Październik z Agathą Christie – Artykuł: Tropy Agathy Christie w „Na noże”

Uwaga! Tekst zawiera spoilery do filmu Na noże.

Na noże Riana Johnsona było wielkim zaskoczeniem zeszłego roku. Ludzie chwalili jego humor i intrygę, jak również postaci i zabawę konwencją klasycznego kryminału. Ja sama przez pewien czas nie byłam specjalnie zainteresowana tym filmem, jednak kiedy tylko dowiedziałam się, że czerpie on z wzorców Królowej Kryminału, wszystko się zmieniło. Postanowiłam, że wybiorę się na niego do kina i cóż, z seansu wyszłam pełna różnych przemyśleń.

Ponieważ obchodzimy stulecie twórczości Christie, pomyślałam, że warto byłoby przyjrzeć się Na noże właśnie pod kątem filmu, który oddaje hołd Królowej Kryminału, a jednocześnie pokazuje jak typowa fabuła Christie spisuje się dzisiaj.

Od razu mówię, że będę omawiać ten film w miarę gruntownie, a co za tym idzie – będę zdradzać szczegóły fabuły. Dlatego jeśli jeszcze go nie widzieliście, a chcielibyście przekonać się, czy rzeczywiście jest taki wspaniały, radzę najpierw go obejrzeć, a potem wrócić tutaj.

Już w pierwszej scenie jesteśmy rzucani na głęboką wodę – gosposia Fran niesie swojemu pracodawcy, znanemu pisarzowi kryminałów Harlanowi Thrombeyowi, kawę. Nie zastawszy go w jego sypialni, idzie na strych, a tam znajduje jego ciało z poderżniętym gardłem. Następnie przechodzimy do naszej głównej bohaterki – Marty Cabrery, która pracowała jako pielęgniarka pana Thrombeya i przeżywa bardzo mocno jego śmierć. Nagle Walt Thrombey, syn zmarłego, dzwoni do niej w ważnej sprawie – okazuje się, że policja chce zadać wszystkim, którzy byli w przeddzień tragedii w rodzinnym domu Thrombeyów, kilka pytań. W ten sposób poznajemy poszczególne dramatis personae – rodzinę Thrombeyów: dzieci, synowe, zięcia i wnuki Harlana – oraz ich powody, aby go zabić.

Rodzina Thrombeyów – nasze gniazdo os.

W wielu utworach Christie pojawia się głowa rodu, dysponująca ogromną fortuną (często zdobytą samodzielnie), otoczona dużą rodziną i prędzej czy później padająca ofiarą morderstwa. Ba – już w pierwszej powieści Agathy Christie z Poirotem, Tajemniczej historii w Styles, tak właśnie jest: ofiarą staje się Emilia Cavendish-Inglethorp – wdowa po panie Cavendishu, która zajęła się dziećmi swojego męża z poprzedniego małżeństwa, dorobiła się swoich i niedawno wyszła ponownie za mąż. Warto tu zaznaczyć, że ci ojcowie i matki rodów u Christie bywają dobrymi i poczciwymi staruszkami, którzy chcą dla dorosłych dzieci jak najlepiej (tak jak Emilia), ale o wiele częściej są to apodyktyczni, okrutni starcy i staruszki, którzy znęcają się nad krewnych psychicznie i stosują przemoc finansową. Tutaj można chociażby przytoczyć Arystydesa Leonidesa z Domu Zbrodni, Simeona Lee z Bożego Narodzenia Herkulesa Poirot, czy chociażby panią Boynton z Rendez-vous ze śmiercią. Czasem też są oni po prostu skłóceni z rodziną, bo uważają ich za darmozjadów i nieudaczników.

Jak zobaczymy, Harlan Thrombey zalicza się raczej do tej pierwszej kategorii głów rodu, które chcą dobrze.

