
Teoretycznie Wilkołak Nocą przynależy do Czwartej Fazy MCU, ale że był reklamowany jako Halloweenowy Special, pomyślałam, że lepiej zostawić go sobie na październik.
I poniekąd tak zrobimy również z To Zawsze Agatha i Marvel Zombi, jako że są to także produkcje wypuszczane w okresie halloweenowym i mające horrorowy klimat. Co więcej, każda z nich odpowiada jednej z „nowych” Faz MCU.
Zaczynamy bardzo klasycznie, ale i oryginalnie. Trzymajcie się, bo mam dużo do omówienia.
Opis Fabuły:
Przez całe wieki w uniwersum Marvela istnieli łowcy potworów. Wśród nich najznamienitszy był ród Bloodstone’ów będący w posiadaniu Krwawego Kamienia. Niedawno zmarła głowa rodu, Ulysses Bloodstone, a na jej pogrzeb przybywają łowcy potworów z całego świata, w tym – Jack Russell oraz wyrodna córka Ulyssesa, Elsa. Mają odbyć się rytualne łowy na potwora, na którym zawieszono Krwawy Kamień, a kto go zabije, otrzyma prawo do dziedziczenia Kamienia i przewodzenia łowcom, aczkolwiek podczas łowów można zabić również konkurentów. O ile Elsa walczy o swoje dziedzictwo, a większość łowców o moce, które daje Kamień, Jacka Russella interesuje coś zupełnie innego.
Wnioski Ogólne:
Jack Russell jako postać pojawił się po raz pierwszy w 1971, na łamach komiksu Marvel Spotlight (konkretnie, to drugiego numeru) i był reakcją na zluzowanie przez Comics Code Authority zasad dotyczących przedstawiania wilkołaków w komiksach. Marvel Spotlight było antologią (podobną do Comics Showcase u DC), w której testowano nowe pomysły, a jak się spodobały, dostawały własną serię. Historia chłopaka, który w osiemnaste urodziny odkrywa, że jest wilkołakiem, szybko znalazła widownię, zwłaszcza że po pierwsze – opowiadana była w dużej mierze z punktu widzenia Jacka (nawet jak był on w swojej dzikszej postaci), a po drugie – Jack musiał radzić sobie nie tylko ze swoją podwójną naturą, lecz także licznymi złoczyńcami, którzy próbowali ją w ten czy inny sposób wykorzystać do swoich niecnych celów. Z czasem Wilkołak Nocą wprowadził też takie wątki, jak Księga Grzechu Darkhold, a nawet stanowił debiut Moon Knighta.
Jako adaptacja, Wilkołak Nocą różni się od pozostałych odsłon MCU – nie tylko jest bardzo krótki (ma około 55 minut), lecz także jego tytuł poprzedza: Marvel Studios prezentuje. Nie zdziwiłabym się (i nawet nie miałabym nic przeciwko temu), gdyby to było coś podobnego do antologii Marvel Spotlight, w której przedstawiano by nam krótką historię, oderwaną od reszty MCU, aby widzowie mogli się zapoznać z tymi postaciami (niestety, świąteczny special ze Strażnikami Galaktyki trochę psuje tę koncepcję, aczkolwiek samo Marvel Spotlight znalazło swoje miejsce i w jego ramach powstała, na przykład, Echo i nadchodzący Wonder Man).
Dobrze, nie przedłużając już przechodzimy do samej historii.
Pomimo tego, że special nosi tytuł Wilkołak Nocą, to musimy długo czekać, zanim okaże się, że Jack to w rzeczywistości wilkołak. Dopiero w dwudziestej minucie dowiadujemy się, że nie przybył do posiadłości Bloodstone’ów po Kamień, tylko aby uratować „zwierzynę”, czyli będącego bagiennym potworem Teda (znanego jako Man-Thing); dopiero około trzydziestej minuty Krwawy Kamień reaguje na Jacka, rzucając nim i odkrywając przed łowcami, że nie jest on do końca człowiekiem; i dopiero po przekroczeniu trzydziestej dziewiątej minuty widzimy w pełnej krasie tytułowego wilkołaka. Istotne jest to, że mamy tutaj odwrócenie ról: dwa potwory, które widzimy – Jack i Ted – są przedstawione jako przemili goście i ofiary okoliczności, podczas gdy ścigający je łowcy są okrutni, krwiożerczy i przeświadczeni o swojej wyższości. Nawet wobec siebie są drapieżni, ponieważ każde z nich pragnie zdobyć Krwawy Kamień i jego moc. Do tego wcześniej, kiedy łowy mają zostać ogłoszone, Jack wyróżnia się tym, że niespecjalnie chwali się swoimi potyczkami z potworami i twierdzi, że znaki na jego twarzy to wyraz szacunku dla przodków, podczas gdy dla jego rozmówcy pomalowana twarz to raczej część „marki”, którą się wyróżnia na tle innych łowców. Również w tym, że ożywione i zmechanizowane zwłoki Ulyssesa Bloodstone’a przedstawiają ogólny zamysł łowów, jest coś nieludzkiego.
