Kategorie
Maraton z Villain Protagonist

Maraton z Villain Protagonist – Krętacz

Advertisements

Archetyp:Zawadzający Biurokrata (o diable nie wspominając)

Historia powstania:
Clive Staples Lewis powszechnie znany jest głównie z serii książek o Narnii, ale swego czasu publikował regularnie na łamach „Guardiana” Listy Screwtape’a, które potem zostały wydane zbiorowo i w Polsce znane są jako Listy starego diabła do młodego. Powodem tego, aby pokazać takiego diabła, a nie innego, była z jednej strony refleksja, że zło w jego czasach tak naprawdę najlepiej się miało w urzędach (Lewis zwrócił uwagę, że nawet obozy koncentracyjne i obozy pracy są owocem właśnie urzędniczego podejścia do ludzkiego życia); z drugiej strony – wnioski, do jakich doszedł twórca Narnii, rozmyślając nad tym, jak anioły, diabły i Piekło było przedstawiane w sztuce i literaturze, a w szczególności w diable faustowskim.
Lecz naprawdę zgubnym obrazem diabła jest Mefistofeles Goethego. To Faust, a nie on, manifestuje bezwzględne, czujne, pozbawione uśmiechu koncentrowanie się na samym sobie, co jest znamieniem Piekła. Pełen humoru, ucywilizowany, rozsądny, umiejący się dostosować do sytuacji Mefistofeles przyczynił się do umocnienia iluzji, jakoby zło miało wartość wyzwalającą.
Toteż wizją (czy też może symbolem, bo tak określa je sam autor) Piekła u Lewisa jest biuro z zapatrzonymi w siebie i podkładającymi sobie nawzajem świnię urzędnikami. Atmosfera tam jest duszna, panuje wszechobecna podejrzliwość. Listy starego diabła do młodego opisują jak jeden z urzędników Piekła, Krętacz, pisze list do swojego bratanka, Piołuna, dając mu rady, co do tego, jak ma wodzić na pokuszenie swojego „pacjenta”. Lewis wielokrotnie później był namawiany do tego, aby uzupełnić Listy, ale choć nawet o tym myślał, praca nad oryginałem wyczerpała go duchowo tak bardzo, że przez długi czas spoglądał na świat w ciemnych barwach. Mimo że same Listy nie zostały nigdy kontynuowane, Lewis napisał potem toast, który Krętacz mógłby wygłosić przed świeżo upieczonymi diabłami.
Historia postaci:

Krętacz nie ma swojej historii. Od czasu do czasu napomknie w listach o swoich doświadczeniach, jednak nic o tym, skąd się wziął, czy choćby jakie były jego pierwsze dni na stanowisku. Jesteśmy jakby wrzuceni w sam środek akcji.

Wnioski ogólne:
Listy starego diabła do młodego są jednostronne. Możemy się tylko domyślać, co napisał wcześniej stryjowi Piołun i co odczuwa „pacjent” Piołuna (aczkolwiek zarówno Listy starego diabła do młodego, jak i wspomniany właśnie toast, były adaptowane jako słuchowiska radiowe i sztuki teatralne, tam zaś nie tylko można przyjrzeć się siedzącemu przy biurku Krętaczowi, ale też zobaczyć punkt widzenia Piołuna). Niemniej jednak ze sposobu, w jaki Krętacz się wysławia i z rzeczy, które pisze, wyłania nam się konkretna wizja, tak Piekła w ogóle, jak i samego Krętacza.

Przypomnijmy – dotąd diabły postrzegane były jako duchy zbuntowane. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, że według angelologii Lucyfer powstał przeciwko Bogu wraz ze swoimi pobratymcami. Pod koniec XIX wieku i na początku XX, kiedy to święcił triumfy Nietzsche i różne koncepcje nadczłowieka, w pewnych kręgach zaczęto gloryfikować absolutną wolność, w tym – wolność od wartości. Z tego wszystkiego wyłoniło się przeświadczenie, że to, co do tej pory było postrzegane jako zło, teraz stało się wolnością, której nie można ograniczać. Ci, którzy ją ograniczają i którzy się tym ograniczeniom bezwolnie poddają, to pariasi, filistrowie i ogólnie rzecz biorąc ludzie słabi, żeby nie powiedzieć – podludzie. Toteż w sztuce tamtego okresu można było się doszukać sympatii dla Lucyfera i diabłów w ogóle (ba – Baudelaire napisał nawet Litanię do Szatana), a fakt, że przedstawiani byli jako kulturalni i eleganccy tylko pogłębiał tę sympatię. Taki wizerunek diabła obecny jest także i dzisiaj. Występuje niemalże równie często, jak wizerunek czerwonego diabła z rogami. Co więcej – wielu czarnych charakterów, nie będących demonami, przejawia podobne cechy, co Mefistofeles.

