
Wiecie, poniekąd wzięłam się w tym roku ostro za nadrabianie MCU dlatego, że chciałam się dowiedzieć, czy obecne produkcje Marvela rzeczywiście są tak złe, jak wszyscy mówią. I Tajna inwazja jest tą produkcją, której byłam najbardziej ciekawa ze względu na koncept oryginalnej linii fabularnej.
Nie oglądałam Tajnej inwazji, kiedy wychodziła, albowiem miałam do nadrobienia resztę MCU, niemniej jednak był to serial, którego zaliczano do dowodów na to, że Marvel się stacza pod względem jakości. Tym bardziej chciałam zobaczyć, jak Tajna inwazja prezentuje się naprawdę.
I oto jesteśmy.
Opis Fabuły:
W Moskwie niejaki Prescod kontaktuje się z agentem Everettem Rossem w sprawie serii ataków terrorystycznych na całym świecie. Według Prescoda za atakami stoją Skrulle, czyli zmiennokształtni kosmici, którym Fury dawno temu obiecał znaleźć nową planetę, ale że się do tej pory nie wywiązał z tej umowy, Skrulle postanowiły przejąć Ziemię. Szybko okazuje się, że Ross to też Skrull i po zabiciu Prescoda ucieka i ginie ścigany przez Talosa (który nie jest już przywódcą Skrulli). Na Ziemię ściągnięty zostaje Nick Fury, który dowiaduje się od Talosa, że w radzie Skrulli zasiadł radykał Gravik wykorzystujący frustrację pobratymców (w tym – córki Talosa, G’iah) do swoich celów. Zmiennokształtnymi interesuje się też agentka MI6 Sonya Falsworth.
Wnioski Ogólne:
Tajna Inwazja (Secret Invasion) to linia fabularna opowiadająca o tym, jak po wydarzeniach w Annihilation, które osłabiły ich imperium, Skrulle postanowiły przejąć władzę nad Ziemią. W tym celu przeniknęły do ludzkiego społeczeństwa, a za sprawą eksperymentów i prania mózgu wierzyły nawet, że są ludźmi, dopóki nie zostaną aktywowane odpowiednim hasłem. Owe „uśpione komórki” zaś przeniknęły już do wielu rządów i organizacji, a także do grup superbohaterskich, a że mają też moce, mogą być każdym. Przy czym komiks był pisany w 2008 roku i pod wieloma względami widać w nim nawiązania do Wojny z Terroryzmem i do Skrullów będących metaforą islamskich terrorystów (zwłaszcza że królowa, która stała na ich czele, była też przywódczynią religijną).
Mam wrażenie, że sam pomysł na zmiennokształtnych kosmitów infiltrujących Ziemię i nawet podszywających się pod znane nam postaci, zasługuje na to, aby być wydarzeniem na miarę co najmniej Wojny Bohaterów. Co mam na myśli? Otóż, fajnie by było, gdyby poprzednie odsłony MCU budowały wątek tytułowej tajnej inwazji; sugerowały, że te Skrulle coś kombinują i że niektórzy bohaterowie czy niektóre postaci, które już nieco znamy, zachowują się inaczej niż zwykle. Tak żebyśmy się zastanawiali, czy czasem nie są podstawione. Sama Tajna inwazja zaś powinna obejmować przynajmniej Avengersów. Tymczasem do tej pory MCU nie robiło ze Skrullami zbyt wiele. Ot, dowiedzieliśmy się, że Skrulle toczyły wojnę z Kree i uciekły na Ziemię, a w czasach współczesnych, na prośbę Fury’ego, ogarniają sprawę z Żywiołakami i pod koniec WandaVision kontaktują się z Moniką Rambeau. We wszystkich trzech swoich dotychczasowych występach Skrulle są przedstawiane jako uchodźcy, którzy tylko chcą znaleźć nowy dom. Musicie przyznać, że podbudowa jest znikoma.
(Nawet Monica Rambeau nie pojawia się tutaj, chociaż w ostatnim odcinku WandaVision było zasugerowane, że Skrulle proszą ją o pomoc w jakiejś sprawie. Ale najwidoczniej Foton jest zachowywana na The Marvels.)
A tak to mamy właściwie pierwszą historię w MCU, w której głównym bohaterem jest Nick Fury, dla którego cała sprawa ze Skrullami jest bardzo osobista. Dowiadujemy się w ogóle, że od czasów Końca Gry Fury siedział głównie na stacji kosmicznej S.A.B.E.R., mającej na celu stanowić obronę przed przyszłymi zagrożeniami z kosmosu. Dowiadujemy się też, że Blip był dla niego bardzo traumatyczny – facet dobrze pamięta, że umarł, a potem nagle wrócił do życia po pięciu latach, ale już nie taki, jak kiedyś. Wręcz ma się wrażenie, że to doświadczenie śmierci sprawiło, że Fury zatracił swoją ikrę i zmysł szpiega.
Tajna inwazja pokazuje też dość specyficzną relację, która łączyła Fury’ego ze Skrullami i która zaczęła się w 1994 roku. Z jednej strony Fury obiecał Skrullom, że jeśli pomogą mu chronić Ziemię (pełniąc rolę szpiegów, a nawet zabójców), on znajdzie dla nich nową planetę, na której będą mogli się osiedlić. Lata mijają, Fury zdobywa coraz lepszą pozycję, również za sprawą przewagi, jaką dają mu Skrulle, ale sami kosmici jakoś nie mogą się doczekać tego nowego domu.
I właśnie z powodu tej niespełnionej obietnicy wśród Skrulli rośnie frustracja. Zwłaszcza że chcieli tylko żyć w swojej skórze i znaleźć sobie dom, a teraz muszą ukrywać swoje zielone oblicza, bo ludzkość ich nie zaakceptuje. Stąd szybka droga do radykalizmu i teraz mamy sytuację, w której Skrulle pod wodzą Gravika dokonują zamachów terrorystycznych, destabilizują sytuację polityczną i dążą do wybuchu trzeciej wojny światowej w nadziei, że ludzkość sama się wybije.
W zasadzie całą tę sytuację z milionem Skrulli sprowadzonych na Ziemię i żyjących wśród ludzi, można potraktować jako metaforę imigracji. I poniekąd śledzimy czwórkę Skrulli, każde z nich z trochę innym podejściem do ludzkości i planety-gospodarza.
Mamy więc Talosa, który traktuje Fury’ego jak przyjaciela i ciągle wierzy w jego zapewnienia oraz w to, że ludzie i Skrulle mogą wspólnie egzystować. I o ile sam w sobie Talos jest kompetentnym szpiegiem i wojownikiem, i nie daje sobą pomiatać, kiedy Fury wypowiada pod jego adresem kilka ostrych słów, trudno nie odnieść wrażenia, że Talos jest naiwny. Jego naiwność odnosi się do ludzi, zwłaszcza wiary w to, że jak ludzie zobaczą „jakie Skrulle są naprawdę” (czyli przyjazne i pokojowe), to je zaakceptują. Tę naiwność wypomina mu sam Fury, kiedy rozmawiają w pociągu i agent odpowiada, że ludzie nawet między sobą nie potrafią żyć w zgodzie, a co dopiero z kosmitami. Z kolei córka Talosa, G’iah (tuż po tym, jak upozorowała własną śmierć i przyłączyła się do ojca), pyta go, czy ma jakiś plan, a kiedy słyszy, że plan zakłada nadal granie według reguł Fury’ego i pokazanie Skrullów od najlepszej strony, dziewczyna nie dowierza własnym uszom i postanawia odejść.
G’iah (w ogóle – jej imię czyta się jak „Gaja”) zaczyna jako zbuntowana młoda dziewczyna, zmęczona już tym, że musi się ukrywać, i dołącza do bojówki Gravika wierząc, że zaowocuje to zmianami dla niej i jej pobratymców. W zasadzie to zmienia strony (choć też nie do końca) dopiero kiedy ojciec informuje ją, że jej matka została zabita przez ludzi Gravika. W miarę jak sama zaczyna bardziej badać sytuację w kwaterze głównej i odkrywa, że Gravik chce stworzyć armię Superskrulli, zaczynają budzić się w niej wątpliwości… ale jednocześnie nigdy jednoznacznie nie popiera Fury’ego i Talosa, nawet kiedy im pomaga. G’iah ma być postacią rozdartą między dwiema drogami – pokoju i radykalizmu – a później widzimy też, że traci kontakt ze swoją kulturą, bo nie zna modlitw pogrzebowych.
