Meg ogląda Merlina – 1×5 „Lancelot”

Sir Lancelot z Jeziora jest najsłynniejszym Rycerzem Okrągłego Stołu i prawdopodobnie jedną z pierwszych postaci, która przychodzi do głowy ludziom, kiedy myślą o bohaterach legend arturiańskich.

Jest on też postacią, która mnie zwykle – mniej lub bardziej – wkurza w adaptacjach, z tej prostej przyczyny, że zakochał się w żonie swojego najlepszego przyjaciela. I to prawda, że Lancelot robił też inne rzeczy w legendach arturiańskich, ale jednak wątek miłosny z Ginewrą kładzie się cieniem na jego czynach.

Jednakże akurat w Przygodach Merlina Lancelot jest jedną z moich ulubionych postaci. Zaskarbił sobie moją miłość w swoim debiutanckim odcinku i w rezultacie chciałam go oglądać częściej i marzyłam o tym, że Artur, Lancelot i Merlin mieliby taką fajną trójstronną relację.

Z kolei dzisiaj, oglądając Lancelota, przypomniałam sobie za co pokochałam tę postać.

Opis Fabuły:

Podczas grzybobrania w pobliskim lesie Merlin zostaje zaatakowany przez potwora. Życie ocala mu młody wojownik, Lancelot, a ponieważ jest ranny, Merlin zabiera go do Gajusza. Lancelot wyjawia młodemu magowi, że przybył do Camelotu, aby zostać rycerzem. Merlin jest skłonny mu w tym pomóc, jest jednak pewien problem – pierwsza zasada kodeksu rycerskiego Camelotu zakłada, że rycerzami mogą zostać tylko mężczyźni pochodzący ze szlacheckich rodów, a Lancelot jest chłopem. Tymczasem królestwo Uthera zaczyna dręczyć tajemnicza bestia, która je ludzkie mięso.

Co Z Tego Pamiętam:

Pamiętałam, że Lancelot był z ludu i że jego wioskę wybili zbójcy, a to wydarzenie sprawiło, że poświęcił się nauce walki mieczem. Pamiętałam też to, że Merlin w którymś momencie musiał zaczarować lancę Lancelota (sic!), aby pomóc mu pokonać potwora.

Dopiero potem przypominałam sobie różne szczegóły, o których zaraz opowiem.

Wnioski Ogólne:

Oryginalny sir Lancelot z Jeziora był synem króla, adoptowanym przez Panią Jeziora. Kiedy dorósł, stał się niesamowitym rycerzem i jednym z najbardziej zaufanych ludzi króla Artura. Spotkał Ginewrę, kiedy miał ją eskortować na ślub z Arturem i to właśnie wtedy się w niej zakochał. Wysławił się kilkoma wielkimi czynami, został ojcem najczystszego i najszlachetniejszego rycerza na świecie (Galahada), ale jego miłość do Ginewry i wynikłe z niej nieszczęścia sprawiły, że osobie takiej jak ja (nie przepadającej za wątkami miłosnymi, a już szczególnie za trójkątami), trudno było polubić, i jego, i królową.

Teraz wydaje mi się, że moja sympatia do merlinowego Lancelota może wynikać też z tego, że w tym serialu trudno mówić o jakimkolwiek trójkącie. W piątym odcinku pierwszego sezonu Gwen nie jest jeszcze ukochaną Artura (jeśli już, to daje nam się hinty, że może być coś między nią a Merlinem), Lancelot z kolei nie jest postawiony w pozycji, w której musi wybierać między miłością do Ginewry a lojalnością wobec swojego władcy, a i nie jest nam powiedziane (na przykład poprzez Wielkiego Smoka), że ich związek przyczyni się do upadku Artura.

A tak poza tym to Lancelot daje się poznać jako bardzo sympatyczny i idealistyczny młodzieniec. W pierwszej scenie ratuje Merlina przed gryfem, a po opatrzeniu ran wyjawia Merlinowi, że kiedy był dzieckiem, jego wioska została wyrżnięta przez rozbójników, a on poprzysiągł tego dnia, że już nigdy nie będzie bezbronny. Od tamtego czasu szkolił się w walce mieczem, aby zostać rycerzem Camelotu i bronić innych. To – w połączeniu z jego łagodnym usposobieniem, świetnymi umiejętnościami i poczuciem przyzwoitości (a także faktem, że Lancelot uratował Merlinowi życie) – skłoniło maga do tego, że Lancelot zasługuje na bycie rycerzem i trzeba mu pomóc za wszelką cenę. A w późniejszych scenach bohater dzisiejszego odcinka daje się też poznać jako ktoś skromny, uczciwy i bezinteresowny. Robi dobre wrażenie nie tylko na Merlinie i Gajuszu, lecz także na Arturze.