Poprzez kolejne rozmowy policji i prywatnego detektywa, Benoita Blanca, z Thrombeyami poznajemy nie tylko poszczególnych członków rodziny, lecz także relacje jakie łączyły ich z Harlanem i jakie łączą ich z pozostałymi krewnymi. Mamy więc dwójkę „posłusznych” dzieci – Lindę, która uważa się za autorkę swojego sukcesu (self-made woman), oraz Walta, któremu Harlan powierzył pieczę nad swoim dorobkiem – wydawnictwem i prawami do książek (chociaż jest to piecza cokolwiek ograniczona). Mamy Joni, wdowę po zmarłym synu Harlana, która po kryjomu wyłudza od teścia pieniądze dawane na czesne córki. Mamy męża Lindy, rasistowskiego konserwatystę Richarda, który zdradza żonę. Mamy nastoletnie wnuki Harlana, Meg i Jacoba, którzy stoją po przeciwnych stronach spektrum politycznego i są krytyką tychże postaw (zresztą o polityce u Thrombeyów będziemy jeszcze mówić). Mamy Donnę, żonę Walta i matkę Jacoba, która jest bardzo nerwowa. Mamy matkę Harlana, która wydaje się cierpieć na demencję i jest niezauważana przez wnuki i prawnuki. Mamy wreszcie Ransoma, syna Lindy i Richarda oraz czarną owcę w rodzinie – cynicznego i bezczelnego człowieka, który wiecznie wyciąga od dziadka pieniądze na swoje łatwe życie. W zasadzie brakuje tutaj tylko zblazowanej córki albo synowej.

Kiedy u Christie pojawia się rodzina skoncentrowana wokół głowy rodu, niemal pewne będzie, że pojawi się tam „posłuszne dziecko”, dla którego słowo starego rodzica jest święte; oraz czarna owca, skłócona z resztą rodziny i wiecznie wpadająca w tarapaty. Czasem dochodzą zblazowani krewni, jacyś młodzi socjaliści, jacyś nowi małżonkowie, których reszta rodziny nie aprobuje z jakiegoś powodu… Nierzadko dochodzą jeszcze różne rodzinne skandale, swady i resentymenty. Tak czy inaczej, głowa rodu ma określoną władzę nad dorosłymi dziećmi i ich rodzinami, i ta władza – nawet jeśli nie ociera się o tyranię – wpływa negatywnie na ród. Nawet jeśli stara matka czy stary ojciec są dobrymi rodzicami dla dorosłych pociech, jest raczej spora szansa, że krewni czekają z niecierpliwością na śmierć głowy rodu i na spadek.

Harlan grozi, że ujawni romans Richarda.

Mimo że poszczególni członkowie rodziny Thrombeyów prowadzą jakieś własne interesy (Linda handluje nieruchomościami, Walt zarządza książkami Harlana, Joni ma firmę Flam, której branżę trudno określić), niemniej jednak są w jakiś sposób zależni finansowo od głowy rodu. Podczas przesłuchania dowiadujemy się, że Harlan zagroził pozycji niektórych z nich – skonfrontował Richarda w związku z jego romansem, grożąc, że powie o nim Lindzie, jeśli jego zięć sam się nie przyzna; skonfrontował Joni w związku z jej przekrętem finansowym, oświadczając, że od przyszłego semestru ona i Meg nie będą dostawać więcej pieniędzy; oznajmił Ransomowi, że go wydziedzicza, a Waltowi – że odbiera mu pieczę nad książkami. W dużej mierze powodem jego decyzji jest to, że czuje się odpowiedzialny za rozpieszczenie dzieci, za dopuszczenie do tego, że nie zbudowali niczego samodzielnie, tylko polegali na jego pieniądzach (nawet Linda założyła swój biznes, dzięki pożyczce od ojca), a także za to, że teraz jego wnuki powtarzają karygodne wzorce rodziców. Widząc, do czego niektórzy z członków jego rodziny są zdolni – widząc, że jego synowa go okrada; że zięć poślubił jego córkę tylko dla pieniędzy; że jego najstarszy wnuk właściwie nie ma pracy, tylko wyłudza od niego pieniądze; i że jeden z jego synów nie zbudował nic swojego, Harlan podejmuje się drastycznych środków. No bo jednak karząc Joni, karze również Meg, która nie wiedziała nic o przekrętach matki; a Walt spędził większość dorosłego życia zajmując się wydawnictwem ojca, a nagle on i jego rodzina zostają z niczym.