Lewis chciał stworzyć nową wizję diabła, wizję diabła innego niż charyzmatyczny Mefistofeles, czy tragiczne diabły Miltona. Diabeł Lewisa nie miał być nawet przerażający. Miał być śmieszny. A ponieważ Piekło w Listach to jedno wielkie biuro pełnie robiących sobie koło pióra urzędników, Krętacz, który jest jednym z pracowników średniego szczebla, przejawia powagę, profesjonalizm, powściągliwość i kompletny brak poczucia humoru. Co więcej – oryginalne ilustracje do Listów starego diabła do młodegoprzedstawiają go jako postać masywną, z rogami, ogonem i szpiczastymi uszami, charakterystycznymi dla tradycyjnego wyobrażenia diabłów; ale poza tym Krętacz ma zawsze okulary na nosie. Kiedy indziej rysuje się go jako szczupłego albo wychudłego diabła w garniturze.
Jeśli zaś chodzi o diabły pracujące w terenie (czyli między innymi Piołuna), są one zwykle niewidoczne dla śmiertelników. Zwykle siedzą gdzieś pod spodem i podszeptują „pacjentom” różne rzeczy i muszą składać raporty ze swojej pracy, jak na dobrego członka biurokracji przystało. Z listów dowiadujemy się też, że Krętacz ma sekretarkę, która zastąpiła go, kiedy ten po wpływem emocji nagle zmienił się w wielką stonogę i nie mógł dokończyć listu do bratanka. Ponadto w innym liście jest jasno powiedziane, że Piołun doniósł do wyższych (czy też raczej niższych, bo w Piekle hierarchia jest odwrócona) stopni na to, że jego stryj napisał coś niezgodnego z piekielną doktryną. Perspektywa diabłów widoczna jest także w słownictwie, jakim określa Boga i Szatana Krętacz. Bóg jest więc w Piekle nazywany „Nieprzyjacielem”, a Szatan – „Ojcem w Otchłani” (tak jak Boga nazywa się często „Ojcem w Górze”, „Ojcem na Niebie”).
Co jeszcze? No cóż, diabły nie są zdolne do miłości, a więc podejrzewają, że ich Nieprzyjaciel nie kocha bezgranicznie i bezwarunkowo, tylko swoimi zachowaniami próbuje coś ugrać u ludzi. Same diabły żyją w jako-takiej zgodzie, ale nie przyjaźni. Nie szukają Zła dla samego Zła. Robią to co robią, bo po pierwsze boją się kary ze strony przełożonych, którzy zechcieliby zesłać ich do „domów poprawczych”, będących obozami do zadawania tortur (które są podobne do obozów w krajach totalitarnych); a po drugie – chcą zaspokoić głód. Lewis tak wyjaśnia na czym polega ten głód:
Nawet w życiu ludzkim spotyka się namiętność skierowaną na zdominowanie, prawie że na przetrawienie, drugiego człowieka; na dążenie do tego, by całe jego intelektualne i emocjonalne życie uczynić jedynie przedłużeniem własnego życia – po to, by uzewnętrznić własną nienawiść, żywić własne urazy, dawać upust własnemu egoizmowi poprzez tego drugiego człowieka, tak jak poprzez siebie. Jego własny mały zasób namiętności musi być wyrugowany, by zrobić miejsce naszym. (…)
Na Ziemi pożądanie to nazywa się często „miłością”. Wyobrażam sobie, że w Piekle znane to jest jako głód. Lecz tam głód jest bardziej drapieżny i możliwe jest pełniejsze jego zaspokojenie. Sugeruję, że tam duch mocniejszy – nie istnieje tam być może żadna forma ciała, która utrudniałaby tę operację – może rzeczywiście i ostatecznie wessać w siebie słabszego i permanentnie sycić własną osobowość  to drugą pogwałconą osobowością.
Diabły wodzą więc ludzi na pokuszenie, gdyż jest to droga do wchłonięcia w siebie ludzkich dusz. Szatan chce więc zatracić cała ludzkość w Piekle, aby najpierw pożreć wszystkich swoich pracowników i całą ludzkość. A po wchłonięciu wszystkich dusz diabłów i ludzi Szatanowi pozostanie tylko wchłonięcie zastępów niebieskich. Lewis stwierdza, że jest to parodia sposobu, w jaki Bóg pozwala przeżywać siebie człowiekowi, który pragnie odtąd połączyć się z Nim w ostatecznej, doskonałej miłości.
Wygląda więc to tak, że jeden diabeł konsumuje drugiego, słabszego, ale pewnego dnia może zostać skonsumowany przez innego diabła, czy nawet całą zgraję (to właśnie ma stać się z Piołunem, kiedy poniósł swoją spektakularną porażkę). Ostatecznie nie ma to większego znaczenia, bo Szatan zamierza pewnego dnia pochłonąć cały swój personel.
Gatunkowo rzecz biorąc, Listysą dziełem jednocześnie satyrycznym, filozoficznym i teologicznym. Kiedy Krętacz opisuje strategie, jakie Piołun powinien podjąć, aby jego „pacjent” zszedł na złą drogę, odwołuje się do pewnych ludzkich postaw. W zasadzie można spokojnie dojść do wniosku, że każdy z listów Krętacza porusza inny temat – pokory, modlitwy, wojny, lęku przed śmiercią, miłości, a nawet seksu.
Piołunowi trafił się bardzo trudny przypadek do kuszenia. Jego „pacjent” to bowiem nawrócony chrześcijanin, który co prawda przez jakiś czas przystawał z materialistami i dekadentami, szybko jednak powrócił do swojej wiary. Krętacz, mimo wszystko, nie upada na duchu i radzi bratankowi wykorzystywać ludzką naturę, aby „pacjent” znudził się religią albo wyciągnął z niej jakieś błędne wnioski, które w konsekwencji doprowadzą do tego, że nie będzie zważał na bliźniego, jednocześnie będąc przekonanym o swojej pobożności.
Jeszcze jedna różnica między diabłami Lewisa a diabłami Goethego – Krętacz odradza Piołunowi namawianie „pacjenta” do dokonywania wielkich zbrodni, a bardziej każe mu się skupić na małych uczynkach. Wynika to, po pierwsze, z faktu, że po popełnieniu wielkiego grzechu, takiego jak morderstwo, „pacjent” nagle może otrzeźwieć i zdać sobie sprawę z tego, co zrobił. A co za tym idzie, może zechcieć się poprawić. Po drugie – Krętacz chce, aby Piołun popracował nad mentalnością swojego „pacjenta”. „Pacjent” ma nieświadomie przyjmować pewne postawy, na przykład – ma odczuwać dumę ze swojej pokory, ma modlić się, ale myśląc w międzyczasie o czymś innym; chować urazy do matki i wcale się z nią nie rozmówić na ich temat. Kiedy wybucha wojna i Piołun przekazuje stryjowi informacje o tym, że jego „pacjent” przeżywa wewnętrzne niepokoje, Krętacz mówi, że muszą się obaj z bratankiem zdecydować, czy zrobić z niego zagorzałego patriotę, czy pacyfistę.
Człowiek w wizji Lewisa ostatecznie ma wolną wolę, jednakże diabeł podszeptuje mu różne rzeczy, wykorzystując jego uczucia, poglądy, przyzwyczajenia, relacje z innymi ludźmi… jednym słowem – sprowadza go na złą drogę poprzez sferę emocjonalną i psychologiczną. Żadnego ukazywania się przed delikwentem i proponowania mu złotego interesu w zamian za duszę. Po prostu siedzenie w cieniu i szeptanie.
Właśnie ta subtelność Piekła sprawia, że  Listy starego diabła do młodego dają do myślenia. Choć sam Lewis zwraca uwagę na to, że słów Krętacza nie warto brać zbyt poważnie, bo ma on naturalną skłonność do kłamstwa, jego obserwacje na temat pewnych ludzkich zachowań są trafne albo chociaż prowokujące do głębszych przemyśleń.
Cóż dał nam Krętacz, jeśli chodzi o masową wyobraźnię? Zacznijmy od tego, że wizja Piekła jako wielkiego biura przeniosła się również na Czyściec i Niebo. W iluż to książkach, filmach i kreskówkach święty Piotr stojący u bram nieba zachowuje się jak urzędnik w okienku i bada całą kartotekę duszy, aby zdecydować, czy nadaje się ona do Nieba albo Piekła? A w ilu dochodzi w zaświatach do wielkiej pomyłki i ktoś, kto miał jeszcze pożyć, został duchem zbyt wcześnie albo trafił nie tam, gdzie miał trafić? Nie mówiąc już o procedurach, dzięki którym anioł miałby otrzymać skrzydła i stać się pełnoprawnym aniołem. Również Śmierć i Żniwiarze są często przedstawiani jako urzędnicy. Oto więc wkład Listów starego diabła do młodego w naszą kulturę. Trochę osobliwy, biorąc pod uwagę to, że Lewis specjalnie wybrał metaforę urzędników, bo nie znosił biurokracji.
Kategorie
Maraton z Villain Protagonist

Maraton z Villain Protagonist – Mózg

Advertisements

Archetyp: Zły Geniusz (bardziej w stylu antagonistów Jamesa Bonda, niż jakikolwiek inny)

Historia powstania:
Podobno Mózg i jego kompan Pinky byli wzorowani na charakterach dwóch rysowników wytwórni Warner Bros., Toma Mintona i Eddie’go Fitzgeralda. W wywiadzie Nostalgii Critica z twórcami Animaniaków, Tom Ruegger powiedział: „Minton i Eddie siedzieliby obok w pokoju i Minton mówiłby tak… (konspiracyjne szepty), a Eddie: „Narf!” (…) Stąd wziął się ogólny pomysł na Pinky i Mózg, bo wydawało się, że spiskują jakby tu przejąć świat.”
Najpierw Pinky i Mózg był jedną z miniserii puszczanych w Animaniakach, ale potem stał się pełnoprawnym spin-offem, który doczekał się czterech sezonów puszczanych od 1995 do 1998 roku (potem emitowano serial o Pinky’m i Mózgu w domu Elmirki, ale nie zyskał on popularności i chyba nawet nie puszczano go w Polsce). Tak czy inaczej – Mózg był jednym z pierwszych przykładów Villain Protagonist w naszym dzieciństwie, a przynajmniej jednym z pierwszych, którzy pokazali odcienie szarości.


