Meg i Miryoku oglądają "Stranger Things" – Rozdział 3: Kijanka

Uwaga! Spoiler do poprzedniego odcinka!

Powracamy z uroczą historią o chłopcu i jego… czymś.
Tak, proszę państwa, tym, co Dustin znajduje w śmieciach na końcu poprzedniego odcinka to dziwnie duża kijanka. Dustin szybko przygarnia stworka, karmi batonikami i nadaje mu imię D’Artanian (w skrócie Dart). Przy okazji odkrywa też, że jego nowe zwierzątko nie lubi światła i ciepła, a po zapoznaniu się z książkami o płazach i pokazaniu stworka kolegom, zostaje ustalone, że Dart musi pochodzić z Odwróconego Świata…
A tak poza tym chłopaki mają sekrety przed Max, Will ciągle się zbiera po wizji z Halloween, Jonathan nie lubi Boba, Bob zaś próbuje być ojcowski wobec Willa. No i moja ulubiona część – wyjawiono nam wreszcie całą historię o tym jak Nastka trafiła pod opiekę Hoppera. Z kolei w teraźniejszości dziewczynka postanawia wybrać się na mały spacer i spotkać się z Mikiem.
Oto nasze wrażenia z tego odcinka.
Poprzednio niejako zostało ustanowione, że Dustin i jego matka lubią zwierzęta. Tzn. mają kota, ale odniosłam takie wrażenie, że ta rodzina ma doświadczenie z zajmowaniem się zwierzętami różnego rodzaju. To zostało potem potwierdzone w samej Kijance tym, że Dustin ma żółwia.
Oczywiście od razu wiadomo, że Dart to jakiś stwór z Odwróconego Świata, ale ja akurat podzielałam opinię Dustina, że może być dobry.
Ja się w sumie nie łudziłam, choć malutki Dart był przesłodki, no i opiekuńczość Dustina wobec Darta była po prostu rozbrajająca od pierwszych scen.
Przejdźmy do Mike’a. Ta scena, kiedy dochodzi do konfrontacji między nim a Max a propos tego, że Mike nie kryje swojej niechęci do dziewczyny, przypomniało mi ten vlog Horror Guru i Count Jackuli, z którego dowiedziałam się o Stranger Things. To dlatego, że panowie wysunęli przypuszczenie, że chłopcy i Nastka odpowiadają konkretnym rolom w D&D, z kolei w tej scenie Mike stwierdza wprost, że on jest paladynem, Dustin bardem, Lucas łowczym, Will klerykiem, a Nastka magiem. Z tym, że Horror Guru i Count Jackula rozłożyli role nieco inaczej (ale weźmy pod uwagę to, że mówili wtedy o pierwszym sezonie) – Nastka była magiem, który wszedł w miejsce Willa, tymczasowo będącego poza drużyną; Mike nadal pozostał paladynem, a Lucas – łowczym, ale klerykiem był Dustin.
Wracając jednak do samej sceny – Mike, lubię cię stary, ale nie bądź wredny. W sumie w trzecim odcinku poprzedniego sezonu też miał taki moment, że był oschły względem Nastki, ale wtedy miał ważny powód i mu w końcu przeszło. No ale…
A co sądzisz o scenie zazdrości Nastki? Ten jej odruch mówi dużo o tym, jak ważna jest dla niej relacja z Mikiem nie tylko pod kątem przyjacielskim, co mi się podoba, bo lubię ten pairing. Ale ta skłonność do bezrefleksyjnego ranienia innych jest niepokojąca.
Mnie się ta scena nie podobała. Poza tym, że mamy ten wytarty motyw: “bohater myśli, że jego love interest go zdradza więc jest zazdrosny i zachowuje się wrednie”, to jest ta sprawa, którą poruszyłaś – bezrefleksyjne ranienie ludzi. Jeszcze w zeszłym sezonie było to podyktowane tym, że albo Brenner ją zmuszał do różnych rzeczy, albo ona broniła siebie i innych. Tutaj mamy Nastkę, która używa swoich mocy, bo chce wyładować złość. Miejmy nadzieję, że z tego wyrośnie.
Ach, Bob Newbe… Próbowałeś i kochamy cię za to, jednak twoja rada nie była całkiem trafiona. W ogóle Bob się w tym odcinku stara, ale mu nie wychodzi. W pewnym momencie Joyce nawet odkłada słuchawkę, kiedy nie potrzebuje już jego pomocy z wideo odtwarzaczem, a on akurat chciał coś jej zaproponować.
No nie do końca. Jego rada była bardzo trafiona, tylko że facet nie zdawał sobie sprawy, że ma do czynienia z jakimiś Slendermenami z kosmosu/piekła/nie wiadomo czego 😉 W normalnym konflikcie dzieciaka z prześladującymi innymi dzieciakami postawienie się oprawcom to dobry pomysł. Mnie te sceny z Samem (tak, będę go dalej nazywać Sam!) urzekły i uważam, że taka w stu procentach pozytywna postać w tym serialu to całkiem fajna rzecz. Zwłaszcza że świetnie się dogaduje z Willem.
No, scena w samochodzie sama w sobie jest przeurocza i Bob jest cudowną postacią. I też wydaje mi się, że gdyby nie kaliber przeciwnika, rada byłaby do rzeczy.
