Wakacyjne Wyzwanie – krótka notka o „Nocnej mszy”

Okej, sprawdźmy adres noclegu… Parafia świętego Patryka, Crockett Island. Chyba się wszystko zgadza.

Co prawda, niespecjalnie uśmiecha mi się klimat małego, nadmorskiego miasteczka pełnego tajemnic i do tego z rezydującą religijna fanatyczką….

A akurat zbliża się sztorm, koty umierają i słyszałam, że mieszkańcy mają problem nadnaturalny. Nie wiem, co sobie Oscar myślał, wysyłając mnie tam.

Niejaki Riley Flynn doprowadza do śmiertelnego wypadku i trafia za kratki. Po siedmiu latach wraca do domu na małej wysepce Crockett Island. Mimo że jego matka jest szczęśliwa z powrotu syna, a brat, Warren, powoli zaczyna dogadywać się z Riley’em, ojciec jest wobec niego chłodny. Tymczasem życie w miasteczku toczy się dalej – Warren i jego koledzy palą trawkę, szeryf muzułmanin próbuje zaprowadzić porządek, miejscowa lekarka opiekuje się cierpiącą na demencję matką, a całe miasteczko szykuje się na powrót proboszcza z pielgrzymki i na nadchodzący sztorm. Riley nie może się odnaleźć w dawnym domu, po części z powodu traumy po spowodowaniu czyjejś śmierci, a po części z powodu utraty przed laty wiary w Boga. Zostaje jednak zaciągnięty do kościoła przez ojca i dzieją się dwie rzeczy: po pierwsze – zamiast starego proboszcza pojawia się młody ksiądz, ojciec Paul; po drugie – po mszy Riley spotyka swoją dawną przyjaciółkę Erin, która jest w ciąży.

Twórcą Nocnej mszy jest Mike Flanagan, którego inny serial – Nawiedzony dom na wzgórzugościł na Planecie Kapeluszy podczas zeszłorocznego Wakacyjnego Wyzwania. Przed obejrzeniem pierwszego odcinka wiedziałam, że jest tam motyw przewodni wiary i niewiary, że w pewnym momencie niektórzy mieszkańcy Crockett Island zostają odmłodzeni i że dużą rolę gra tam właśnie ksiądz Paul. Poniekąd ponieważ przez kilka ostatnich lat postaci religijnych fanatyków mi się już przejadły i odnosiłam wrażenie, że Nocna msza jest kolejną, pisaną przez wojującego ateistę historią o religijnym ferworze, nie zamierzałam jej oglądać. Nawet to, że Oscar (wraz z jeszcze jedną osobą) rozpływał się nad genialnością Flanagana na Polskiej Bazie Opowiadań i Fanfiction, nie zmieniło mojego stosunku do Nocnej mszy, tak więc wygląda na to, że Wakacyjne Wyzwanie było jedynym sposobem na to, abym obejrzała przynajmniej pierwszy odcinek tego serialu.

Trochę uspokoiła mnie wiadomość, że choć sam Flanagan jest ateistą, to przyjął bardziej neutralny stosunek do religii… do tego stopnia, że Nocna msza była oskarżana o bycie zarówno chrześcijańską, jak i anty-chrześcijańską propagandą. I pierwszy odcinek właśnie taki się wydawał – ani Riley jako dyżurny niewierzący, nie był przedstawiany jako szczególnie kąśliwy; ani miejscowa religijna fanatyczka Bev nie była zbytnio przesadzona (chociaż miała swoje momenty, jak scena w szkole, kiedy rozmawia z szeryfem o schronieniu się w kościele przed sztormem). Szczerze mówiąc, to po historii mającej miejsce w małej, religijnej społeczności, spodziewałam się, że powracający z więzienia chłopak i ciężarna kobieta, której męża nigdzie nie widać, będą postrzegani jako pariasi, ale poza ojcem Riley’a i może matką lekarki, rzucającą Erin podczas jej wizyty krzywe spojrzenie, oboje traktowani są raczej bez uprzedzeń (a wręcz w przypadku ojca Riley’a mamy scenę, gdzie próbuje on być trochę bardziej przyjazny względem powracającego syna).

