Artykuł: Wielka sztuka i kino klasy B, czyli podwójny sezon AHS

W zeszłym roku nie dostaliśmy kolejnego, dziesiątego już sezonu American Horror Story. Tak jak wiele seriali w 2020 roku, tak i realizacja AHS została przeniesiona na później, a że pierwotny koncept nowego sezonu wymagał pracy w cieplejszych miesiącach, Ryan Murphy był zmuszony przemyśleć swój pomysł. W rezultacie sezon kręcono w zimie, a w marcu 2021 roku ogłoszono, że dziesiąty sezon będzie miał podtytuł Double Feature, czyli Podwójny Seans.

Tak się bowiem składa, że już od jakiegoś czasu Murphy rozważał pomysł, w którym w jednym sezonie rozgrywałyby się dwie historie. Aż do sierpnia mówił bardzo mało o dziesiątym sezonie – wiedzieliśmy, że będzie w nim grało kilku stałych aktorów (jak Leslie Grossman, Lily Rabe, Finn Wittrock, i tak, Sarah Paulson i Evan Peters też), ale i że do obsady dojdzie Macaulay Culkin; wiedzieliśmy, że jedna historia będzie się odbywać „przy morzu”, a druga „na piasku”; wiedzieliśmy, że będą tam syreny i kosmici, a wreszcie dowiedzieliśmy się, że pierwsza część będzie się nazywać Red Tide, a druga Death Valley. Szczególnie kosmici budzili zainteresowanie fanów, gdyż od kiedy pojawili się w Asylum, chcieliśmy, aby Murphy do nich powrócił w jakiś sposób.

Nadszedł sierpień i mogliśmy wreszcie zobaczyć jak ten podwójny sezon się sprawował.

Zanim przejdziemy do omawiania fabuły (czy też – fabuł) Double Feature, warto jeszcze pochylić się nad tym, skąd ta tradycja puszczania dwóch utworów, jeden po drugim, się wzięła. Choć sięga ona czasów opery, kiedy to zamiast jednej długiej sztuki przedstawiano w teatrach dwie krótsze, tak naprawdę rozkwitła ona w erze filmowej – nie tylko krótkie kreskówki i kroniki filmowe były puszczane tuż przed seansem w latach trzydziestych, lecz także z czasem zaczęto najpierw puszczać pełnometrażowe filmy z małym budżetem (tak zwane filmy klasy B) przed filmami z dużych wytwórni (filmy klasy A). W ten sposób wiele kin było w stanie zarobić całkiem porządne pieniądze, a wielkie studia filmowe nieraz zatrudniały techników i aktorów pracujących przy filmach klasy B.

Ponieważ jednak takie podwójne seanse wymuszały na kinach kupowanie mniej pożądanych filmów klasy B z filmami klasy A (tzw. block booking), w 1948 roku Sąd Najwyższy USA zdecydował, że praktyka block bookingu jest nielegalna. Odtąd wielkie studia raczej nie robiły własnych filmów klasy B, ale małe kina i kina samochodowe jeszcze puszczały podwójne seanse – najczęściej właśnie filmy sci-fi i horrory.

Artyzm, klasyzm i narkotyki, czyli Red Tide

Fabuła pierwszej części Double Feature zarysowuje się tak: cierpiący na niemoc twórczą scenarzysta Harry Gardner, wraz z żoną Doris i córką Almą wyjeżdża do nadmorskiego miasteczka Provincetown. Miasteczko słynie z tego, że w okresie zimowym przyjeżdża do niego wielu artystów, a potem wracają z gotowymi arcydziełami. Harry ma więc nadzieję, że specyficzna atmosfera Provincetown natchnie go do napisania pilota, który spodoba się jego producentom. Wkrótce Harry spotyka pisarkę Belle Noir i dramatopisarza Austina Sommersa, którzy opowiadają mu o fantastycznej pigułce o nazwie Muza, umożliwiającej wydobycie na wierzch wewnętrznego potencjału twórców. Jednocześnie Harry natyka się na Suchotnicę Karen, która ostrzega go przed czającym się w miasteczku złem; a po ulicach krążą dziwne istoty nazywane Bladymi.