Przejdźmy do mojej ulubionej części, czyli Hoppera i Nastki – z jednej strony fajnie się ogląda jak szeryf ją przygarnia i tworzy jej miejsce, gdzie mogłaby mieszkać, z drugiej strony w niektórych scenach oglądało mi się go z mieszanymi uczuciami, bo wiedziałam, że nie przemyślał pewnych rzeczy. Na przykład ta retrospekcja, kiedy czyta Nastce książkę i ona nagle pyta, czy ma matkę. On przez chwilę milczy, po czym odpowiada, że już nie. I wtedy pomyślałam, że to kłamstwo do niego wróci. I ja rozumiem, czemu to powiedział, naprawdę. Gdyby odparł, że tak i opowiedział o swojej wizycie u Terry Ives, zapewne Nastka zechciałaby natychmiast tam pojechać. O wiele łatwiej było skłamać. Jednakże Hopper powinien pamiętać, że ta dziewczynka była okłamywana całe życie i to przez ludzi, którzy również trzymali ją w zamknięciu. Nic więc dziwnego, że w końcu łamie zasady “Nie Bądź Głupi” i wychodzi z chaty.
Kłamanie dzieciom w serialach zawsze ma takie mega ogromne konsekwencje. W ogóle Hopper jakoś wyjątkowo zirytował mnie tym kłamstwem, bo nie dość, że traktuje Nastkę jak idiotkę, która nie umie odkryć prawdy, to jeszcze to kłamstwo wcale nie było specjalnie potrzebne.
Tzn. ja widzę jako taki sens – facet chce zminimalizować ryzyko, że chłopaki z laboratorium zobaczą Nastkę i coś jej zrobią. W sumie potrafię sobie wyobrazić jego tok myślenia: “Już chce się spotkać z Mikiem. Jeśli jej opowiem o matce, będzie chciała się również z nią spotkać.”
Poza tym w pewnym sensie można odczytać jego wypowiedź jako półprawdę – Nastka nie ma już matki, bo jej matka jest teraz w stanie katatonii. Nie bronię gościa, ale próbuję zrozumieć (no, dobra, trochę bronię… tak, wiem, mój faworyt jest problematyczny XD).
Z tą półprawdą to racja, też o tym myślałam. Ale znając możliwości Nastki, powinien był przewidzieć, że odkrycie prawdy nie będzie dla niej takie trudne… Mam wrażenie, że wiele ich problemów wynika z tego, że Hopper chciałby jej czegoś zakazać/coś nakazać i już, bez zbytniego wyjaśniania. Tak jak wcześniej napisałaś “o wiele łatwiej skłamać”, a on powinien już wiedzieć, że w przypadku Nastki nie ma łatwych rozwiązań, bo to nie jest zwykła nastolatka.
No, próbuje stosować standardowe metody wychowawcze i nie bierze poprawki na to, z kim ma do czynienia.
Jeszcze tak dodam a propos sceny, w której Hopper tańczy do “You Don’t Mess Around with Jim” – jakiś czas po tym jak obejrzałam ten odcinek, wsłuchałam się bardziej w tekst tej piosenki, bo zastanawiałam się, czy ma ona jakiś ukryty sens w kontekście postaci szeryfa. Utwór jest właściwie o głupim, ale cholernie silnym gościu, Jimie Walkerze, z którym zadzieranie jest równie głupie jak “ciągnięcie za pelerynę Supermana”, “plucie pod wiatr”, czy “ściąganie maski Samotnego Jeźdźca”. Jednakże potem Jim zostaje zabity przez niejakiego Williego “Slima” McCoya. Wypracowałam więc taką teorię, że to taki zwiastun tego, że albo Hopper napotka przeciwnika, który go pokona i zabije; albo do pewnego wydarzenia, które ma swoją kulminację w finale drugiego sezonu.
Potem jednak ktoś mi powiedział, że to aktor grający szeryfa – David Harbour – wybrał “You Don’t Mess Around with Jim” do tej sceny, ponieważ piosenka mu się podobała i uważał, że Jim Hopper też by ją bardzo lubił. Toteż moja teoria padła.
A ja się zastanawiam, czy jestem jedyną osobą, którą denerwuje Nancy i te jej pomysły w stylu “powiedzmy rodzicom Barb, że ich córka nie żyje, chociaż jak im powiemy, to wszystkich nas mogą pozabijać”. W ogóle mam już poważnie dość jej udręczonej miny. Ale może to dlatego, że ja niezbyt rozumiem ten fenomen Barb.
Generalnie “fenomen Barb” polega na tym, że z jednej strony nie poświęcono jej zniknięciu tyle czasu i energii, co Willowi (Willa szukali: jego matka, kumple, brat i szeryf, zaś Barb – tylko Jonathan i Nancy), więc wiesz – #JusticeForBarb; a z drugiej strony niektórzy fani uważali, że jest ona lesbijką. Ja sama jakoś nie szalałam za nią, ale uważam, że była sympatyczną postacią.
To znaczy ja wiem, skąd ten fenomen się bierze, ale sama go nie rozumiem, bo mojego serca Barb nie skradła, a jak słyszę “każdy z nas to Barb, bo ona jest takim wyrzutkiem”, to tym bardziej jej nie lubię. I sama nie miałam wrażenia, że jej zniknięcie zostało olane, bo jednak wydarzenia były przedstawione z perspektywy osób bliższych Willowi.
Coś w tym jest.
Wracając jednak do Nancy – nie można powiedzieć, aby jej “udręczona mina” była nie na miejscu. Wszystkie jej zachowania biorą się stąd, że czuje się winna, bo porzuciła przyjaciółkę, aby zabawić się ze Steve’m, a potem Barb została porwana przez potwora. Nancy myśli, że wszystko, co spotkało Hollandów, jest jej winą.
Na dzisiaj to już wszystko. Do widzenia za tydzień!