Historia postaci:
Jest kilka odcinków pokazujących przeszłość Mózga, ale jeden nie dzieje się w naszych czasach (a w 1912 roku, gdzie Pinky i Mózg próbują wykorzystać do swoich celów Sigmunda Freuda), więc trudno powiedzieć, czy jest częścią ciągłości fabularnej czy nie. Tak czy inaczej, wyłania się z nich taki oto ogólny zarys historii Mózga:
Mózg był kiedyś zwykłą polną myszą, która wiodła swoje spokojne dzieciństwo na polanie wraz z rodzicami. Jego domem była puszka z ziemskim globem na etykiecie. Pewnego dnia został schwytany przez naukowców z laboratoriów ACME, na oczach siedzących w puszce rodziców, i zabrano go do ponurego miejsca, jakim okazało się być laboratorium ACME (odcinek z Freudem, o którym wspomniałam wyżej, Leggo My Ego). Tam Mózg poznał chomika Bałwana, z którym się przez dłuższy czas przyjaźnił. Po pewnym niebezpiecznym eksperymencie obaj zostali przepuszczeni przez maszynę, która nie tylko poskładała ich do kupy, lecz także dała im jakieś zaczątki inteligencji. Mózg pozostał w ACME Labs marząc o zdobyciu świata, z kolei Bałwan oszalał i uciekł, przysięgając, że zniszczy ludzkość (Mózg opowiada o tym zdarzeniu w odcinku Snowball). Z czasem Mózg i Pinky zostali wybrani przez naukowców do projektu B.R.A.I.N. mającego na celu zwiększenie inteligencji u myszy. Przeszli przez mechanizm zwany „genetic splicer” i zyskali świadomość. Mózg przeniósł do swojego umysłu zawartość laboratoryjnego komputera i bardzo chciał pokazać ludziom, że jest inteligentny, jednak na skutek porażenia prądem przez dłuższy czas był niedysponowany i uznano, że eksperyment tylko go ogłupił. Wtedy to (z małą pomocą Pinky’ego) Mózg postanowił, że podbije świat (Project B.R.A.I.N.; jak widzicie ten odcinek trochę kłóci się z tym, co zostało powiedziane w Snowball).

Relacje z pomagierem:
O relacjach między Mózgiem i Pinky’m mówiłam już przy okazji listy najsłynniejszych bromansów i tam zwróciłam uwagę na to, że Mózg z jednej strony pomiata Pinky’m, a z drugiej wielokrotnie pokazuje, że zdaje sobie sprawę z jego lojalności i że postrzega go jako swojego przyjaciela. Sam Pinky na przestrzeni tych czterech sezonów zmienił się z bełkoczącego i beztroskiego idioty, będącego powodem fiaska każdego planu Mózga, w kogoś, kto nie tylko szanuje go i przyjaźni się z nim, ale też bywa kompetentny. Wystarczy choćby obejrzeć odcinek Welcome To The Jungle, gdzie tym, który potrafi poradzić sobie w dziczy jest właśnie Pinky. Kiedy indziej jest on w stanie zwrócić uwagę na pewne logiczne błędy w planach swojego przyjaciela. Nie zapomnijmy też, że Mózg rezygnuje tymczasowo z podboju świata w dwóch przypadkach – kiedy Bałwan coś knuje i kiedy Pinky jest w niebezpieczeństwie.

Ogólne wnioski:

Mózg wygląda poważnie, prawie groźnie, z tym swoim wielki czołem, wiecznym grymasem i obwisłymi policzkami. Ponadto aktor, który podkładał głos pod Mózga, Maurice LaMarche, sprawił, że postać zyskała sposób mówienia Orsona Wellesa, co tylko dopełnia wizerunku Mózga jako Złego Geniusza. W polskiej wersji językowej głosu Mózgowi użyczył Janusz Odija, który w ogóle brzmi bardzo złowieszczo, zwłaszcza, kiedy szepcze.

Mózg przypomina bardzo wezyra Iznoguda, w tym sensie, że w każdym odcinku wymyśla jakiś wielki, złowrogi plan, aby osiągnąć swój cel i zawsze coś idzie nie tak. W zasadzie większość przykładów Villain Protagonist (w tej wersji, którą się tutaj zajmujemy) przed Mózgiem zasadzała się na schemacie, że główny bohater-złoczyńca ciągle podejmuje jakieś bardzo rozbudowane próby osiągnięcia celu i zawsze jest skazany na spektakularną porażkę (studio Warner Bros. zasłynęło przecież, między innymi, kreskówką o kojocie goniącym bezskutecznie za strusiem pędziwiatrem). Publiczność zaś chciała oglądać owe porażki, bo z jednej strony plany złoczyńców były bardzo pomysłowe, z drugiej – oni sami bywali tak żałośni, że chciało się, aby wreszcie coś im się udało. I właśnie na tym zasadzała się sympatia widzów do tego typu bohaterów. Tamci Villain Protagonist byli miejscami wręcz czarno-biało źli, ich motywacje proste, a jedyny powód do tego, aby ich lubić, to litość (tudzież podziw dla determinacji).
I nagle pojawia się Pinky i Mózg, gdzie głównym bohaterem jest mysz z genetycznie zmodyfikowanym umysłem, która każdej nocy chce podbić świat i jej się nie udaje. Na pierwszy rzut oka jest typowym czarnym charakterem – traktuje źle swojego pomagiera, tworzy wielopoziomowe i skomplikowane plany, których częścią jest nieraz kontrola umysłu, a ponadto zdradza objawy megalomanii. Jednak im dalej w las, tym bardziej Mózg zaczyna przejawiać odcienie szarości, a one sprawiają, że Mózg nie jest w oczach publiczności kolejnym śmiesznym złoczyńcą ganiającym bezskutecznie za jednym celem.
Pamiętacie? Kiedy omawiałam wezyra Iznoguda, napisałam, że postaci podpadający pod motyw Villain Protagonist mają często jakąś cechę, która przechyla publiczność na ich stronę. Niewątpliwie stosunki Mózga z Pinky’m, to, że potrafi odrzucić szansę władzy nad światem dla dobra przyjaciela i że – mimo wszystko – zdaje sobie sprawę z lojalności Pinky’ego, koniec końców dobrze o nim świadczy, ale to nie jest jego jedyna pozytywna cecha.
Spójrzmy chociażby na motywacje, dla których chce zdobyć świat. Z jednej strony mamy typową megalomanię czarnego charakteru – Mózg chce zdobyć świat, aby ludzkość się przed nim pokłoniła. Ma to związek z tym, że w Project B.R.A.I.N. nie dane mu było pokazać zalet swojego intelektu. Z drugiej strony mamy cały odcinek Megalomaniacs Anonymous, w którym Mózg zdaje sobie sprawę z tego, że jego megalomania jest niezdrowa zarówno dla niego, jak i dla innych, i postanawia porzucić poszukiwanie sposobu na zdobycie władzy nad światem. Status quo zostaje jednak przywrócone, kiedy Mózg widzi jak Pinky próbuje przemówić do ludzi, ale prawie zostaje przez nich rozdeptany. Wtedy genialna mysz zdaje sobie sprawę z tego, że nie kierowała nim tylko próżność, ale też altruizm, chęć sprawienia, że myszy zostaną wysłuchane. Mózg chce zdobyć świat, bo wierzy, że może uczynić go lepszym. Podchodzi to też pod jego megalomanię, ale większość czarnych charakterów, którzy próbują zdobyć władzę nad światem, robi to dla samej władzy, tymczasem Mózg robi to, bo chce świat naprawić.
Z kolei w Leggo My Ego Freud (przy pomocy hipnozy) dowiaduje się, że Mózg został gwałtownie oderwany od rodzinnego domu, a fakt, że puszka, w której dotąd mieszkał, miała ziemski glob na etykiecie, wpłynęła na jego podświadomość – Mózg chce władzy nad światem, bo świat kojarzy mu się z domem i rodzicami. W zasadzie można by powiedzieć, że jego megalomania też ma podłoże podświadome – chce on pokazać potęgę swojego intelektu, bo naukowcy z ACME uznali, że jest głupi, nawet głupszy od Pinky’ego, który przynajmniej nauczył się mówić „narf”.
Ponadto są rzeczy, których Mózg nigdy nie zrobi, aby zdobyć świat. Nigdy nie zdarzyło się, aby jego plan polegał na tym, że zdobędzie władzę za sprawą przemocy. Prawda, ciągle pojawia się tam element kontroli umysłów, ale zawsze ma on charakter tymczasowy – Mózg ma zamiar manipulować umysłami ludzi tylko do momentu, w którym zostanie ogłoszony władcą całego świata, a przez większość czasu próbuje nakłonić ludzi do tego, aby podporządkowali mu się z własnej woli. Nigdy też jego misterne intrygi nie opierają się na tym, że kogoś zabije (i fakt, że jest tylko małą myszką, nie ma tutaj żadnego znaczenia, biorąc pod uwagę tego wielkiego robota, którego Mózg nieraz używa do udawania człowieka).