Na początku wydawało się, że Red Tide będzie nawiązywać do Lovecrafta (marketing kazał nam myśleć, że pojawią się w nim ryboludzie albo przynajmniej syreny, a nadmorska sceneria przywodziła na myśl Widmo nad Innsmouth), ale okazało się, że ta część dziesiątego sezonu będzie mieć o wiele więcej wspólnego z Kingiem. Dość często u Kinga pojawiają się pisarze jako bohaterowie, nieraz też cierpiący na jakieś uzależnienia (alkoholizm albo narkomanię). Powtarzającym się wątkiem u tego autora jest spełnienie najskrytszych marzeń bohaterów… za potworną cenę.

Motywem przewodnim Red Tide jest przypisywanie pewnym kategoriom sztuki, a nawet pewnym kategoriom ludzi mniejszej lub większej wartości.

W Red Tide jest pełno ludzi kreatywnych – w mniejszym lub większym stopniu. W samej rodzinie Gardnerów mamy nie tylko scenopisarza Harry’ego, lecz także skrzypaczkę Almę, która chce zostać koncertmistrzynią w Filharmonii Nowojorskiej w wieku osiemnastu lat; oraz interesującą się wystrojem wnętrz Doris, która otrzymała zlecenie wyremontowania domu, gdzie rodzina się zatrzymała. Poza Belle i Austinem, mamy okazję poznać też marzącą o sławie hollywoodzkiego scenarzysty męską prostytutkę Mickey’ego; lubiącą malować Suchotnicę Karen oraz robiącą tatuaże Lark (dorabiającą jako dentystka). Nie bez znaczenia jest też miejsce akcji – Provincetown nie tylko istnieje naprawdę, lecz także jest znane jako miasteczko, w którym działało wielu amerykańskich poetów i pisarzy.

Alma Gardner z normalnej dziewczynki staje się potworem.

Oczywiście każdy z artystów ma swoje ambicje – nie chce tylko przezwyciężyć blokadę twórczą i stworzyć coś wiekopomnego; chce też zwrócić na siebie uwagę i odnieść sukces w wielkim świecie. Dlatego Muza jest takim kuszącym konceptem – pozwala uwolnić uśpiony talent, który zachwyca ludzi wokoło i sprawia, że artysta jest rozchwytywany przez producentów i wydawców. Z tym, że Muza niesie ze sobą pewną cenę – sprawia, że ten, kto ją weźmie, czuje przemożne pragnienie krwi. Może je zaspokoić, kupując krwiste mięso, ale może też wyssać krew z żywego człowieka.

Z jednej strony utalentowani ludzie po wzięciu Muzy zdają sobie sprawę ze swojego geniuszu i zaczynają postrzegać innych jako środki do celu. Belle i Austin specjalnie wybierają wśród swoich ofiar narkomanów i złodziei, ale też mają w pogardzie Mickey’ego i Karen, ponieważ on jest prostytutką, a ona jest żebraczką. Z kolei Doris jest traktowana przez Almę jako przeszkoda dla artystycznego rozwoju swojego i ojca, ponieważ jej matka jest „zwyczajna” i „nie rozumie wielkości”.

W Red Tide rola Paulson jest… niezwykła.

Jednym taka makabryczna cena za wielkość i sławę wcale nie przeszkadza – Belle i Austin, na przykład, nie mają skrupułów, aby zabijać, a Alma po wzięciu pigułki w ogóle przestaje się przejmować tym, jak Muza na nią wpływa (i nawet w pewnym momencie wysysa krew z nóżki swojego nowonarodzonego braciszka). Mickey ostatecznie kradnie kilka pigułek dla siebie i sam je bierze, skuszony perspektywą wybicia, się, chociaż jego przyjaciółka Karen zniechęca go do tego. Mickey wkrótce otrzymuje możliwość pisania scenariusza do rebootu Speed Racera i gorąco namawia Karen na to, aby do niego dołączyła – aby również wzięła Muzę i otrzymała szansę wybicia się. Mickey’m kierują dobre intencje, ale Suchotnica Karen – choć jest bezdomna i poniżana – zarzeka się, że nigdy nie weźmie Muzy, aby rozwinąć swój potencjał, oraz zdobyć sławę i uznanie. Karen widzi, co Muza robi z ludźmi i nie chce być potworem (a jest zmuszana przez Belle do porywania niemowląt w zamian za protekcję przed Bladymi), jednak w końcu bierze Muzę, aby przeżyć… ale potem popełnia samobójstwo.

