Czerwiec z Supermanem – Parodie i substytuty Supermana

Lud przemówił! Zarówno w ankiecie na facebooku, jak i na twitterze, wszyscy głosujący (w sumie sześć osób) byli za tym, aby następna notka w ramach Czerwca z Supermanem poświęcona była parodiom Człowieka ze Stali. Prawda jest jednak taka, że napisałam „parodie”, a miałam na myśli również postaci wzorowane na Supermanie albo do niego nawiązujące – coś, co TVTropes ochrzciło niedawno Substytutem Supermana. Nie mogłam tego napisać w punktach ankiety, no bo jest limit znaków, więc użyłam słowa „parodia”, które zakłada coś w rodzaju dekonstrukcji, a dekonostruowania Supermana już się kilku autorów podejmowało na różne sposoby.
Pierwotnie też miała to być lista parodii/substytutów Supermana, które ja osobiście uważałam za najciekawsze, ale raz, że ze trzy pozycje z tej listy już omawiałam, a dwa, że jest mnóstwo takich postaci wzorowanych na Supermanie, których ja nie znam, a ich koncepty są fascynujące. Tak więc postawiłam na coś bardziej ogólnego.

Tak czy inaczej, jeśli ktoś tworzy uniwersum superbohaterskie, zawsze trafi się postać, która jest w jakiś sposób wzorowana na Supermanie – najprawdopodobniej będzie miał podobny zestaw mocy (a przynajmniej supersiłę i superodporność, ewentualnie jeszcze zdolność latania) i kwadratową szczękę; będzie powszechnie podziwiany i lubiany, będzie szerzyć jakieś wzniosłe idee i będzie symbolem wszystkiego co dobre. Może nawet będzie kosmitą z odległej planety, która dawno nie istnieje. I w zależności od tego jakie to będzie uniwersum – czy bardziej „realistyczne”, czy bardziej idealistyczne – ten nie-Superman będzie mniej lub bardziej heroiczny bądź nie.

Opowiem Wam więc pokrótce o tym jakie mogą się trafić substytuty Supermana.


Oczywiście pierwsze postaci wzorowane na Supermanie pojawiły się tuż po tym, jak Człowiek ze Stali osiągnął sukces. Nagle zrobiło się zatrzęsienie superbohaterów, będących jawnymi zrzynkami Supermana i do naszych czasów właściwie niewielu się ostało. Wyjątek stanowi tutaj artysta poprzednio znany jako Kapitan Marvel, a obecnie – z powodu praw autorskich – reagujący na imię Shazam. To, co wyróżniało Kapitana Marvela spośród reszty, to to, że krył się za nim jednak jakiś bardziej oryginalny pomysł, mianowicie to, że tytułowym bohaterem był Billy Batson – mała, biedna sierotka, która zmieniała się w dorosłego siłacza, kiedy tylko wypowiedziała imię czarownika Shazama. Kapitan Marvel był więc również pierwszym komiksem superbohaterskim, gdzie dziecko było protagonistą i to się bardzo młodocianym czytelnikom podobało.

Wkrótce Kapitan Marvel stał się bardziej popularny od Supermana i to scenarzyści Człowieka ze Stali zapożyczali pewne pomysły od Kapitana, a nie na odwrót (na przykład to, że współczesny Superman lata, a nie tylko wysoko skacze). W końcu ówczesne DC miało tego dość i pozwało wydawców Kapitana Marvela, Fewcett Comics, o prawa autorskie. Po długim i żmudnym procesie Fewcett Comics uległo, wypłaciło DC odszkodowanie i zaprzestało sprzedaży komiksów. Przez jakiś czas Kapitan Marvel nie był częścią uniwersum DC, ale po Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach został do niego przyłączony wraz z całą obsadą wspierającą.

