Meg ogląda Star Trek: TOS – 3×2 „Złodzieje”

Oryginalny tytuł tego odcinka to The Enterprise Incident. Jest to też pierwszy od czasów Starcia odcinek Oryginalnej Serii, w którym Romulanie grają jakąś większą rolę.

Jest to też odcinek niejako poświęcony Spockowi.

Opis Fabuły:

Od jakiegoś czasu kapitan Kirk zachowuje się dziwnie drażliwie. Pewnego dnia wydaje rozkaz, aby przelecieć przez Strefę Neutralną, aż do terytorium romulańskiego. Nie trzeba długo czekać na to, aż Romulanie aresztują załogę Enterprise za szpiegostwo. Jednakże obecność Wulkanina na ziemskim statku budzi zainteresowanie romulańskiej pani komandor i każe ona zarówno kapitanowi, jak i pierwszemu oficerowi wejść na pokład swojego statku, aby złożyli zeznania. Kirk utrzymuje, że nagłe wtargnięcie w Strefę Neutralną, a następnie – na terytorium romulańskie – wynikło z uszkodzonych narzędzi nawigacyjnych, jednak Spock wyznaje, że jego kapitan jest niespełna rozumu i samozwańczo złamał postanowienia traktatu między Romulusem i Federacją. Podczas gdy Kirk trafia do brygu, krzycząc, że Spock to zdrajca, pani komandor zaprasza Spocka do siebie i próbuje go zwerbować do armii romulańskiej.

Co Z Tego Pamiętam:

Jedynie piąte przez dziesiąte, a konkretnie – panią komandor.

Wnioski Ogólne:

Od samego początku ma się wrażenie, że z Kirkiem coś jest nie tak… a przynajmniej, że zachowuje się niezgodnie ze swoim charakterem. Jego drażliwość i despotyczność przywodzi na myśl, na przykład, jego zachowanie w Zabójczej starości. A już wtargnięcie w Strefę Neutralną, mimo wcześniejszych ostrzeżeń, i bezpardonowe wkroczenie na terytorium romulańskie (ruch, który niesie za sobą szalone ryzyko dla statku i jego załogi), jest czymś, co raczej widzielibyśmy u oszalałych kapitanów, ambasadorów albo dowódców, z którymi Kirk zwykle walczy.

Mimo jednak tego dziwnego zachowania załoga Enterprise pozostaje wierna swojemu kapitanowi… Poza Spockiem, ale w jego przypadku ma się wrażenie, że owa „zdrada” ma na celu nie tyle coś ugrać, co uratować Enterprise przed romulańskim sądem. Składając zeznanie w sprawie naruszenia traktatu, Spock stwierdza, że Kirk wydał rozkaz bez porozumienia z Federacją, z chęcią zdobycia chwały i będąc niespełna rozumu. Trudno się ze Spockiem nie zgodzić – gdyby nie bezrozumne rozkazy kapitana, Enterprise nie byłoby w tej całej sytuacji. Po wrzuceniu Kirka do brygu i odwiedzinach jego i doktora McCoya (który miał zbadać stan kapitana, po tym jak ten zderzył się z polem siłowym swojej celi), Kirk rzuca się na pierwszego oficera, na co ten reaguje, używając specjalnego wulkańskiego „chwytu śmierci”. Kirk pada jak długi i McCoy ogłasza, że kapitan nie żyje.

Niebawem jednak budzi się w ambulatorium na Enterprise i wydaje się zdrowy na umyśle. To dlatego, że zarówno jego dziwne zachowanie, jak i późniejszy incydent, były częścią większego planu.

Jednakże mówiłam, że jest to odcinek o Spocku…

No więc Spock jest w tym odcinku kuszony. Pani komandor od chwili, gdy dowiaduje się, że na Enterprise stacjonuje Wulkanin, zaczyna się nim interesować (głównie ze względu na pokrewieństwo Romulan i Wulkanów), a kiedy Kirk zostaje wtrącony do brygu, Romulanka najpierw wypytuje jego pierwszego oficera to, co robi na statku Federacji (dowiadując się przy tym, że jest pół-człowiekiem) i dlaczego nie dowodzi własnym statkiem; a potem na każdym kroku roztacza przed nim wizję wspaniałej kariery i nieograniczonych możliwości w służbie Romulusowi.