Są też osoby poboczne, które czerpią korzyści z Muzy i którym związane z tym morderstwa nie przeszkadzają. Chemiczka, która stworzyła Muzę, dystrybuuje ją w celach badawczych. Ursula zaczyna interesować się pigułkami, bo widzi w nich sposób na to, aby zbić fortunę, dlatego wchodzi potem w układ z Chemiczką i Almą. Z kolei mieszkańcy Provincetown, dla których artyści to jedno z głównych źródeł dochodów, nie tylko interweniują w sprawie morderstw, dopiero kiedy może to być dla nich niewygodne, lecz także wiedzą doskonale, co się dzieje.

Sam Harry na początku nie chce brać Muzy, bo uważa, że to przekręt, ale przytłoczony terminami i niemocą twórczą, postanawia jednak spróbować. W między czasie do jego domu włamuje się jakiś bladolicy człowiek i to sprawia, że rodzina nie czuje się bezpieczna. Już Gardnerowie mają uciec, już pakują się do samochodu, kiedy nagle Harry czuje przemożną potrzebę, aby pisać. Tak więc wraca do domu (pomimo protestów Doris) i przez całą noc pisze pilota nowego serialu i wysyła go do swojej agentki, Ursuli. Obiecuje sobie, że nie weźmie Muzy znowu (zwłaszcza że Alma też ją wzięła), ale Ursula informuje go, że producenci są zainteresowani jego scenariuszem, tak więc Harry postanawia jednak kontynuować branie tabletek. Im dłużej jest na Muzie, tym mniej przejmuje się tym, jak pobyt w Provincetown wpływa na jego żonę; tym, że coraz częściej zdarza mu się zabijać; tym, że jego córka przejawia pewne psychopatyczne ciągoty. Choć nigdy nie idzie tak daleko jak Belle, Austin, czy nawet Alma, trudno nie zauważyć w sposobie, w jaki traktuje żonę (zwłaszcza tuż po tym jak Doris urodziła dziecko), że sukces nieco mu zmienił priorytety. Sam stwierdza nawet, że przez całe lata wmawiał sobie, że zawodowe niepowodzenia mu nie przeszkadzają, bo jest człowiekiem rodzinnym… ale od kiedy poznał smak sukcesu, zdał sobie sprawę, że tylko siebie okłamywał.

Znamy z historii przypadki, kiedy artysta – czy to pisarz, czy to poeta, czy to malarz, reżyser albo muzyk – zaniedbywał, a nawet wykorzystywał swoich bliskich, zwłaszcza żonę, która nie tylko zajmowała się domem, ale też wykonywała ogromną pracę związaną z promowaniem utworów męża. Doris próbuje mieć coś własnego – chce być projektantką wnętrz – ale jej potrzeby są spychane na dalszy plan, tak przez Harry’ego, jak przez Almę.

W pewnym sensie Muza to metafora szansy na sukces – zdobycia pierwszej roli w hollywoodzkim filmie, bycia dostrzeżonym przez dużego wydawcę, wygrania konkursu piosenki albo zabłyśnięcia w każdy inny sposób; i wkroczenia w świat showbiznesu lub w przemysł rozrywkowy, który jednak ma swoje mroczne sekrety. Już choćby w Hollywood dzieje się mnóstwo złych rzeczy (łącznie z siatką pedofilską i molestowaniem seksualnym aktorów i aktorek przez producentów), które są tuszowane; z kolei przemysł mangowy w Japonii znany jest też ze swojego opresyjnego wykorzystywania rysowników. Artysta albo po fakcie zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje, albo już coś o tym wie i mimo to chce wejść w ten świat, który może kosztować go duszę.