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 2: Cukierek albo psikus, dziwaku

Witamy ponownie!
W drugim odcinku dowiadujemy się, co działo się z Jedenastką tuż po tym jak poświęciła się dla chłopaków. Z kolei w teraźniejszości w Hawkins odbywa się Halloween. Mike, Will, Lucas i Dustin chodzą po domach, przebrani za Pogromców Duchów, jednak ta noc nie należy do zbyt udanych, bo nie dość, że Will ma przebłyski z Odwróconego Świata, to jeszcze Lucas i Dustin zaprosili Max, co nie za bardzo się Mike’owi podoba. Tymczasem na imprezie starszych klas Nancy upija się na smutno, aby zapomnieć o Barb, Dustin nawiązuje nowe przyjaźnie, a Steve ma ciężko. Powraca również wątek dyń.
No i mamy wyraźną już kontynuację trójkąta miłosnego między Nancy a chłopakami. I w sumie to trochę przykre, bo obaj są bardzo w porządku, a któryś z nich skończy ze złamanym serduszkiem.
To mi przypomina taki tekst, który krąży po tumblrze od premiery drugiej serii: “Stranger Things, Sezon 1: Steve nie zasługuje na Nancy; Stranger Things, Sezon 2: Nancy nie zasługuje na Steve’a.” Jeszcze do tego wrócimy w późniejszych odcinkach.
A na razie zajmijmy się tym.
Wydaje mi się, że teraz możemy już bardziej się zagłębić w relację między Hopperem a Nastką. Zaistniała sytuacja jest trudna, więc właściwie dziewczynka musi cały czas siedzieć w tej chatce dla własnego bezpieczeństwa. Wydaje mi się, że może się czuć nieszczęśliwa i mieć przebłyski z instytutu, w którym spędziła większość życia. Z drugiej strony Hopper stara się brać pod uwagę jej uczucia i sprawić, aby nie czuła, że coś ją omija. W pewnym sensie jest to dla niego druga szansa, bo pamiętajmy, że był kiedyś ojcem małej dziewczynki.
Ja tym wątkiem jestem zachwycona. I Hopper, i Nastka dostają substytut utraconej rodziny. Ona nigdy nie miała rodziców, on stracił dziecko. I ciekawe jest to, że pomimo całej niesamowitości tej sytuacji, ich relacje nie odbiegają za bardzo od częstego konfliktu rodziców ze zbuntowanym nastolatkiem – oboje mają swoje racje, oboje próbują się dogadać, ale nie zawsze to wychodzi… To, że to Hopperowi zdarza się więcej “wpadek”, a Nastka jest mało wyrozumiała, też jest bardzo życiowe.
Natomiast flashback z życia Jedenastki tuż po wydarzeniach z finału; to, że przez jakiś czas musiała żyć w lesie, żywiąc się wiewiórkami i że w pewnym momencie nawet ogłuszyła pewnego myśliwego, aby mu ukraść ciepłe ubranie, przypomina nam, że nie jest ona tylko biedną małą dziewczynką, ale też, że już zdarzyło jej się zabijać. W poprzednim sezonie była trochę jak takie dzikie, zaszczute zwierzę i tutaj też się tak zachowuje.
W tym sezonie jak dla mnie jeszcze bardziej widać ten kontrast: z jednej strony zagubione, nieco naiwne, uczące się świata dziecko, a z drugiej strony potężna istota, która nie tylko umie się o siebie zatroszczyć, ale na dodatek może zrobić krzywdę czy nawet zabić. Nie dość, że przykre, to taka mieszanka wybuchowa może mieć tragiczne skutki.
