Krótka notka o „Kocie w Butach: Ostatnim życzeniu”

Plakat filmu Kot w Butach: Ostatnie życzenie.

Nadeszły moje urodziny i zwykle spędzam je w dwójnasób: przygotowuję na bloga urodzinową listę moich ulubionych rzeczy (tudzież moich najlepszych fanfików, guilty pleasures albo seriali, które chciałabym, aby były kontynuowane) i idę do kina na jakiś konkretny film. W tym roku jednak dopadła mnie choroba i nie miałam siły napisać jakiejkolwiek listy przez ten tydzień. Dlatego postanowiłam, że tym razem napiszę o moich wrażeniach z filmu, na który chciałam się wybrać: Kot w Butach: Ostatnie życzenie.

Nawet pomijając moją wielką miłość do filmów Dreamworksu, to to, co słyszałam o tym filmie, tym bardziej sprawiło, że chciałam go obejrzeć. Z tego też powodu obejrzałam sobie Przygody Kota w Butach na Netfliksie i pierwszy spin-offowy film. I mam kilka przemyśleń.

Fabuła zarysowuje się tak: Kot w Butach podczas kolejnej swojej przygody ginie, a potem wraca do życia. Okazuje się jednak, że było to jego ósme życie i w związku z tym kolejna śmierć będzie dla niego permanentna. Na początku kocur nic sobie z tego nie robi i wyrusza w dalszą drogę, ale po dramatycznym spotkaniu z pewnym wilkiem, z którego to spotkania ledwo wychodzi cało, Kot postanawia zakopać buty i dożyć końca swoich dni u pewnej kociary. Przez dłuższy czas z rezygnacją przyjmuje los pupila zdającego się na łaskę starszej pani, niebawem jednak jego emeryturę przerywa pojawienie się szukających go Złotowłosej i Trzech Niedźwiadków. Chcą oni, aby wykradł dla nich mapę Czarnego Lasu, gdzie podobno znajduje się gwiazdka spełniająca życzenia. Widząc w tym szansę na odzyskanie swoich pozostałych żyć i powrót do bycia legendą, Kot w Butach wyrusza, aby samemu zdobyć mapę, ale poza nim, Złotowłosą i Niedźwiadkami, gwiazdki poszukują jego dawna miłość Kitty Kociłapka i „Wielki” Jack Horner, którzy mają własne marzenia do spełnienia.

Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że Kot w Butach w ogóle pojawił się w Shreku 2, bo w niektórych wersjach baśni tym, kogo ostatecznie pokonuje, nie jest czarownik, tylko właśnie zmieniający postaci ogr. Faktem jest jednak to, że Kot w Butach – ten shrekowy Kot w Butach – różni się od swojego baśniowego pierwowzoru pod niemal każdym względem: zamiast przebiegłego pomocnika, który za pomocą manipulacji uczynił z syna młynarza szlachcica, mamy szermierza, kobieciarza i kocią wersję Zorro. Nawet historia tego, jak zyskał swoje buty, jest zupełnie inna od tej baśniowej.

I wiecie, po obejrzeniu filmów i seriali Dreamworksu z Kotem w Butach, da się wyczuć, że wyewoluował on w kogoś na miarę żołnierza samochwała – kogoś, kto lubi walczyć i jest przeświadczony o swojej wielkiej wspaniałości. Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że to ktoś, kto jest sprawnym szermierzem i wojownikiem, a do tego ma kodeks honorowy, według którego żyje (co widać chociażby w tym, że kiedy Shrek darował mu życie, Kot czuł się w obowiązku mu pomóc). Niewątpliwie pycha jest jego największą wadą i w Przygodach Kota w Butach większość odcinków zasadza się na tym, że będąc za bardzo pewnym siebie Kot popełnia błąd, a potem próbuje to naprawić dla dobra innych.

Jednocześnie jak porówna się „główne” Shreki ze spin-offami o Kocie, można zauważyć, że o ile w Shreku mamy bardziej parodię realiów współczesnej Ameryki w baśniowych dekoracjach, o tyle w filmach i serialu o Kocie w Butach baśnie traktowane są nieco bardziej poważnie, a nawet są pewne hinty, że rzecz dzieje się w naszym świecie. Kot w Butach z czasem zaczął bardziej przypominać Kung Fu Pandę albo Jak wytresować smoka, niż Shreka.