Tak czy inaczej, czas mijał i Superman stawał się sam w sobie ikoną. Powstały pewne elementy, które przeciętny człowiek (nawet jeśli nie czytał komiksów) natychmiast z nim kojarzył – niebieski strój z czerwoną peleryną, tajna tożsamość okularnika w garniturze, „To ptak! To samolot!”, czy choćby nieco już zapomniane przebieranie się w budce telefonicznej. I tutaj wkraczają kreskówki Warner Bros., gdzie Królik Bugs i Kaczor Duffy wielokrotnie przebierali się w stroje Supermana; oraz komiksy Disneya, gdzie pojawia się Super Goof, czyli Goofy jako superbohater. Super Królik ma trochę za duże wdzianko i nie umie latać; Super Kaczor nie jest traktowany zbyt poważnie, bo ciągle popełnia gafy, a Super Goof właściwie nosi piżamę z kocem jako peleryną. Mamy więc tutaj czystą parodię polegającą na tym, że postaci z kreskówek chcą być jak Superman, ale nie zawsze im się to udaje. Tylko tyle, nic poza tym.

Co więcej – mamy Superpsa (Underdog) i Michty Mouse, które były nawiązaniami do Supermana na pełen etat, a nie tylko na kilka odcinków. I Superpsa Polacy mogą jeszcze jako tako kojarzyć, bo TVN7 swego czasu puszczała tę kreskówkę popołudniu. Sam Superpies pracował jako pucybut, ale kiedy tylko zaczynał działać jakiś superzbrodniarz, aktywował specjalny pierścień i zaczynał walczyć ze złem, nieraz nawet ratując swoją ukochaną. Zwykle każda przygoda Superpsa miała cztery części, po dwie na odcinek, przerywane epizodami jakichś krótkich animacji.

Z czasem jednak substytuty Supermana zaczynały być czymś bardziej rozbudowanym. Zwłaszcza, kiedy nastała tak zwana Mroczna Era Komiksu, która z jednej strony dała nam mnóstwo antybohaterów (jak Punisher i Spawn), a z drugiej strony wymyślała wielu superbohaterów na nowo, odcinając ich od absurdalnej i nieco cukierkowej (przynajmniej według niektórych) Srebrnej Ery Komiksu.

Zaczęło się właściwe dekonstruowanie Supermana.

Mamy więc tego obdarzonego multum supermocy, tego ukochanego przez wszystkich bohatera, ten wzór do naśladowania, a jednocześnie symbol wszystkiego, co dobre. Co możemy o nim powiedzieć? Co możemy z nim zrobić, aby go „odbrązowić”? Jak możemy wyrazić nasz stosunek do niego?

Właściwie podejmując się dekonstrukcji Supermana można pójść w różne strony, w zależności od tego, jaki jego aspekt chcemy omówić.

I tak oto mamy, na przykład, Metro Mana z Megamocnego. O samym filmie, jego protagoniście i motywie przewodnim mówiłam już podczas Maratonu z Villain Protagonist. Od samego początku Metro Man jest przedstawiany jako lubiący poklask obywateli Metro City i troszeczkę za bardzo pewny siebie, zwłaszcza w kontraście do Megamocnego, który ma ciągle pecha. Potem jednak następuje ten moment przejrzystości i Metro Man odkrywa, że rola superbohatera została mu narzucona (tak samo jak Megamocnemu niejako narzucono rolę superłotra). Obywatele Metro City zobaczyli tę fantastyczną istotę i niejako zaczęli od niej wymagać, żeby ich broniła, ale nikt nie zapytał Metro Mana, czy tego chce i czy ma jakiekolwiek inne plany na życie. Dlatego właśnie Metro Man pozoruje własną śmierć i się ukrywa. Chce być wolny od oczekiwań obywateli Metro City i tworzyć muzykę. (Metro Man zresztą i tak radzi sobie z presją całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że istnieje komiks, w którym wzorowany na Supermanie Plutonian w końcu ma już dość i postanawia zostać superłotrem. Komiks nosi tytuł Irredimable.)