Poza tym Mózg generalnie ma pewne moralne standardy. Kiedy stał się maskotką firmy produkującej wyroby tytoniowe i zobaczył, że dzieci zaczynają palić papierosy, natychmiast wycofał się z tego planu; a kiedy sam diabeł zaproponował mu świat w zamian za duszę, Mózg odmówił. Widzimy też, że jest on, co prawda, megalomanem, ale nie psychopatą – wielokrotnie przejawia empatię, w stosunku do Pinky’ego i nie tylko. W mordę – w Welcome to the Jungle próbuje ratować Bałwana, który wcześniej chciał zabić jego i Pinky’ego!

Generalnie Bałwan (co za durne tłumaczenie… co jest złego w „Śnieżynce”?) jest kimś w rodzaju złego odpowiednika Mózga – jest równie inteligentny i zadufany w sobie, ale nie ma skrupułów i chce zdobyć świat, aby wywrzeć zemstę na ludziach za to, co go spotkało. Mózg chce go powstrzymać nie dlatego, że Bałwan jest dla niego konkurencją (choć może troszkę tak), ale dlatego, że ma przeświadczenie, że jeśli do tego dojdzie, świat czeka katastrofa.

Można by pomyśleć, że to planowanie przejęcia władzy nad światem zostanie zarzucone przez Mózga tylko w jednym odcinku, tymczasem jest to temat wielu odcinków. Mózg rezygnował z prób światowej dominacji z powodu: zauroczenia myszką Billie, która i tak wolała Pinky’ego (The World Can Wait); przeświadczenia, że megalomania mu szkodzi i sprawia, że nie może być szczęśliwy (Megalomaniacs Anonymous); chwilowej amnezji (Brainwashed Part 2: I Am Not A Hat) i ujrzenia przyszłości, w której wciąż nie będzie w stanie dopiąć swego (This Old Mause). I o ile amnezja, miłość i pragnienie wyleczenia się z megalomanii nie są jakoś szczególnie przygnębiające, wizja starego Mózga nadal próbującego zdobyć świat, mimo zmarszczek i siwizny, już tak.
Jak by się nad tym głębiej zastanowić, to los Mózga ma w sobie coś tragicznego. Już sam fakt, że podchodzi pod formułę ciągłych niepowodzeń sprawia, że tak jest. Tak po prawdzie to jednocześnie chcemy i nie chcemy, aby mu się udało. Z jednej strony widzimy jego mękę i to jak się stara, aby wszystko poszło dobrze. Widzimy też, że Mózg posiada jednak kompas moralny, nie jest tak zły, jak może się wydawać. Z drugiej strony kilka razy jesteśmy świadkami tego, co mogłoby się stać, gdyby jednak zdobył władzę nad światem – ma tendencje do pewnego rodzaju pozbawionego rozsądku despotyzmu, ocierającego się o komizm, ale jednak despotyzmu. Tak więc wszyscy zdajemy sobie sprawę, że mimo iż Mózg bardzo się stara i ma najszczersze chęci, nie może nigdy zdobyć tego, czego najbardziej pragnie (a przynajmniej nie na długo). Status quo musi zostać zachowane dla dobra świata, dlatego najpewniej Mózg na zawsze pozostanie już laboratoryjną myszą ponoszącą porażkę za porażką. I to jest najbardziej tragiczne, bo nie jest on Iznogudem ani Kojotem Wilusiem – jest postacią o wielu twarzach.
W zasadzie można powiedzieć, że Pinky i Mózg są kamieniem milowym, jeśli chodzi o lżejsze wersje Villain Protagonist; kamieniem milowym, który musiał się pojawić, abyśmy mogli mieć Megamocnego czy Artemisa Fowla. Mózg ma po swoich poprzednikach to, że zawsze musi przegrać, ale zapowiada tych Villain Protagonist, którzy mimo że są wzorowani na archetypach złoczyńców, nie są ani do końca źli ani nie pozostają źli – ewoluują, dzięki temu, co ich spotyka i z kim mają styczność. Musiało tak się stać, ponieważ czarne charaktery nawet w normalnym układzie mogą przejawiać odcienie szarości. Nawet w programach i książkach dla dzieci i młodzieży zdarzają się postaci niejednoznaczne.
A Mózg jest jedną z nich.
Kategorie
Maraton z Villain Protagonist

Maraton z Villain Protagonist – Igor

Advertisements

Archetyp: Igor (duh!)

Historia powstania:
Nie znam dokładnej historii powstania Igora, ale możemy na pewno przypuścić, że chodziło właśnie o uczynienie głównego bohatera z postaci, której zwykle przypada rola pomagiera.
Historia postaci:
W królestwie Malaria od wielu lat panuje burzowa pogoda uniemożliwiająca uprawę roli. Z tego powodu gospodarka państwa opiera się na corocznym przedstawianiu światu coraz to nowych tworów szalonej nauki w celu zastraszenia i wymuszenia haraczu od światowych przywódców. Szaleni naukowcy stali się więc powszechnością i podporą krajowego przemysłu, zaś każdy naukowiec ma własny zamek na wzgórzu, laboratorium i garbatego asystenta o imieniu Igor.
Jeden z tych garbatych pomocników od dziecka przejawiał zainteresowanie nauką i marzył o tym, aby zostać szalonym naukowcem, jednak z powodu warunków fizycznych mógł trafić tylko do szkoły Igorów. Po latach jego pan, doktor Glickerstein, ginie w trakcie eksperymentu. Nasz Igor widzi w tym szansę wybicia się. Podszywa się pod Glickersteina i postanawia wprowadzić w życie swój projekt stworzenia nowego życia. Musi jednak uważać, bo jeśli władze odkryją oszustwo, on zostanie oddany na przemiał, bo według prawa Igory nie mogą prowadzić samodzielnych badań.

Relacje z pomagierem:
Teoretycznie Igor sam jest pomagierem, jednak towarzyszą mu często jego dwa wielkie dzieła – zamknięty w słoju egocentryczny i niezbyt rozgarnięty mózg, a także królik Scamper, który dzięki Igorowi zyskał nieśmiertelność i od tej pory bezskutecznie próbuje się zabić. Relacje między nimi a Igorem są dość luźne – ani on nie traktuje ich jak swoje sługi, ani oni mu się nie podporządkowują, a bywa nawet, że z niego kpią, jednakże koniec końców zawsze mu pomagają. Można więc powiedzieć, że są jego przyjaciółmi.

