Wakacyjne Wyzwanie 2022 – podsumowanie

I znów mamy za sobą kolejne Wakacyjne Wyzwanie!

I tutaj muszę się do czegoś przyznać – ponieważ jest to Wakacyjne Wyzwanie przypadające na dziesięciolecie Planety Kapeluszy, bardzo chciałam, aby było wyjątkowe. Miałam nawet pomysł, aby każda runda odnosiła się do wcześniejszych wyzwań (np. wakacje, miasto, letni hit muzyczny, wakacyjny blockbuster) albo żebyśmy ja i Oscar obejrzeli sequele/kolejne odcinki swoich dawnych polecanek (jeśli takowe istnieją). Miałam też taki pomysł, aby zrobić podcast albo wspominki z poprzednich edycji tego wydarzenia.

Ostatecznie padło na zupełnie inne motywy przewodnie… aczkolwiek, jak zaraz wyjaśnię, niektóre polecanki okazały się niejako powrotem do korzeni.

Runda pierwsza – cel podróży

Jak wspominałam, chciałam, aby w tym roku Wakacyjne Wyzwanie było wyjątkowe i nawiązywało w pewien sposób do poprzednich edycji. Dlatego wiedziałam, że – przynajmniej w lipcu – zadam Oscarowi rzeczy, które łączyły się z czymś, co już kiedyś omawiał u siebie.

W pierwszej rundzie dałam mu do wyboru: odcinek Wodogrzmotów Małych pod tytułem Roadside Attraction (w związku z jego recenzją pilota) lub odcinek Star Trek: Deep Space Nine pod tytułem Little Green Men (ponieważ kiedyś średnio podobało mu się Naprawić historię). Jak widzicie, padło na to drugie.

Już dawno doszłam do wniosku, że Little Green Men jest idealnym wprowadzeniem do mojej ukochanej rasy Ferengi – to odcinek lekki, łatwy i przyjemny, nie trzeba specjalnie znać poprzednich odcinków DS9, aby wiedzieć o co kaman, a Quark, Rom i Nog dają widzowi wgląd w swoją kulturę, najpierw poprzez rytuał wyprzedawania dziecięcych rzeczy przed rozpoczęciem „stażu”, potem poprzez rozmowy Quarka i Roma o zaświatach, a w końcu poprzez próby wzbogacenia się na ludziach z XX wieku. (Potem zdałam sobie sprawę z tego, że – tak jak w Naprawić historię – mieliśmy tu postaci z przyszłości, które trafiły do przeszłości Ziemi.) Oscar niespecjalnie polubił moje ukochane gobliny, ale stało się coś niespodziewanego – jak sam twierdzi, „wolałby obejrzeć ponownie TOS” niż oglądać dalej DS9. Ja to odczytuję w taki sposób, że jest nadzieja na jakiś collab podobny do tego z zeszłego września.

Natomiast mi przypadło Miasteczko Plesantville, o którym już wcześniej słyszałam wiele dobrego i które widziałam wyrywkowo w telewizji, ale nigdy nie obejrzałam od początku do końca. Teraz, kiedy wreszcie nadarzyła się okazja, aby to zrobić, okazało się, że jest to film, który najlepiej przedstawia motyw bohaterów uwięzionych w serialu. Co więcej – jest to jeden z tych utworów, które sprawiły, że nasuwały mi się różne przemyślenia na temat symboliki i nawiązań do historii, które mogłyby zaowocować jakimś dłuższym artykułem, a Oscar wyraził chęć przeczytania go, jeśli kiedykolwiek powstanie.

Runda druga – środek transportu

Jako że w lipcu powróciłam do Lucky Luke’a, pomyślałam, że fajnie byłoby zadać Oscarowi coś związanego z samotnym kowbojem… zwłaszcza że podczas naszego pierwszego wspólnego Wakacyjnego Wyzwania zrecenzował Balladę o Daltonach. Rozważałam, czy dać mu Lucky Luke’a na Dzikim Zachodzie, który jest klasycznym Lucky Lukiem z licznymi gagami, a do tego ma wspaniałą animację i opowiada o karawanie osadników. Niemniej jednak od jakiegoś czasu chciałam pokazać Oscarowi bardziej poważną historię o samotnym kowboju (zwłaszcza że prawie nikt w Polsce nie kojarzy filmu Hutha), tak więc padło na Lucky Luke’a z 2009 roku.

