Krótka notka o roku 2020

Taaa, to nie był dobry rok. Tak pod kątem tego, co działo się na świecie, jak i tego, co działo się w różnych fandomach. Tak właściwie to mam dla niego dwie nazwy – Rok Piekła (nazwa bezczelnie zapożyczona ze Star Trek: Voyager) i Rok Prawa Murphy’ego. Sami zdecydujcie, która nazwa bardziej pasuje.

Niemniej jednak mogę odnotować kilka sukcesów, tak pod kątem życia prywatnego, jak i blogowego. Na razie, jak zwykle, zapraszam do obejrzenia mojego fandomowego kolażu.

Może Wam się wydawać, że w fandomowym departamencie nie działo się u mnie zbyt wiele przez ten rok, ale tak nie jest. Zaraz Wam wyjaśnię dlaczego. No to zaczynamy – od lewej do prawej.

Stargirl okazała się całkiem interesującym serialem superbohaterskim o przekazywaniu pałeczki następnemu pokoleniu. Całkiem fajnie zarysowano tam relacje między starszym a młodszym Stowarzyszeniem Sprawiedliwości; a i Luke Wilson w roli Pata Dugana był rewelacyjny. Również czarne charaktery były genialne, zwłaszcza że miały swoje własne życia i trochę można było z nimi sympatyzować. Ponadto w niektórych momentach serial bawił się niedorzecznościami związanymi ze Złotą Erą Komiksu. Jak najbardziej czekam na nowy sezon i nie mogę się doczekać crossovera Stargirl z Arrowverse.

Ze wszystkich zapowiadanych nowych serii Star Treka, czekałam na Lower Decks, i choć pilot mnie nie porwał, z każdym kolejnym odcinkiem serial stawał się coraz lepszy, dzięki swojemu humorowi, ale też temu jak potrafił z jednej strony śmiać się ze standardowych fabuł Star Treka, a z drugiej – dodawać pewne ciekawe i potrzebne elementy do tego uniwersum. No i jeszcze postaci da się lubić, a już relacje między Rutherfordem a Tendi są tak przeurocze, że chce się ich oglądać. Co więcej, za sprawą Lower Decksów mój chłopak zainteresował się bardziej uniwersum Star Treka i mamy w planach wspólne oglądanie Deep Space Nine. (W ogóle jeśli chodzi o Star Treka, zakończyliśmy niedawno serię Meg ogląda Star Trek: TOS.)

Scoob! obudził we mnie zainteresowanie Dickiem Dastardly jako postacią, tak więc postanowiłam zapoznać się ze wszystkim, co z nim związane. O ile Odlotowe wyścigi i Dastardly i Muttley oglądało mi się w miarę dobrze (zwłaszcza że czuję do nich pewną nostalgię), o tyle późniejsze kreskówki – Yogi łowca skarbów, Yo Yogi czy reboot Odlotowych wyścigów – oglądałam ratami i tylko te odcinki, które mnie naprawdę interesowały. Niemniej jednak ta obsesja zaowocowała u mnie nowym pomysłem na opowiadanie i poprosiłam Mikołaja o tonę książek o lotnictwie.

Październik z Agathą Christie sprawił, że czytałam i oglądałam mnóstwo rzeczy od Królowej Kryminału, a przy okazji odświeżyłam sobie kilka starszych adaptacji. Koniec końców był to niesamowity październik.

Odcinek The Girl Named Sue sprawił, że po raz pierwszy od, bodajże, drugiego sezonu, bardziej żywo interesowałam się Flashem. A to za sprawą genialnego wątku Ralpha Dibny szukającego zaginionej Sue Dearbon – kobiety, która w komiksach stała się jego żoną. Chemia między tymi postaciami była na tyle dobrze zrobiona, że zainteresowałam się nie tylko Elongated Manem, ale też jego relacją z Sue. Niebawem przyszli państwo Dibny stali się jednym z nielicznych pairingów, który shippuję. Niestety, Rok Prawa Murphy’ego sprawił, że raczej wątpliwe jest, aby ich wątek został rozwinięty w następnym sezonie, a nawet jeśli zostanie, to to nie będzie to samo. Trochę szkoda, bo byli oni moim głównym powodem, aby oglądać Flasha.

Jakoś tak w okresie jesiennym postanowiłam kontynuować porzucone dawno temu na Netfliksie oglądanie Doktora Martina, który to serial swego czasu lubiłam sobie obejrzeć w telewizji. I powiem szczerze, że ten serial był genialny i miał serducho. Zwłaszcza rozwój głównego bohatera był świetny i w zasadzie chciało się śledzić to, jak walczy ze swoją hemofobią, ale też traumami z dzieciństwa, które rzutowały na jego życie i relacje z innymi. W dodatku sama wieś, w której dzieje się cała historia, miała swój urok i klimat.

Po tym jak znajoma z tumblra rozwodziła się nad serialem Netfliksa Kto zje zielone jajka sadzone? na podstawie książeczki doktora Seussa (tego od Jak Grinch ukradł święta), postanowiłam wreszcie tę animację obejrzeć. I cóż, zachwyciła mnie kolorystyką, fabułą i ogólnie światem przedstawionym, ale najbardziej podobał mi się jeden z głównych bohaterów – Pan-On-Sam, który wydaje się trochę gburowaty, ale z każdą kolejną sceną nabiera kolorów.