Prawdę mówiąc, jak zostawiła tego faceta na śniegu, to się zaczęłam zastanawiać, co się z nim potem stało. Przecież on mógł zamarznąć na śmierć. Tak mi teraz przyszło do głowy, że w poprzednim sezonie mieliśmy odcinek (chyba Rozdział Szósty: Potwór) o tym, jak Nastka uciekła od chłopaków, okradła supermarket i zaszyła się w dziczy.
Mamy też lepszy wgląd w brata Maxine. Już w swojej pierwszej scenie z poprzedniego odcinka było w nim coś takiego, co sprawiało, że domyślałam się, że jest przemocowcem względem swojej siostry, a scena w samochodzie nie tylko mnie w tym utwierdziła, ale też udowodniła, że jest on lekko niestabilny umysłowo. A ty co myślisz, Mir?
Nie znoszę typa, irytująca postać. Ale jestem ciekawa, skąd u niego taki poziom zwyrolstwa i za co tak nienawidzi Maxine.
Jest kilka spraw związanych z Billy’m (bo tak kochany braciszek ma na imię), które chciałabym poruszyć, ale na razie nie mogę, bo zostaną wyjawione w późniejszych odcinkach. Ale tutaj dane nam jest do zrozumienia, że cokolwiek zmusiło ich do przeprowadzki, on obwinia o to siostrę.
Nie wiem jak tobie, Mir, ale mnie stylówa Billa przypomina takiego buca z lat osiemdziesiątych – długie włosy, lekki wąsik… Ostatnio ten typ “urody” zresztą często widzę, bo był i w Gru, Dru i minionki (kiedy przedstawiano moment, w którym czarny charakter przechodził przez okres dojrzewania), i w grze TellTale na podstawie Strażników Galaktyki (gdzie we flashbacku znajomy Petera Quilla naigrywał się z tego, że jego matka cierpi na śmiertelną chorobę).
W ogóle nie wiem, co te dziewczyny z pierwszego odcinka w Billy’m widziały.
Ja też nie, ale widocznie nie czaimy ideału męskości lat osiemdziesiątych 😀
To może być to XD.
Jeszcze tak a propos Max, to nawet zabawne, że to Mike właśnie uważa dołączenie dziewczyny do grupy za popsucie całej dynamiki. Aż czekam jak Dustin albo Lucas (najlepiej ten drugi) wytkną mu tę małą hipokryzję.
Z jednej strony Mike mnie tym irytuje (zwłaszcza że bardzo lubię Max), a z drugiej strony trochę go rozumiem. No i ta jego lojalność wobec Nastki jest urocza. Swoją drogą, Max miałaby duże zadatki na Mary Sue, gdyby nie to, że Nastka jeszcze bardziej miażdży system 😉
Jak dla mnie żadna z nich nie jest Mary Sue. Tzn. może i wpadają w pewne schematy, ale są napisane na tyle dobrze, że nie czuć tych schematów. Przynajmniej ja ich nie czuję.
W ogóle fajnie się oglądało jak chłopcy się po prostu szykowali do Halloween. Cała ta scena, jak ich mamy robią im zdjęcia w kostiumach była urocza. No i jeszcze ta scena, kiedy Mike odkrył, że on i Lucas poszli jako Venkman i tak się trochę zrobiło nieswojo, no bo Lucas, z racji bycia czarnym, miał iść jako Winston i się temu małemu tokienizmowi przeciwstawił.
Chłopaki w strojach pogromców duchów to najlepsza rzecz w tym odcinku i z tego, co widać, grafiki z tym motywem już podbijają internet.
W ogóle drugi odcinek pierwszego sezonu nosił tytuł Dziwadło z Maple Street, a ten – Cukierek albo psikus, dziwaku. Myślisz, że te paralele były zamierzone?
Pewnie tak, bo w tym serialu chyba każdy szczegół jest dopracowany.
To na razie tyle. Do widzenia w Rozdziale Trzecim: Kijance!

