Meg ogląda Star Trek: TOS – 3×24 „Wymiana” (finał serii)

Podobno był w planach wielki finał Oryginalnej Serii, ale Paramount obciął budżet i nie dał wyprodukować dwuodcinkowego zakończenia Star Treka. Tak więc zamiast właściwego finału, dostaliśmy Wymianę, która dzisiaj uważana jest za najbardziej seksistowski odcinek serii.

Czy jednak rzeczywiście Wymiana jest taka zła? I jak się wpasowuje w ogólny rozrachunek Oryginalnej Serii?

Opis Fabuły:

Enterprise przybywa na Camusa II, gdzie pewna jednostka badawcza doznała poważnych uszkodzeń na skutek radiacji. Jedną z naukowców na planecie jest Janice Lester, była ukochana kapitana Kirka, która leży zmożona chorobą radiacyjną. Podczas gdy niejaki doktor Coleman oprowadza Spocka i McCoya, aby pokazać im co się stało na Camusie II, Janice i Kirk zostają sami, a wtedy Janice nagle używa pewnego urządzenia, aby najpierw obezwładnić byłego chłopaka, a potem zamienić się z nim ciałami. Już ma zabić Kirka, kiedy nagle pojawiają się Coleman, Spock i McCoy i, chcąc ratować twarz, kobieta rozkazuje zabrać Kirka w ciele Janice na Enterprise. Teraz doktor Lester ma do dyspozycji całe Enterprise, aby umiejętnie pozbyć się kapitana, ale na szczęście Spock i McCoy dostrzegają jej dziwne zachowanie.

Co Z Tego Pamiętam:

Spodziewałam się, że jest to jeden z tych odcinków, których nie widziałam, ale scena, kiedy Janice w ciele Kirka puszcza podczas sądu polowego nagranie z rozmowy, którą przeprowadzili przed chwilą na korytarzu Scotty i McCoy, wydawała mi się znajoma.

Wnioski Ogólne:

To Gene Roddenberry napisał ten scenariusz. Napisał go, co prawda, będąc w trakcie rozwodu (i to może w pewien sposób rzutować na to, jak Janice Lester została przedstawiona), niemniej jednak seksistowskie podejście, że kobiety nie powinny mieszać się do „męskiej roboty”, czyli dowodzenia statkiem, było przez niego podzielane już wcześniej (mimo że pilot z Christopherem Pikiem jako kapitanem zawierał kobietę jako pierwszego oficera… ale pilot został odrzucony, również dlatego, że ową pierwszą oficer była kochanka Roddenberry’ego). Z czasem Roddenberry zarzekał się, że nie było jego intencją twierdzenie, że kobiety nie nadają się na kapitanów w Gwiezdnej Flocie… ale Leonard Nimoy twierdził, że – przynajmniej w okresie pisania Wymiany – twórca Star Treka miał to właśnie na myśli.

Dzisiaj odchodzi się od stwierdzenia, że Gwiezdna Flota nie przyjmuje kobiet na stanowiska kapitanów, i Wymianę interpretuje się w taki sposób, że Janice Lester jest po prostu niestabilna psychicznie. I cóż, przez cały odcinek tę niestabilność da się zaobserwować – już kiedy Kirk i Lester zostają sami, Kirk stwierdza, że jego była „karała” go za to, że nie została kapitanem (zapewne wyżywając się na nim słownie) i że nienawidziła tego, że jest kobietą. Potem mamy samą przemianę i doktor Lester wygłaszającą przemowy o tym jak to bycie kobietą jest upokarzające, i szykującą się do zamordowania Kirka. Następnie, kiedy już przechodzi na Enterprise i przejmuje dowodzenie, wydaje szalone rozkazy, jednocześnie na każdą obiekcję reagując gwałtownie. W końcu dowiadujemy się, że postanowiła zabić większość swoich współpracowników na Camusie II; i że manipuluje Colemanem. Jej rozchwianie emocjonalne i brak zrozumienia dla pewnych oczywistych procedur Gwiezdnej Floty zwracają uwagę pozostałych dwóch członków Triumwiratu – Spock i McCoy znają swojego najlepszego przyjaciela na tyle dobrze, aby zauważyć, kiedy zachowuje się on niezgodnie z charakterem; a w trzecim akcie odcinka reszta załogi też to zauważa i jest gotowa, aby podnieść bunt. Nawet, kiedy jest już po wszystkim i doktor Lester wraca do swojego ciała, ma się wrażenie, że przeszła załamanie nerwowe i potrzebuje raczej pomocy psychologa, niż sądu.