Na razie odłóżmy na bok kwestie rodzinne i skupmy się na naszej bohaterce. Mimo że to Benoit Blanc jest detektywem, który prowadzi sprawę Thrombeyów, fabułę obserwujemy z punktu widzenia Marty Cabrery. I chociaż po jakimś czasie Christie zrezygnowała z kapitana Hastingsa jako odpowiednika doktora Watsona dla Poirota i ogólnie dość często pozwalała czytelnikom wejść do głów swoich detektywów, to zabieg przyjmowania punktu widzenia „jednorazowego” bohatera i detektywów pozostających przez większość powieści z boku nie był Królowej Kryminału obcy. Wszystkie opowiadania o Harleyu Quinie są pisane z perspektywy pana Satterthwaite’a, większość Zatrutego pióra widzimy z perspektywy rekonwalescenta, Jerry’ego Burtona, a panna Marple pojawia się w tej powieści bardzo późno; z kolei w Tragedii w trzech aktach Poirot dołącza się do śledztwa dopiero w Trzecim Akcie. Przeniesienie punktu widzenia z detektywa na inną postać jest chwytem, który zastosował już Conan Doyle, tworząc narratora nie z Sherlocka Holmesa, ale z doktora Watsona – dzięki temu pozwolił swojemu detektywowi na lekką aurę tajemnicy, a zarazem dał widowni postać, która zadawałaby mu odpowiednie pytania. Jednocześnie ci „jednorazowi” bohaterowie posiadają unikalny punkt widzenia, z którego zbrodnia wygląda też w szczególny sposób.

I tak jest w przypadku Marty Cabrery. Albowiem – jak dowiadujemy się dość szybko – jest ona winna śmierci Harlana Thrombeya.

Nie umyślnej, oczywiście. Harlan ma z dziewczyną lepsze stosunki niż z resztą rodziny. Ale jednak podczas wieczornej gry w Go, okazuje się, że Marta pomyliła buteleczki i zamiast wstrzyknąć szefowi jego zwykłe lekarstwo, wstrzyknęła mu morfinę. Nie udało się odnaleźć antidotum, dlatego Harlan – nie chcąc, aby Marta została oskarżona o nieumyślne spowodowanie śmierci – postanawia ułożyć misterny plan, aby odciągnąć od niej podejrzenia. Po wyłuszczeniu owego planu odbiera sobie życie, podrzynając sobie gardło. Marta nie ma więc wyboru – musi wprowadzić pomysł Harlana w życie. Stara się robić wszystko w taki sposób, jak jej powiedziano, ale raz czy dwa coś idzie nie tak – a to za wcześnie skręca samochodem, tym samym będąc uchwycona na kamerze; a to zostawia ślady butów na błocie; a to wspinając się po dekoracji przy ścianie, sprawia, że jej kawałek się odłamuje; a to wreszcie pozwala się zobaczyć przez starszą panią Thrombey. Odtąd śledzimy jej próby zatuszowania tego, co się naprawdę stało przed Blankiem i policją, a Marta jest w na tyle korzystnym położeniu, że Benoit Blanc postanawia zrobić z niej swoją asystentkę.

Sprawca przestępstwa prowadzący śledztwo w sprawie popełnionej przez siebie zbrodni nie jest niczym nowym u Christie. Dawniej czytelnicy klasycznych kryminałów nie podejrzewali, że policjanci i detektywi-amatorzy mogliby być tymi złymi, a przecież podczas prowadzenia śledztwa są w stanie manipulować dowodami w taki sposób, aby nie tylko odwrócić uwagę od siebie, ale i zrzucić winę na kogoś innego. Również zwracanie uwagi na jeden fakt może sprawić, że reszta osób prowadzących śledztwo będzie przykładać wagę do rzeczy, która ostatecznie może nie być aż taka istotna. Z tym, że kiedy śledczy w prozie Christie to robią, kryje się za tym zemsta, choroba psychiczna albo pragnienie ochrony własnych interesów. Tymczasem Marta zakrywa ślady, aby chronić nie tylko siebie, ale i swoją matkę, która wkroczyła do Stanów nielegalnie.

