, kiedy chłopak tylko siedział na łóżku i czekał, aż umrze, teraz Merlin szykuje się na nieuniknioną śmierć we właściwy sposób.

Ale znów pojawia się zwrot akcji – kiedy Merlin szykuje się rano do podróży znajduje list od Gajusza, który postanowił ofiarować własne życie. Dla niego ma to sens – jako starzec już i tak jest na końcu drogi i jego życie nie będzie miało większego znaczenia, a Merlin jest młody i ma przed sobą wielkie przeznaczenie. I też kiedy Gajusz staje przed Nimue, która wciąż ma mu za złe to, że nic nie robił, kiedy Uther dziesiątkował jej przyjaciół, przekonuje ją o tym, aby przyjęła jego ofiarę, opowiadając o świecie, jaki zbudują razem Merlin i Artur. Nimue pyta Gajusza, czy chce umrzeć właśnie za tę piękną przyszłość, a on odpowiada, że za Merlina odda życie. Gajusza nie tyle obchodzi wielkie przeznaczenie Merlina, co sam chłopak, którego starzec zaczął traktować jak syna.

Ale ostatecznie przybywa na Wyspę Wybranych sam Merlin i sprzeciwia się temu, żeby Gajusz czy Hunith umierali za niego. Merlin oskarża wręcz Nimue o to, że manipuluje zasadami Dawnej Wiary, aby coś ugrać. Nimue nawet proponuje Merlinowi współpracę, dzięki której Artur stanie się królem, ale Merlin odmawia, bo nie chce mieć nic wspólnego ani z Nimue, ani z Dawną Wiarą, której magię uważa za bezduszną i okrutną. W końcu Merlin zabija Nimue za pomocą pioruna, a że wcześniej czarodziejka piła z Kielicha Życia, Dawna Wiara najwyraźniej postanowiła przyjąć jej śmierć w zamian za Gajusza.

Nimue ginie, ale o wiele wcześniej wyjawia przed Merlinem pewną istotna rzecz – że jest kapłanką Dawnej Wiary i że Merlin również z niej się zrodził. Już we wcześniejszej scenie z Wielkim Smokiem (do której jeszcze wrócimy), smok stwierdza, że magia Dawnej Wiary drzemie w nim i w chłopcu, i że Merlin ma za zadanie przywrócić ją w Camelocie. Jeszcze wielokrotnie czarownik będzie się mierzył z przedstawicielami Dawnej Wiary – niektórzy będą dobrzy, niektórzy będą źli, ale to, co zostało wprowadzone w finale pierwszego sezonu, będzie rozwijane w dalszych sezonach.

Teraz przejdźmy do owej rozmowy Merlina z Wielkim Smokiem, która ma miejsce tuż po tym, jak pojawia się chora Hunith. Podczas tej rozmowy Wielki Smok mówi, że jak już magia i Dawna Wiara wrócą do Camelotu, on zostanie uwolniony. Merlin traktuje to jako samolubstwo ze strony smoka, no bo chłopak miał go za przyjaciela, a wychodzi na to, że nie obchodzi go tak naprawdę przyszłość Camelotu, tylko wykorzystuje Merlina do swoich celów… tyle, że ja zawsze miałam wrażenie, że Wielki Smok jest jak najbardziej usprawiedliwiony w swoim pragnieniu wolności, a Merlin jest trochę bucem, że uważa to za zdradę.

No bo popatrzmy – Wielki Smok został uwięziony przez Uthera po tym, jak król wytępił wszystkie smoki, a ostatniego z nich zamknął pod Camelotem. Biorąc pod uwagę to, że Wielki Smok, mniej lub bardziej, pomagał Merlinowi w jego misji, Merlin mógłby przynajmniej zastanowić się nad czy by nie uwolnić smoka (Wielki Smok wreszcie wyjdzie na wolność, ale to jest historia na inny dzień). Tak czy inaczej, Merlin mówi smokowi, że już do niego nie przyjdzie i że smok zostanie w jaskini na zawsze.

Tak więc mamy już za sobą pierwszy sezon Przygód Merlina. Sezon drugi otwiera opętanie przez ducha pewnego czarownika.

Leave a Reply