Co sprowadza nas do dzisiejszego filmu, który jest w zasadzie o pogodzeniu się z własną śmiertelnością i o docenianiu rzeczy, które już się ma. Brzmi trochę jak banał, ale piękno Ostatniego życzenia polega na tym, co ten film z tym przesłaniem robi. Przede wszystkim sam pomysł Czarnego Lasu i mapy do gwiazdki jest genialny – w zależności od tego, kto trzyma mapę, krajobraz zmienia się, aby odwzorować stan ducha i to, z czym dana osoba musi się zmierzyć, jeśli chce spełnić swoje marzenia (na przykład, sam Kot w Butach w pewnym momencie znajduje się w Jaskini Zaginionych Dusz, gdzie może przyjrzeć się swoim poprzednim życiom).

Wilk ścigający Kota w Butach.
Wilk ścigający Kota w Butach.

Inna ciekawa rzecz, którą robi ten film, to postać białego wilka, który podąża za Kotem w Butach i chce go zabić. Już podczas pierwszego spotkania z Kotem okazuje się on bardzo niebezpiecznym i przerażającym przeciwnikiem – udaje mu się nie tylko pozbawić Kota broni i powalić go na łopatki, lecz także skaleczyć i już samo to sprawia, że Kot ma atak paniki (właściwie pierwszy z wielu). A z każdym następnym pojawieniem się wilk robi wrażenie upiora, który idzie powoli, aby odebrać życie swojej ofierze, wydając z siebie przyprawiający o ciarki gwizd. Już sam ten bohater jest na zupełnie innym poziomie niż taki lord Farquad.

Czego nie można niestety powiedzieć o Jacku Hornerze, który chce zdobyć całą magię świata i na każdym kroku jest takim sztampowym czarnym charakterem z kreskówki. Ale z drugiej strony najwyraźniej tak miało być i nawet konik polny, który podejmuje się roli jego sumienia, w końcu dochodzi do wniosku, że Hornera nie da się zreformować i nawet nie można podciągnąć go pod złoczyńcę z tragiczną przeszłością.

Złotowłosa i Trzy Niedźwiadki.
Złotowłosa i Trzy Niedźwiadki.

Bardzo interesująco prezentują się natomiast Złotowłosa i Trzy Niedźwiadki, bo z jednej strony wydają się groźnymi bandytami, a z drugiej widać, że są sobie bliscy. Do pewnego stopnia chcemy, aby im się udało, w przeciwieństwie do Hornera.

Jeśli chodzi o postać Kitty, to w sumie jej wątek był taki trochę sztampowy i idzie w dość przewidywalnym kierunku, ale przynajmniej ograniczono niepotrzebną dramę do minimum, a i sam Kot w którymś momencie stwierdza, że zrobił źle i że się tego wstydzi.

Nasza drużyna - Kitty Kociłapka, Perrito i Kot w Butach.
Nasza drużyna – Kitty Kociłapka, Perrito i Kot w Butach.

Można pomyśleć, że Perrito – mały piesek, którego Kot spotyka u kociary i który potem zabiera się z nim w podróż – to taki trochę odpowiednik Osła. Do pewnego stopnia to prawda, bo na początku Kot i Kitty chcą, aby sobie poszedł, ale twórcy sprawili, że jest on o wiele mniej wkurzający (no, ale w sumie sama postać Osła polegała na tym, że jest on wkurzający i lepi się do Shreka). Perrito został zresztą pomyślany jako taki prawie bezinteresowny bohater, pragnący zostać psem terapeutycznym; w zasadzie jako jedna z niewielu głównych postaci nie ma żadnego życzenia dla gwizdki.

W końcu sama oprawa wizualna i muzyczna jest genialna. Wiele już powiedziano o tym, że animacja przypomina Spiderman: Uniwersum, a konkretnie – w niektórych scenach ruch postaci i tła wyglądają jakby wyjęte z jakiegoś malowidła. Sam Kot w Butach wydaje się mniej puszysty od swoich wcześniejszych wersji, co – o ironio – sprawia, że wygląda na młodszego (przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie). Co się tyczy muzyki, to początkowa piosenka Fearless Hero jest po prostu wspaniała.

Generalnie jest to dobry film. Można powiedzieć, że nawet jeden z lepszych, które Dreamworks wypuścił w ostatnich latach. Shrek 5 będzie miał problem, aby go przebić.

Leave a Reply