Meg i Miryoku oglądają Stranger Things – Rozdział 1: Mad Max

Cześć ludziska! Oto po roku wraca do Was Meg ogląda… Ale tym razem nie ogląda samotnie, gdyż albowiem rok temu rozmawiałam z moją starą przyjaciółką i niezawodną graficzką Miryoku (której dzieło możecie podziwiać powyżej), że gdy wyjdzie drugi sezon Stranger Things, będziemy omawiać odcinki razem. Ponieważ jednak obie mamy mnóstwo roboty, każdy odcinek będziemy omawiać co tydzień.
Teraz może niech Miryoku coś powie o sobie.

 

Cześć, jestem Miryoku. Lubię słodycze, seriale, rysowanie i Meg.

Nie przedłużając, oto nasze wrażenia z Rozdziału Pierwszego: MadMax.

No cóż nie można powiedzieć, żeby w tym odcinku mało się działo. Najpierw wrzuca się nas w sam środek napadu na bank w Pittsburgu, dokonywanego przez grupę punków… i od razu wprowadzona zostaje kolejna dziewczyna, będąca niegdyś eksperymentem naukowym. Tymczasem w Hawkins ludność szykuje się do Halloween, do miasta wprowadzają się nowe dzieciaki, szeryfa Hoppera nawiedza namolny zwolennik teorii spiskowych, a rodzice Barb chcą wynająć detektywa, aby odnalazł ich zaginioną córkę. Czy coś mi umknęło, Mir?
Jak zwykle trafnie podsumowałaś sytuację. Można też dodać, że scenarzyści przygotowują nas na dość przyjemne nawiązania do pierwszego sezonu. W drugim sezonie przygody chłopaków również rozpoczynają się od walki z bossem w grze. Nowa dziewczyna w mieście musi się wpasować i budować swoją reputację w grupie, tak samo jak Nastka wcześniej. Pewnie czeka nas więcej takich drobiazgów. Jeśli zaś chodzi o temat przewodni tego odcinka, to dla mnie jest to piętno, jakie na bohaterach pozostawiły poprzednie wydarzenia, ale tutaj oddaję głos Tobie.
Już przy ostatnim odcinku sezonu pierwszego wspomniałam, że scena pokazująca, co działo się miesiąc po pokonaniu naukowców i potworów z Odwróconego Świata, wydawała mi się taka jakaś beztroska (przeważnie). I tutaj też właściwie tylko Will, Mike i Joyce (no, może jeszcze Hopper) właściwie zachowują się tak, jakby makabra, której byli niedawno świadkami, jakoś na nich wpłynęła. Oczywiście najbardziej widoczne jest to w przypadku Willa, u którego zdiagnozowano PTSD i który co jakiś czas musi się stawić w pewnym ośrodku. Mike z kolei nie traci nadziei, że Nastka jeszcze żyje, i próbuje się z nią skontaktować przez krótkofalówkę. W przypadku Joyce wpływ wydarzeń sprzed roku jest przedstawiony o wiele bardziej subtelnie, bo choć jest w stałym związku ze sprzedawcą elektroniki i przeważnie ma swoje życie jakoś poukładane, dźwięk dzwoniącego telefonu wprawią ją w dziwne zdenerwowanie.
Ja miałam troszkę inne odczucia, jeśli chodzi o Joyce. Moim zdaniem wyraźnie została pokazana jej wynikła z zaginięcia syna nadopiekuńczość, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że na samym początku serialu pozwalała Willowi na dość dużą swobodę. Scena ze zdenerwowaniem na dźwięk słuchawki jest dla mnie mistrzostwem, zwłaszcza że z własnego doświadczenia mogę potwierdzić jej autentyczność – sama swego czasu podobnie reagowałam na dźwięk telefonu kojarzącego mi się z przykrą wiadomością. Między innymi za ten realizm uwielbiam ten serial. Zmroziła mnie też scena z rodzicami Barb.
No, sytuacja rodziców Barb jest bardzo smutna. Dla nich córka po prostu zaginęła, więc niby jest jakaś nadzieja, że może jeszcze żyje. Ale zarówno my, jak i Nancy wiemy, że Barb nie wróci (bo Nastka wręcz to wykrzyczała w finale poprzedniego sezonu).
Z milszych rzeczy – cieszę się, że wreszcie uda nam się bardziej poznać Willa, tak “na żywo”, a nie tylko za pomocą światełek i telefonów. Niesamowicie bawi mnie też fakt, że matka Willa, na którego ze względu na wygląd wołam zwykle Frodo (Tobie, Meguś, udało się zapamiętać imiona bohaterów, mnie niestety nie), umawia się z człowiekiem, którego gra aktor będący odtwórcą roli Sama z Władcy Pierścieni.
A pamiętasz jak chłopaki nazywali las? Mirkwood. W sumie w latach osiemdziesiątych zrobili animowaną adaptację i Hobbita, i Władcy Pierścieni.
Zakończenie odcinka typowe dla serialu – wbija w fotel i zaostrza apetyt tak, że nie da się nie chwycić kolejnego odcinkowego dania.
No, zakończenie jest niesamowite. I myślę, że biorąc pod uwagę to, jakich bohaterów widzimy ostatnich, zarysowuje się nam ciekawa relacja.