Ogólnie rzecz biorąc relacje między Lancelotem i Merlinem są bardzo urocze. Nie tylko Merlin uważa, że Lancelot zasługuje na rycerstwo, ale też Lancelot jest dla Merlina bardzo miły i uznaje jego zasługi w walce. Ci dwaj od razu się zaprzyjaźniają i jest w tej przyjaźni pewna świeżość (zwłaszcza kiedy porówna się ją do relacji, jaka łączy Merlina z jego panem). W ostatecznej rozgrywce w zasadzie pokonują gryfa razem – Lancelot rusza na potwora z lancą, a Merlin ją zaczarowuje (gdyż gryf jest zrodzony z magii i tylko magią można go pokonać). W ten sposób Lancelot dowiaduje się, że Merlin ma magię, a jego reakcją jest nie strach czy nieufność, lecz uznanie zasług Merlina w uratowaniu Artura i całego królestwa; a także obietnica, że tajemnica Merlina jest u Lancelota bezpieczna.

Jak pierwszy raz obejrzałam ten odcinek, chciałam, aby Lancelot został w Camelocie i wraz z Merlinem ratował królestwo i Artura. Chciałam, aby Merlin miał wśród wojowników sojusznika – a także bliskiego przyjaciela – przed którym nie musiałby ukrywać swojego daru. Jego debiut wystarczył mi, abym chciała Lancelota w stałej obsadzie, wchodzącego w interakcje z Merlinem, Arturem, Gwen, Gajuszem i całą resztą; i mającego kilka własnych odcinków.

Niemniej jednak Merlin posuwa się do sfabrykowana szlachectwa byle tylko umożliwić Lancelotowi spełnienie marzenia. Choć jest to podyktowane dobrymi chęciami, kończy się to dla Lancelota źle – Uther jest podejrzliwy i zleca swojemu genealogowi/kronikarzowi, Geoffreyowi z Monmouth, zbadanie sprawy. Geoffrey szybko odkrywa oszustwo i w konsekwencji Lancelot trafia do więzienia. Nie ma tego jednak za złe Merlinowi, bo uważa, że to on podjął decyzję, aby spełnić marzenie przy pomocy kłamstwem.

I w sumie za regułą, aby do grona rycerzy przyjmować tylko synów ze szlacheckich rodów, kryje się bardziej praktyczny sens niż tylko niechęć do chłopów. Uther ustanowił tę regułę z myślą o rodach, które poprzysięgły mu wierność, a więc dla niego to też kwestia lojalności i zaufania. Dla króla Lancelot to obcy, który podał się za syna jednego ze szlachciców i złamał jedną ze świętych reguł kodeksu rycerskiego. Nawet jeśli Lancelot udowodnił, że pragnie tylko służyć z honorem Camelotowi, to nie zmienia faktu, że zdobył rycerstwo podstępem i nie jest godzien zaufania. Lancelot uznaje swoje winy i postanawia odjeść, aby udowodnić samemu sobie, że jest godzien być rycerzem.

Tak więc odcinek kończy się na tym, że Lancelot odjeżdża, ale daje nam się też do zrozumienia, że być może kiedyś drogi jego i Merlina znów się zejdą. I tak się w końcu staje… ale nie uprzedzajmy faktów.

W tym odcinku debiutuje też inna postać, która będzie się przewijać przez resztę serialu, a jest nią Geoffrey z Monmouth. Jest to o tyle ciekawa postać, że wzorowana na historycznym mnichu, który spisał legendy arturiańskie (zresztą jeden z nadchodzących odcinków będzie nosił tytuł jego najsłynniejszego dzieła).

(Wspomnę jeszcze, że niedawno wielkim szokiem dla mnie było odkrycie, że grający Lancelota Santiago Cabrera grał też kapitana Chrisa Riosa w Star Trek: Picard.)

Następny odcinek też jest jednym z moich ulubionych. Albowiem jest to pierwszy z wielu Gajuszowo-centrycznych odcinków, eksplorujących przeszłość medyka i jego ojcowsko-synowską więź z Merlinem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.