Ogólne wnioski:
Igor nawiązuje bardzo do klasycznych hammerowsko-universalowskich adaptacji Frankensteina. W zasadzie trudno, żeby było inaczej, skoro to właśnie we Frankensteiniez 1931 pojawia się po raz pierwszy garbaty pomocnik szalonego naukowca (chociaż tam miał na imię Fritz, a imię Igor przypadło garbusowi z Syna Frankensteina). Poza głównym bohaterem, mamy takie nawiązania jak poskładany z fragmentów ludzkich ciał i ożywiony za pomocą błyskawicy potwór, który tym razem jest jednak ogromną, niesamowicie silną, (dosłownie) twardoskórą kobietą, która przyjmuję imię Ewa (oryginalne monstrum zostało nazwane przez Frankensteina imieniem pierwszego człowieka – Adama) i która w pewnym momencie ucieka Igorowi i jego przyjaciołom i napotyka sierociniec dla niewidomych dzieci – tak jak potwór Frankensteina spotkał podczas swojej ucieczki (w zależności od wersji) niewidomego starca albo niewidomą dziewczynkę. Jednakże, o ile legendarny potwór stawał się (ku przerażeniu swego twórcy) zły i agresywny w miarę postępu fabuły, o tyle Ewa, która miała być kandydatem Igora na konkurs szalonej nauki, przejawia łagodną naturę, mimo wszczepionej jej kości zła (która może zostać uaktywniona tylko wtedy, kiedy Ewa kogoś zaatakuje), a późniejsze próby zrobienia z niej maszyny do zabijania skutkują jedynie tym, że zachciewa się jej zostać aktorką. Co więcej – w miarę jak rozwija się fabuła, film zaczyna przypominać historię Pigmaliona, kiedy to Igor coraz bardziej zakochuje się w swoim potworze.
Sam Igor jest postacią, która pod wieloma względami różni się od tego, co zwykliśmy kojarzyć z jego archetypem. Podczas gdy oryginalny Igor-Fritz doprowadził eksperyment swego pana do porażki, przynosząc zły mózg, to właśnie nasz bohater jest o wiele bardziej kompetentny i rozsądny niż jego pracodawca. Ostatecznie właśnie to, że Glickerstein ignoruje radę Igora, powoduje, że ginie podczas eksperymentu. Ponadto dość często Igory są służalcze (w Świecie Dysku wręcz mówi się nam, że klan Igorów ma potrzebę posiadania pana i bycia pod czyjąś komendą), tymczasem ten konkretny Igor tylko podtrzymuje pozory służalczości, a po kryjomu zajmuje się własnymi eksperymentami.
Społeczeństwo, w którym Igor żyje, kreuje szalonych naukowców niemal jako celebrytów. Każdy z nich nosi modne, krzykliwe stroje; jest znany i szanowany, a sama szalona nauka postrzegana jest przez resztę kraju jako dochodowa i prestiżowa kariera zawodowa. Ponadto sytuacja polityczna Malarii jako państwa, które grozi reszcie świata wynalazkami, niejako wymusza na karierowiczach dążenie do robienia rożnych świństw i „bycia złym”. Widać to zwłaszcza po samym Igorze, który chce być zły, po części też dlatego, że „bycie złym” jest w Malarii czymś pożądanym.
Igor, który przez swoją powierzchowność z góry został sprowadzony przez społeczeństwo Malarii do bycia pomagierem, za wszelką cenę pragnie się wybić. Chce być tym, który woła: „Pociągnij dźwignię!”, zamiast być tym, na którego się krzyczy, aby tę dźwignię pociągnąć. Jak już wspominałam, zwykle Igor we wszelkich horrorach i parodiach horrorów jest istotą służalczą. Jasne, może nie znosić swego pana i narzekać na niego pod nosem, ale nigdy się nie buntuje, nie zwraca uwagi szalonemu naukowcowi, że popełnia błąd, a już na pewno nie prowadzi własnych badań z nadzieją, że któregoś dnia jego los się odmieni.

Sensem Igora jest właśnie to, że postać, która zwykle zadowala się stanowiskiem pomagiera, tutaj pragnie się z tego stanowiska wyrwać. Jest określony typ pomagierów, który różni się od takiego Dragona (będącego podkomendnym głównego antagonisty i właściwie jego prawą ręką) tym, że nie ma ambicji i zazwyczaj nie jest zbyt inteligentny. Nie straszny, a wręcz śmieszny, można nawet powiedzieć, że żałosny. Pod ten typ podchodzą wszelkiego rodzaju głupie mięśniaki i służalcze stworki a la Todie z Gumisiów. Niewątpliwie też podchodzi podeń Igor w tradycyjnym znaczeniu.

I tak oto w Igorze mamy takiego pomagiera, który ma ambicje, ma pragnienia i chce być czymś więcej, niż tylko Igorem. To jeden z tych filmów, których przesłaniem jest: „Możesz być tym, czym chcesz, a nie tym, kim inni chcą, żebyś był.”, jednak zostaje ono przedstawione w zgrabny i niegłupi sposób. Tak naprawdę Igor chce być zły, bo wydaje się, że w Malarii wręcz trzeba być złym, bo taka jest sytuacja państwa w świecie. Co więcej, potem dowiadujemy się, że całe królestwo zostało oszukane przez swojego króla. Tylko sam koniec wydaje się trochę przesadzony, moim zdaniem.

Z tego też powodu Igor stara się za wszelką cenę uczynić z Ewy maszynę do zabijania, a po fiasku z praniem mózgu (w wyniku którego Ewa zyskuje właśnie pragnienie zostania aktorką) udaje, że przygotowuje ją do castingu do nowej, bardziej zbrutalizowanej wersji musicalu Annie.

W miarę jak Igor (z pomocą Mózga i Scampera) ciągnie farsę z castingiem do Annie, pełniąc rolę reżysera i robiąc dekoracje, zaczyna coś czuć do swojego potwora. Montaż przedstawiający rozwój relacji między nimi pokazany jest z piosenką The Bigger the Figure Louisa Primy w tle. Piosenka ta opowiada o miłości do kobiety postawnej i puszystej. Dużo wcześniej widzimy, że Igor jest zakochany w smukłej i bardzo kobiecej dziewczynie Glickersteina, która jednakże spogląda na garbusa z góry i wcale go nie dostrzega. Natomiast im więcej czasu spędza z Ewą, tym bardziej zaczyna mu zależeć na jej szczęściu, a kiedy pojawia się znów dziewczyna Glickersteina, Igor próbuje jej powiedzieć, że jest zainteresowany kimś innym.

Tak jak wspomniałam, omawiając Megamocnego, kiedy Villain Protagonist jest wystawiony na działanie (szeroko pojętej) miłości, może stać się dobry. To też można zaobserwować u Igora, chociaż tak naprawdę Igor nie wykazuje się jakąś wielką podłością, a co najwyżej aspiruje do bycia złym (jak zostało powiedziane wcześniej). Jest taka scena, w której on i Ewa stoją na balkonie i Igor mówi jej, że chciałby być kimś, a Ewa odpowiada, że lepiej być dobrym nikim, niż złym kimś. Natomiast potem dochodzi do sytuacji, w której kość zła Ewy zostaje uaktywniona przez antagonistę filmu, doktora Schadenfreude, który wmawia potworowi, że postrzegany przez nią jako przyjaciel Igor, nigdy jej nie lubił. Ostatecznie więc to nie Igor staje się znów zły i trzeba przemówić mu do rozsądku, tylko Ewa, która zamienia się w maszynę zniszczenia, pozbawioną świadomości samej siebie.
Co po niektórzy (chociaż próżno szukać wśród nich Polaków) mogą doszukać się w filmie podobieństw do jednego z odcinków starej kreskówki Toonsylvania, gdzie Igor tamtejszego doktora Frankensteina zapragnął wygrać konkurs szalonych naukowców, aby zdobyć prestiż i odejść z pracy, ale do dyspozycji miał tylko niegroźnego potwora doktora i dlatego musiał nauczyć go być groźnym. Mimo tych podobieństw jednak, film różni się diametralnie w wielu miejscach i dodaje o wiele więcej do świata przedstawionego.
Reszta osobników na tej liście to czarne charaktery, które zwykle stoją za sterami, więc dobrze było raz się zatrzymać na fabule, w której główny bohater podpada zwykle pod archetyp pomagiera. Kto wie, może w przyszłości będzie tego więcej.
Kategorie
Maraton z Villain Protagonist

