Recenzje

Recenzja: Obywatel – Dopalony 1/3

Obywatel #1 – okładka pochodzi ze strony autora, Adama Kmiołka.

O polskim superbohaterze Białym Orle opowiadałam już nieraz. Również nieraz wspominałam o tym, że bardzo podoba mi się światotwórstwo braci Kmiołków, zwłaszcza jeśli chodzi o postaci, tak poboczne, jak i antagonistów. Jedną z tych postaci zaś był Obywatel – anty-bohater w hokejowej masce, który postępuje z przestępcami bardziej brutalnie niż Biały Orzeł.

I tak się jakoś złożyło, że kilka miesięcy temu artysta tworzący Białego Orła, Adam Kmiołek, rozpoczął zbiórkę na Kickstarterze, aby wydać nowy komiks robiony w tym samym uniwersum, ale dotyczący Obywatela właśnie. Postanowiłam wesprzeć autora, bo nie tylko chciałam, aby ten świat dalej się rozwijał, ale też byłam ciekawa samego Obywatela i jego historii.

Teraz podzielę się swoimi wrażeniami. Przy czym zaznaczam, że w komiksie podejmowane są drastyczne tematy (jak seksualne wykorzystywanie nieletnich albo ich śmierć).

Po tym jak Obywatel wrócił z Sopotu, gdzie załatwił wysoko postawionego pedofila, skupił się na swojej dziennej pracy – trenowaniu praskiej młodzieży w boksie. Niestety, jeden z jego podopiecznych nie pojawia się na turnieju, a kiedy Obywatel do niego zagląda, odnajduje martwe ciało chłopaka, który najwyraźniej coś przedawkował. Obywatel postanawia odnaleźć człowieka odpowiedzialnego za jego śmierć i trop kieruje go do szemranego nocnego klubu „Detonacja”.

W swoim pierwszym artykule o Białym Orle, porównałam Obywatela do Punishera. W obu postaciach widać koncept anty-bohatera, który postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i jest brutalny wobec przestępców, często zabijając ich. Już w swojej pierwszej scenie Obywatel dał się poznać jako ktoś, kto widzi korupcję i chce naprawić świat na własną rękę, ale ma też szacunek do bardziej idealistycznego Białego Orła. Później zaś pomaga mu w ucieczce z aresztu, aby Aleks mógł działać.

Komiks w całości poświęcony Obywatelowi może sobie pozwolić z jednej strony na większą brutalność i przyziemność (w przeciwieństwie do bardziej fantastycznego Białego Orła, walczącego z potworami oraz pradawnym złem), a z drugiej strony na rozwinięcie tej postaci i jej otoczenia. Wreszcie Obywatel nie jest tylko Zamaskowanym Mścicielem, ale jest też panem Edziem – instruktorem boksu dla młodzieży z biedniejszych dzielnic Warszawy, którego prześladuje widmo przeszłości i który regularnie odwiedza pewną samotną starszą panią.

To wszystko od razu sprawia, że Obywatel nabiera charakteru. Od razu wiemy, że to typ człowieka, który chce poprawić życie w swojej społeczności, chce wpoić młodzieży pewne wartości i wyciągnąć ją z dołu, w którym się znalazła, ale jego praca u podstaw w postaci zajęć z boksu nie wystarczy wobec całej masy zła, które toczy jego społeczność. Dlatego Edek przywdziewa maskę Obywatela, aby pomścić ofiary, a także zapobiec kolejnym.

Jednocześnie już w pierwszych scenach komiksu Edek pokazany jest jako człowiek metodyczny. Widzimy jak przygotowuje się do ukarania bogatego gwałciciela, zaopatrując się w supermarkecie i sklepie budowlanym, a nawet biorąc psa ze schroniska. A potem widzimy, jak udaje mu się uprowadzić swoją ofiarę i wprowadzić w życie swój makabryczny, acz dla wielu satysfakcjonujący plan.

Świat, w którym żyje Obywatel, to świat szemranych okolic, gangsterów sprzedających dzieciakom dopalacze, wysoko postawionych przestępców traktujących kobiety przedmiotowo, pato-gali MMA oraz ludzi dających psom do jedzenia kiełbasę z trutką na szczury. I tak jak Biały Orzeł czerpał dużo z polskich (dawnych i miejskich) legend, tak i w rzeczach, z którymi mierzy się Edek, da się odnaleźć jakieś elementy ściśle związane z polską rzeczywistością. Wszyscy pamiętamy aferę z dopalaczami, zwłaszcza ich szkodliwy wpływ na młodzież – tutaj mamy motyw takiego dopalacza, który pełni rolę dopingu, który przyczynił się do śmierci nastolatka. Wielu z nas słyszało też o galach freak fighterów (z którymi też związane są liczne kontrowersje), tak więc mamy historię o tym, jak ktoś organizuje taką galę z ludźmi, którzy brali dopalacze, i teraz na oczach milionów robią z przeciwników krwawą miazgę.

Obywatel - bójka w klubie "Dopalony"

Trochę ten komiks przypominał mi Sin City Franka Millera. Nie tylko przez swoją brutalność, lecz przede wszystkim przez konwencję czerni i bieli z pojedynczymi kolorowymi elementami, które stają się tym bardziej wyraziste. O ile jednak u Millera były to różne kolory, o tyle w Obywatelu jest to tylko czerwień – czerwone paski na masce Edka, czerwone paznokcie i sukienki kobiet w klubie, czerwone rękawice bokserskie, czerwone kwiaty, czerwona krew i przekrwione oczy. I nie powiem, to wygląda bardzo klimatycznie. Miałam wrażenie, że tak właśnie Obywatel widzi świat – jako ponure miejsce, w którym jedynym jasnym kolorem jest wszechobecna krwista czerwień.

Na razie jedyne, co w moim odczuciu wyszło nieco słabiej, to czarne charaktery. Do tej pory Obywatel miał okazję walczyć z jakimiś mało wyrazistymi gangsterami. Również zapowiadany szef całej operacji jest po prostu sylwetką w cieniu; zapewne w kolejnych odsłonach będzie podbudowywany aż do wielkiego odkrycia, ale na razie niespecjalnie interesuje mnie kim może być. Pato-Orzeł może się wydać trochę idiotą na miarę Braci Słabych (kto wie, tan wie), ale można by się zastanawiać, dlaczego akurat postanowił przebierać się za Białego Orła podczas pato-gali.

Niemniej jednak pewnie będzie jeszcze czas, aby ci złole stali się bardziej wyraziści. W pierwszych odcinkach/rozdziałach/numerach komiksów dopiero poznajemy postaci, a w kolejnych odsłonach będą one rozwijane.

Na razie jestem zadowolona z Obywatela i mam nadzieję, że wkrótce wyjdą jego dalsze przygody.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź