Meg ogląda Star Trek: TOS – 2×25 „Chleba i igrzysk”

Chleba i igrzysk to jeden z tych odcinków Oryginalnej Serii, na których omówienie czekałam. To kolejny odcinek, który przychodzi mi do głowy kiedy myślę o pierwszym Star Treku, zwłaszcza jeśli chodzi o epizody z fabułą typu: „planeta, która łudząco przypomina Ziemię w pewnym okresie historycznym”.

Do tego powstał on w momencie, kiedy przyszłość serialu wisiała na włosku i nie było pewności, czy Star Trek nie zostanie anulowany z powodu niskiej oglądalności. Toteż dużo w Chleba i igrzysk dostaje się telewizji.

Opis Fabuły:

Enterprise znajduje wrak statku kupieckiego SS Beagle dryfujący w przestrzeni kosmicznej. Po wstępnym skanowaniu okazuje się, że cała załoga zniknęła, tak więc musiała zostać gdzieś przetransportowana. Co więcej – dowódcą statku był wyrzucony z Akademii Gwiezdnej Floty niejaki Merik. W pobliżu znajduje się podobna do Ziemi planeta, na którą załoga mogła się transportować, tak więc Kirk, Spock i McCoy wyruszają na zwiad. Wkrótce natykają się na zbiegłych niewolników, czczących słońce, i dowiadują się, że Merik stał się Pierwszym Obywatelem Merikusem. Kirkowi udaje się przekonać czcicieli słońca, aby pomogli jemu, Spockowi i Bonesowi przedostać się do miasta, aby rozwikłać sprawę, ale wkrótce oni i były gladiator Flawiusz zostają pojmani.

Co Z Tego Pamiętam:

Głównie sam koncept walk gladiatorów puszczanych w telewizji; Kirka, Spocka i McCoya zmuszonych do uczestniczenia w tychże walkach, oraz czcicieli słońca. Pamiętam również, że Spock uratował życie McCoyowi, a kiedy doktor próbował mu podziękować, bagatelizował całą sytuację w iście spockowy sposób (co, oczywiście, McCoya trochę wkurzyło).

Pamiętam również zakończenie, w którym okazało się, że czciciele słońca to tak naprawdę ichnia wersja wczesnego chrześcijaństwa.

Wnioski Ogólne:

Na pewno słyszeliście stwierdzenie, że Igrzyska Śmierci przypominają film Battle Royale. Otóż tak się składa, że mi powieść Suzanne Collins kojarzy się właśnie z Chleba i igrzysk, gdzie mamy połączenie Rzymskiego Imperium z dwudziestowieczną telewizją.

Niewątpliwie jedna z pierwszych rzeczy, które przychodzą na myśl przeciętnemu człowiekowi, kiedy wspominamy starożytny Rzym, to walki gladiatorów. Jest to jeden z powodów, dla których w masowej świadomości Rzymianie jawią się jako zdeprawowani dekadenci i barbarzyńcy; i dla których przeciwstawia się ich „cywilizowanym” Grekom. Samo Imperium Rzymskie zostało zapamiętane przecież jako kolos, który wzrósł w siłę dzięki Juliuszowi Cezarowi i innym dowódcom, ale miał też kilku okrutnych władców (w tym: Kaligulę i Nerona), a w końcu w wyniku wewnętrznej słabości i najazdów barbarzyńców upadł. Tytuł dzisiejszego odcinka to nawiązanie zresztą do hasła, którym – według poety Juwenalisa – rzymskie pospólstwo wyrażało swoje żądanie zaspokojenia głodu i pragnienia rozrywki; tym samym dumny niegdyś lud rzymski był głuchy na problemy społeczne i na po cichu zabierane mu prawa, dopóki był najedzony i miał zapewnioną rozrywkę.

Kiedy Enterprise przechwytuje transmisję telewizyjną z tajemniczej planety, we wiadomościach najpierw pokazywany jest reportaż o ludziach ukrywających niewolników, a potem – sprawozdanie z najnowszej walki gladiatorów. Później, kiedy Kirk trafia do „czcicieli słońca”, znajduje czasopismo z gladiatorem na okładce i z produktami noszącymi nazwy od rzymskich bogów (na przykład, szczególną uwagę doktora McCoya zwraca samochód Jowisz 8). Z jednej strony architektura i technologia panujące w tym dziwnym świecie przywodzą na myśl lata sześćdziesiąte XX wieku (a Spock zauważa też, że z jakiegoś powodu mieszkańcy tej planety mówią po angielsku), a z drugiej – różne elementy wystroju, obyczajów i terminologii związane są ściśle ze starożytnym Rzymem. Planeta z Chleba i igrzysk miała łączyć ze sobą konsumpcjonizm i pogoń za oglądalnością mediów XX wieku z okrucieństwem i dekadencją Imperium Rzymskiego; była też czymś w rodzaju „co by było gdyby Imperium Rzymskie przetrwało do czasów współczesnych”.

