Krótka notka o „American Horror Stories”

Poprzedni rok sprawił, że niestety nie widzieliśmy kolejnej odsłony American Horror Story. Niemniej jednak od jakiegoś czasu już Ryan Murphy rozważał stworzenie antologii osadzonej w tym samym uniwersum, ale tym razem w bardziej klasycznym stylu – każdy odcinek opowiadałby oddzielną historię.

Jakiś czas temu kolega Oscar Readmore powiedział: „Hm, chyba już zaczęli puszczać ten spin-off AHS.”, więc z ciekawości sprawdziłam o co kaman i szybko nadrobiłam pierwsze trzy odcinki. Nie powiem, było ciekawie i chciałam zobaczyć, co jeszcze serial ma do zaoferowania.

Teraz już jestem po ostatnim odcinku, czas więc omówić pokrótce American Horror Stories.

Historie w American Horror Stories są różne. Mamy nastolatkę o sadystycznych skłonnościach, która przeniosła się wraz z rodziną do Domu Morderstw. Mamy film wywołujący agresję u tych, którzy go oglądają. Mamy grupkę YouTuberów, która zostaje ukarana za swoje paskudne zachowanie. Mamy kobietę, która desperacko chciała mieć dziecko i teraz jej synek wydaje się prześladowany przez demona. Mamy rodziców, których dziecko zaginęło podczas kempingu i którzy natykają się na kanibalistyczne plemię. Mamy w końcu kobietę, która chce zrobić grę o Domu Morderstw i specjalnie wybiera się do niego „dla inspiracji”.

Sierra Cormick jako Scarlett mnie specjalnie nie porwała

I szczerze, pierwsze dwa odcinki opowiadające o tym jak Scarlett wprowadza się wraz z ojcami do Domu Morderstw, znajduje gumowy strój Tate’a Langdona i zaczyna zabijać, są najmniej ciekawe. Może to kwestia tego, że Dom Morderstw (i w ogóle koncept miejsca, gdzie jest od groma duchów, które nie mogą odejść, i umilają sobie wieczność zabijaniem) jest już w tej franczyzie wtórny, zaś te dwa pierwsze odcinki nie robią z nim nic nowego. Do pewnego stopnia jest to pierwszy sezon w pigułce, z kilkoma małymi dodatkami (i bez Antychrysta) – znów jeden z małżonków zdradza drugiego, znów ich nastoletnia córka zakochuje się w duchu, znów jedna z postaci dokonuje rzezi na kolegach z klasy. Ta wtórność oraz wątek głównej bohaterki, która jest psychopatką, sprawiły, że miałam potem już trochę dość Scarlett i jej wątku.

Natomiast wszystkie następne odcinki oferują coś świeżego, przynajmniej jeśli chodzi o AHS w ogóle.

Wzorowane na Loganie Paulu ofiary morderczego Mikołaja

Osobiście najbardziej podobało mi się The Naughty List, ponieważ nie tylko przedstawiało w krzywym zwierciadle życie internetowych sław, lecz także w pewnym momencie, kiedy główni bohaterowie nagle zaczynają ginąć i ich śmierci są transmitowane na żywo, widownia uważa to za jeden wielki pokaz. Mam wrażenie, że jest to komentarz na temat tego, że wiele horrorowych kanałów na YouTubie i TickToku twierdzi, że przedstawia prawdziwe wydarzenia, chociaż większość widzów wie, że to tylko gra. Niewątpliwie największym bonusem tego odcinka jest Danny Trejo jako zabójczy Mikołaj, który jest bądź nie jest wcieleniem sił natury karzącym bohaterów za ich paskudne zachowanie (czego chcieć więcej?).

Z kolei zakończenie Feral – kiedy dowiadujemy się, co się właściwie stało z zaginionym dzieckiem głównej pary i nawet je widzimy – wstrząsnęło mną do głębi. Być może nie jest to najmroczniejsza rzecz, jaka zdarzyła się w AHS (jak przystało na horror, ten serial ma całkiem sporo brutalnych i pokręconych scen), ale nawet jeśli dowiedziałam się ze źródeł pobocznych jak Feral się kończy, to i tak po obejrzeniu tego odcinka chciałam jak najszybciej znaleźć coś lżejszego, na przeciwwagę.

W przeciwieństwie też do dwóch pierwszych odcinków, ostatni próbuje robić coś nowego z Domem Morderstw. Właściwie to ma się wrażenie, że Game Over próbuje być meta względem pierwszego sezonu i franczyzy w ogóle (w zasadzie ten odcinek wydaje się być osadzony w uniwersum, gdzie American Horror Story istnieje jako serial, ale też Dom Morderstw jest rzeczywistym budynkiem). Główna bohaterka robi grę o Domu Morderstw i chce uchwycić jego „vibe”. Potem pojawia się pytanie o to, co duchy powinny zrobić, aby móc odejść z domu, w którym są uwięzione na wieczność i bohaterka nawet wysnuwa teorię, że jeśli spróbują zajrzeć w siebie, wziąć odpowiedzialność za swoje złe uczynki i stać się lepszymi, to będą mogli przejść na drugą stronę (wniosek ten wziął się również z tego, co opowiadał jej o Domu syn, który jest zapalonym fanem AHS), ale w pewnym momencie zasugerowane jest bardziej radykalne rozwiązanie. Jestem ciekawa, czy główna seria jakoś się odniesie do zdarzeń w Game Over.

Jak dotąd moje ulubione wcielenie Cody’ego Ferna

Ale to uniwersum nie byłoby sobą, gdyby nie pojawiali się tam aktorzy, którzy już wcześniej grali w AHS. Nie uświadczymy tutaj – co prawda – Sary Paulson i Petera Evansa (jak bardzo by to kogoś zasmucało bądź nie), ale Dylan McDermott wraca do roli Bena Harmona. Poza tym są tam aktorzy, których fani zdążyli już poznać z ostatnich kilku sezonów. Cody Fern (czyli Antychryst z Apokalipsy i Xavier z 1984) gra wierzącego w spisek rządowy strażnika leśnego, John Caroll Lynch (czyli Twisty i Brzęczyk) gra uważającego się za artystycznego geniusza reżysera zabójczego filmu, a Billie Lourd (która nie tylko grała w AHS, lecz także w Scream Queens) jest tutaj gorąco pragnącą dziecka Liv. Jeden z aktorów w samym American Horror Stories najpierw gra majstra w dwóch pierwszych odcinkach, a potem ojca w Feral.

Na korzyść serialu wychodzi również to, że każdy odcinek ma własną wersję czołówki AHS, która pasuje klimatem i treścią do tego, o czym dany odcinek będzie. Twórcy nie musieli tego robić, ale ten ruch jest genialny i mam nadzieję, że za niedługo ktoś wypuści na YouTubie kompilację wszystkich wersji czołówek.

Jako antologia horrorowa American Horror Stories może nie porywać zagorzałych miłośników gatunku, ale na pewno jest to sposób na umilenie fanom czekania na następny sezon AHS. Osobiście nie miałabym nic przeciwko temu, aby pojawiły się kolejne sezony American Horror Stories (tylko proszę, niech tam nie będzie Scarlett).

Leave a Reply