Meg ogląda "Stranger Things" – Rozdział ósmy: "Po drugiej stronie"

Ostatni odcinek, ludzie. Będzie się działo.

Od razu mówię, że będą spoilery.

Szeryf Hopper i Joyce zostają pojmani przez ludzi z laboratorium, ale szeryfowi udaje się przekonać doktora Benneta, aby pozwolił jemu i Joyce wejść do Odwróconego Świata i uratować Willa. Tymczasem Jonathan i Nancy przygotowują w domu Byersów pułapkę na potwora, a chłopcy i Nastka ukrywają się w szkole.

I tyle mogę wyjawić, aby nic Wam nie zaspoilerować.

Ostatnie ostrzeżenie dla tych, co nie widzieli ósmego odcinka – dalej jadę spoilerami, więc jak chcecie ich uniknąć, lepiej zajrzyjcie pod spodem, kiedy już będziecie po finale serii.

No to jedziemy…

Zanim przejdę do omawiania tych najistotniejszych zdarzeń, warto by wspomnieć o dwóch momentach w stylu: „Co ty, do jasnej cholery, robisz, pozytywny bohaterze?” i jednym: „Łał, nie wiedziałam, że taki z ciebie kozak.”

Po pierwsze – szeryf Hopper zdradził naukowcom położenie Jedenastki. Co prawda, zrobił to tylko dlatego, że Bennet zgodziłby się wtedy na wysłanie Hoppera i Joyce do Odwróconego Świata; i tylko wtedy, kiedy nasz szalony naukowiec obiecał, że zostawi Mike’a, Dustina i Lucasa w spokoju. Mimo wszystko jednak, po tym wszystkim, czego się o niej dowiedział, i w związku z tym, że sam kiedyś miał córkę, która umarła na raka, myślałam, że może Nastka mu tę córkę przypomina (zwłaszcza, że ma krótkie włosy). Zastanawiałam się nawet, czy czasem szeryf nie miał jakiegoś planu w stylu: „Podajmy wrogowi fałszywą informację, aby błąkał się bez celu/został zjedzony przez monstrum.” W końcu do tej pory Hopper był w zasadzie bardzo bohaterski.

Po drugie – sposób, w jaki Jedenastka załatwiła agentów z laboratorium. Nie to, że nie uważam tego za psychologicznie uzasadnione (no bo wiecie – źli, uzbrojeni ludzie więżący przyjaciół Nastki to jednak zagrożenie, a dziewczynka już wcześniej zabijała, chociaż po pierwszym razie była wyraźnie roztrzęsiona), ale jednak jakby się nad tym zastanowić, mamy tu kilkuletnie dziecko, które dokonało masowego zabójstwa (i to takiego bardzo krwawego) na oczach trójki innych dzieci.

