Gwiezdnowojnowe Wyzwanie – The Mandalorian

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do pierwszego sezonu The Mandalorian!

Przez lata nieinteresowania się Gwiezdnymi Wojnami, ale słyszenia o nich co i rusz, odniosłam wrażenie, że jest jedna rzecz, z którą zgadza się większość fanów w tym fandomie:

Bobba Fett jest przezajebisty.

Co więcej, dowiedziałam się z pierwszego odcinka Toys That Made Us, że Bobba Fett jeszcze przed swoim debiutem w Imperium Kontratakuje, wzbudzał zafascynowanie, dzięki designowi swojej postaci i temu, jak prezentowała się wzorowana na nim zabawka. A kiedy już się pojawił jako łowca nagród ścigający głównych bohaterów, a potem wspierający Dartha Vadera w Bespin, szybko zyskał status jednej z najciekawszych postaci w świecie Gwiezdnych Wojen. Potem doszły takie szczegóły jak planeta Mandalore, z której pochodzi społeczność wojowników, Mandalorian; a także Jango Fett, który stał się wzorem dla szturmowców-klonów i który wychowywał Bobbę jak syna.

Co sprowadza nas do dzisiejszego tematu. Bo miesiąc przed wejściem do kin ostatniej części Nowej Trylogii, nowa strona streamingowa, Disney+, zaczęła emitować swój pierwszy serial oryginalnej produkcji – The Mandalorian, który szybko stał się hitem i cóż, większość ludzi była bardziej zainteresowana dziejami Mando i jego małego towarzysza, niż wielkim finałem najnowszej trylogii.

Poniekąd byłam jedną z tych ludzi.

Tak jak Łotr 1 opowiadał o Rebeliantach, a Han Solo o organizacjach przestępczych, tak The Mandalorian opowiada o, no cóż… o Mandalorianach (i też trochę o łowcach nagród). Konkretnie to opowiada o Mandalorianach w czasach po wydarzeniach z Oryginalnej Trylogii, kiedy to niby Imperium upadło, ale wciąż gdzieś walają się jego niedobitki.

Poprzez naszego bohatera, jego relacje ze swoimi ziomkami i z innymi rasami, poznajemy kulturę Mandalorian i to jak są oni postrzegani. Sami Mandalorianie słynęli niegdyś jako rasa straszliwych wojowników, ale zostali przed laty wybici przez Imperium i teraz pozostała z nich tylko garstka. Toteż z jednej strony owiani są legendą, z drugiej – bywają też lekceważeni. Przedstawiciele różnych religii i grup etnicznych mogą też czuć pewną więź z Mandalorianami, albowiem ich kultura zabrania zdejmowania hełmu przed osobami spoza rodziny, a mimo to na przestrzeni ośmiu odcinków pierwszego sezonu wiele postaci albo próbuje namówić bohatera, aby zdjął dla nich hełm, albo sami chcą mu go ściągnąć. To zaś (przeważnie; Omera z odcinka piątego jest wyjątkiem) świadczy o tym, że nie rozumieją tego, co zdjęcie hełmu oznacza dla Mandalorian, albo wręcz przeciwnie – rozumieją, ale ich to nie obchodzi.

A że tytułowy Mandalorianin ciągle nosi hełm, toteż musimy długo czekać na to, aż wreszcie pokaże kryjącą się za nim twarz Pedro Pascala; ale też nazywany jest głównie Mandalorianinem… a to dlatego, że serial utrzymany jest w konwencji westernu w kosmosie, a tytułowy bohater to Bezimienny Rewolwerowiec, który podróżuje z jednego miejsca na drugie, robi swoje i nigdzie nie zagrzewa miejsca. Wiemy o nim głównie to, że sam nie jest z Mandalore, tylko jest jednym ze znajd, które Mandalorianie przygarniają; że jego rodzice zginęli w ataku droidów separatystów; że on sam jest uprzedzony do droidów; że jest łowcą głów i jest w tym świetny.

A na końcu pierwszego odcinka pojawia się nasz drugi bohater. Postać, która była niesamowitą niespodzianką i skradła serce całemu fandomowi. Dziecko. Dzieciak. Jedyny i niepowtarzalny Dzidziuś Yoda!

