
Emilia Clarke w nietypowej roli i w nietypowej świątecznej komedii romantycznej!
Jako dziecko Katerina pięknie śpiewała, ale jej rodzina musiała uciekać z rodzinnej Jugosławii z powodu wojny. Dorosła Katerina każe się nazywać Kate, pracuje w sklepie z ozdobami świątecznymi, ma napięte relacje z rodziną, ciągle nocuje u znajomych, a do tego wciąż próbuje swoich sił w showbiznesie, chodząc na przesłuchania. Pewnego dnia przed sklepem spotyka niejakiego Toma, który niebawem pomoże jej spojrzeć na swoje życie zupełnie inaczej.
Dotąd Emilia Clarke znana była głównie jako Daenerys Targaryen w Grze o Tron. Tutaj zaś gra o wiele lżejszą rolę, wielokrotnie staje się ofiarą slapsticku i do tego szybko przekonujemy się, że jej postać ma tendencje do pewnych samodestrukcyjnych zachowań. Co jakiś czas daje nam się do zrozumienia, z czego owe tendencje mogą wynikać i w sumie jest to historia o tym, jak można się pozbierać po traumie i zmienić na lepsze.
Ponadto film ma kilka interesujących postaci, począwszy od Świętej (w oryginale: Santa), czyli szefowej Kate, która tak uwielbia Boże Narodzenie, że cały rok prowadzi sklep z tandetnymi świątecznymi ozdobami (a do tego ma uroczy wątek romansowy), a na dwóch policjantkach i rodzinie Kate skończywszy. Oczywiście tytuł nawiązuje do kojarzonego ze świętami przeboju George’a Michaela, ale przez dłuższy czas słyszymy raczej inne piosenki tego wykonawcy, w dodatku wiele mniej znanych szerokiej publiczności.
Niemniej jednak unikalność tego filmu zasadza się na zwrocie akcji w ostatnich kilkunastu minutach i dlatego trudno go omawiać bez spoilerów. To jeden z tych zwrotów akcji, który można trochę przewidzieć, niemniej jednak stawiający wiele rzeczy w nowym świetle (również słowa piosenki) i sprawiający, że pewne wydarzenia można interpretować w nowy sposób. Jednakowoż jest to dobra świąteczna komedia, nieco głębsza niż większość filmów na Hallmarku czy Netfliksie.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