A trudności się piętrzą, bo podczas odczytywania testamentu okazuje się, że Harlan zapisał wszystko – dom, wydawnictwo, prawa do książek, pieniądze i aktywa – Marcie. Warto tu zaznaczyć, że wcześniej z jednej strony Thrombeyowie byli wobec Marty protekcjonalni i mówili o niej, że jest częścią rodziny, ale z drugiej strony nie wiedzieli, skąd tak naprawdę pochodzi, wplątali ją w swoje debaty na temat imigracji, i nie zaprosili jej na pogrzeb Harlana. W chwili, kiedy dowiadują się, że pieniądze ich ojca i dziadka trafiły do Marty, zwracają się przeciwko niej i oskarżają ją o uwiedzenie Harlana. Od teraz wszyscy członkowie rodziny Thrombeyów zamierzają doprowadzić do tego, że Marta odda im pieniądze, które, w ich mniemaniu, im się należą.

W gruncie rzeczy dość często, kiedy w klasycznych kryminałach ginie głowa rodu, w tej śmierci chodzi właśnie o testament – niezależnie od tego, czy potomkowie byli tyranizowani przez głowę rodu, czy nie, zawsze byli w ten czy inny sposób zależni od niej i liczyli, że po jej szybkim zgonie ich problemy finansowe się skończą. Dość często jednak okazuje się, że sprawa nie jest tak prosta, jak myśleli – w ostatniej chwili okazuje się, że zmarły niedawno sporządził nowy testament, w którym głównym spadkobiercą zostaje całkiem nieoczekiwana osoba. I czasem jest to nawet ważny punkt do przemyślenia – czy morderca wiedział o nowym testamencie, czy nie?

Marta nie wiedziała i w zasadzie nagły spadek przysparza jej wiele problemów – od nagłej wrogości ze strony Thrombeyów, którzy naciskają na to, aby oddała im pieniądze, poprzez nagłe zainteresowanie mediów jej osobą, a na poczuciu winy skończywszy. Jej jedynym sprzymierzeńcem w tej całej aferze (choć nie bezinteresownym) okazuje się Ransom, który najpierw pomaga jej uciec przed napastującymi ją Thrombeyami, a potem staje się powiernikiem jej mrocznego sekretu. Jego pomoc okazuje się jeszcze bardziej niezbędna, kiedy okazuje się, że ktoś wie, co się stało i zaczyna Martę szantażować.

Ach, tak, szantażyści. Oni też nie są Agacie Christie obcy, ale przeważnie, kiedy ktoś zaczyna szantażować mordercę, prędzej czy później podpisuje na siebie wyrok śmierci. Jest to niewątpliwie głupota z jego strony – w końcu osoba, którą szantażuje, już kogoś zabiła i nic nie stoi na przeszkodzie, aby pozbyła się niewygodnego świadka. W dodatku na spotkanie z szantażowanym szantażysta wybiera nie jakieś dobrze zaludnione miejsce, tylko lokację, na której będzie sam z mordercą.

W Na noże szantażystką okazuje się być gosposia Fran, ale jej postępowanie nie jest związane z chęcią zysku, ale z wykurzeniem mordercy ukochanego pracodawcy z nory. Ponieważ jej krewna pracuje w biurze koronera, Fran udało się zdobyć wynik badań toksykologicznych Harlana. Mimo że samo biuro zostaje później podpalone, Fran udaje się dostać wyniki w swoje ręce i je ukryć. Niestety, kiedy dochodzi do konfrontacji między Martą a Fran, gosposia leży na ziemi w krytycznym stanie po groźnym zastrzyku morfiny. Pierwszym odruchem pielęgniarki jest uratować kobietę i zabrać ją do szpitala. W szpitalu Marta spotyka się po raz kolejny z Blankiem i razem odnajdują wyniki toksykologiczne ukryte przez Fran.

Poczucie winy i ciągła presja ze strony Thrombeyów sprawia, że dziewczyna postanawia przyznać się przed rodziną do nieumyślnego zabójstwa i oddać im spadek. Zanim jednak ogłasza to wszem i wobec, Blanc przerywa jej, wygarnia Thrombeyom ich okrucieństwo i zawiść, a potem bierze Martę na stronę, aby wyjawić to, co odkrył.

