Meg ogląda MCU – Niesamowity Hulk

Drugi film w Filmowym Uniwersum Marvela dzisiejszemu fanowi może wydać się trochę nie przystający do reszty franczyzy – a to dlatego, że ma za sobą bardzo pogmatwaną historię związaną z jeszcze wcześniejszym filmem o Hulku, wyreżyserowanym przez Anga Lee.

Tak czy inaczej, choć Bruce Banner był przez całe lata jedną z moich ulubionych marvelowych postaci, widziałam ten film drugi raz w życiu. Niemniej jednak Niesamowity Hulk przypomniał mi za co kochałam Bannera i sprawił, że zrobiło mi się trochę żal, że Hulk nigdy nie dostanie pełnoprawnego filmu, tylko zawsze będzie postacią wspierającą w filmach innych superbohaterów.

I żal mi też, że ten film jest ignorowany zarówno przez fanów, jak i przez producentów, którzy planują kolejne fazy MCU.

Opis Fabuły:

Fizyk nuklearny i biolog, Bruce Banner, brał udział w projekcie rządowym z promieniami gamma i podczas oficjalnej demonstracji przedstawił serum na sobie. Skutek jest taki, że Banner zamienił się w wielkiego, zielonego stwora, który demoluje całe laboratorium. Przez pięć kolejnych lat naukowiec uciekał przed wojskiem dowodzonym przez generała Rossa, ojca jego ukochanej, Betty. Teraz Banner ukrywa się w Brazylii, pracując w fabryce napojów gazowanych, ucząc się kontroli gniewu oraz korespondując z niejakim Panem Blue, który twierdzi, że może mu pomóc z jego osobliwym „drugim ja”. Dotychczasowe próby wyleczenia się z zielonego stwora okazują się nie być udane, toteż Pan Blue mówi Bannerowi, że potrzebuje wszystkich danych na temat rządowego eksperymentu, a to oznacza, że naukowiec musi wrócić do Ameryki, na Uniwersytet Culvera, gdzie ów eksperyment miał miejsce. Tak się składa, że generał Ross trafił znów na trop Bannera i zabrał do Brazylii oddział specjalny dowodzony przez zaprawionego w boju Emila Blonsky’ego.

Wnioski Ogólne:

Przed MCU Hulk był właśnie jedną z tych maskotek Marvela znaną szerokiej publiczności, a to za sprawą serialu z lat osiemdziesiątych, w którym Bannera i Hulka grali Bill Bixby i Lou Ferigno. We wczesnych latach dwutysięcznych prawa do Hulka miał Universal, który postanowił zrobić o nim film, reżyserię powierzył znamienitemu reżyserowi, Angowi Lee, a w głównej roli obsadził Erica Banę. Hulk z 2003 roku okazał się nie być takim hitem, jakiego wytwórnia oczekiwała, ale kiedy przyszedł czas robić wraz z Marvel Studios Niesamowitego Hulka, Univesal stworzył coś, co nie wiadomo czy było sequelem do filmu Lee czy może tegoż filmu rebootem. Bo też są tam pewne nawiązania do Hulka z Erikiem Baną jako Bannerem, ale pewne rzeczy zostały zmienione, aby pasować do linii fabularnej tworzonej przez MCU.

Origin story Hulka zostało przedstawione w sekwencji otwierającej, gdzie najpierw widzimy wyrywki wspomnień samego fizyka z pamiętnego eksperymentu, a potem poprzez zdjęcia z gazet i fragmenty raportów wojskowych dowiadujemy się o tym jak Banner uciekał przed ścigającym go Rossem. I na początku ma się nam wydawać, że generał podąża za nim, bo Hulk sprawił, że jego córka trafiła do szpitala, ale później dowiadujemy się szczegółów na temat eksperymentu, który był wtedy przeprowadzany, i okazuje się, że motywy Rossa są o wiele bardziej złowrogie.

Otóż w MCU eksperyment, który stworzył Hulka, nie był związany z bombą gamma (tak jak w komiksach i kreskówkach), tylko z próbą odtworzenia Serum Superżołnierza. Ale Banner o tym nie wiedział – powiedziano mu, że pracuje nad serum umożliwiającym odporność na promieniowanie. Kiedy stworzył już serum i potrzebną do niego machinę, zademonstrował ją na sobie i stał się supersilną, odporną na broń palną istotą, której nie mógł kontrolować. Teraz Ross ściga Bannera po całym świecie, bo zamierza „wyciągnąć” z niego Hulka i stworzyć sobie superżółnierzy.

Poprzednim razem wspominałam o tym, że każdy film MCU jest innego gatunku, pasującego do opowieści, w jakich zwykle występują dani superbohaterowie. Początkowo chciałam zakwalifikować Niesamowitego Hulka jako fugitive movie, czyli film opowiadający o tym, jak główny bohater ucieka przed ścigającymi go władzami… ale zdałam sobie sprawę z tego, że nie wyróżnia się oddzielnego podgatunku na filmy z taką fabułą. Doszłam więc do wniosku, że Niesamowity Hulk to taki trochę thriller akcji, może nawet conspiracy thriller, w tym sensie, że mamy bohatera, który odkrył straszną prawdę o instytucji rządowej i teraz próbuje nie dopuścić, aby szalone plany owej instytucji się powiodły. Banner chce się wyleczyć, również po to, aby Ross nie dostał jego krwi i nie powielił formuły, która stworzyła Hulka.