Z kolei w Kleszczu mamy dwie (w zależności od inkarnacji) parodie Supermana. Pierwszą z nich Kleszcz spotkał w pierwszym zeszycie swoich przygód, kiedy znalazł się nagle w tunelu metra i został uratowany przez nie-Supermana. Był nim niejaki Clark Openheimer, który raz, że nie miał czasu, aby się przebrać w swój superbohaterski strój, a dwa, że kiedy już było po wszystkim, nieco się zdenerwował, odkrywając odporność Kleszcza, bowiem oznaczało to, że zaryzykował zdemaskowanie i spóźnienie do pracy po nic. I tak po prawdzie to zeszyt drugi otwiera jego fantazja o wzięciu Kleszcza na tortury. W sumie cały zeszyt jest poświęcony temu jak Kleszcz zatrudnia się w redakcji Openheimera i wprowadza tam chaos. Clark zresztą pojawia się w pierwszym odcinku animowanej adaptacji, gdzie ma problem ze znalezieniem ustronnego miejsca, aby się przebrać.

Natomiast w Kleszczu aktorskim z 2016 mamy nieco lepszego Człowieka ze Stali – Superiana. Superian jest w tym świecie pierwszym superbohatrem, który wręcz zapoczątkował erę superbohaterów, kiedy jego statek rozbił się w Tungusce. Właściwie przez większość pierwszego sezonu Kleszcza stoi jakby z boku. Jego wątek staje się istotny w momencie, kiedy Kleszcz, Artur, Dot i Overkill zdają sobie sprawę z tego, że plan Terrora zakłada zabicie Superiana. Sam superbohater wydaje się na początku kimś, kto ma zbyt wielkie mniemanie o sobie. Wprawdzie nie robi nic, co mogłoby o tym świadczyć, ale widz odnosi takie wrażenie po prostu z jego sposobu bycia. Trochę później, kiedy pojawia się Wielki Nagi Mężczyzna, Superian niejako pokazuje, że jednak nie jest taki skoncentrowany na sobie – chce pomóc WNM-owi i sprzeciwia się jego dehumanizacji przez wojsko i prasę. Z drugiej strony jednak przyznaje, że kiedy walczył z Terrorem (a była to walka, po której wszyscy myśleli, że Terror nie żyje), nie upewnił się, że jego przeciwnik naprawdę zginął, tylko po prostu przyjął to za pewnik, będąc zmęczonym ciągłymi potyczkami i diabolicznymi planami superzłoczyńcy. Wątek Superiana kończy się tym, że przybywa on w ostatniej chwili, aby unieszkodliwić Terrora i w rezultacie cała chwała za pokonanie superłotra spada właśnie na Superiana… ale mam wrażenie, że superbohater naprawdę wierzy w to, że tego dokonał, tak więc trudno uznać to za perfidną kradzież zasług.

Co ciekawe, rzadko kiedy trafia się parodia Supermana, która byłaby, na przykład, agresywna albo żądna władzy. Co prawda, Hyperionowi, który jest marvelowskim substytutem Supermana, zdarzało się oszaleć; Supreme Roba Liefelda był na początku pomyślany jako żądny krwi antybohater (dopóki Alan Moore go nie wynalazł na nowo), Captain Ace z Tiger and Bunny okazał się być przemocowcem; a Super Shock z Powers zawiódł się na ludzkości i stał się ekstremistą; ale o wiele więcej jest dekonstrukcji Supermana, które wyśmiewają jego idealizm.

Opuśćmy na chwilę USA i przyjrzyjmy się substytutom Supermana zza Oceanu. I tutaj Polacy mogą się pochwalić własnym przykładem Asa z Hydrozagadki. Powstały w 1970 roku film jest niewątpliwie dziwny zważywszy na to, że jest to komedia kryminalna nawiązująca do opowieści o superbohaterach… wyprodukowana w kraju, gdzie te nawiązania mało kto mógł zrozumieć w latach siedemdziesiątych. I też jak się ogląda Hydrozagadkę po latach, jest to do pewnego stopnia twór nieco surrealistyczny, choćby przez to, że próbuje naśladować do pewnego stopnia elementy przygodowe i szpiegowskie z komiksów i filmów o superbohaterach.

