Meg ogląda Star Trek: TOS – 1×28 „Naprawić historię”

W oryginale ten odcinek nosi tytuł The City On The Edge of Forever. Powszechnie uznaje się go za jeden z najlepszych odcinków w historii Star Treka.

Scenariusz do niego napisał Harlan Ellison – autor prowokującego do myślenia science-fiction (którego co poniektórzy mogą znać choćby z gry I Have No Mouth And I Must Scream, powstałej na podstawie jednego z jego opowiadań) – jednakże ponieważ pierwotnie ów scenariusz wydawał się różnić klimatem od Star Treka, postanowiono go przepisać. Przepisywano go wielokrotnie, co Ellisonowi się bardzo nie podobało (zwłaszcza, że te przeróbki kompletnie pozbawiały tę historię głębi), aż w końcu niejakiej D.C. Fontanie udało się zachować równowagę pomiędzy oryginałem pisarza a tonem, w jakim zachowany był Star Trek.

Tak czy inaczej, z tej mieszanki powstał genialny odcinek, do dzisiaj uważany za arcydzieło. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Opis Fabuły:

Enterprise znajduje się w pobliżu planety, która jest źródłem temporalnych anomalii, te z kolei powodują turbulencje im bardziej statek się do nich zbliża. W wyniku jednej z taki turbulencji doktor McCoy niechcący wstrzykuje sobie sporą dawkę kortryzyny (specyfiku działającego jak adrenalina) i pod wpływem narkotyku zaczyna zachowywać się jak wariat (ma wrażenie, że wszyscy chcą go zabić i nie poznaje twarzy przyjaciół). Uciekając przed załogą, przetransportowuje się na powierzchnię planety i siłą rzeczy Kirk, Spock, Uhura, Scotty i dwóch oficerów ochrony muszą zejść za nim, aby go obezwładnić. Szybko okazuje się, że na planecie znajduje się portal – pozostałość po starożytnej cywilizacji. Nazywa siebie Strażnikiem Wieczności i zaczyna pokazywać gościom dzieje ludzkiej cywilizacji. Wtem wciąż odurzony McCoy wskakuje w portal, a zwiad Kirka traci łączność ze statkiem. Tak się bowiem składa, że doktor trafił do przeszłości i zrobił coś, co uniemożliwiło powstanie Federacji. Kirk i Spock postanawiają cofnąć się w ten sam okres historyczny i powstrzymać przyjaciela. Tak oto trafiają do Ameryki w roku 1930, a tam spotykają niejaką Edith Keeler – wierzącą w świetlaną przyszłość pracownicę społeczną, prowadzącą jadłodajnię dla bezdomnych. Czekając na przybycie McCoya, Spock próbuje zbudować prymitywny komputer, aby odtworzyć nagranie z planety Strażnika Wieczności i dowiedzieć się, co zmienił Bones; tymczasem Kirk zaczyna pałać uczuciem do panny Keeler. Szybko jednak sprawy się komplikują, kiedy Spockowi udaje się odtworzyć wycinek z gazety, według której Edith Keeler zginęła w wypadku.

Co Z Tego Pamiętam:

W zasadzie całkiem dużo. Jest to, mimo wszystko, odcinek, który zapada w pamięć. Tyle że jak pierwszy raz go oglądałam, to ominął mnie ten fragment wyjaśniający, czym się naćpał doktor McCoy.

Nie pamiętałam też, że Edith Keeler była grana przez Joan Collins, czyli Alexis z Dynastii.

Wnioski Ogólne:

Przez pierwsze kilka minut ma się wrażenie, że ten odcinek będzie o czymś zupełnie innym, a mianowicie – o tym, że McCoy jest pod wpływem narkotyków i trzeba go powstrzymać. Potem pojawia się fabuła właściwa i tak oto mamy Kirka i Spocka w latach trzydziestych XX wieku.

The City On The Edge Of Forever jest uważane za jeden z najlepszych odcinków Star Treka, ponieważ jest tam wątek Edith Keeler – dobrej, wierzącej w lepsze jutro pracownicy społecznej, z którą Kirk szybko nawiązuje porozumienie i w której się zakochuje… jednakże wydaje się, że od tego, czy zginie ona w wypadku, czy nie, zależy przyszłość Federacji. Na początku sprawa jest niejasna, bo Spock dysponuje tylko dwoma pozbawionymi szerszego kontekstu informacjami na temat potencjalnej przyszłości panny Keeler – że w 1930 roku Edith została potrącona przez samochód i że w 1936 spotkała się z prezydentem Rooseveltem jako przywódczyni Ruchu Pacyfistycznego. Kirk, oczywiście, nie wie, co ma zrobić, dlatego potrzebuje więcej danych na temat przyszłości. Widać po nim, że nie chce, aby Edith zginęła, ale nie wyklucza takiej ewentualności.