Gravik przez pierwsze odcinki jawi się jako radykał i terrorysta, którego celem jest destabilizacja polityczna ludzkich mocarstw, przejęcie nad nimi władzy i uczynienie Ziemi nową planetą Skrulli. I jego wizja spotyka się ze zrozumiałym entuzjazmem, do tego stopnia, że wielka rada (z wyjątkiem jednej radczyni) go popiera. Widać w Graviku też pewne mizantropijne podejście do ludzkości, jako i tak skazanej na zagładę przez własną chciwość, głupotę i bigoterię. Niemniej jednak w miarę, jak fabuła posuwa się do przodu staje się coraz bardziej oczywiste, że Gravik robi te wszystkie rzeczy nie dla jakiejś wielkiej idei, ale dla zemsty na Fury’m za jego złamane obietnice i za to, że Gravik musiał od lat nastoletnich działać jako szpieg Fury’ego. Nie waha się nawet wyjawić prezydentowi USA lokacji kwatery głównej swojej organizacji (gdzie znajdują się nie tylko jego bojownicy, ale też ludność cywilna), aby tym bardziej dowalić swojemu wrogowi. Bo Gravik wie, że jego przeciwnikowi zależy nie tylko na ludzkości, ale i niewinnych Skrullach.
Wreszcie czwartym Skrullem, którego poznajemy i którego losy śledzimy, jest Raava, znana też jako doktor Priscilla Davis. Raava jest żoną Nicka Fury’ego, z którą rzadko się widuje z powodu swojej unikalnej pracy (ba, nawet ściąga obrączkę, kiedy wychodzi z domu, aby nikt się nie dowiedział, że jest żonaty). Raava jest imigrantką, która ułożyła sobie życie na obczyźnie. Ona i Fury są w sobie zakochani i mamy okazję zobaczyć początki ich romansu, jak również kryzys, jaki przechodzą w związku z zachowaniem Fury’ego (w zasadzie uważam, że rozwój ich relacji to jedna z najmocniejszych stron tego serialu). Raava ma jednak pewien własny problem, bo nie wie, czy Fury kocha ją całą (również z jej zieloną postacią), czy może zakochał się najpierw w jej ludzkiej powłoce.
A nie, przepraszam, jest jeszcze jeden Skrull, którego losy śledzimy. I w zasadzie jest to jedyny (po Everetcie Rossie z pierwszej sceny) przypadek sytuacji, kiedy dobrze nam znana postać okazuje się być podmieniona. A jest nią pułkownik James Rhodes, czyli najlepszy przyjaciel Iron Mana. W zasadzie od sceny, w której Rhodey staje przed przedstawicielami innych krajów jako przedstawiciel USA i ustosunkowuje się do zamachów dokonanych w Rosji (oficjalnie przez grupę Ameryka kontra Rosja… tak, bardzo oryginalna nazwa), da się wyczuć, że coś z nim jest nie tak. Ten Rhodey jest o wiele bardziej zgryźliwy, o wiele bardziej arogancki i wredny, a nawet w pewnym momencie sugeruje po cichu, że jeśli Słowacja nie przestanie się śmiać, on włoży zbroję i zrobi tam małą rozróbę. To nie jest ten rozsądny i stateczny Rhodey, który, co prawda, miał swoje zabawne momenty, ale jednak wydawał się zawsze bardziej trzeźwo myślący i spokojny od swojego hulaszczego kumpla miliardera. Ten rzucony tak lekko komentarz o Słowacji mnie wydał się najbardziej niepokojący w całej kreacji tej postaci. (Swoją drogą, Don Cheadle ucieszył się, że zagra Skrulla właśnie dlatego, że mógł nadać Rhodey’emu mroczniejszy wyraz.)