Podejrzewam jednak, że w miarę jak historia będzie się rozkręcać, atmosfera będzie się robić coraz bardziej duszna, a Bev coraz bardziej będzie mącić, przez co w społeczności Crockett Island będą się działy coraz gorsze rzeczy i wielu z tych sympatycznych ludzi, których poznaliśmy w pilocie, zmieni się nie do poznania.

Przejdźmy jednak do omawiania postaci. Główny bohater, Riley, od samego początku przedstawiany jest jako człowiek zagubiony i nękany przez śmierć, którą spowodował. Dwa razy zdarza się, że przed zaśnięciem Riley widzi kobietę, którą zabił – z wystającym z twarzy szkłem i licznymi ranami. W zasadzie to odnosi się wrażenie, że choć Riley spłacił już dług wobec społeczeństwa i odsiedział wyrok, to nadal pokutuje. W pewnym momencie nawet, podczas rozmowy z Erin, stwierdza: „Żyję, a nie powinienem.” Z drugiej strony w trakcie tej samej rozmowy dowiadujemy się, że on i Erin dawno temu chcieli wyrwać się z Crockett Island, zobaczyć świat i ułożyć sobie życie gdzieindziej, ale – jak widać – nie wyszło im.

Jak mówiłam, spodziewałam się, że Erin – jako Samotna Kobieta w CiążyTM – będzie traktowana przez innych (zwłaszcza Bev), jak parias, ale nie – nikt jej nie wytyka palcami, a kiedy pierwszy raz wspomina o niej matka Riley’a, nie ma w jej głosie krzty pogardy. Być może jest to związane z tym, że teoretycznie Erin nie nosi nieślubnego dziecka, bo gdzieś tam na świecie jest mąż, z którym się jeszcze nie rozwiodła, ale i tak jest tutaj pewien powiew świeżości. W zasadzie Erin jest przedstawiona jako postać mająca pozytywny wpływ na Riley’a, jako że jest tą, której główny bohater może się zwierzyć. Ja jednak miałam wrażenie, że trochę za mało miejsca zostało jej poświęcone, szczególnie względem Riley’a.

Pozostali mieszkańcy wyszli… raczej okej. Jak to bywa z pierwszym odcinkami, postaci zostały na razie tylko zarysowane i dopiero później będą rozwijane. Pani Flynn próbuje być nastawiona pozytywnie, ale jednocześnie zwierza się synowi z frustracji związanej z katastrofą ekologiczną i działaniami aktywistów od ochrony środowiska. Warren Flynn wzdycha do koleżanki i niby jest ministrantem, ale wraz z przyjaciółmi robi różne niegrzeczne rzeczy (aczkolwiek jest posłuszny wobec matki i nie pije alkoholu). Szeryf samotnie wychowuje nastoletniego syna i tu i tam spotyka się z islamofobią. Bev Keane z jednej strony jest pasywno-agresywna wobec prawie wszystkich, a z drugiej – próbuje się przypodobać staremu i nowemu księdzu… Na razie żadne z nich mnie specjalnie nie zainteresowało, aczkolwiek ksiądz Paul wydał mi się trochę zagubiony.

Tu i tam mówi się też widzowi o tym, że Crockett Island powoli pustoszeje, po części z powodu sytuacji ekonomicznej. Jako mała, rybacka mieścina, Crockett utrzymuje się przede wszystkim z morza, a niedawne rozlanie ropy mocno utrudniło rybakom życie, nie tylko z powodu zatrucia wód, lecz także limitów nałożonych na łowienie ryb, aby odbudować ich populację. Crockett w zamierzeniu wydaje się być miejscem bez większych perspektyw, z którego ludzie uciekają. Pojawiający się pod koniec wątek nadnaturalny prawdopodobnie uczyni to miasto jeszcze bardziej niespokojnym i nieprzyjaznym.

Reasumując, byłam tym serialem pozytywnie zaskoczona, chociaż na razie nie na tyle, aby chcieć oglądać dalej. Tak jak w przypadku Nawiedzonego domu na wzgórzu potrzebuję jednak czegoś, co mnie bardziej zachęci do dalszego oglądania.

A tymczasem czekam aż Oscar opowie mi o swojej nocy spędzonej w nawiedzonej przez różne szalone duchy posiadłości, a ja niebawem przygotuję podsumowanie tegorocznego Wakacyjnego Wyzwania.

Leave a Reply