
Patrzcie, a wydaje się, że ledwie wczoraj pisałam recenzję pierwszego numeru Obywatela i rozwodziłam się nad motywami polskich legend w komiksach o Białym Orle. A tu niespodzianka – nie tylko jest nowy komiks o Białym – Aż do Śmierci – lecz także otrzymałam w zamówieniu w przedsprzedaży egzemplarz recenzencki!
A jest to komiks szczególny, albowiem Aż do Śmierci ma kończyć sagę Białego Orła, którą śledziliśmy przez te wszystkie lata, i odpowiedzieć na pytania, które zostały postawione już w pierwszym komiksie z Aleksem Poniatowskim. Ta pierwsza Aż do Śmierci już trochę wyjaśnia, ale przy okazji stanowi ciekawe studium postaci Wiktora Rossa, prezesa TechCorpu i byłego wspólnika Aleksa. Dlatego trochę na nim chciałabym się skupić.
Zacznijmy może od małego przypomnienia tego, co działo się w poprzedniej historii Białego Orła – Kronikach konfliktu. Tracący moce Aleks znalazł swojego zaginionego ojca w katedrze gnieźnieńskiej i odkrył, że jego staruszek ukrywał się, aby chronić syna i stworzyć dla niego nową surowicę. Nagle pojawia się krzyżak Zygfryd, niszczy katedrę i na oczach Aleksa zabija jego ojca. Sam Aleks traci przytomność i ma czas pogadać ze Stwórcą i poznać całą historię o świętej krwi, Strażnikach i Czwartym. Aleks zostaje odesłany na Ziemię i nagle odkrywa, że ma skrzydła… Ale w między czasie Zygfryd – z pomocą Wiktora Rossa i TechCorpu – tworzy nowe zalewiaki i zamierza za ich pomocą zemścić się na Polsce, zaczynając od ataku na Warszawę. W obronie stolicy stają Rycerz Wyklęty, Syrenka, Superżołnierz i Dziki Góral. Tymczasem Wiktor Ross dostał wiadomość od anonima, który ma jakieś informacje o Zygfrydzie i chce się spotkać z Wiktorem na moście Poniatowskiego. Na miejscu okazuje się, że to Lech, który uświadamia mu, że Zygfryd to psychopata zainteresowany tylko zniszczeniem i proponuje układ: Wiktor pomoże zgładzić Zygfryda, a Lech uczyni go członkiem jego tajnej organizacji. Podczas gdy bohaterowie walczą z potworami, prezes TechCorpu zakuwa w kajdany swoją szefową ochrony, Czarną Śmierć (która okazała się jedną z kochanek Zygfryda sprzed lat, z którą ten podzielił się mocą), aby sprowadzić na miejsce krzyżaka i zabić go laserem o ogromnej mocy. Udaje się uratować Warszawę i pokonać Zygfryda, ale Czarna Śmierć przeżywa, Superżołnierz ginie zanim spotka się z córką, a Biały Orzeł przybywa, aby skonfrontować Wiktora w związku z jego dotychczasowymi grzechami.
(Wiem, że to streszczenie nadal może się wydawać kuriozalne, dla tych, co nie czytali Białego Orła, więc odsyłam do mojego zeszłorocznego artykułu.)
Teraz, jak już jesteśmy, mniej więcej, na bieżąco, możemy przejść do pierwszej części Aż do Śmierci.
Poza wstępem z Lechem i Czwartym na samym początku, ten numer jest w całości o Wiktorze Rossie i dzieje się głównie w jego apartamencie. I wiecie, przez większość historii Wiktor był przedstawiony jako taki trochę Lex Luthor – bogaty przemysłowiec, który ma szerokie wpływy w świecie biznesu, robi interesy z rządem i rozwija technologię w celach militarnych, czasem posuwając się do wymuszeń lub szantażu (w czym Czarna Śmierć i Bracia Słabi mu pomagają). Prowadzi też nieetyczne eksperymenty na ludziach, czego Superżołnierz i jego córka są przykładami. I choć Wiktor Ross nie wydaje się aż tak potężnym przeciwnikiem jak Zygfryd czy Czwarty, to poniekąd od Pierwszego lotu wiedzieliśmy, że w pewnym momencie dojdzie do konfrontacji między nim a Białym Orłem. Ich relacja ma charakter bardziej osobisty.