Czas przyjrzeć się wreszcie naszemu detektywowi. Już kiedy słyszymy to jego francuskobrzmiące nazwisko – Benoit Blanc – wiemy, że jest on wzorowany na Herkulesie Poirocie. Dziwny akcent (tym razem nie francuski, a teksański), manieryzmy, uprzejmość i psychologiczne sztuczki jeszcze bardziej upodabniają go do małego Belga, ale nie tylko w tym Poirot i Blanc są do siebie podobni. Tak jak Poirot, Blanc ma wewnętrzne poczucie sprawiedliwości i pragnienie dokopania się do prawdy. Okazuje współczucie dla tych, którzy cierpią, i pogardza tym, którzy zabijają z zimną krwią. Co więcej, jest właściwie jedyną osobą, zainteresowaną stanem psychicznym matki Harlana po jego śmierci (co przywodzi na myśl słowa Poirota do kapitana Hastignsa o tym, że o ile kapitan zawsze współczuje młodym, zagubionym kobietom, mały Belg czuje współczucie dla biednych, starych kobiet). Ma też bardzo przyjazne stosunki z policją, w przeciwieństwie do typowych detektywów z kryminałów, którzy uważają się za lepszych. I choć Poirota charakteryzuje metodyczność opierająca się na porządkowaniu faktów w taki sposób, aby miały sens, metoda Blanca opiera się na obserwacji faktów, określeniu potencjalnego rozwoju wypadków i przyglądaniu się temu, co z tego wyniknie (odnosi się przy tym do postmodernistycznej powieści Tęcza Grawitacji). Ta metoda i sposób, w jaki Blanc ją opisuje, wydaje się bezsensowna i tak ma być – według Riana Johnsona wszyscy wielcy fikcyjni detektywi działają podług metody, która nie ma sensu.

Dochodzimy więc do wielkiego finału klasycznego kryminału – do momentu, w którym detektyw zbiera w jednym miejscu wszystkich podejrzanych i wyjawia całą intrygę i to jak do niej doszedł. Na noże robi z tą konwencją o tyle interesującą rzecz, że Blanc nie wygłasza swojej przemowy przed całą rodziną Thrombeyów, ale przed Martą, Ransomem i policjantami prowadzącymi sprawę. Wydaje się, że w tym przypadku sprawa jest prosta, gdyż od samego początku śledzimy losy nieumyślnej zabójczyni Harlana Thrombeya, ale Benoit Blanc ma dla widzów i dla słuchaczy niespodziankę. Dla niego chodziło nie tyle o rozwikłanie zagadki śmierci Harlana, co o odkrycie, kto zatrudnił go do tej – wydawałoby się – prostej sprawy samobójstwa. No bo skoro ktoś zatrudnił prywatnego detektywa (w dodatku okrytego sławą za swoje dokonania), ten ktoś podejrzewał, że śmierć Harlana Thrombey’a nie była samobójstwem.

I tak oto dowiadujemy się, że w noc śmierci głowy rodu, Ransom Thrombey pokłócił się z dziadkiem i postanowił go zabić, zamieniając morfinę z drugim lekarstwem i w ten sposób doprowadzić do tego, że Marta wstrzyknie Harlanowi śmiertelną dawkę morfiny. Dla pewności usunął też antidotum, a następnie wymknął się niepostrzeżenie. Później zamienił płyny z powrotem, grzebiąc w torbie Marty, a to z kolei zauważyła Fran. Niemniej jednak plan Harlana spalił na panewce – Marta instynktownie wstrzyknęła Harlanowi właściwe lekarstwo, a Fran wysłała do niego list z szantażem (również późniejszy zamach na Fran nie powiódł się, bo plan zakładał, że Marta zostawi swoją szantażystkę na śmierć, ale tak się nie stało). Wyniki toksykologii, do których miała dostęp Fran, wykazałyby, że we krwi zmarłego nie było morfiny. Tak więc współpracując z Martą, tak naprawdę Ransom działał na jej szkodę, byle tylko, pod wpływem stresu i zewnętrznych nacisków, coraz bardziej się pogrążała.