Z drugiej strony Muza działa specyficznie na tych, którzy nie mają żadnego talentu. Nadal mają pragnienie krwi, ale stopniowo tracą włosy i zmysły, stając się Bladymi. Podczas gdy ludzie utalentowani nagle zdają sobie sprawę z własnego geniuszu i mają poczucie wyższości względem innych, Bladzi popadają w obłęd z powodu odkrycia, że są beztalenciami i nigdy nie zajdą tak daleko, jakby chcieli. Z tej przyczyny atakują innych. Jest w tym pewien lęk, który ma każdy artysta: że tak naprawdę jego sztuka jest nic nie warta i podążanie za marzeniami spowoduje tylko to, że skończy jako cień człowieka. Tak właśnie kończy Doris, która – za namową Almy – bierze Muzę, ale zamiast tworzyć fantastyczne aranżacje wnętrz, traci włosy, a potem rozum.

Jej twórczość zresztą jest traktowana jako sztuka gorszej jakości – nie jest to nic pokroju skrzypcowego geniuszu Almy czy wspaniałego pisarstwa Belle i Austina. Warto nadmienić, że pierwsza powieść Belle była erotykiem o Jerzym i Marcie Waszyngtonach, wydanym własnym sumptem przez autorkę i jej męża (który nie widział wartości w dziele żony i czuł nawet seksualną frustrację z powodu tego, że Belle nie chce go zadowalać), z kolei Austin występował jako drag queen, tylko pisząc sztuki na boku. Obie formy sztuki nie są traktowane zbyt poważnie, bo tak po prawdzie to mamy zwyczaj myślenia o pewnych utworach jako mniej ważnych i mniej wartych miana sztuki, chociażby dlatego, że wydają się być przeznaczone dla mniej wyrafinowanego odbiorcy; albo zwyczajnie nie ma szans na to, aby zbić na niej fortunę (dlatego, być może, scenarzysta telewizyjny cieszy się w Provincetown podobną estymą, co pisarka i dramatopisarz). Weźmy, na przykład, Lark – dziewczyna pasjonuje się tworzeniem tatuaży, ale poszła na stomatologię, aby zadowolić rodziców (którzy zapewne nie widzieli żadnej wartości – ani społecznej, ani pieniężnej – w studiu tatuażu). Teraz zajmuje się swoją pasją, a na boku przygotowuje użytkownikom Muzy zęby, którymi łatwiej będą rozszarpywać ofiary.

Jeżeli Muza to (do pewnego stopnia) również metafora przemysłu rozrywkowego, artystycznego itd., to Bladzi symbolizują tych wszystkich nieudanych artystów, którzy zostali przez ten przemysł wykorzystani, a potem odrzuceni, bo nie mają tego czegoś, co gwarantowałoby sukces. Znamienne jest to, że w ostatnim odcinku Ursula prezentuje pigułkę na wykładzie ze scenopisarstwa, prowadzonym przez autora jednego scenariusza; autora prezentującego zagmatwaną i bezużyteczną koncepcję budowania fabuły. Ursula jest właściwie przekonana o tym, że ten wykładowca zostanie Bladym.

Red Tide kończy się tym, że Alma zabija swojego ojca (bo postanowił, że on i jego córka nie będą już korzystać z tabletek) i przenosi się wraz z Chemiczką i Ursulą do Los Angeles. Dziewczynka dostaje miejsce w filharmonii jako pierwsza skrzypaczka, Ursula rozprowadza Muzę, powodując chaos w mieście, a Chemiczka ucieka wraz z synkiem Gardnerów, rozmyślając nad tym, czy by nie stworzyć tabletki na nieśmiertelność. Ponieważ jednak Chemiczka przed przybyciem do Provincetown pracowała jako naukowiec w placówce wojskowej, a w Death Valley mamy wojsko, można się było doszukiwać w niej postaci, która wiąże obie części dziesiątego sezonu razem. Niestety, tak się nie stało.