Jednocześnie jednak tu i tam Star Trek pokusza się o trochę więcej niuansu. Już Flawiusz Maximus, który jest jednym z „czcicieli słońca” i który bierze w niewole Kirka, Spocka i McCoya, uważając ich za żołnierzy pretoriańskich, mimo wiary w pokój i braterstwo ma trudności z powstrzymywaniem się przed przemocą… i jest to zrozumiałe – wszak był kiedyś gladiatorem, prawdopodobnie przez całe życie szkolonym do tego, aby skutecznie zabijać. Kiedy indziej ten sam Flawiusz Maximus wspomina o tym, że z czasem niewolnicy zyskiwali coraz więcej praw, które uśpiły nieco ich czujność i sprawiły, że nie chcieli już wolności. W końcu największym niuansem jest to, że z czasem prokonsul Klaudiusz Markus zaczyna darzyć Kirka szacunkiem za jego niezłomną postawę.

Bo też historia i literatura rzymska pełna jest opowieści wychwalających odwagę, wolę walki, poświęcenie dla ojczyzny i większego dobra, poczucie obowiązku poszczególnych jednostek. Wiele z traktatów filozoficznych Cycerona, Seneki i Marka Aureliusza poświęcone jest postawie obywatelskiej i cnocie, a wiele ze współczesnych wyobrażeń na temat ideału polityki i na temat prawa wywodzi się właśnie od Rzymian.

I też kiedy Klaudiusz Markus – wiedząc od kapitana Merika o Pierwszej Dyrektywie – próbuje co rusz wymusić na Kirku sprowadzenie załogi Enterprise, aby stali się kolejnymi gladiatorami (tak jak swego czasu załoga Merika)… ale za każdym razem Kirk wykazuje się sprytem, siłą woli i gotowością do poświęceń dla prawa, któremu przysiągł służyć. Warto zaznaczyć, że już dwa odcinki temu, w Omedze Cztery, zostało powiedziane, że oficerowie Floty winni poświęcić życie dla Pierwszej Dyrektywy, i tutaj też te słowa zostają powtórzone. Dlatego prokonsul jest pod wrażeniem siły Kirka – dla niego jest to człowiek, który rozumie wagę obowiązku; rozumie poświęcenie dla większego dobra; rozumie, że są rzeczy, dla których warto ginąć. Klaudiusz Markus jest pod takim wrażeniem niezłomności charakteru Kirka, że w pewnym momencie zaczyna o nim mówić „mężczyzna” i da się wyczuć, że w jego ustach znaczy to tyle, co osobnik o duszy wolnego człowieka. Przy czym prokonsul nie uważa Pierwszego Obywatela za mężczyznę, ponieważ kiedy Merik poddawany był tej samej presji, co Kirk, od razu przehandlował swoją załogę, aby przetrwać i zyskać wysoką pozycję. Przez cały odcinek Merik jest ganiony za swoją słabość, tak przez Kirka, jak i przez prokonsula, i postawa kapitana Enterprise ostatecznie popycha go do tego, aby pomóc trzem oficerom Floty uciec… ale za swoją zdradę zostaje zasztyletowany.

Zastanawiające jest to, że nie jest to pierwsza planeta w Oryginalnej Serii, która czerpie inspirację z Imperium Rzymskiego. W końcu w tym uniwersum funkcjonują Romulanie, i nie tylko nazwa ich planety (i sąsiedniego Remusa) nawiązuje do Rzymu, ale też tradycje starożytnego Rzymu mają swoje odbicie w romulańskich strukturach militarnych i senacie. Niestety teraz Romulanie przede wszystkim mają przywodzić na myśl społeczeństwo pełne sekretów i bazujące bardzo na komunistycznych Chinach. A szkoda – chętnie zobaczyłabym trochę więcej tych rzymskich klimatów u najstarszego wroga Federacji.

Czeka nas jednak w trzecim sezonie wyprawa do społeczności, która z kolei wzorowała swój ustrój na Platonie. Zobaczymy jak tam wszystko się ułoży.

A za tydzień mamy finał drugiego sezonu, a w nim: Enterprise cofa się w czasie i spotyka dziwnych osobników.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.