Meg ogląda Star Trek: TOS – 3×23 „Wszystkie wczora”

Witajcie w to piękne bożonarodzeniowe popołudnie!

Już od dłuższego czasu planowałam, że do końca tego roku zakończę omawianie Oryginalnej Serii, po części dlatego, że na 2021 roku planuję coś innego i chcę odpocząć od Star Treka przez jakiś czas; a po części dlatego że chciałabym zacząć inną serię Meg ogląda… chociaż jeszcze nie wiem o czym. Dlatego więc dzisiaj omówimy sobie przedostatni odcinek TOSa, a jutro lub pojutrze – ostatni.

A że wielki finał Oryginalnej Serii pozostawiał wiele do życzenia, większość fanów woli uważać Wszystkie wczora (i tak, to nie jest błąd, specjalnie sprawdziłam formę „wczora” i pojawia się w słownikach) za prawdziwe zakończenie.

Opis Fabuły:

Enterprise przybywa na pewną planetę, której słońce ma za kilka godzin przejść w supernową. Według zapisów, na powierzchni planety nie ma zbyt wiele inteligentnego życia, niemniej jednak Kirk, Spock i McCoy schodzą na dół i odkrywają kompleks archiwalny. Jedyną osobą, która się tam znajduje, jest bibliotekarz Atoz, który wydaje się być w kilku miejscach na raz i który zadaje zwiadowi pytanie o to, jaki okres historyczny ich interesuje. Panowie przeglądają kilka dysków przedstawiających interesujące miejsca z przeszłości planety, po czym kapitan Kirk słyszy kobiecy krzyk i przechodzi przez tajemniczy portal zwany atawichronem, aby pomóc nieszczęsnej niewieście. Chwilę potem znika, a McCoy i Spock ruszają za nim. Wkrótce wszyscy trzej odkrywają, że przenieśli się w czasie – Kirk do okresu przypominającego do złudzenia ziemski XVII wiek, a Spock i McCoy – do epoki lodowcowej. Podczas gdy kapitan zostaje osądzony o czary, pierwszy oficer i główny oficer medyczny zostają ocaleni przed zamarznięciem przez tajemniczą Zarabeth, która wpada Spockowi w oko.

Co Z Tego Pamiętam:

Wydaje mi się, że to ostatni odcinek Oryginalnej Serii, który kojarzę w miarę dobrze. Pamiętałam i bibliotekę umożliwiającą podróże w czasie, i bibliotekarza, który zdaje się myśleć, że jego goście chcą się ewakuować do jakiegoś okresu historycznego, i Kirka oskarżonego o czary, i Spocka, którym zaczynają miotać bardziej pierwotne instynkty…

Natomiast nie pamiętałam sobowtórów Atoza ani tego, że sędzia, którego spotkał Kirk, też jest z przyszłości.

Wnioski Ogólne:

Sam pomysł, że można wybrać się do dowolnej epoki, nie jest tutaj rozwijany jakoś szczególnie, ale to zrozumiałe – w samym odcinku atawichron służył nie tyle do celów turystycznych czy badawczych, co do ewakuacji przed supernową, a w dawnych czasach – jako forma wygnania. Społeczność planety postanowiła uratować się przed supernową, uciekając w przeszłość i każdy mógł sobie wybrać w jakiej epoce chciałby żyć dalej. Dodatkowo jest to podróż w jedną stronę, gdyż przed wejściem do atawichronu każdy osobnik musi przejść specjalne przygotowania, które dostrajają jego molekuły do danego okresu historycznego i sprawiają, że po ponownym przejściu przez portal, ów osobnik umiera.

Można by było zrobić odcinek o tym, jak to czasem ludzie patrzą z nostalgią na pewne epoki historyczne i marzą o tym, aby tam mieszkać, być może spotykając nawet swoich idoli z przeszłości; ale gdyby mieli tam rzeczywiście trafić, szybko zdaliby sobie sprawę z różnych niekorzystnych uwarunkowań społeczno-polityczno-technologicznych i doszli do wniosku, że lepiej im jest tam, gdzie są. Wszystkie wczora wydaje się muskać ten temat, kiedy Kirk ogląda dysk z pseudo-siedemnastowiecznym miasteczkiem, a potem w tym samym psuedo-siedemnastowiecznym miasteczku zostaje wzięty za niewolnika i czarownika… ale tak naprawdę jest to odcinek o Spocku.