W końcu Spock znajduje brakujący kawałek układanki – Ruch Pacyfistyczny, który założy Edith, spowoduje, że Ameryka przystąpi do drugiej wojny światowej o wiele później niż miało to miejsce w rzeczywistości, a w rezultacie naziści będą mieli więcej czasu, aby stworzyć własną bombę atomową i wygrają wojnę. Wniosek jest prosty – Edith Keeler musi umrzeć, żeby świetlana przyszłość Federacji mogła mieć miejsce.

Jest to zresztą ciekawe podejście do pacyfizmu. Dotychczasowe odcinki Star Treka bardzo jasno pokazywały zło wojny i wielokrotnie optowały za bardziej dyplomatycznymi rozwiązaniami, tutaj zaś Spock twierdzi, że pacyfizm jest jak najbardziej rzeczą dobrą… ale w nieodpowiednim czasie może być groźny. Tutaj nastroje antywojenne w USA pozwoliły bardziej brutalnej ideologii podbić świat. Ani pacyfiści, ani tym bardziej sama Edith Keeler tego nie chcieli, ale nie mogli być świadomi tego, jakie konsekwencje będą miały ich działania.

Co ciekawe tak widz, jak i Kirk i Spock spodziewają się, że McCoy zmieni bieg historii w narkotycznym szale, ale w chwili, kiedy Edith ma wpaść pod samochód, doktor odzyskał świadomość i zdrowy rozsądek, a ponadto panna Keeler się nim zaopiekowała. Co więcej – nie potrafi zrozumieć, dlaczego jego kapitan go powstrzymuje przed ratowaniem Edith.

William Shatner świetnie zagrał ten odcinek. Wręcz fenomenalnie. Aż do końca czuć, jak bardzo ta sytuacja wstrząsnęła Kirkiem, widać jego wewnętrzny konflikt między miłością a poczuciem obowiązku. Kiedy on i Spock wracają do swoich czasów, a Strażnik Wieczności mówi, że chętnie znów zobaczy członków Floty, jeśli będą zainteresowani badaniem przeszłości, ma się wrażenie, że kapitan Enterprise chce jak najszybciej odejść, bo przebywanie na tej planecie jest dla niego zbyt bolesne.

Jest to też pierwszy odcinek Star Treka, gdzie bohaterowie mierzą się z nazistami i gdzie mamy alternatywną rzeczywistość, w której naziści wygrali wojnę. Co prawda, w Voyagerze mieliśmy symulację, w której Hirogeni polowali na załogę kapitan Janaway w dekoracjach okupowanej Francji, ale na przykład, Archer i spółka znajdowali się w okupowanej przez nazistów… Ameryce. No cóż, ten motyw alternatywnej historii jest dość znany w sci-fi, więc trudno oczekiwać, aby Star Trek nie pokusił się o własną jego wersję.

Mimo że sam odcinek jest dość smutny, ma swoje jaśniejsze momenty, chociażby Kirk próbujący wyjaśnić dziwny wygląd Spocka policjantowi, który nakrył ich na kradzieży; obaj panowie nie rozumiejący slangu z lat trzydziestych, czy Spock będący po raz pierwszy tym, który słyszy od Strażnika Wieczności: „Ależ wasz prymitywny mózg nie jest w stanie pojąć czym tak naprawdę jestem, więc używam metafor, aby wam to ułatwić.”

Sam Strażnik Wieczności pojawił się ponownie głównie w startrekowych powieściach, zaś w kolejnych serialach wystąpił jeszcze tylko jeden raz – w odcinku animowanego Star Treka, gdzie Spock musi cofnąć się w czasie i uratować samego siebie podczas wulkańskiego Rytuału Przejścia. Jest to zresztą całkiem fajny odcinek, bo mówi też co nieco o przeszłości i zmaganiach Spocka jako pół-człowieka na Wulkanie.

Następny odcinek to finał sezonu pierwszego Oryginalnej Serii. Zobaczymy jak Kirk i jego załoga poradzą sobie z pewnymi pasożytami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.