Prawdę mówiąc, ja sama nie spodziewałam się, że tak mnie wciągnie ta mała zielona kuleczka (zwłaszcza, że jego dorosły pobratymiec mnie ani ziębił, ani grzał; swoją drogą, doszłam do wniosku, że skoro ten gatunek jest jeszcze w okresie niemowlęctwa w wieku pięćdziesięciu lat, to iluśtamsetnoletni Yoda nie trollował Luke’a, bo chciał go nauczyć jakiejś wielkiej mądrości, tylko dlatego, że teoretycznie przechodził przez okres gimbusiarstwa). Niemniej jednak kociara81 ujęła to najlepiej: „Jak to? Królowa Fluffu miałaby nie pokochać Dzidziusia Yody?” Bo tak po prawdzie to przecież relacje ojciec-syn to jeden z moich najulubieńszych motywów, więc mogłam się domyślić, że The Mandalorian mi się jednak spodoba.

Dziecko jest tutaj katalizatorem wielu zdarzeń. Od momentu, w którym Mandalorianin odkrywa, że to, co ma przynieść byłemu wojskowemu Imperium, to niemowlę, Mando staje się obrońcą maleństwa, obojętnie czy tego chce, czy nie. Rzecz o tyle trudna, że wszyscy wokoło chcą Dziecko dorwać. Mandalorianin ma więc mnóstwo okazji do tego, aby używać swoich umiejętności bojowych, aby ochronić swojego przybranego syna.

Od samego początku Mando jawi się nam jako chłodny zabójca, oddany swojej drodze wojownika, jednak wiele późniejszych scen, zwłaszcza między nim a Dzieckiem, jest tu po to, aby pokazać, że potrafi być też zdolny do okazywania cieplejszych uczuć (tak po prawdzie to już wcześniej dowiadujemy się, że oddaje część zarobionych pieniędzy na dzieci, którymi Mandalorianie się opiekują). Dość często też zdarza mu się dziękować ludziom, których spotyka i to też w taki sposób, że rzeczywiście słychać w jego głosie wdzięczność. Jest nam też zasugerowane w szóstym odcinku, że kiedyś był bardziej krwiożerczy, ale patrząc na to, jak wygląda etos Mandalorian (że są to wojownicy ceniący honor i profesjonalizm, a przy tym bardzo opiekuńczy wobec dzieci), widz zastanawia się czy czasem ten krwiożerczy Mando nie jest wytworem wyobraźni szumowin, z którymi kiedyś pracował.

Jednocześnie nasz bohater zdaje sobie sprawę z tego, że ciągła ucieczka przed łowcami nagród i ludźmi Imperium w szemrane rejony galaktyki, to nie jest odpowiednie życie dla Dziecka. Prawdopodobnie większość fanów myślała, że chodziło mu o to, iż Mando właściwie nie ma z kim zostawić swojego podopiecznego, przez co dość często Dzidziuś Yoda albo chodzi sobie tam, gdzie nie powinien; albo co chwila jakaś szumowina odkrywa jego obecność i chce ją wykorzystać do własnych celów. Ja jednak zastanawiałam się czy czasem bycie świadkiem tylu brutalnych śmierci nie wpłynie jakoś negatywnie na psychikę malucha. Przez dłuższy czas wydaje się, że nie, bo Dziecko zachowuje się w miarę normalnie… a potem używa Mocy, aby przydusić kogoś, kto się tylko siłował w Mandalorianinem, ale maleństwu zdawało się, że była to sytuacja zagrożenia. I nagle zdajemy sobie sprawę z tego, że Dzidziuś Yoda to nie jest tylko dziecko – to wrażliwe na Moc dziecko, które zdążyło już zobaczyć w swoim życiu mnóstwo przemocy, a to oznacza, że może przejść zarówno na Jasną, jak i na Ciemną Stronę Mocy.

Człowiek aż się zastanawia, co wyrośnie z tego malca – czy będzie to Rycerz Jedi czy Mandalorianin.