I cóż, przemyślenia Oscara na temat tego filmu były trochę podobne do moich, tzn. oboje doszliśmy do wniosku, że choć film ma ciekawe pomysły, to jednak Huth się nie popisał. Jednak dowiedziałam się też czegoś ciekawego – otóż Oscar nie lubi specjalnie Jamesa Hutha, bo ten stworzył „jeden z najbardziej znienawidzonych przez niego filmów”, czyli Serfera z Nicei (filmu nie oglądałam, ale wierzę na słowo, że gniot). Tak naprawdę zadając Oscarowi tego konkretnego Lucky Luke’a, z którym miałam liczne problemy (poniekąd również z powodu mojej wiedzy jako wieloletniego fana komiksów o samotnym kowboju), chciałam zobaczyć, jak będzie go odbierał laik i cóż, wnioski były dość interesujące.

Mnie natomiast przypadł Kierunek noc – thriller Netfliksa na podstawie prozy Dukaja. I tu muszę przyznać, że niespecjalnie przepadam za thrillerami/horrorami dziejącymi się w samolocie, tak więc zakończenie mnie bardzo zaskoczyło. No i siłą rzeczy to, co trzymało w napięciu, to niekoniecznie samo dziwne zdarzenie, które zabijało po wschodzie słońca, lecz takie bardziej przyziemne czynniki, jak kurcząca się ilość paliwa, czy chore dziecko czekające na operację. Co ciekawe, Oscar był wtedy dopiero po kilku odcinkach tego serialu i chciał się dowiedzieć moich przemyśleń na jego temat.

A wiecie co było największym zaskoczeniem w drugiej rundzie? To, że Oscar opublikował tekst przede mną. Zwykle jest tak, że wstawia go prawie że ostatniego dnia.

Runda trzecia – towarzysz podróży

W sierpniu proponowałam Oscarowi rzeczy nowe, nie związane z przeszłymi edycjami Wakacyjnego Wyzwania. A że serialowa adaptacja książeczki Doktora Seussa Kto zje zielone jajka sadzone? czerpała dużo z Samolotów, pociągów i samochodów, gdzie dwóch facetów zmuszonych jest ze sobą podróżować i jeden doprowadza drugiego do szału, wydawała mi się to idealną propozycją na hasło „towarzysz podróży”.

Oscar nie miał zbyt wielu pozytywnych doświadczeń z adaptacjami twórczości Doktora Seussa, ale to nie jest nic odkrywczego – poza, być może, pierwszym animowanym Grinchem, każda następna ekranizacja tego autora była w najlepszym razie średnia, w najgorszym – obrzydliwa (patrzymy na Ciebie, Kocie z Mikiem Myersem). Natomiast wrażenia Oscara po pierwszym odcinku Kto zje zielone jajka sadzone? były raczej pozytywne – chwalił dialogi, nienachalne żarty i animację. W dodatku stwierdził, że jest to historia o samotności, co było ciekawym stwierdzeniem.

Tymczasem mnie przypadł film-legenda, którego obejrzenie już od dawna chodziło mi po głowie i który swego czasu napoczęłam, ale nie skończyłam, czyli Dzielna pani Brisby Dona Blutha. Dość powiedzieć, że przekonałam się wreszcie, za co wszyscy chwalą genialność tej animacji.

Runda czwarta – nocleg

Wiecie, Wakacyjne Wyzwanie z jednej strony jest o tyle fajne, że jak w ciągu roku się czymś bardzo jaramy, ale ja albo Oscar byśmy tego normalnie nie ruszyli, to w wakacje możemy zadać to, czym się jaraliśmy, w płonnej nadziei, że zainteresujemy tym tego drugiego. Co prawda, zwykle kończy się na tym, że albo stwierdzamy, że to nie dla nas, albo że kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości, obczaimy dalszy ciąg. I w sumie ostatnia runda Wakacyjnego Wyzwania minęła nam obojgu pod znakiem naszych niedawnych faz. Ja miałam zapoznać się z kolejnym utworem Mike’a Flanagana – Nocną mszą – a Oscar miał obczaić Duchy – wersję brytyjską lub amerykańską.