Jest to wizja o tyle kusząca, że podnoszona jest kwestia rasizmu, którego Spock – jako wulkańsko-ziemska hybryda – bywa ofiarą. Widzieliśmy to już trochę w Starciu, kiedy sternik Stiles zaczął być podejrzliwy wobec Spocka; widzieliśmy to w Amoku, kiedy jego pobratymcy spoglądali na niego krzywo podczas pon farr; nawet Kirk nie omieszkał rzucić kilku rasistowskich uwag, aby wymusić na Spocku gwałtowną reakcję. Jak już to wielokrotnie zauważyliśmy, ciągnącym się wątkiem w Oryginalnej Serii jest wewnętrzny konflikt Spocka związany z tym, że stara się on być dobrym Wulkaninem, podziela wulkańską filozofię i stara się żyć według zasad logiki… ale jego ludzka natura od czasu do czasu daje o sobie znać i zaczyna być on mniej lub bardziej emocjonalny. W Złodziejach z kolei daje nam się do zrozumienia, że Spock, mimo swoich licznych zdolności i ciężkiej pracy, nie dorobił się jeszcze własnego statku – nigdy mu nie proponowano dowództwa. Teoretycznie zarówno Ziemianie, jaki Wulkanie są założycielami Federacji, ale tak naprawdę Spock ma ten problem, że dla Wulkanów jest zbyt ludzki, a dla reszty wszechświata – zbyt wulkański.

Z każdą sceną między tym dwojgiem romulańska komandor wydaje się być coraz bardziej zafascynowana Spockiem i chce go uwieźć, on zaś też gra mniej lub bardziej zainteresowanego. W końcu dochodzi do sceny, która na zawsze scementowała dotyk opuszkami palców i rąk jako formę intymnej bliskości (porównywalnej z pocałunkami, albo nawet czymś bardziej seksualnym) w kulturze wulkańskiej i romulańskiej. Niestety w końcu wychodzi na jaw, że Spock tylko udaje; gra na zwłokę, aby pomóc kapitanowi w jego misji.

No właśnie – dlaczego po polsku ten odcinek nazywa się Złodzieje? Otóż tak się składa, że Kirk naprawdę wstąpił na terytorium romulańskie w celach szpiegowskich, a konkretnie – aby ukraść od Romulan urządzenie maskujące, zamontować je na Enterprise, uciec i udostępnić tę technologię Federacji. Jego symulowane szaleństwo z jednej strony jest częścią planu, aby dostać się na terytorium wroga, upozorować własną śmierć i podszyć się pod Romulanina; a z drugiej strony, w razie niepowodzenia misji, zrzuca winę za potencjalny skandal na jednego „szalonego” kapitana, a nie na całą Gwiezdną Flotę i Federację.

Słynne romulańskie urządzenie maskujące będzie się przewijać przez różne serie Star Treka – raz będzie wykradane, innym razem odstępowane Federacji (np. podczas wojny z Dominimum). Również szybka operacja plastyczna nadająca Kirkowi rysy Romulanina, będzie wykorzystywana w kolejnych seriach, kiedy poszczególne postaci będą infiltrować obozy wroga, upodabniając się do przedstawicieli konkretnych ras.

Koniec końców, załodze Enterprise udaje się zainstalować urządzenie maskujące i uciec za jego pomocą. Jednakże na statku znajduje się pani komandor, która nie tylko stała się jeńcem wojennym, ale też pała do Spocka zrozumiałą niechęcią (już wcześniej, przy odkryciu jego zdrady, wali go z liścia i pyta, „jak mógł jej to zrobić”). W tej przedostatniej scenie, kiedy Spock jedzie z Romulanką windą, widać kunszt aktorski Leonarda Nimoya, bo w pewnym momencie Spock stwierdza, że pani komandor nie była mu całkiem obojętna, a jego twarz na chwilę zrzuca pozbawioną emocji maskę, aby wyrazić smutek, że wszystko potoczyło się w taki właśnie sposób.

Za tydzień Kirk traci pamięć i będzie miał małą przygodę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.