Jeśli chodzi o ludzkich bohaterów, to poza Fury’m mamy jeszcze Sonyę Falsworth. I choć funkcjonuje ona zdecydowanie w sferze szarości (jak to agentka MI6), Olivia Coleman gra ją w tak żywy i dziarski sposób, że Sonya wydaje się nadawać serii lżejszy ton. Jej interakcje z Fury’m – pełnie przekomarzanek, sugerujących wspólną przeszłość – a także sposób, w jaki Sonya potrafi dowcipkować nawet podczas wyciągania informacji z więźniów, sprawia, że ogląda się ją z nieco większą przyjemnością niż innych (ja osobiście też miałam wrażenie, że po angstujących Fury’m, G’iah i Talosie, agentka Falsworth była takim powiewem świeżości).
Generalnie na to, że Tajna inwazja jest postrzegana jako jedna z gorszych odsłon MCU składa się kilka czynników. Poza moim osobistym rozczarowaniem, że nie jest to wydarzenie na większą skalę i z odpowiednią podbudową, scenariusz tego serialu przeszedł kilka poprawek i zmian scenarzystów i reżyserów, a w między czasie wydarzenia na świecie sprawiły, że trochę dziwnie oglądało się zamach Skrullów akurat na Rosję. W dodatku premiera serii przypadła na protesty SAG-AFTA, a przez to użycie sztucznej inteligencji do stworzenia openingu serii spotkało się z falą krytyki (odkładając na chwilę na bok kwestię samej etyczności generatywnej SI, trochę rozumiem zamysł za tym ruchem: skoro mamy kosmitów udających ludzi, to wchodzące w Dolinę Niesamowitości i stworzone przez sztuczną inteligencję postaci dają podobny efekt czegoś nieludzkiego naśladującego człowieka).
Z punktu widzenia fabuły mamy jakieś trzy postaci, którym chcemy kibicować (przy czym jedną z nich jest agentka MI6, która nie stroni od tortur). Jak wspominałam, Tajna inwazja daje nam wgląd w piątkę Skrulli – Talosa, G’iah, Gravika, Raavę i „Rhodeya”, a kiedy w ostatnim odcinku prezydent (po zamachu w Rosji i rewelacjach, że wśród ludzi żyją kosmici-terroryści) postanawia wprowadzić anty-Skrullowe ustawy, trudno mu się dziwić. Spotkałam się z opinią, że tak naprawdę, poza Talosem, nie widzimy, aby Skrulle były chętne żyć w spokoju z ludźmi. Stanowcza większość z nich idzie za Gravikiem, a nawet jak mu się przeciwstawia, kieruje się pragnieniem przetrwania (zbuntowani wojownicy, którzy widzieli jak Gravik zabił ich pobratymca za porażkę) albo pragnieniem zemsty (G’iah). Jednocześnie odkrycie, że Nick Fury wykorzystywał Skrullów w wywiadzie, ale dotąd nie spełnił swojej obietnicy… może nie zdziwiła ludzi, którzy znali go z innych odsłon Marvela, ale jednak sprawiła, że wychodził na niesłownego buca (inna sprawa, że przyznał, iż nie byłby w stanie znaleźć Skrullom nowej planety, bo Ziemia nie ma takich zasobów).
Aha, i jeszcze jedno – Maria Hill została zabita już w pierwszym odcinku tego serialu. A Wy wiecie, co myślę o zabijaniu kanonicznych postaci dla shock value.
Tak czy inaczej, Tajna inwazja kończy się tym, że przez ustawy prezydenta Skrulle i Fury muszą wracać w przestrzeń kosmiczną, aby przeprowadzić negocjacje z Kree. Jednocześnie Sonya idzie z G’iah i innymi Skrullami, którzy pozostali na Ziemi, na układ, że będzie ich chronić w zamian za „przysługi”. Jest to sytuacja, która otwiera furtkę do tego, aby jednak zrobić coś więcej ze Skrullami i Avengersami, a także namieszać w polityce w MCU, ale nie wiem, czy coś z tego będzie (za to wiem, że Nick Fury pojawi się w The Marvels).
A tymczasem następnym razem weźmiemy się za film wieńczący trylogię Strażników Galaktyki, przy okazji będący najmroczniejszą filmową odsłoną MCU do tej pory.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Masecziutes Cup of Uniwerse?