Kosmici i spiski, czyli Death Valley

Fabuła drugiej części Double Feature zarysowuje się tak: w 1954 roku prezydent Dwight Eisenhower zostaje wezwany w pilnej sprawie do tajnej placówki rządowej – wojsko odkryło w Dolinie Śmierci rozbity statek obcych; oraz mającą dziwne znaki na plecach nagą kobietę, która okazuje się być Amelią Earhart (w dodatku będącą w drugim miesiącu ciąży). Nagle w placówce pojawia się dziwna istota. Następnie przenosimy się do czasów współczesnych: grupka przyjaciół – Kendall, Jamie, Cal i Troy – spotyka się w barze i postanawia wybrać się na wspólny kemping w Dolinie Śmierci. W nocy jednak natykają się na kilka dziwnych rzeczy (jak przepołowione i nadal żywe krowy) i postanawiają uciec. Podczas jazdy samochodem pojawia się białe światło i po jakimś czasie Kendall, Jamie, Cal i Troy budzą się nie na swoich miejscach. Wkrótce odkrywają też, że wszyscy czworo (nawet mężczyźni) są w ciąży.

W Death Valley śledzimy dwie historie. Pierwsza opowiada o tym, jak i dlaczego doszło do układu pomiędzy amerykańskim rządem a kosmitami, w którym kosmici mogli co roku porywać 4000 Amerykanów do swoich eksperymentów; i o tym jak Eisenhower i inni prezydenci podchodzili do samego układu. Kosmici twierdzą, że ich planeta umiera i dlatego potrzebują nowego domu; nie mogą jednak zamieszkać na Ziemi, gdyż ich rasa nie przeżyłaby w ziemskiej atmosferze. Rozwiązanie? Stworzenie ludzko-kosmicznych hybryd. Z jednej strony kosmici nie stronią od pokazów siły, z drugiej jednak w zamian za obiekty doświadczalnie oferują amerykańskim politykom swoją zaawansowaną technologię, która może pomóc USA prześcignąć ZSRR i stać się potęgą.

Neal McDonough w zaskakująco pozytywnej roli prezydenta Eisenhowera.

Sam prezydent Eisenhower od samego początku przedstawiany jest jako bohater zdecydowanie pozytywny, któremu zależy na dobru amerykańskich obywateli i który do końca waha się podpisać traktat z kosmitami i ostatecznie robi to tylko dlatego, że kosmici grożą jego żonie, Mamie. A skoro jest to bohater pozytywny, który idzie na układ z obcą siłą, przez resztę sezonu oglądamy, jak trawią go od środka wyrzuty sumienia.

Postawa Eisenhowera – bądź co bądź, słynnego z tego, że był nie tylko politykiem, ale też zasłużonym generałem – jest o tyle ciekawa, że zwykle w opowieściach o kosmitach przybywających na Ziemię (zwłaszcza w filmach klasy B) wojskowi są zwykle tymi, którzy chcą na obcych nacierać z czołgami albo chcą wyciągnąć od nich technologię do celów militarnych. Tymczasem Eisenhower – od chwili, kiedy w bazie pojawia się kosmita i zaczyna zabijać – podchodzi do całej sytuacji dyplomatycznie. W dużej mierze jest to poniekąd spowodowane tym, że obcy są niezwykle potężni – potrafią przejmować kontrolę nad ciałami, mają zdolności telekinetyczne i dysponują zaawansowaną bronią. Gdyby chcieli, mogliby nas zniszczyć.

Inni politycy widzą w tym układzie szansę na to, aby stać się potęgą. W zasadzie to z późniejszych prezydentów, których widzimy na ekranie, Richard Nixon mówi wręcz o podboju świata, Lyndon Johnson jest kordialny wobec przedstawiciela kosmitów, i tylko John F. Kennedy jest przerażony odkryciem układu z kosmitami i prawie mówi o nich publicznie.

A w Death Valley Paulson gra Pierwszą Damę i świetną manipulantkę, Mamie Eisenhower.