Po trzecie wreszcie – Steve. Ach, Steve w tym odcinku pokazał, że potrafi być bohaterski. Miał szansę odjechać, zostawiając dziewczynę i nielubianego kolegę na pastwę jakiegoś stwora, ale postanowił jednak zostać i w ostatecznej potyczce w domostwie Byersów przeciwko monstrum stają trzy osoby, a nie dwie.

No to teraz czas przejść do tego, co najważniejsze…

Nie płakałam, kiedy Mike zapewniał osłabioną Nastkę, że jak wszystko się skończy, to dziewczynka będzie miała własny pokój, dostanie dużo gofrów i pójdzie z Mikiem na potańcówkę. Nie płakałam, kiedy szeryf Hopper próbował reanimować Willa, mając przy tym przebłyski ze śmierci własnego dziecka. Nie płakałam, kiedy Jedenastka poświęciła samą siebie, aby ratować Mike’a, Dustina i Lucasa.

Wiecie kiedy płakałam?

Kiedy chłopcy odwiedzają Willa w szpitalu i nagle zaczynają mu opowiadać o Nastce i o jej niesamowitych mocach. Ta scena, choć z pozoru bardzo optymistyczna, miała w sobie taki słodko-gorzki posmak po tym wszystkim, co się wydarzyło – „Tak, Will, Jedenastka  była wspaniała, pokonała potwora, uratowała nas, ale ty jej nie poznasz, bo oddała za nas życie.”

Kurde, przed tym odcinkiem wypracowałam headcanon, że kiedy już Will zostanie uratowany, chłopaki będą z Jedenastką grać w DnD. Ale jak już Mike zaczął mówić do Nastki tak jakby zaraz miała umrzeć, a on chciał jej dodać otuchy w ostatnich chwilach życia, miałam to przeczucie, że dziewczynka może nie przeżyć. A zaraz potem pojawił się potwór, a ona wykorzystała resztkę swoich mocy, aby ocalić przyjaciół, tym samym poświęcając się za nich.

Ale jest nam zasugerowane, że być może w jakiś sposób udało jej się przeżyć, więc jest nadzieja.

To była długa, męcząca bitwa, po której powinny zostać blizny psychiczne i emocjonalne. Ale jak już pokazano, jak nasi bohaterowie radzą sobie miesiąc po tej całej hecy, ma się wrażenie, że wszystko wróciło do normy. No, może Mike zerka ze smutkiem na namiot, w którym spała Nastka, a z Willem też zaczyna się dziać coś złego, ale tak poza tym chłopaki grają w DnD i śmieją się.

Wiem, wiem, pewnie się czepiam i tak naprawdę Odwrócony Świat odcisnął na naszych bohaterach jakieś piętno, tylko oni chcą przejść nad tym do porządku dziennego, zwłaszcza, że jest akurat okres świąteczny. Mimo wszystko jednak myślałam, że akurat gra w DnD, gdzie podczas sesji zabija się fikcyjne potwory za pomocą magii, mogłaby u nich wywołać skojarzenia z Nastką i z tym jak zginęła.

Wiecie, czasami zastanawiam się nad tym jak radzą sobie bohaterowie, którzy musieli zmierzyć się z czymś niezwykłym – walczyć z potworami, wydostać się z pętli czasowej etc. Przecież takie coś musi zostawiać ślady na psychice, toteż potrafię docenić, kiedy wszelkiego rodzaju kontynuacje albo sceny opowiadające o tym, jak bohaterowie się trzymają kilka tygodni później, pokazują, że jednak nie wszystko jest dobrze. Tutaj właśnie mi czegoś takiego zabrakło.

Nie zmienia to faktu, że Stranger Things jest dobrym serialem. Trzymającym w napięciu, fantastycznie skonstruowanym serialem z fantastycznie skonstruowanymi postaciami. Nic dziwnego, że tak wielu ludzi go lubi i że już zapowiedziano drugi sezon.

Mam nadzieję, że ta seria tesktów Wam się podobała. Chętnie dowiedziałabym się, czy chcecie, abym w przyszłości też coś takiego zrobiła.

(Matko, są jeszcze trzy tygodnie września. Co ja będę robić aż do Halloween?)

Meg ogląda "Stranger Things" – Rozdział siódmy: "Wanna"

Uwaga! Spoilery!