Maraton z Villain Protagonist – Megamocny

Advertisements

UWAGA! Tekst zawiera spoilery

Archetyp: Superzłoczyńca, Szalony naukowiec (do pewnego stopnia również Zły Wszechwładca)

Historia powstania:
Tom McGrath, jeden z głównych reżyserów wytwórni Dreamworks, zastanawiał się kiedyś: „A co by było, gdyby Lex Luthor wygrał?” Gdyby udało mu się nie tylko zdobyć władzę w Metropolis, ale też zabić Supermana? A konkretnie – co robiłby potem, kiedy opadłaby już euforia i trzeba byłoby zastanowić się, co dalej? Z tych (a także innych) przemyśleń zrodził się właśnie Megamocny.
Historia postaci:

Dzieciństwo Megamocnego (okropne polskie tłumaczenie; dlaczego nie zdecydowali się nazwać go po prostu „Megamózg”?) opowiedziane jest nam przez jego samego w pierwszych kilku minutach filmu. Zarówno on (wraz z Minionem), jak i Metro Man, zostali wysłani w kapsułach ratunkowych ze swoich rodzimych planet, które zostały potem pochłonięte przez czarną dziurę. Obaj lecieli przez dłuższy czas, aż nie dotarli do Ziemi. Metro Man trafił do bogatego domu, a Megamocny – na skutek kolizji z Metro Manem – do więzienia dla genialnych przestępców. Tam spędził kilka pierwszych lat życia, zajmując się robieniem przeróżnych machin (a nawet doprowadził raz do ucieczki paru więźniów z cel, jednak nie zaszedł zbyt daleko, bo spotkał na swojej drodze naczelnika).

Potem postanowiono, że Megamocny musi się uczyć, aby stać się wartościowym członkiem społeczeństwa, dlatego posłano go do szkoły. Już pierwszego dnia zdał sobie sprawę z tego, że jest w jednej klasie z uwielbianym przez wszystkich (zarówno dzieci, jak i nauczycielkę) młodym Metro Manem. Megamocny miał trudności z przystosowaniem się, nie tylko przez swoją wielką głowę i niebieską skórę, ale także przez nieudane próby zaimponowania rówieśnikom, które kończyły się najczęściej uszkodzeniem własności szkoły. W każdym razie Megamocny spędził całkiem sporo czasu, stojąc w kącie (do którego najczęściej prowadził go Metro Man), aż w końcu doszedł do wniosku, że skoro przypięto mu łatkę niegrzecznego dziecka, a Metro Man jest uważany za bohatera, równie dobrze mógłby zostać arcywrogiem Metro Mana. Tak oto jedyny superbohater Metro City zyskał swojego największego przeciwnika.

Relacje z pomagierem:
Rodzice Megamocnego włożyli mu do kapsuły dwie rzeczy: świecącego na niebiesko smoczka, będącego źródłem energii, i akwarium, w którym znajdował się Minion (nie, naprawdę tak się nazywa, oni sami mówią o nim: „A to jest twój minion.”). Zarówno z tej sceny, jak i z tej, przedstawiającej ostatnią kłótnię między Megamocnym i jego pomocnikiem, możemy wywnioskować, że Minion ma za zadanie służyć swojemu panu i dbać o jego bezpieczeństwo. Nie wiadomo, czy jest to w naturalny sposób uwarunkowane genetycznie, czy też rasa Megamocnego stworzyła albo wytresowała miniony do tego celu, tak czy inaczej, relacje między niebieskim kosmitą a inteligentną rybą są bardzo ciepłe. I trudno żeby były inne, biorąc pod uwagę to, że Minion był z Megamocnym przez te wszystkie lata. Megamocny chwali często Miniona i dzieli się z nim entuzjazmem, a Minion nie tylko pomaga Megamocnemu w jego planach, ale też pociesza go, kiedy jest smutny i stara się go wspierać, jednocześnie mając własne zdanie. Od razu widać, że są nie tylko złoczyńcą i pomagierem, ale też parą przyjaciół.

Ogólne wnioski:
Cały film opiera się na koncepcji, że każda ze stron konfliktu dobra ze złem (czy też raczej – superbohatera z superzłoczyńcą) potrzebuje tej drugiej, aby być tym, czym jest, nawet kiedy zdobędzie przewagę i pokona przeciwnika. Megamocny najpierw przyjmuje narzuconą mu przez kolegów z klasy rolę antagonisty i przeciwieństwa Metro Mana, i przez większość swojego życia poświęca się karierze superzłoczyńcy i pragnieniu ostatecznego pokonania swojego arcywroga. Kiedy już udaje mu się to osiągnąć; kiedy wydaje się, że zabija Metro Mana; kiedy przejmuje władzę nad Metro City, wtedy przez dłuższy czas oddaje się radosnemu wandalizmowi, potem jednak nagle zdaje sobie sprawę z tego, że skoro nie ma Metro Mana, jego egzystencja nie ma sensu. Dotychczas jego wszystkie działania miały jeden, zasadniczy cel – pokonać Metro Mana. Megamocny zdobył to, czego zawsze chciał, ale pozbawił się siły napędowej, konfliktu, który definiował jego życie.
Dlatego kiedy słyszy od Roxanne Ritchi (reporterki, która w przeszłości wielokrotnie stawała się damą w opałach, ku swojej wielkiej irytacji) zdanie, że bohaterowie się nie rodzą, tylko są tworzeni, decyduje się przywrócić status quo i doprowadzić to stworzenia nowego superbohatera, ekstrahując DNA Metro Mana i wszczepiając je jakiemuś śmiertelnikowi. Wybór pada na Hala Stewarta, kamerzystę i współpracownika Roxanne Ritchi, który w dodatku jest w niej zadurzony. Hal od samego początku nie wydaje się być najlepszym materiałem na bohatera. Nie tylko dlatego, że sprawia wrażenie nieokrzesanego, ale przede wszystkim dlatego, że jest egoistą. Kiedy otrzymuje moce Metro Mana, chce zdobyć sławę i pieniądze, ale przede wszystkim chce imponować kobietom (zwłaszcza Roxanne) i prawie nie słucha tego, co mówią do niego jego mentorzy (zakamuflowani Megamocny i Minion). Można powiedzieć, że emocjonalnie nie jest zbyt dojrzały. Nic więc dziwnego, że ostatecznie decyduje się zostać superzłoczyńcą.
Cały film zdaje się do pewnego stopnia podejmować problem wyboru, a konkretnie – tego, że obywatele Metro City, operując pojęciami z opowieści o superbohaterach, jednemu kosmicie wmawiali od dzieciństwa, że ma być właśnie superbohaterem, a drugiemu – jego arcywrogiem. W połowie filmu odkrywamy, że Metro Man upozorował własną śmierć, ponieważ zdał sobie sprawę z tego, że praktycznie został zmuszonydo tego, aby być superbohaterem przez naciski najpierw rówieśników, a potem całego miasta. Hal zdobywa moce i jest szkolony na superbohatera, ale dochodzi do wniosku, że o wiele bardziej opłacalna jest dla niego zbrodnia. Również to, że Roxanne Ritchi jest regularnie porywana przez Megamocnego, aby zwabić Metro Mana w kolejne pułapki, jest przejawem myślenia kategoriami: „bohater”, „złoczyńca”, „dama w opresji” – dama w opresji, będąca (albo dopiero mająca się stać) wielką miłością bohatera. Roxanne jednak ani nie jest w związku z Metro Manem (ba! – nawet nie wygląda na to, aby była dla Metro Mana kimś więcej niż tylko starą znajomą), ani nie wydaje się przerażona tym, że znów została porwana przez największego superzłoczyńcę Metro City.
Jednocześnie w wyniku zbiegu okoliczności Megamocny zmienia postać, dzięki swojemu holozegarkowi, i zaczyna spotykać się właśnie z Roxanne Ritchi. Podczas gdy Hal uczony jest wszystkich umiejętności potrzebnych superbohaterowi podczas walki, Megamocny coraz bardziej zakochuje się w Roxanne i niejako pod jej wpływem łagodnieje. Jeżeli akurat tak się zdarzy, że Villain Protagonist przestanie być złoczyńcą, zwykle jest to właśnie za sprawą miłości. Na szczęście nie zawsze jest to miłość romantyczna, może to być również przyjaźń albo miłość rodzicielska (i też do tych przypadków jeszcze dojdziemy). Z drugiej strony, tym, co ostatecznie przekonuje Hala do tego, żeby porzucić superbohaterstwo, jest odrzucenie ze strony Roxanne i odkrycie, że spotyka się z innym, nie mówiąc o tym, że również serce Megamocnego twardnieje na jakiś czas po scenie w deszczu.
Inna rzecz, która rzuca się w oczy przy Megamocnym, to to, że kiedy już postanowił, że zostanie superzłoczyńcą, stał się takim superzłoczyńcą, który lubi, jak wszystko jest spektakularne. Nosi wyszukane, czarne stroje z kolcami i długimi pelerynami, ćwiczy zły śmiech, mówi z określoną manierą, stacza dziwaczne potyczki słowne z Metro Manem, a podczas każdego wielkiego planu zwraca na siebie uwagę, pojawiając się na wielkim telebimie. Megamocny jest jednym z tych czarnych charakterów, którzy dbają bardzo o prezentację. Przypomina trochę innego dreamworksowego naukowca – będącego parodią Muchy Profesora Karalucha z Potworów kontra obcych. Obaj panowie bardzo przejmują się swoimi rolami, a przy tym są bardzo grzeczni i egzaltowani i uwielbiają tańczyć. Ponadto Will Ferrel, który podkładał głos pod Megamocnego w oryginalnej wersji językowej, wpadł na pomysł, żeby jego bohater przekręcał słowa (ponieważ większość swojego życia spędził z dala od ludzi).