Do kosmitów bardzo entuzjastycznie podchodzi też żona Eisenhowera, która uwielbia podarowaną przez kosmitów technologię (zwłaszcza mikrofalówkę), przyjaźni się z Valiantem Thorem i ma nawet z nim romans, a także pomaga obcym w ten czy inny sposób (między innymi, przyczynia się do wybuchu afery Watergate). Zawsze też, kiedy jej mąż wyraża przerażenie tym, co zrobił, Mamie chce rozmawiać o przyjęciach i celebracji świąt, które udało jej się rozpowszechnić (wiele razy wspomina o tym, że dzięki niej dorośli Amerykanie obchodzą urodziny, Halloween i Święto Dziękczynienia), a po śmierci Eisenhowera idzie na układ z Valiantem Thorem, aby żyć wiecznie.

W Asylum kosmici byli właściwie tylko po to, aby porwać żonę Kita Walkera i jego nową znajomą z psychiatryka, a potem mu je obie zwrócić wraz z dwójką cudownych dzieci o niezwykłych zdolnościach. Death Valley zaś korzysta nie tylko z historii o porwaniach przez UFO, lecz także z mnóstwa teorii spiskowych, które narosły przez całe dekady na temat kosmitów – tego, co robią na Ziemi i czego od nas chcą.

Już sam tytuł sezonu odnosi się do jednej z takich teorii – słynna Dolina Śmierci nie tylko przywodzi na myśl piaski Nevady, gdzie stoi Strefa 51 (chociaż sama Dolina Śmierci znajduje się w stanie Kalifornia) ale też przez całe lata wielką zagadką doliny były toczące się kamienie, których ruchu nie dało się zauważyć, ale ślady tego ruchu były widoczne na piasku. Jedna z teorii głosiła, że ruchome kamienie sią dziełem obcych.

Co więcej – teorie spiskowe i różne „nierozwiązane” sprawy, zwykle nie kojarzone z kosmitami, w Death Valley są wynikiem eksperymentów obcych albo owego układu między UFO a rządem amerykańskim. Z jednej strony mamy Amelię Earhart, która zaginęła w latach trzydziestych nad Pacyfikiem (tutaj została porwana przez kosmitów), zabójstwo Kennedy’ego (chciał wypaplać o układzie z UFO, więc Nixon kazał go uciszyć), tajemniczą śmierć Merlyn Monroe (nakłaniała Kennedy’ego do mówienia i sama opowiadała o swoich doświadczeniach z obcymi), nakręcenie przez Stanleya Kubricka lądowania na Księżycu (uspokojenie ludności i odwrócenie uwagi od porwań), czy wiecznie żywego Steve’a Jobsa (siedzi w Strefie 51). Ba – powtarza się tutaj stary jak świat element różnorakich teorii spiskowych, że afera Watergate czy wojna w Wietnamie służyły temu, aby odwrócić uwagę publiczną od czegoś bardziej mrocznego. Z drugiej strony jednak mamy nie tylko porywających i zapładniających ludzi obcych i Strefę 51, lecz także Valianta Thora, czyli człowieka, który często gościł w Waszyngtonie i twierdził, że jest czterystuletnim Wenusjaninem (tutaj zaś jest maszyną). W ostatnim odcinku dowiadujemy się też, że poza tradycyjnymi „szarakami”, na Ziemi są też Reptilianie (między innymi w osobie Henry’ego Kissingera). Ale to, co wiele teorii spiskowych ma ze sobą wspólnego to to, że albo rząd, albo jakaś grupa „innych” pociąga za wszystkie sznurki i wykorzystuje społeczeństwo do jakichś własnych, nieraz niecnych celów. W Death Valley mamy te obie siły współpracujące razem.

Druga historia w Death Valley opowiada o tym jak daleko ten układ zaszedł w czasach współczesnych i jak wpływa on nie na wielkie postaci z amerykańskiej historii, ale na zwykłych obywateli, którzy zostali obiektami eksperymentów obcych. Bo też już w drugim odcinku Kendall, Jamie, Cal i Troy zostają zabrani przez „facetów w czerni” do Strefy 51, gdzie czekają na poród swoich kosmicznych pociech wraz z innymi porwanymi.