Powód jego zachowania był prosty – Ransom jako pierwszy z całej rodziny dowiedział się o nowym testamencie, w którym Harlan oddał cały majątek nie rodzinie, tylko Marcie. Postanowił więc, że zrobi z niej nieumyślną zabójczynię, aby wtedy – zgodnie z prawem – nie mogła odziedziczyć fortuny. Warto tu zaznaczyć, że Ransomem powodowała nie tylko chciwość, ale też poczucie obowiązku wobec rodziny – nie chciał, aby rodzinny majątek wpadł w ręce Latynoski; w ręce „obcej”. Jest to sentyment, który podzielają wszak również inni Thrombeyowie.

Trzeba tu zaznaczyć, że Thrombeyowie przedstawiają szerokie spektrum poglądów, zwłaszcza, jeśli chodzi o kwestie imigracyjne. Podczas jednej z retrospekcji z pamiętnego wieczoru mamy scenę debaty rodzinnej na temat tego, jak traktowani są imigranci z Syrii i innych krajów, którzy nielegalnie przekraczają granicę Ameryki. Joni i Meg – jako osoby o zdecydowanie lewicowych poglądach – są przeciwko złemu traktowaniu imigrantów, nazywają amerykańskie obozy dla nich obozami koncentracyjnymi, a obecnego prezydenta nazywają Hitlerem. Tymczasem bardziej konserwatywni Walt, Donna, Richard i Linda uważają, że skoro imigranci wchodzą do Ameryki nielegalnie, bez zachowania właściwych procedur, to są kryminalistami i tak powinni być traktowani. Richard nawet zaprasza do pokoju Martę, aby pokazać ją jako „dobrą” imigrantkę, która przyszła do Ameryki legalnie i ciężko pracuje… a po wygłoszeniu tyrady na temat tego, dlaczego ją tak bardzo ceni, Richard daje jej swój talerz, oczekując, że pielęgniarka zaniesie go do kuchni jakby była służącą. Rasizm przebrzmiewa przez całą rodzinę Thrombeyów nie tylko za sprawą jej bardziej konserwatywnych członków (i Jacoba, który jest wręcz nazywany nazistą, chociaż niespecjalnie widzimy, aby swoje faszystowskie poglądy wygłaszał), lecz także poprzez Joni, która pomimo swoich lewicowych poglądów, nie chce, aby imigrantka dostała pieniądze Harlana. Jej córka, Meg, świadoma tego, że może zostać na lodzie i bez środków do życia, wyjawia przed resztą rodziny to, że matka Marty przybyła do Ameryki nielegalnie, a to daje im amunicję do użycia przeciwko dziewczynie (Meg ma potem wyrzuty sumienia i przeprasza, ale Joni już nie). Rian Johnson podejmuje się tutaj dyskusji na temat rasizmu, który kryje się pod pozorami progresywności; Thrombeyowie mówią o tym, że Marta jest dla nich jak rodzina, ale koniec końców nie traktują jej jak członka rodziny, a różne kraje, z których myślą, że Marta pochodzi, świadczą o tym jak płytka jest ich wiedza na temat kobiety, która zajmowała się ich ojcem i dziadkiem.

I wyobraźcie sobie, że to też jest coś, co Johnson – mniej lub bardziej – zaczerpnął od Agathy Christie. Thrombeyowie to tak zwane WASPy – White Anglo-Saxon Protestants (biali anglosaksońscy protestanci), czyli najbardziej wpływowa grupa etniczna w Stanach Zjednoczonych. W tym względzie przypominają też wyższe sfery w Wielkiej Brytanii. A Królowa Kryminału nie tylko pokazywała różne opcje polityczne ówczesnego brytyjskiego społeczeństwa, lecz także rasizm i uprzedzenia Brytyjczyków wobec obcych. Oczywiście, powieści Christie miewają naleciałości, na które współcześni spoglądają z dyskomfortem (wystarczy wspomnieć powód, dla którego dzisiaj używamy tytułu I nie było już nikogo, zamiast tego oryginalnego), niemniej jednak jest tam też pełno całkiem sympatycznych i niestereotypowych postaci cudzoziemców, którzy wiele przeszli (tak z powodu sytuacji w swoim kraju, jak i po przyjeździe do Anglii) i może i wydają się podejrzani, ale – koniec końców – okazują się niewinni. Nawet Poirot bywał ofiarą ksenofobii z powodu swojego pochodzenia, ale wykorzystywał tę ksenofobię, zachowując się jak najbardziej stereotypowo i w ten sposób usypiając czujność przeciwnika.