Megamocny jest często porównywany do dwóch filmów: Jak ukraść księżyc (z uwagi na to, że wyszły niemal w tym samym czasie) i Śpiewającego bloga Doktora Potwora(ponieważ ma podobnego bohatera). O tych porównaniach opowiemy sobie przy okazji omawiania postaci Gru i Doktora Potwora.
Kategorie
Maraton z Villain Protagonist

Maraton z Viillain Protagonist – Wezyr Iznogud

Advertisements
Archetyp: Zły Doradca
Historia powstania:
Historia powstania Wezyra Iznoguda jest bardzo ciekawa. Otóż kiedy pewnego dnia rysownik Jean Tabary wybrał się do Rene Gosicnny’ego, aby coś omówić, i wszedł do jego gabinetu, na biurku walało się mnóstwo papierów. Jednym z nich było opowiadanie Leżakowanieze zbioru Wakacje Mikołajka. Fabuła Leżakowania przedstawiała się tak: tytułowy bohater i kilku innych chłopców na kolonii słucha snutej przez drużynowego opowieści, która zaczyna się słowami: „Żył sobie kiedyś (…) w bardzo dalekim kraju pewien dobry kalif, który miał bardzo złego wezyra…”. Gdy tylko Tabary zwrócił uwagę na to opowiadanie, Goscinny wyznał rysownikowi, że już od dłuższego czasu chodził mu po głowie pomysł na komiks, w którym głównym bohaterem byłby właśnie zły wezyr pragnący zostać kalifem w miejsce kalifa. W związku z tym ów wezyr szykowałby wciąż przeróżne spiski, które zawsze kończyłyby się klapą. I tak właśnie narodził się wezyr Iznogud.

Historia postaci:

Wczesne życie Iznoguda nie jest pokazywane ani we wczesnych komiksach, ani w serialu animowanym, który powstał na ich podstawie. Dopiero potem, kiedy po śmierci Goscinny’ego pisaniem scenariuszy do Iznoguda zajął się osobiście Tabary, pojawiła się historia poświęcona dzieciństwu Wielkiego Wezyra. Z tego, co udało mi się zrozumieć z oryginalnego komiksu, Iznogud był zadziwiająco miłym dzieckiem. Nawet przyjaźnił się ze swoim przyszłym minionem, Pali Bebehem. Pewnego dnia uratował przyszłemu kalifowi życie i ten postanowił, że jak przejmie władzę, uczyni Iznoguda wezyrem. W komiksie pojawia się motyw podróży w czasie (w ogóle mamy możliwość przyglądania się zdarzeniom z przeszłości, bo dorosły Iznogud wykorzystał w swoim najnowszym planie umiejętności pewnej czarodziejki) i następuje spotkanie między młodszym i starszym wezyrem, który jednak nie zostaje wysłuchany przez swoją dziecięcą wersję.

Z początku mały Iznogud cieszy się bardzo zaszczytem, jaki go spotkał, z czasem jednak zaczyna czuć pewien niedosyt. W końcu dochodzi do wniosku, że to dlatego, że w wieku dziecięcym ma już zapewnione stanowisko najważniejszej osoby na dworze kalifa. W takim razie nie mógłby osiągnąć więcej, chyba, że zostałby kalifem, a tego nie mógłby zrobić legalnymi sposobami. Z chwilą, kiedy ten pomysł zagnieżdża się w głowie przyszłego Wielkiego Wezyra, przestaje on być miłym chłopcem, każe Pali Bebehowi mówić do siebie per „szef” i zaczyna knuć spiski przeciw przyszłemu kalifowi.

Relacje z pomagierem:

Pomagierem Wezyra Iznoguda jest Pali Bebeh, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie idioty. Jednakże szybko to wrażenie się rozwiewa, ponieważ Pali Bebeh nie tylko zdaje się być bardzo rozgarniętym człowiekiem, ale też przejawia nieraz większy rozsądek niż jego pracodawca. Sam Iznogud z jednej strony traktuje swojego pracownika raczej oschle, z drugiej zaś często ratuje mu życie (chociaż potem wyznaje, że zrobił to tylko dlatego, że Pali Bebeh jest mu potrzebny), a raz nawet ma poczucie winy, że na niego nakrzyczał. Koniec końców nie są oni jakimiś wielkimi przyjaciółmi, z drugiej strony trudno powiedzieć, aby Iznogud był wobec swojego zaufanego człowieka tyranem. Powiedzmy, że łączą ich czysto zawodowe stosunki.