Elsa też od początku jest kreowana na kogoś, kto nie do końca przystaje do tego całego towarzystwa. Już w jej pierwszej scenie, podczas konfrontacji z macochą, Verussą, daje nam się do zrozumienia, że Elsa odrzuciła rolę łowczyni potworów i powróciła do posiadłości Bloodstone’ów po dwudziestu latach. Pomimo tego, że Elsa chce odzyskać Krwawy Kamień, chodzi jej nie tyle o moc, którą on posiada, czy nawet o władzę nad stowarzyszeniem łowców potworów, tylko o uwolnienie się od toksycznej rodziny. Zabija też (przeważnie) w samoobronie.
Sam Jack chce tylko ocalić kumpla. Dla niego wielki, władający żrącym dotykiem potwór z czerwonymi oczami to po prostu Ted. Podczas ich spotkania w labiryncie nie rozumiemy, co mówi Ted, ale widać, że znają się z Jackiem dość długo, aby się ze sobą przekomarzać i się o siebie troszczyć. Jack pyta nawet Teda, czy Krwawy Kamień sprawia mu ból. Później, będąc zamkniętym w krypcie z Elsą, porównuje Teda do kuzyna, który ciągle pakuje się w kłopoty… ale łatwo odnieść wrażenie, że ci dwaj mają tylko siebie. W ostatecznej rozgrywce Ted zresztą nie pozostaje dłużny: Nie tylko przybywa, aby zabrać Jacka w bezpieczne miejsce (i nawet zabiera płaszcz jednemu z łowców, aby potem jego przyjaciel miał czym się opatulić), lecz także kiedy Jack wraca do siebie, budzi się w szałasie, przy dźwiękach kojącej muzyki i z czekającą na niego poranną kawą.
Nie dowiadujemy się, kim lub czym jest Ted. Nawet nie poznajemy jego (cokolwiek adekwatnej do motywu potworów nie będących znowu tak strasznymi) przeszłości jako naukowca Teda Sallisa, który pracował nad nowym Serum Superżołnierza, został zaatakowany przez organizację terrorystyczną AIM i stał się Man-Thingiem na skutek swojego serum i sił mistycznych w pobliskim bagnie (to zagmatwana sprawa). Ale to nie jest ważne. Bo obojętnie, czy Ted byłby człowiekiem zamienionym w potwora, czy urodziłby się potworem i Jack nadałby mu imię, i tak ważne jest tylko to, że Ted nie jest tak straszny i dziki, jak można by się wydawać. Nawet potem Jack radzi Elsie, aby przy spotkaniu z jego „kuzynem” zwróciła się do niego po imieniu i od razu dała się poznać jako przyjaciółka. I to wystarczy.
Kiedy Jack natyka się na Elsę w labiryncie, w którym odbywają się łowy, mówi jej: „Nie walczmy. Niech każde z nas idzie w swoją stronę”; a potem, gdy utknęli razem w krypcie, opatruje jej rany i proponuje układ: wspólnie wytropią Teda, on go uratuje, Elsa dostanie Kamień, i wszyscy będą szczęśliwi. Ona na to przystaje, chociaż potem sprawy się komplikują, kiedy oboje trafiają do niewoli.
Generalnie Wilkołak Nocą jest ewidentnie stylizowany na stary film z lat trzydziestych (widać to zarówno w czarno-białej kolorystyce, jak i w początkowym logo i karcie tytułowej) i ma trochę przywodzić na myśl Klasyczne Potwory Universala, które nadal są ikonami horroru i znajdują swoich naśladowców (ileż to razy w fikcji pojawiają się mumia, wampir, potwór Frankensteina i wilkołak w jednym miejscu? i czasem też jest tam jakiś rybolud i Narzeczona Frankensteina). Z tym, że dzisiaj spogląda się na te potwory nieco bardziej współczującym okiem, bo w każdym z nich jest pewna tragedia. Potwór z Czarnej Laguny to po prostu zwierzę, którego terytorium zostało naruszone. Potwór Frankensteina szuka przyjaciela i nie rozumie dlaczego spotyka się ciągle z wrogością; a jego „Narzeczona” nie chce być tylko jego towarzyszką. Mumia Imhotep jest reliktem dawnych czasów i pragnie ożywić swoją dawną miłość a Dracula… no, może nadal jest drapieżnikiem, ale ma pewien styl. Jest w nich pewien romantyzm, a także metafora inności, której nie aprobuje cywilizowane społeczeństwo.