Blanc, co prawda jest Amerykaninem (granym przez Anglika), ale ma silny, teksański akcent, a przecież Amerykanie ze stanów południowych mają opinię głupich wieśniaków. Zarówno Blanc, jak i Marta, są niedoceniani przez Thrombeyów, którzy widzą w nich tylko niegroźnych „obcych”, ale koniec końców oboje okazują się o wiele sprytniejsi i bardziej kompetentni, niż się wydawało ich przeciwnikom.

Większość zakończeń u Christie jest w zasadzie pozytywnych (pomijając oczywiście, śmierci, do których doszło) – sprawiedliwość triumfuje, zło zostaje pokonane, pozostali uczestnicy dramatu są na dobrej drodze, aby ułożyć sobie życie po tragedii, a nawet dochodzi do połączenia jednej czy dwóch par zakochanych. Detektyw, oczywiście, ma w ustach słodko-gorzki posmak tragedii, ale generalnie pozostawia resztę postaci, wiedząc, że stoi przed nimi świetlana przyszłość. Koniec Na noże jest triumfalny – prawdziwy morderca zostaje aresztowany, Linda odkrywa romans Richarda i wali go po mordzie, a reszta Thrombeyów musi teraz liczyć się z wolą Marty w sprawach finansowych – ale też jest to koniec niejednoznaczny, bo nie wiemy jak Marta zamierza potraktować rodzinę Thrombeyów. Wiemy, że Marta ma dobre serce, tak więc jest szansa, że nie zostawi ich na lodzie.

Inspiracja Agathą Christie wylewa się z prawie każdej sceny w Na noże. Nie ma wątpliwości, że to film robiony przez fana Christie dla fanów Christie i właściwie trudno nie uznać go za hołd dla Królowej Kryminału. Nie jest pierwszym filmem tego typu – nie jest pierwszą komedią czerpiącą z konwencji zapoczątkowanej przez Christie – ale fakt, że wyszedł 99 lat po publikacji pierwszej powieści z Poirotem świadczy o tym jak wielka miłość do klasycznego kryminału tli się jeszcze w naszej kulturze. A tak się złożyło, że Rian Johnson wyraził chęć stworzenia kolejnych filmów z Benoitem Blankiem – kto wie, co możemy jeszcze zobaczyć.

Jedna myśl na temat “Październik z Agathą Christie – Artykuł: Tropy Agathy Christie w „Na noże”

  1. SPOILERY! Świetna recenzja, choć zabrakło mi trochę Twojego własnego podsumowania i wrażeń. Bardzo podoba mi się omówienie wszystkich nawiązań i podobieństw do twórczości Christie. „Na noże” pokochałam chyba głównie dlatego, że Rian zdecydował się opowiedzieć zupełnie nową historię, oczywiście inspirowaną innymi, zamiast brać się za ekranizację czegoś, co już powstało. I to dla mnie wielki plus, w kinie mamy dziś plagę remake’ów.
    Kwestia rasizmu/ksenofobii została w moim mniemaniu poprowadzona bardzo umiejętnie, delikatnie, w sposób niewymuszony, ale dosadny. Rodzina Thrombeyów tylko pozornie dba o Marthę, ale jak zauważyłaś, nawet nie pamiętają, skąd pochodzi. Na sam koniec okazuje się, że przez ten brak poszanowania dla drugiego człowieka po prostu przegrywają;)
    Podobało mi się też, że Rian po raz kolejny sięgnął do motywu „udawanego ciosu”, w scenie, w której Chris Evans chwyta za nóż i atakuje Marthę. W „The Last Jedi” mieliśmy dość podobny motyw z ugodzeniem bohatera mieczem, jednak bohater wyszedł z tego bez szwanku…;) jak Martha.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.