Przez pewien czas podczas tego roku udało mi się przeczytać kilka komiksów z Lucky Lukiem, a potem naszła mnie ochota na obejrzenie kilku odcinków kreskówki o Daltonach. O niej rozwodziłam się już kiedyś i nadal uważam, że jest całkiem fajna. Co więcej – również natchnęła mnie ona do opowiadania.

Wreszcie w grudniu powrócił The Mandalorian i ponownie zakochałam się w tym serialu i jego dwóch bohaterach. Tak bardzo, że napisałam doń fika i postanowiłam zrobić w nadchodzącym roku pewną rzecz… ale o tym jutro.

Teraz przejdźmy do tego, ile z postanowień noworocznych dało się wykonać.

Po pierwsze – W październiku 1920 roku wydana została po raz pierwszy Tajemnicza historia w Styles – powieść, w której zadebiutował Herkules Poirot. To zaś oznacza, że w tym roku mały Belg będzie obchodził setne urodziny. Dlatego właśnie chciałabym zorganizować na Planecie Kapeluszy Październik z Poirotem. Już od jakiegoś czasu nosiłam się z tym zamiarem i mam nawet kilka pomysłów na to, co mogłabym przygotować w ramach tego wydarzenia, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Październik z Agathą Christie był relatywnym sukcesem, biorąc pod uwagę to, że udało mi się napisać bardzo dużo treści na temat Królowej Kryminału i jej adaptacji, jednocześnie pracując regularnie od poniedziałku do piątku. Tak naprawdę wiele z pierwszych postów na to wydarzenie, pisałam jeszcze we wrześniu. Po raz pierwszy też używałam nagminnie opcji planowanych postów, co nieco ułatwiło mi życie. Dzięki temu, wydaje mi się, udało się oddać należycie hołd Królowej Kryminału i jej dziedzictwu.

Po drugie – Ponieważ swoją wielką rocznicę będzie mieć również The Sims, chciałabym w styczniu przygotować Ze wspomnień fana o tej serii gier.

To też się udało zrobić.

Po trzecie – Dobrze by było jakoś rozruszać mój kanał na YouTubie… I wiem, co zaraz powiecie: że już wielokrotnie chciałam robić wideo i nic z tego nie wychodziło. Tym razem jednak postanowiłam postawić sobie w miarę realny cel. Otóż postanowiłam, że widea (czy to Okiem fanfikowca, czy to Dziwne książki Meg, czy to cokolwiek innego) będę robić raz na miesiąc.

A tego, niestety, nie udało się zrobić, po części też dlatego, że nie zawsze miałam na to siłę i ochotę. Niemniej jednak pamiętacie mój pomysł związany z Kliniką doktora Marcha? Dwie osoby zgłosiły chęć uczestnictwa, tak więc być może w niedalekiej przyszłości czeka Was pierwsze nagranie z sesji.

Po czwarte – Zamierzam dalej pracować na Kliniką doktora Marcha i innymi opowiadaniami autorskimi, zwłaszcza że zdobywam coraz więcej czytelników.

Ach, i tutaj też da się zanotować sukces! Klinika doktora Marcha jest już dawno skończona i obecnie znajduje się w fazie testów i poprawek. Mam nadzieję w nadchodzącym roku ją wydać.

Po piąte – Chciałabym się samodoskonalić, m. in. poprawić kondycję w taki sposób, aby nie mieć zadyszki podczas dłuższego biegu. Jeśli uda mi się to osiągnąć przez rok, potem będę mogła uczyć się sztuk walki.

Choć w pewnych sferach swojego życia poczyniłam ogromne postępy, poczynając od pewności siebie, a na koncie bankowym skończywszy, niestety nie udało mi się poprawić kondycji, głównie za sprawą braku motywacji i problemów z planowaniem. Ale cóż, jest jeszcze kolejny rok.

Niemniej jednak pandemia nieco zachwiała moimi planami na to, co chciałam zrobić w tym roku. Już sam fakt, że produkcja filmów i serii, na które czekałam, została opóźniona, a kina zostały zamknięte, sprawił, że nie tylko nie poszłam na te filmy, na które chciałam iść (jak Wonder Woman 1984, czy Minionki: Wejście Gru), ale też w tym roku nie napisałam Wam artykułu o najnowszym sezonie American Horror Story ani notki na temat tegorocznego crossovera Arrowverse.

Nie muszę też mówić o tym, że różne wielkie plany, które miałam na ten rok, a które wymagały ode mnie wychodzenia z domu, spaliły na panewce. Ponadto wydarzenia na świecie napawały mnie zrozumiałym niepokojem i lękiem. Ilość nieszczęść i społecznych niepokojów, które dał nam Rok Piekła, był jak jedna wielka powtórka z XX wieku. Musiałam też spojrzeć prawdzie w oczy na temat różnych spraw i przekonałam się o prawdziwości wielu myślicieli na temat polityki i walki klas.

Wydaje mi się, że świat po 2020 nie będzie już taki sam, obojętnie, czy pandemia minie za rok, czy nie. Nie jestem do końca pewna jaki ten świat będzie i mam wobec niego pewne obawy, niemniej jednak mam też nadzieję, że jednak jakoś to się wszystko ułoży.

No cóż, o swoich noworocznych postanowieniach na 2021 opowiem Wam jutro. Na razie życzę Wam, aby wszystko jakoś wróciło do normalności i abyśmy z Roku Piekła wyszli silniejsi, ale też mądrzejsi. Do widzenia wkrótce!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.