Wśród tych Klasycznych Potworów Universala jest bohater Wolfmana, Larry Talbot – człowiek ugryziony przez wilka i obłożony klątwą, przez którą podczas każdej pełni zamienia się w wilkołaka, dokonuje aktów przemocy i jest ścigany. Sam reżyser pierwszego Wolfmana porównywał sytuację Talbota do greckiej tragedii, gdzie klątwa spada na bohatera bez żadnej jego winy, a on pragnie się od niej uwolnić (a w późniejszych odsłonach serii nawet umrzeć). Całą jego historię możecie zobaczyć tutaj albo tutaj, niemniej jednak ślady Larry’ego Talbota – człowieka obłożonego klątwą likantropii i przerażonego swoją własną naturą – można zauważyć również w innych wilkołakach… w tym w Wilkołaku Nocą. W komiksach wilkołactwo Jacka Russella też jest nazywane klątwą (odziedziczoną po pochodzącym z Bałkanów ojcu) i sprowadza na niego liczne nieszczęścia, bo w wilczej postaci Jack jest nieobliczalny (zdarzyło mu się wielokrotnie kogoś zabić, choć zazwyczaj są to raczej ludzie, którzy coś mu zrobili). Dopiero z czasem uczy się z tym żyć i nawet odkrywa na nowo swoje powołanie: ochronę potworów, które niekoniecznie są niebezpieczne.
Ten Jack Russell, którego poznajemy w specialu, wydaje się już jakoś sobie radzić ze swoją likantropią. Przez dłuższy czas (nawet, kiedy zostaje odkryty i zamknięty w klatce) nie spodziewa się jakichś kłopotów z przemianą, bo pełnia ma być za pięć dni. Dopiero kiedy Elsa informuje go, że Krwawy Kamień może wzbudzić jego przemianę, Jack zaczyna się niepokoić. Dziewczyna ze swej strony może nie tyle boi się Jacka, co ma mu za złe, że nie powiedział jej o swojej naturze wcześniej, a teraz mogą oboje zginąć.
Jack wpada jednak na pewien plan: najpierw mówi jej, że po jego przemianie Elsa powinna przez cały czas utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. Następnie podchodzi do niej i obwąchuje ją starannie, aby zapamiętać jej zapach. Kiedy Elsa pyta go czy to pomoże, on odpowiada: „Raz pomogło.” I tu możemy się tylko domyślać, że jest ktoś, kogo Jack-Wilkołak nie atakuje – może to Ted (w końcu potem Man-Thing przybywa po kumpla), może to siostra Jacka z komiksów, Lissa, a może ktoś jeszcze inny. Tak czy inaczej, kiedy wreszcie Jack zostaje przemieniony, jego plan zbiera owoce.
Jeszcze kiedy łowcy przybywają do klatki, Jack błaga ich, aby go nie przemieniali. Bo on nie chce nikogo krzywdzić, a pod wilczą postacią nie będzie zdolny do litości. I tutaj Derussa, jej strażnicy i pozostali ocaleli z łowów łowcy jeszcze myślą, że mają przewagę. Kiedy tylko Jack Russell zamienia się w wilkołaka, szybko zabija większość z nich w brutalny sposób. Ani ich broń, ani szkolenie im nie pomogły w walce z nim.
Jack-Człowiek był przemiły, pomocny i nie chciał nikogo zranić. Jack-Wilkołak to kierująca się instynktem przetrwania maszyna do zabijania.
Mimo wszystko jednak, kiedy Elsa staje naprzeciw niego i próbuje do niego przemówić, on ją rozpoznaje. Mało tego – po ucieczce z klatki dziewczyna zabija łowców, którzy go atakują, i nawet kładzie mu rękę na policzku. I jest w tej scenie pewna delikatność. Widzieliśmy to już wiele razy (np. w Legendzie Vox Machiny, kiedy Vex próbowała przemówić do opętanego przez Ciemność Percy’ego) – Elsa chce tym gestem okazać Jackowi wsparcie i dać mu do zrozumienia, że nie jest sam i nie musi się jej bać. Elsa pozwala mu nawet uciec, to jednak rozwściecza Verussę, która widzi w tym kolejną zdradę rodowych wartości Bloodstone’ów i zamierza pasierbicę zabić. Na szczęście wtedy właśnie pojawia się Ted.
Wilkołak Nocą kończy się tym, że Elsa Bloodstone przejmuje Kamień i zasiada w swojej nowej posiadłości, podczas gdy Jack budzi się bezpieczny w towarzystwie Teda. Przy okazji Krwawy Kamień (który dotąd był jedyną nie-czarno-białą rzeczą w filmie) sprawia, że świat dookoła nabiera kolorów (do muzyki Somewhere Over The Rainbow). I tutaj warto wspomnieć, że tak jak niektóre filmy można obejrzeć w wersji czarno-białej (na przykład, Godzilla Minus One), tak na Disney Plus dostępny jest Wilkołak Nocą w kolorze.
Następnym razem zahaczamy o Piątą Fazę i wracamy do Westview. Albowiem obejrzymy sobie To Zawsze Agatha.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
