Wrzesień ze Star Trekiem – Ta okropna Federacja

Ach, Zjednoczona Federacja Planet… organizacja skupiająca w sobie liczne startrekowe światy, które pomimo wewnętrznych różnic wyznają podobne wartości tolerancji, współczucia i eksploracji ku wspólnemu dobru.

A jednocześnie banda świętoszkowatych hipokrytów, która dopuściła się różnych potwornych rzeczy na przestrzeni wieków i która chce dyktować innym rasom co jest dobre, a co złe; a jednocześnie zasłania się Pierwszą Dyrektywą, kiedy na mniej zaawansowanych planetach źle się dzieje.

Zarówno wewnątrz uniwersum Star Treka, jak i poza nim, Federacja była i jest poddawana licznym krytykom ze względu na to jak prowadzi swoją politykę i jaka się jawi. Co więcej – jeśli w nie-startrekowej franczyzie pojawia się Federacja zrzeszająca liczne planety, nieraz ma ona faszystowskie zapędy.

Przyjrzyjmy się temu jak Zjednoczona Federacja Planet jest postrzegana.

Gene L. Coon, w zasadzie ojciec wielu konceptów w Star Treku.

Przez dłuższy czas koncept Zjednoczonej Federacji Planet czyli organizacji, w ramach której działałaby Gwiezdna Flota, nie istniał. Pojawiało się coś o „Ziemskiej Zjednoczonej Agencji Sondowniczej” (United Earth Space Probe Agency) i o Ziemskich Placówkach na innych planetach, ale tak naprawdę Federacja (oraz inne istotne elementy Star Treka, takie jak napęd warp, Klingoni czy Pierwsza Dyrektywa) została wymyślona i rozwinięta przez scenarzystę Gene’a L. Coona, który – obok D. C. Fontany – jest jednym z najważniejszych scenarzystów Oryginalnej Serii.

W założeniu Gene’a Roddenberry’ego w przyszłości – po wielu latach Wojen Eugenicznych – ludzkość miała dojrzeć do tego, aby stać się jednym państwem ponad podziałami, pozbawionym uprzedzeń i chciwości. Zjednoczona Federacja Planet zaś to organizacja, w której ramach ta oświecona ludzkość współpracuje z innymi rasami. Choć Federacja i Gwiezdna Flota mają swoje „zgniłe jabłka” i czasem popełniają błędy, są częścią utopijnej wizji przyszłości Roddenberry’ego.

A potem przyszedł Star Trek: Następne Pokolenie i wprowadził wątek konspiracji wewnątrz Gwiezdnej Floty. Wątek, co prawda, porzucony w pierwszym sezonie, ale jednak świadczący o tym, że wewnątrz Federacji źle się dzieje.

A potem pojawili się Bajoranie, którzy byli przez 50 lat okupowani przez Cardassian, i wyglądało na to, że Federacja – bądź co bądź organizacja głosząca humanizm i współpracę międzyplanetarną – nie interweniowała w sprawy Bajoru i Cardassii i nie za bardzo zrobiła cokolwiek, aby pomóc Bajorowi. Co więcej – w Gwiezdnej Flocie panowały pewne podwójne standardy względem dress code’u poszczególnych ras we Flocie, bo choć komandor Worf mógł nosić klingońską opaskę, Bajoranie swoich kolczyków (mających silne znaczenie kulturowe i religijne) już nie. W ogóle podejście Federacji do Cardassii (jakby nie było – startrekowych nazistów) było miejscami trochę za bardzo pobłażliwe, zwłaszcza w Następnym Pokoleniu. I w sumie trudno się dziwić, że tak wielu ludzi przystawało do Maquis, aby dać Cardassianom łupnia.

Sekcja 31 wyjawia swoje istnienie doktorowi Bashirowi w Dochodzeniu.

No a potem Star Trek: Deep Space Nine to już pojechał po bandzie, bo tam wyszło na jaw, że wewnątrz Federacji działa tak zwana Sekcja 31 – tajna organizacja zajmująca się szpiegostwem, wpływaniem z ukrycia na politykę innych planet, a nawet zamachami i budową nowej broni.

Taaak…

(Nawiasem mówiąc, w Dochodzeniu (6×18) – odcinku Deep Space Nine wprowadzającym Sekcję 31 do uniwersum – było ustalone, że jej istnienie to jeden wielki sekret, o którym wiedzą tylko nieliczni członkowie Federacji. A tymczasem w następnych odsłonie serii – czy to w prequelowych filmach J. J. Abramsa i w Star Trek: Discovery, czy to w osadzonym później Star Trek: Lower Decks, nagle jest to organizacja działająca jawnie.)