(Tak nawiasem mówiąc, pamiętacie meme o bohaterach Marvela przebierających się za cywilów? Banner zrobił to pierwszy.)

Faktem jest, że Banner w innych mediach dość często ucieka. Przed wojskiem, ale też przed społeczeństwem i samym sobą, gdyż boi się Hulka, jego destrukcyjnej natury i tego, jakie piętno odciska na Bannerze to, że Hulk jest jego częścią. Sam zielony stwór jest takim połączeniem Pana Hyde’a (w tym sensie, że jest tak jakby alter ego głównego bohatera, a nie że jest tak zły, że odrażający) z Potworem Frankeinsteina (który spotyka się z nienawiścią i niezrozumieniem ze strony napotykanych ludzi i reaguje agresją na okazywaną mu agresję). Z czasem jednak i Hulk zyskiwał nowe interpretacje, gdyż wychodzi się z założenia, że wypadek z promieniami gamma tylko wyciągnął na wierzch to, co już było w Bannerze – dla jednych to lęki, nienawiść do samego siebie oraz tłumiona latami przez naukowca wściekłość spowodowane traumami, które przeżył w dzieciństwie i zaraz po nim; dla innych to bardziej animalistyczna część Bannera, dla innych jeszcze coś zupełnie innego.

A w tym filmie z jednej strony bardzo dobitnie pokazano nam, jak traumatyczne było dla Bannera przemienienie się w Hulka i bycie ściganym przez wojsko (do tego stopnia, że naukowiec ma napady PTSD), a z drugiej – sam Hulk pokazuje swoje bardziej łagodne oblicze, zwłaszcza wobec Betty, która w pewnym momencie przyłącza się do Bannera w podróży do Pana Blue.

Hulk jest też przeciwstawiany Emilowi Blonsky’emu, czyli komiksowemu Abominacji, który sam przyjął nafaszerowane promieniami gamma Serum Superżołnierza, aby zyskać siłę i wytrzymałość Hulka i nawet móc się z nim mierzyć w walce. Już wcześniej Blonsky przedstawiany jest jako żołnierz, który kocha dobrą walkę. I kiedy staje się Abominacją, czyli wielkim, zielono-żółtym stworem, zaczyna biegać po Harlemie i rozwalać wszystko dookoła, szukając godnego przeciwnika. Tymczasem Bruce Banner dochodzi do wniosku, że tylko Hulk może Abominację powstrzymać, więc zeskakuje z samolotu, aby walczyć z potworem. W ogóle jeśli weźmie się pod uwagę to, czego dowiadujemy się w Pierwszym Starciu o Serum Superżołnierza (że „ci, którzy są źli, stają się jeszcze gorsi”, a „ci, którzy są dobrzy, stają się jeszcze lepsi”, bo serum wyciąga na wierzch prawdziwe oblicze tego, komu je wstrzyknięto), można zauważyć, że Abominacja jest mało ludzki, a Hulk ma bardzo ludzie rysy. Można się więc zastanowić, czym jest tak naprawdę Hulk w tym kontekście. Ja osobiście uważałam przez całe lata, że to instynkt samozachowawczy Bannera, ale teraz nie jestem tego taka pewna. Zwłaszcza, że nie mamy za bardzo wglądu w przeszłość Bannera przed Hulkiem, ani w tym filmie, ani w następnych odsłonach MCU (i nie wiemy, jak odnieść się do filmu Anga Lee, gdzie pojawia się ojciec Bruce’a).

Niesamowity Hulk ma kilka postaci związanych z Hulkiem – nie tylko Betty, generała Rossa i Blonsky’ego, ale też doktora Leonarda Samsona i faceta, który pod koniec filmu zmieniał się w Przywódcę – jednego z najsłynniejszych przeciwników Hulka. I oglądając Niesamowitego Hulka, było mi żal, że nie tylko nie będzie kolejnego solowego filmu o tym bohaterze i z tymi postaciami (przynajmniej dopóki Universal ma do niego prawa filmowe), ale też, że w MCU nie ma Ricka Jonesa – najlepszego przyjaciela zarówno Bannera, jak i Hulka, a także kogoś kto był przy nim prawie od samego początku. Wprawdzie jakiś czas temu Marvel Studios ogłosiło, że niebawem w uniwersum pojawi się kuzynka Hulka, She-Hulk, ale nie jestem pewna, czy bracia Russo mają w planach jakieś rozwinięcie innych postaci z komiksów o Hulku. Nie miałabym nic przeciwko, aby w filmie albo serialu z She-Hulk pojawił się wyrostek, który przyjaźni się z Bannerem.

Tak czy inaczej, to była bardzo ciekawa, a nawet nostalgiczna podróż, która pozostawiła mnie z chęcią obejrzenia animowanego Hulka z 1996. Jednakże w następnym filmie MCU wracamy do Iron Mana i poznamy trochę jego staruszka, Howarda Starka.

Leave a Reply