Bo Spock tutaj nie tylko zakochuje się w Zarabeth, lecz także podróż do epoki lodowcowej wpływa na jego osobowość – jest on bardziej uczuciowy i mniej skłonny do tego, aby kierować się logiką. McCoy upatruje przyczyn tej zmiany w fakcie, że w tym samym czasie, kiedy na dziwnej planecie trwała epoka lodowcowa, Wulkanie byli bardziej dzicy i skłonni do walk, niż są w XXIII wieku (w którym dzieje się akcja Oryginalnej Serii). Innymi słowy – tak daleka podróż w czasie sprawiła, że w Spocku obudziły się instynkty przodków, nie znające nauk Suraka. I to jest ewidentnie coś, co dotyczy tylko jego, bo McCoy nie zaczyna zachowywać się jak jaskiniowiec, a Kirk nie zmienia się z czasem w purytanina. Przy czym do pewnego stopnia Spock rozumie, że dzieje się z nim coś nie do końca zgodnego z jego wychowaniem, bo w pewnym momencie stwierdza, że zachowuje się „niegodnie” nazywając Zarabeth piękną i jedząc mięso (tutaj mamy zresztą pierwszy hint, że Wulkanie są wegetarianami).

Szybko jednak perspektywa pozostania na zawsze w zamarzniętej krainie wraz z Zarabeth wydaje się do pewnego stopnia kusząca. Spock jest wyraźnie zauroczony kobietą i oboje wiedzą, co to znaczy być samotnym, z tym że – jak wielokrotnie mówiliśmy w tej serii – samotność Spocka zasadza się na tym, że z powodu swojego mieszanego pochodzenia nie ma on swojego miejsca. Tutaj, tak jak w Raju, ma szansę na spokojne, może nawet szczęśliwe życie, w którym nie musiałby trzymać się chłodnej logiki Suraka, jednocześnie tłumiąc uczucia…

Niemniej jednak Spock musi powrócić do swoich czasów. Musi, bo ma obowiązek wobec statku i kapitana. Musi, bo McCoy chce wrócić do swojego życia na Enterprise, a ponieważ weszli przez portal jednocześnie, portal przepuści doktora tylko, jak przejdzie on wraz z pierwszym oficerem. W końcu Spock musi przejść z powodu, o którym nie wie on i Bones, ale o którym wiedzą kapitan Kirk i widzowie – jeżeli Spock i McCoy nie przejdą jak najszybciej, nieprzystosowanie ich składu mokularnego do czasów epoki lodowcowej sprawi, że niebawem umrą. Tak więc – podobnie jak swego czasu Kirk – Spock przeżywa śmierć swojej ostatniej Dziewczyny Tygodnia.

(To się jednak ciekawie złożyło, że omawiam w tym tygodniu odcinek Star Treka, w którym ważnym elementem fabuły jest choroba czasowa, bo w poprzednich dwóch tygodniach Star Trek: Discovery miało bardzo dobry odcinek dwuczęściowy o tym jak Philippa Georgiou z Lustrzanego Uniwersum cierpi na takową chorobę z powodu bycia zarówno poza swoim czasem, jak i swoją rzeczywistością, i ona też musiała odbyć podróż w czasie.)

Czy jednak uważam, że Wszystkie wczora nadaje się na finał serii? Na pewno rozwija jakoś postać Spocka, ale nie jest to finał do jakiego przyzwyczaiły nas inne Star Treki… co jest zrozumiałe, bo nie tylko nie był tak pomyślany, lecz także Oryginalna Seria miała bardziej epizodyczny charakter (co widać również w finałach poprzednich dwóch sezonów).

Czy jednak prawdziwy finał serii był taki okropny, zobaczymy niebawem.

Leave a Reply