I kiedy spotykamy Wiktora w Aż do Śmierci, właśnie miał koszmar, w którym prześladowały go jego niewinne ofiary. Potem widzimy, że jego kariera też się powoli wali i komentatorzy wieszczą mu rychłe aresztowanie, a wkrótce wbija mu do mieszkania żądna zemsty za niedawną zdradę Czarna Śmierć. Jeszcze podczas retrospekcji sprzed kilku tygodni, kiedy to wreszcie Biały Orzeł konfrontuje swojego dawnego przyjaciela w związku z jego udziałem w modyfikacji zalewiaków dla Zygfryda, Wiktor z jednej strony twierdzi, że nie wiedział o tym, co krzyżak tak naprawdę planuje, a z drugiej – przez całą tę scenę stara się zachować pewność siebie. W pewnym momencie nawet oznajmia, że to dzięki niemu TechCorp osiągnął status megakorkporacji i że ludzie biznesu i celebryci go podziwiają albo się go boją.
Jest pewien kontrast między tym pewnym siebie ubranym w garnitur Wiktorem Rossem a późniejszym siedzącym w szlafroku, nieogolonym Wiktorem Rossem, na którego dybie Czarna Śmierć. Zwłaszcza że Wiktor w szlafroku wydaje się jakby bardziej świadomy, że zrobił coś strasznego. A potem pada tekst, który sprawił, że spojrzałam na niego trochę inaczej:
„To było jak sen, który teraz okazał się koszmarem. Jakby wiedziała, jak wzbudzić najgorsze instynkt, jak manipulować, jak wzmocnić w tobie pożądanie tego, czego pragniesz najbardziej. Władza, pieniądze… Zaślepiło mnie to, ale ona… To ona sprawiła… Teraz to widzę. Rozumiem. To nie byłem prawdziwy ja. Zatruła mnie!”
Aleks od razu uznaje to za nieudolną próbę zrzucenia winy na niepoczytalność, ale rzecz w tym, że w wielu momentach Wiktor wydaje się szczery. Jego koszmar jest prawdziwy (a więc jego poczucie winy też), jego reakcja na wieść o śmierci ojca Aleksa też. Co więcej, kiedy się tak spojrzy na Kroniki konfliktu (zwłaszcza część drugą i trzecią) są tam sceny, kiedy Wiktor wydaje się mieć jakieś wątpliwości, a nawet w pewnym momencie – tak patrząc na atakujące warszawiaków potwory – zaczyna się zastanawiać, dlaczego w ogóle poszedł na układ z Zygfrydem… po czym Czarna Śmierć przypomina mu, że krzyżak pojawił się u niego z ciekawą ofertą. Brzmi to trochę jak ekspozycja, ale jednocześnie można to też odczytać jak coś w rodzaju hipnozy albo manipulacji. Jakby Czarna Śmierć chciała oddziaływać na umysł Wiktora, aby był bardziej podatny na wpływy Zygfryda. Może rzeczywiście Wiktor był, do pewnego stopnia, manipulowany do tego, aby robić to, co zrobił.
I mam wrażenie, że w Aż do Śmierci jest wiele takich scen i kwestii, które sprawią, że spojrzymy zupełnie inaczej na sceny z poprzednich części. Sama scena otwierająca tę część z Czwartym i Lechem oraz to, co następuje zaraz potem (nie chcę spoilerować, bo to naprawdę coś dużego i warto to zobaczyć na własne oczy), z jednej strony zmienia kontekst wielu poprzednich odsłon Białego Orła, a z drugiej naprawdę dużo wyjaśnia.
Również ostatnia scena Aż do Śmierci wiele obiecuje, jeśli chodzi o wielki finał. Bo z jednej strony nasz bohater znajduje się w bardzo opłakanej sytuacji, a z drugiej – pojawia się wreszcie postać, która przez większość historii była tylko wspominana lub oglądana z daleka. A akurat miały miejsce pewne szczególne rewelacje na jej temat. Ale o tym, jak i o kwestii Czwartego będę pewnie jeszcze pisać w szerszym i bardziej konkretny tekście.
Jak widzicie, jestem pod dużym wrażeniem najnowszego Białego Orła, jednak widzę też pewien szczególny mankament, a mianowicie: to, że uwięzienie Czarnej Śmierci w poprzednim numerze nie ma za bardzo sensu, bo jednak laska, która potrafi zabić jednym zadrapaniem nie dałaby się tak łatwo złapać (gdyby nam chociaż pokazali, jak to się Wiktorowi udało).
No cóż, trochę dziwnie tak wiedzieć, że następny Biały Orzeł będzie ostatnim. Jednocześnie mam wrażenie, że to nie będzie taki całkowity koniec tego bohatera. Zasygnalizowano nam w Aż do Śmierci, że społeczeństwo zaczyna się interesować bohaterami, którzy niedawno bronili Warszawy, więc może czeka nas w przyszłości polska drużyna superbohaterska.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