Star Trek: Voyager i Star Trek: Enterprise ze swoim arbitralnym podejściem do Pierwszej Dyrektywy nieszczególnie pomogły pokazać Federację i Gwiezdną Flotę w dobrym świetle. Oba te seriale opowiadają o załogach, którym trudno jest utrzymywać standardy Federacji – Voyager utknął w Kwadrancie Delta, a Enterprise dopiero zaczynał tworzyć coś, co w przyszłości stanie się Zjednoczoną Federacją Planet.

Niemniej jednak Janaway z jednej strony próbuje jakoś podtrzymać te standardy Floty (zwłaszcza Pierwszą Dyrektywę), co nieraz ma fatalne skutki dla jej załogi; a z drugiej strony zdarza jej się łamać zasady Floty, kiedy jej to pasuje. Jest to jeden z zarzutów, które stawia się przeciwko tej kapitan – że działa niekonsekwentnie.

Z kolei odcinek Star Trek: Enterprise, który miał być takim zaczątkiem Pierwszej Dyrektywy w uniwersum – Listy (1×15) – do dzisiaj jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych odcinków Star Treka, bo w sumie wychodzi na to, że bohaterowie pozwalają na wymarcie inteligentnego gatunku, bo doktor Phlox uważa, że to „naturalna kolej rzeczy”. (Za lepszy odcinek do dyskusji o Pierwszej Dyrektywie uważa się dwudziesty drugi odcinek drugiego sezonu – Katalizatora.)

Generalnie wiadomo, że Zjednoczona Federacja Planet ma być czymś podobnym do ONZ, Unii Europejskiej czy NATO – organizacją międzynarodową z własnymi strukturami i prawem, które (teoretycznie) obowiązuje jej członków. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że takie organizacje mają swoje problemy i mają swoich sceptyków. I też wiele z rzeczy, które zarzuca się dzisiaj ONZ czy Unii, można zarzucić Federacji.

Pierwsza Dyrektywa jest tego dobrym przykładem. Na piśmie brzmi ona tak:

Jako że każda istota rozumna ma prawo do życia zgodnie ze swoją naturalną ewolucją kulturową, personel Gwiezdnej Floty nie może zakłócać normalnego rozwoju życia i kultury innego gatunku. Za zakłócenia uznaje się demonstrację wiedzy, siły lub technologii rasie, która nie jest w stanie rozumieć i posługiwać się poprawnie tą wiedzą. Oficer Gwiezdnej Floty nie może naruszyć Pierwszej Dyrektywy, nawet jeśli oznacza to zagrożenie dla jego życia lub statku, chyba że działa w celu naprawy wcześniejszego naruszenia lub przypadkowego skażenia obcej kultury.

Dyrektywy Gwiezdnej Floty Zjednoczonej Federacji Planet – Memory Alpha

Zasada o nieingerencji ma chronić styl życia mniej zaawansowanych technologicznie istot i nie dopuścić do nieodwracalnych szkód w ich społeczeństwie. Do pewnego stopnia Pierwsza Dyrektywa jest zabezpieczeniem przed imperializmem, przed narzucaniem własnych wartości i przed sytuacją, w której członkowie Gwiezdnej Floty zostają uznani za bogów. Czasem rozszerza się ją na wewnętrzną politykę społeczeństw, które osiągnęły już napęd warp i zdają sobie sprawę z istnienia innych światów – Federacja szanuje suwerenność innych planet.

Tylko że zasada nieingerencji często oznacza też, że jeśli w danym społeczeństwie istnieją nierówności społeczne, ustroje totalitarne, tortury, ofiary z istot rozumnych lub inne okropieństwa znane nam z mrocznych kart ludzkiej historii; albo jeśli danej cywilizacji grozi katastrofa naturalna, którą członkowie Floty mogliby z łatwością naprawić za pomocą swojej technologii, to Flota nie ma prawa nic zmieniać. (I też Kirk z Oryginalnej Serii wielokrotnie łamie Pierwszą Dyrektywę, bo uważa, że dana cywilizacja nie rozwija się albo idzie w złą stronę. Beckett Mariner robi to samo w Lower Decks, na przykład, potajemnie dając rolnikom bardziej zaawansowane narzędzia.) Zdarza się też, że Federacja postanawia nie mieszać się w konflikt pomiędzy dwiema planetami, nawet nie proponując negocjacji.

W tym względzie Federacja przypomina Organizację Narodów Zjednoczonych, która z jednej strony poucza swoich członków o prawach człowieka, a z drugiej strony nie robi nic z tymi krajami, które najbardziej te prawa człowieka łamią (jak Rosja, Chiny czy Arabia Saudyjska).