Lucas ostrzega Mike’a, Dustina i Nastkę, że naukowcy wpadli na trop Jedenastki, przeto dzieciaki muszą uciekać. Tymczasem Joyce i szeryf Hopper docierają na posterunek, gdzie konfrontują Jonathana i Nancy w sprawie bójki między starszym Byersem i Steve’m oraz w sprawie broni w samochodzie chłopaka. W ten sposób szeryf dowiaduje się o tym, do jakich wniosków na temat potwora doszła Nancy, a chwilę potem zbieg okoliczności sprawia, że Hopper wie już, że Jedenastka jest z chłopcami. Wkrótce wszystkie trzy strony badające tajemnicę stojącą za zaginięciem Willa i Barb się spotykają i próbują coś wykombinować. Jedenastka postanawia wykorzystać sztuczkę z laboratorium i zanurzyć się w wannie izolacyjnej, aby odszukać Willa i Barb. Chłopaki, Nancy, Jonathan, Joyce i szeryf Hopper biorą się więc do pracy.

Kiedy widziałam jak dzieciaki uciekały przed ludźmi z laboratorium, zakładałam, że jakoś uda im się przechytrzyć przeciwników. Wynikało to po części z tego, jakimi postaciami okazali się dotąd być Mike, Dustin, Lucas i Nastka (a i Will radzi sobie całkiem nieźle w Odwróconym Świecie, zważywszy na to, że ścigają go potwory), a po części z tego, że w filmach z dziećmi jako głównymi bohaterami, owe dzieci zawsze są o wiele sprytniejsze i zaradniejsze niż dorośli. Ba! – już na początku Mike’owi i reszcie udaje się nie tylko uciec szukającym ich agentom (którzy dysponują helikopterami), ale też schować się tak, że nikt nie może ich znaleźć, dopóki sami, dobrowolnie, nie zdradzą swojego położenia Nancy i szeryfowi Hopperowi. Potem jednak agenci ich w końcu odnajdują i dzieciaki wychodzą cało z opresji tylko dzięki interwencji szeryfa.

W chwili, kiedy wszystkie trzy grupy, których dochodzenie do prawdy na temat tego, co się dzieje, śledziłam przez niemal cały serial, wreszcie się spotykają, miałam takie wrażenie, że teraz już nasi bohaterowie mają jakieś szanse, aby uratować Willa. Chłopaki opowiedzą o naturze Odwróconego Świata, Nancy i Jonathan – o naturze potworów, a szeryf Hopper – o rzeczach, które widział w laboratorium. Zaopatrzeni w tę wiedzę nasi śmiałkowie mogliby wypracować jakiś plan działania.

Po tym wszystkim, co przeszli; po tym wszystkim, co Jedenastka widziała i usłyszała, wydaje się naturalne, że jest bardziej niż chętna, aby pomóc; i że gotowa jest nawet zastosować metodę, która sprawdzała się w laboratorium, aby znaleźć Barb i Willa.

To samo tyczy się Joyce, która poznała smutną historię Nastki, i mimo że priorytetem dla niej nadal jest odzyskanie syna, kobieta najpierw mówi dziewczynce, że jest bardzo dzielna, a potem zapewnia, że cały czas będzie przy niej podczas całego procesu z wanną. I to jest kolejna sytuacja, w której Jedenastka spotyka się z aktem dobroci i współczucia, z którym nie spotkała się w laboratorium. Doktor Bennet traktował ją zawsze jak narzędzie i nie dbał o to, że dziecko może się bać przebywania całkiem samemu w ciemnym i chłodnym zbiorniku wodnym. Z kolei Mike, Joyce i reszta co rusz pokazują jej, że tak, chcą, żeby użyła swoich mocy i im pomogła, ale przy tym nigdy nie zapominają, że Nastka jest istotą ludzką i tak też powinna być traktowana.

Mamy też taką małą scenę między Mikiem i Nancy, kiedy oboje prowadzą rowery do szkoły, gdzie jest już gotowa wanna dla Nastki, i najpierw przysięgają nie mieć przed sobą sekretów, a chwilę potem zapewniają się nawzajem, że nie czują nic do Jonathana i Jedenastki. Jest to bardzo uroczy moment między bratem i siostrą, chociaż nieco też schematyczny.

Dodatkową głębię pokazał też Steve, który po bójce z Jonathanem zaczyna dostrzegać, że może trochę przesadził ze swoją zemstą, i nie tylko zwrócił uwagę swoich przyjaciół na ich okropne zachowanie, ale wręcz wziął się za dosłowne sprzątanie bałaganu po sobie.

Pozostaje nam jeszcze jeden odcinek. Jak to się wszystko skończy? Czy Will powróci do naszego świata? Czy Jedenastka uwolni się na dobre od naukowców z Hawkins? Czy potwory zostaną pokonane?

Przekonamy się już niebawem.