I tutaj trzeba przyznać, że William Shatner w roli Janice Lester znajdującej się w ciele kapitana Kirka spisał się fenomenalnie. Jego wybuchy wściekłości i histerycznego śmiechu są zupełnie inne od tych, które Kirk miewał w innych odcinkach; ba – nawet wcześniejsze rozchwiania emocjonalne kapitana wyglądały zupełnie inaczej. Rzeczywiście czuć, że to nie jest ten Kirk, którego znamy. (Poza tym, na szczęście, nie próbowano sprawić, aby zachowywał się bardziej „kobieco”; tylko w jednej scenie piłuje sobie paznokcie, ale tak to oszczędzono nam Kirka skupionego na wyglądzie albo przejmującego „kobiece” manieryzmy).

Z czasem kwestia Gwiezdnej Floty nie przyjmującej kobiet na stanowiska kapitańskie została retconowana. Nie tylko w animowanym Star Treku zdarzyło się, że dowództwo przejęła Uhura; nie tylko w Następnym Pokoleniu zdarzało się, że Picard odpowiadał przed kobiecymi admirałami; nie tylko Star Trek: Voyager miał za protagonistkę kapitan Kathrine Janaway; nie tylko w Star Trek: Lower Decks kapitanem Cerritosa jest Carol Freeman, ale też dwie prequelowe serie – Enterprise i Discovery – mają kobiecych kapitanów wśród swoich powracających bohaterów – Erikę Hernandez i Philippę Georgiou. A to oznacza, że nawet w czasach Kirka kobiety były jak najbardziej przyjmowane na stanowiska dowódcze.

W zasadzie, gdyby nie to podejście Gene’a Roddenberry’ego, że kobiety nie nadają się na dowódców; gdyby chodziło o to, że po prostu ktoś niestabilny psychicznie przejął ciało Kirka i tyranizuje Enterprise, a inni to zauważają, ten odcinek byłby całkiem ciekawy. Przypominałby widzom, dlaczego Kirk jest dobrym dowódcą i dlaczego inni poszliby za nim w ogień; a także pokazywałby Spocka i McCoya działających razem dla dobra statku, ale też swojego najlepszego przyjaciela. Nie byłoby to nic godnego wielkiego finału, ale przynajmniej zakończyłoby się interesująco. Ale niestety, wyszło jak wyszło.

I jakież to szczęście, że przygody oryginalnej załogi Enterprise nie kończą się na tym czymś! Jakie to szczęście, że potem był animowany Star Trek; że potem były filmy, a nawet reboot. Ten serial miał swoje wzloty i upadki; potrafił być zarówno głęboki, jak i niedorzeczny; potrafił poruszać w ciekawy sposób zagadnienia filozoficzne i polityczne, a jednocześnie bawić się konceptami science-fiction. Trudno dzisiaj nie doceniać Oryginalnej Serii i tego, jak wielki wpływ miała na popkulturę… ale i na ludzi w ogóle. Wielu naukowców NASA zawdzięcza miłość do kosmosu i chęć jego podboju właśnie pierwszemu Star Trekowi, a i wielu lekarzy postanowiło pójść na medycynę, bo chciało być jak doktor McCoy. Nie zapomnijmy też jak przełomowym serialem był Star Trek, obsadzając w pozytywnych rolach czarną kobietę i Azjatę; a także tworząc postać Czechowa w czasach, kiedy Ameryka walczyła ze Związkiem Radzieckim. Przede wszystkim jednak dziedzictwem Oryginalnej Serii było przeświadczenie, że ludzkość może stać się lepsza, choć nie doskonała.

Ta mała retrospektywa ciągnąca się przez ponad dwa lata była niesamowitym przeżyciem, zwłaszcza że nie tylko przypomniałam sobie, za co pokochałam Star Trek, lecz także spojrzałam na Oryginalną Serię poprzez pryzmat innych Star Treków, które miałam okazję w tym czasie oglądać. To mi zaś nie tylko pozwoliło spojrzeć szerzej na to niesamowite uniwersum, ale też docenić je bardziej. I tak jak kiedyś powiedziałabym, że Kirk i spółka to jedynie słuszna obsada Star Treka, tak teraz w prawie każdym innym Star Treku znajdują się postaci, które lubię i chcę oglądać. Bo też każda następna seria miała do zaoferowania coś ciekawego.

Niebawem zacznę następną serię Meg ogląda…, ale nie wiem jeszcze o czym. Na razie cieszę się, że odbyliśmy tę podróż razem i mam nadzieję, że była ona dla Was również przyjemna i interesująca. Do zobaczenia wkrótce!

Leave a Reply