The Mandalorian przedstawia galaktykę, w którym Imperium już upadło, ale Rebelianci jeszcze nie ustanowili swojego porządku, toteż gdzieniegdzie jeszcze panoszy się bezprawie. Nasi dwaj bohaterowie spotykają różnych ludzi: byłego niewolnika Imperium, Kuiila; jedną z nielicznych ocalałych osób z Alderaanu; ukrywającą się w pewnej wiosce kobietę, która zdaje się być kimś więcej niż się na pierwszy rzut oka wydaje; próbującą wiązać koniec z końcem mechanik na Tatooine, nadgorliwego i rządnego chwały łowcę nagród… I też przygody, które zdarzają się Mandalorianowi i Dziecku, przypominają opowieści o samotnych kowbojach, samurajach albo rycerzach wędrujących z miejsca na miejsce. W pewnym momencie główny wątek łowców nagród wysyłanych za naszymi bohaterami przez Klienta, któremu Mando miał dostarczyć Dziecko, schodzi na dalszy plan na rzecz bardziej zamkniętych opowieści z naszymi bohaterami w roli głównej. Niektórym to nie przeszkadza, innym tak. Ja należę do tych pierwszych osób.

Czarne charaktery bywają lepsze lub gorsze. Zdradziecka ekipa z szóstego odcinka jest tak obmierzła, że właściwie czekamy na to, aż Mando im wszystkim dokopie; Klient (grany przez samego Wernera Herzoga) roztacza wokół siebie aurę tajemniczości i potęgi, a człowiek, któremu podlega – Moff Gideon – grany jest przez gościa o smutnych oczach i miłej twarzy (Giancarlo Esposito), ale z tego, co się dowiadujemy o nim od jego ludzi, jest typem tyrana, który zabija podwładnych o byle co. Trochę też zachowanie Klienta kłóci się z tym, co pokazane jest później: Najpierw Klient jest skłonny pozbyć się Dziecka jak tylko nie jest już mu ono potrzebne i nie robi tego tylko dlatego, że doktor Pershing nalega na niekrzywdzenie malucha; a potem dowiadujemy się, że Gideon bardzo chce dostać Dziecko w swoje ręce i jest ono dla niego bardzo cenne. Zachodzi więc pytanie, czy czasem Klient jest głupi, czy prowadzi jakąś podwójną grę, czy może i to i to.

Ciekawe jest też to, że mamy okazję zobaczyć ludzi, którzy widzą Moc Dziecka po raz pierwszy w życiu, a słyszeli o niej coś piąte przez dziesiąte. W pewnym momencie dowiadujemy się, że Mandalorianie walczyli kiedyś z Rycerzami Jedi.

Muzycznie i wizualnie The Mandalorian potrafi być wspaniały. Nie chodzi nawet o same ujęcia czy scenerię, ale też o to, że pod koniec każdego odcinka puszcza nam się główny motyw muzyczny z przepięknymi ilustracjami przedstawiającymi różne sceny z minionego epizodu. Tak więc ma się powód, aby oglądać do końca.

Cóż, więcej mogę powiedzieć? The Mandalorian to jak na razie jedyna seria związana z Gwiezdnymi Wojnami, którą się jako tako jaram. Tak po prawdzie to zastanawiam się nawet czy nie obejrzeć całej serii, tylko tym razem po polsku (widziałam ostatni odcinek w polskiej wersji językowej i byłam pod wrażeniem). Kto wie, może nawet jak Gwiezdnowojnowe Wyzwanie się skończy, to faza na ten serial pozostanie.

A tymczasem zostało mi jeszcze do obejrzenia Skywalker, Odrodzenie, abym mogła omówić wreszcie Nową Trylogię.

Jedna myśl na temat “Gwiezdnowojnowe Wyzwanie – The Mandalorian

  1. W końcu mam czas aby skomentować wątek. Cieszę się, że tak zajarałaś się Mandalorianem i muszę Ci przyznać, że rzeczywiście jest się czym jarać i dzięki, że mnie zachęciłaś do tego tytułu. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, myślałam też, że tak zwany Baby Yoda to będzie tylko jakiś pomniejszy bohater, nieistotny aż tak dla całej fabuły. Kiedy zaczęło okazywać się inaczej, widzieliśmy hełm Mando, na którym mimo wszystko zaczęło się jakimś cudem pojawiać mnóstwo emocji (nie umiem twór wytłumaczyć XD) aż nie mogłam uwierzyć, ze serial pójdzie tym torem – a jednak! Rodzicielska więź była dla mnie mega zaskoczeniem jak i cały serial, który jest boski (aczkolwiek wykończyć mnie psychicznie i już się boję, co będzie dalej). Zauważyłaś chyba wszystkie najważniejsze elementy. Tez uwielbiam motyw muzyczny oraz grafiki z zakończeń odcinków. Myślę też, że kolejny seans jest jak najbardziej wskazany:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.