Duchy swego czasu podbiły moje dziewczęce serduszko i chciałam, aby ktoś z moich znajomych też je obejrzał. Dlatego właśnie wybrałam je do tegorocznego Wakacyjnego Wyzwania, zwłaszcza że w obu wersjach młode małżeństwo zamierza otworzyć nocleg ze śniadaniem. Niestety, jak to czasem bywa z polecankami, zdarza się, że są one nietrafione. I tak też było w tym przypadku – choć mi uwięzione w Button House duchy skradły serce, to Oscar nie potrafił znieść ich wygłupów… a trzeba przyznać, że tym razem postanowił pójść jeszcze dalej i zamiast poprzestać na pilocie, obejrzeć jeszcze kilka następnych odcinków, czyli jego niechęć wykraczała poza fatalne pierwsze wrażenie.

Co zaś się tyczy Nocnej mszy to, jak mówiłam – byłam pozytywnie zaskoczona, ale potrzebowałabym czegoś więcej, aby mnie do tej produkcji zachęcić. Co ciekawe, pierwotnie Oscar proponował mi film bardziej związany z noclegiem, bo Hell Hotel LLC II: The Abaddon Hotel. Tak się jednak złożyło, że kilka miesięcy wcześniej widziałam retrospektywę Linkary na temat serii Hell Hotel, więc stanęło na Nocnej mszy.

Tutaj – tuż po omówieniu Wakacyjnego Wyzwania – zwykle następują krótkie podziękowania, ja jednak postanowiłam zatrzymać się na nich dłużej. Przez te dziesięć lat trwania Planety Kapeluszy Wakacyjne Wyzwanie stało się czymś, na co nieraz czekałam cały rok. Na początku miał to być sposób na rozruszanie mojego bloga i O. G. Coś Tam napisał, a przy okazji na spróbowanie nowych rzeczy. Z czasem jednak przerodziło się ono w coś więcej. W zasadzie teraz trudno mi sobie wyobrazić tej rocznicy bez Wakacyjnego Wyzwania.

Dlatego tym bardziej dziękuję Oscarowi, że zechciał wziąć w nim udział, zwłaszcza że miał wtedy bardzo dużo na głowie. Wielkie dzięki, że jesteś! Trzymaj się!

2 myśli na temat “Wakacyjne Wyzwanie 2022 – podsumowanie

  1. „W dodatku stwierdził, że jest to historia o samotności, co było ciekawym stwierdzeniem”
    A przepraszam, czy jest inaczej??? XD
    Zdecydowanie najlepsza z rzeczy zaproponowanych przez ciebie w tym roku.

    „Wiecie, Wakacyjne Wyzwanie z jednej strony jest o tyle fajne, że jak w ciągu roku się czymś bardzo jaramy”
    Uczciwie, to nie zawsze daję ci rzeczy, którymi się jaram. Zdarzyło się, że dostałaś mój ulubiony film, ale również serial/film, którego opinii zwyczajnie byłem ciekawy (Kierunek: Noc). Dla mnie WW i wakacje to właśnie czas na nadrobienie tego, co ominęło się z różnych powodów.

    Co do „Duchów” to gdybym obejrzał pierwszy odcinek to byłoby jak zwykle „e, takie sobie, proszę następne hasło” (zauważyłem,że przez te „piloty” często wydajemy takie standardowe opinie i temu postanowiłem obejrzeć cały sezon), ale wrażenie psuły kolejne odcinki XD

    Dziękuję za Wakacyjne wyzwanie również.Cieszę się, że co roku organizujemy zabawę (niedługo i samo wyzwanie zaliczy dziesiątą edycję xd) A jeśli już mówimy o rocznicach to wszystkiego najlepszego Meg. Życzę ci dużo wytrwałości w prowadzeniu bloga, wielu pomysłów, weny i odkrywania nowych rzeczy do jarania się.
    No i liczę, że kolejne edycje zadzieją się przy bardziej sprzyjających warunkach

    1. „A jeśli już mówimy o rocznicach to wszystkiego najlepszego Meg. ”

      Jeszcze za wcześnie na gratulację, bo choć tym razem rocznica jest obchodzona cały rok, to ja założyłam bloga dokładnie 14 listopada.

Leave a Reply