Tymczasem w Japonii mamy trzy szczególne substytuty Supermana. Po pierwsze jest Son Goku, który (jak dowiadujemy się z pierwszej sagi Dragon Ball Z) został wysłany z rodzimej planety, aby podbić Ziemię. Ponieważ jednak Goku został przygarnięty przez starego mistrza sztuk walki, a do tego dostał w łeb, amnezja i prawidłowe wychowanie sprawiły, że nasz bohater żył sobie spokojnie na Ziemi, a nawet uważa ją za swoją planetę, za którą walczy. Goku nie jest zbyt bystry i lubi sobie podjeść, ale za każdym razem, kiedy spotyka podczas swoich przygód jakąś niesprawiedliwość, próbuje spuścić łomot jej sprawcy, nie mówiąc już o tym, że kocha i walczy o swoją rodzinę i przyjaciół. Jednocześnie – w przeciwieństwie do Supermana – Goku ciągle się doskonali, ciągle przekracza nowe limity swojej mocy i staje się coraz silniejszy, w miarę jak pojawiają się nowi, potężniejsi przeciwnicy.

Trochę innym bohaterem jest Saitama. Opowiadałam już o nim w tym artykule, a jedną z rzeczy, które napisałam tam na temat Saitamy, było to, że dawno temu przekroczył już wszystkie swoje limity i przez to nie może znaleźć przeciwnika, walka z którym dałaby mu satysfakcję. Saitama nie może stać się silniejszy, to z kolei sprawia, że protagonista One Punch Mana stracił radość życia. Z drugiej strony nie szuka poklasku, ma szacunek do innych superbohaterów i całkiem spokojne podejście do życia. Można też powiedzieć, że – tak jak Superman – Saitama jest w tym uniwersum pierwszym superbohaterem, a jego pierwszy bohaterski czyn sprawił, że potem zaczęli pojawiać się kolejni superbohaterowie.

W końcu All-Might (o którym też już mówiłam, tutaj) jest tak ważnym superbohaterem w świecie My Hero Academia, że nazywany jest Symbolem Pokoju. Publiczna persona All-Mighta jest buńczuczna, radosna i emanująca optymizmem… ale bohater ukrywa to, że jest chory, a jego moc słabnie. I o jego stanie wie niewielu, nawet większość superbohaterów nie jest świadoma tego, że All-Might cierpi i staje się coraz słabszy. Bo wiara w All-Mighta jest niezwykle ważna i trzeba ją podtrzymywać.

I można by mówić wciąż o kolejnych substytutach Supermana – od Doktora Manhattana z The Watchmen po Tektona z Might Med – i o każdym z nich można by napisać całą rozprawkę pod kątem tego jaki aspekt Supermana dekonstruują i co chcą powiedzieć na temat Człowieka ze Stali. Ja tylko liznęłam kilku z nich.

A Wy? Znacie jakieś postaci wzorowane albo parodiujące Supermana?

3 myśli na temat “Czerwiec z Supermanem – Parodie i substytuty Supermana

  1. W Epic Movie został sparodiowany, a właściwie scena, gdzie zostaje postrzelony w twarz. Mam wrażenie, że postać Supermana została także sparodiowana w reklamie pasty do zębów. Plus pamiętam jeszcze komiksy o SuperSnake'u z książek do angielskiego.

    Polubienie

  2. W \”The Looney Tunes Show\” z 2013 roku, ostatni odc drugiego sezonu to historia, którą opowiada Bugs, gdzie jest SuperRabbitem, Elmer Fudd jest Luthorem, a Daffy jest Zodem. Miód malina 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.