Z drugiej strony, kiedy Federacja już interweniuje, zdarza się, że zarzuca jej się mieszanie w wewnętrzne sprawy suwerennej planety i narzucanie jej swojej moralności. I kiedy, na przykład, słyszy się vedek Winn – jedną z przywódców bajorańskiej religii – mówiącą o „bezbożnej Federacji”, która oduczy bajorańskie dzieci wiary w Proroków, trudno nie mieć skojarzeń ze skrajnymi eurosceptykami, doszukującymi się w Unii Europejskiej komunistyczno-faszystowskiego molocha, który niszczy narodową tożsamość swoich podmiotów (i do tego narzuca im absurdalne regulacje). Analogię dopełnia też fakt, że wiara w Proroków – tak jak katolicyzm w Polsce – była jednym z czynników, które pomogły Bajoranom przetrwać piekło okupacji. Vedek Winn ma być przedstawiona jako fanatyczka, przeciwstawiona bardziej liberalnemu vedekowi Bareilowi, szerząca nienawiść i podział (w dodatku dla własnych politycznych ambicji), ale jak się spojrzy z boku na całą sytuację, to można w pełni zrozumieć nieufność Bajoran (nawet major Kiry) wobec Federacji i Gwiezdnej Floty jako kolejnej obcej siły w bajorańskiej przestrzeni kosmicznej.

Swego czasu – jeszcze kiedy w kinach puszczany był Star Trek: Beyond – MatPat przygotował Filmową Teorię o Zjednoczonej Federacji Planet, gdzie po pierwsze – zwrócił uwagę na to, że zwykle oglądamy historię z punktu widzenia oficerów Gwiezdnej Floty; po drugie – przypomniał, że eksploracja obcych lądów była zwykle powiązana, mniej lub bardziej, z kolonializmem w celu zdobycia nowych bogactw naturalnych; po trzecie – stwierdził, że Federacja zdaje się mieć monopol nad komunikacją i transportem; po czwarte wreszcie – doszukiwał się w wulkańskiej maksymie: „Potrzeby większości są ważniejsze niż potrzeby nielicznych” totalitarnego podejścia do jednostki. Choć wiele z tych punktów można łatwo obalić, MatPat powtarza starą interpretację Federacji jako organizacji faszystowskiej.

Żołnierze Galaktycznej Federacji w Blake 's 7.

Ta interpretacja znalazła potem odzwierciedlenie w wielu utworach science-fiction, które – mniej lub bardziej – próbowały dekonstruować Star Treka albo pokazać bardziej cyniczną wizję przyszłości. Wielu upatrywało, na przykład, w Galaktycznej Federacji pojawiającej się w brytyjskim serialu Blake’s 7 (zwłaszcza, że logo serialu przypomina deltę Gwiezdnej Floty, ale taką troszkę przechyloną) aluzji do startrekowej Federacji. Również inna Galaktyczna Federacja – ta, z którą walczył Rick Sanchez i która pod koniec drugiego sezonu i na początku trzeciego podbiła Ziemię, tworząc na niej dystopijny rząd – też wydaje się przytykiem do tej startrekowej, nawet chwaląc się tym, że zjednoczyła miliardy rozumnych form życia „w jednym, wspólnym uniwersum”. Wreszcie główny rywal Star TrekaGwiezdne Wojny – pokazał w prequelach złowrogą Federację Handlową, która próbowała nawet wymusić kapitulację na królowej Naboo.

Dzisiejsi twórcy Star Treka zdają się zauważać pewne problemy tej utopijnej wizji Gene’a Roddenberry’ego i pozwalają swoim bohaterom ją krytykować, podnosząc nawet ważne argumenty. Przeważa podejście, że generalnie Zjednoczona Federacja Planet ma swoje wady i „mroczne karty” w swojej historii, ale pewne ideały, które szerzy, warte są tego, aby je kultywować. Najlepiej do tego tematu podchodzą dwie serie: Star Trek: Deep Space Nine (ponieważ powstawało jakiś czas po śmierci Roddenberry’ego i można w nim było sobie pozwolić na odejście od jego wizji) i Star Trek: Lower Decks (bo pokazując uniwersum Star Treka w krzywym zwierciadle przy okazji zwraca uwagę na pewne absurdy i nieścisłości w działaniach Federacji i Floty; co więcej – łata też pewne dziury fabularne, sprawiając, że Federacja ma większy sens).

Na końcu zostawiam Was z tym legendarnym dialogiem pomiędzy Garakiem a Quarkiem (tak wiem, że pewnie macie już tego mojego ulubieńca dość; postaram się powstrzymywać w kolejnych postach).

Leave a Reply