Ogólne wnioski:
W artykule na Wipikedii poświęconym serialowi animowanemu o Iznogudzie, ktoś pokusił się o takie dwa zdania w opisie postaci Wielkiego Wezyra: „Oficjalnie jest jego [kalifa/sułtana Haruna Arachida] sługą, ale w praktyce wezyr kieruje wszystkimi sprawami państwa. Ale to mu nie wystarczy, bo cześć oddawana jest sułtanowi.” W pierwszej chwili byłam skłonna uznać to za nadinterpretację, jednakże potem przyjrzałam się samemu kalifowi (sułtanowi w kreskówce) Harunowi Arachidowi Łaskawemu. To prawda, Harun jest miły i w zasadzie dorasta do swojego przydomka, ale rzadko pokazywany jest jako robiący cokolwiek innego, niż spanie czy jedzenie. W takiej sytuacji łatwo jest dojść do wniosku, że tak naprawdę państwem rządzi wezyr. Kto wie – może nawet ogólna niechęć do Iznoguda i fakt, że straszy się nim dzieci, aby jadły zupę, wynika też stąd, że podejmuje on niepopularne decyzje. Taka interpretacja daje nam dodatkowy, poza ambicją i rządzą władzy, powód dla Iznoguda, aby pozbyć się Haruna Arachida i zająć jego miejsce, a konkretnie – to, że Harun nie ma pojęcia jak rządzić państwem i jest kochany za to, że nie podwyższa podatków ani nie dokonuje egzekucji. Ale o ile nie okaże się, że tak jest w komiksach, pozostaje to kwestią spekulacji.
Jako postać, wezyr Iznogud jest Diabłem na Widoku – zarówno jego wygląd (długi, haczykowaty nos, czarna, postrzępiona broda…), jak i zachowanie, sprawiają, że każda osoba w królestwie (poza samym kalifem Harunem Arachidem) wie o tym, że wezyr chce przejąć władzę i ogólnie jest złym człowiekiem. W zasadzie jeśli chodzi o motyw Złego Doradcy, zwykle od razu widać, że jest on czarnym charakterem. Przypomnijmy sobie chociażby Jafara z disnejowskiego Aladyna – jego kanciasta twarz, charakterystyczna, szpiczasta broda, fakt, że miał kostur w kształcie kobry, chuda sylwetka… Jafar już od pierwszej sceny sprawiał wrażenie kogoś, kto para się czarną magią albo spiskuje przeciwko sułtanowi. I choć od razu widać, że Zły Doradca nie wzbudza zaufania, władca trzyma go przy sobie i ufa mu. Wiadomo – lepiej nie oceniać książki po okładce. Normalny człowiek dojdzie do wniosku, że to, iż doradca króla wygląda tak, a nie inaczej, nie oznacza przecież, że jest złoczyńcą. Jasne, będzie odnosił takie wrażenie, ale wstrzyma się z oceną, dopóki lepiej go nie pozna. I też bohaterowie najczęściej muszą znaleźć dowody na to, że Zły Doradca jest zdrajcą, bo nie tylko władca, ale i cały dwór ogólnie ma go za kogoś, kto dba o interesy państwa. A i po zapoznaniu się z dowodami mogą być sceptyczni przez jakiś czas.
Jednakże Iznogud pozostaje na swoim stanowisku, mimo tego, że wszyscy wiedzą, że spiskuje przeciwko kalifowi. Dzieje się tak, bo jego pragnienie zostania kalifem w miejsce kalifa czyni go łatwym źródłem zarobku dla każdego, kto ma do sprzedania jakiś magiczny artefakt, mogący (przynajmniej w teorii) ułatwić mu spełnienie tego marzenia. To po pierwsze. Po drugie, ci, którzy właściwie chcą coś z tym zrobić, nie są wysłuchiwani przez Haruna Arachida, bo ten uważa Iznoguda za swojego najbardziej zaufanego doradcę i najlepszego przyjaciela.
Dość często (jak zostanie to pokazane w kolejnych odsłonach maratonu) postaci podpadające pod Villain Protagonist mają jakąś cechę, która przechyla publiczność na ich stronę – czy to smutne dzieciństwo, czy to sposób, w jaki traktuje podwładnych, czy nawet cel, który mu tak naprawdę przyświeca. Jednakże Iznogud (a konkretnie – ten Iznogud, którego współtworzył Goscinny za życia, bo wyczytałam, że Tabary potem robił ze swojego wezyra anty-bohatera od czasu do czasu) jest pokazany jako ktoś, kto nie ma w sobie nic dobrego, a nawet jeżeli na początku sprawia wrażenie, że jednak robi jakiś dobry uczynek, zaraz potem okazuje się, że był to tylko pozór. Co prawda, w filmie aktorskim z 2005 grany przez Michaëla Youna Wielki Wezyr na chwilę zapomina o tym, że chce zostać kalifem w miejsce kalifa, kiedy zakochuje się w pięknej dziewczynie, gdy jednak zostaje przez nią odtrącony, tym bardziej podejmuje się próby obalenia Haruna Arachida, aby przy okazji zdobyć serce ukochanej (tak po prawdzie, to było coś bardzo uroczego w tym pierwszym zauroczeniu Iznoguda). Poza tym dochodzą omawiane wyżej stosunki wezyra z jego podwładnym, które nie podchodzą aż tak bardzo pod standardowe „bądź okrutny dla pomagiera”. Tak naprawdę jednak to, co najbardziej przyciąga czytelników i widzów do Iznoguda, to z jednej strony właśnie ten jego przerysowany charakter (napady złości, chytrość, tendencja do knucia), a z drugiej – to, że zawsze przegrywa i do tego jeszcze w bardzo spektakularny sposób.
Na końcu chciałabym wspomnieć o kreskówce, powstałej na podstawie komiksów z Iznogudem. Polski tłumacz przełożył imię Wielkiego Wezyra – które było angielskim „Is no good” („To nic dobrego”) ujętym we francuską pisownię – jako „Nic-po-nim”. Dla wielu Polaków Wezyr Nicponim nadal jest częścią dzieciństwa, chociaż jest i sporo ludzi, którzy kreskówki nie kojarzą. Serial miał bardzo chwytliwą czołówkę, która idealnie ujmowała kwintesencję Iznoguda i jego wiecznych zmagań – najpierw budowanie napięcia i ukazanie Wielkiego Wezyra jako kogoś wzbudzającego strach, potem droga z dywanu, na której końcu znajduje się tron zajmowany przez Haruna Łagodnego, a na końcu moment, w którym Iznogudowi usuwa się grunt pod nogami. Poza tym kreskówka miała wspaniały polski dubbing, zwłaszcza jeśli chodzi o głównego bohatera. Jacek Czyż, który podkładał głos pod Iznoguda, był w stanie pokazać całą gamę jego osobowości – od przymilającego się do kalifa manipulatora, poprzez knującego w ciszy drania, a na szybko tracącym cierpliwość furiacie. Poza tym jakoś tak jego głos idealnie wpasowywał się w to, jak Iznogud został narysowany. W porównaniu z Czyżem, aktor z anglojęzycznego dubbingu brzmi tak jakoś słabo. Niestety z polskiej wersji Wezyra Nicponima ostała się tylko garstka odcinków.
Sam Iznogud stał się elementem francuskiej kultury. Zarówno przed, jak i krótko po tym jak Nicolas Sarkozy został prezydentem, Jean Plantu robił regularnie jego karykatury, przedstawiając go właśnie jako Iznoguda, nie mówiąc już o tym, że powiedzonko Wielkiego Wezyra („Chcę zostać kalifem w miejsce kalifa.”) często jest parafrazowane, kiedy tylko pojawia się jakiś polityk, który chciałby sięgnąć wyżej (nie tak dawno znalazłam na deviantArcie taki rysunek przedstawiający Ahmadinejada). Iznogud zainspirował też innego rysownika, który stworzył postać Tantri’ego Mantri, doradcy radży w komiksie Tinkle.