Theta – jedna ziemsko-kosmicznych hybryd.

Motywem przewodnim Death Valley (tuż obok teorii spiskowych) jest poniekąd lęk przed tym, że z ciałem dzieje się coś dziwnego i nie ma się nad tym wpływu. Już wcześniej widzieliśmy jak gospodyni domowa, Mary, zostaje opętana przez kosmitów. Nasza czwórka protagonistów zresztą jest nam na początku przedstawiona jako podchodząca bardzo pozytywnie do seksu, a nawet okazująca sobie nawzajem uczucia fizycznie. Potem uciekając z Doliny Śmierci widzą białe światło i budzą się kilka godzin późnej, w innych miejscach niż poprzednio, a nazajutrz rano odkrywają, że są w ciąży, w dodatku ta ciąża postępuje bardzo szybko. A w przypadku Cala i Troya nie wiadomo, jak to dziecko z nich wyjdzie, skoro nie mają oni kanałów rodnych.

Już w Strefie 51, Kendall, Jamie, Cal i Troy spotykają Calico – kobietę, która została porwana, bo w dzień lotu na Księżyc spotkała w barze Buzza Aldrina i Neila Armstronga; i od tamtego czasu rodzi corocznie sześć dzieci. Calico zresztą od razu daje bohaterom do zrozumienia, że nie ma wyjścia z sytuacji w jakiej się znaleźli, i że lepiej będzie, jeśli nie będą myśleć o tym, co się dzieje.

Łatwo można znaleźć w Death Valley nawiązania do Obcego, a nawet troszeczkę do Lovecrafta.

W przypadku tego pierwszego mamy młode kosmiczne hybrydy z mackami, zabijające ludzi, skacząc im na twarz; oraz wykorzystywanie innych gatunków do inkubacji tychże młodych. Dość często interpretuje się film Ridleya Scotta jako wyraz lęku przed ciążą i porodem, jako bolesnymi procesami. Ponadto wiele hybryd, które widzimy w obu historiach, wygląda trochę jak małe ksenomorfy z wydłużonymi czaszkami i mackami.

A jeśli hybryda jest zbyt ludzka? A jeśli jej „mutacja” nie spełnia wymogów obcych? No cóż, wtedy podcina się jej gardło i wrzuca do słoja. Tak więc nie tylko kosmici zapładniają ludzi wbrew ich woli, ale też nie pozwalają im być rodzicami. Taki los spotyka Troya, który tuż po porodzie nawiązuje więź ze swoim dzieckiem, a potem jest świadkiem tego, jak jego dziecko zostaje bezceremonialnie zabite. Fakt, że wcześniej dość często żartował z Calem o założeniu rodziny i ten koncept mu się nawet spodobał, sprawił, że Troy potem próbuje uratować dziecko Cala i sam nawet wykonuje cesarskie cięcie (niestety dziecko Cala od razu ich obu zabija).

Jeśli chodzi o Lovecrafta, kosmici przypominają trochę Wielkich Przedwiecznych w tym, że nigdy nie widzimy jak oni wyglądają tak naprawdę. Widzimy ludzko-kosmicie hybrydy (np. Thetę, która nadzoruje eksperymenty w Strefie 51), widzimy kosmitów w ludzkiej powłoce i wysłane przez nich roboty; i widzimy „szaraków” (którzy okazują się być tylko pustą skorupą, w której obcy zapewne przesiadują), ale samych kosmitów, takich jacy są naprawdę, nigdy nie jest nam dane spotkać. I podobno to dlatego, że ich prawdziwa postać mogłaby przerazić Ziemian. Ponadto kosmici przejawiają prawie zerową troskę o ludzkość – interesuje ich tylko odnalezienie łona, które będzie rodzić idealne hybrydy, a z chwilą, kiedy je znajdą, zamierzają urodzić ich jak najwięcej, a potem zasiedlić Ziemię kosztem ludzkości.

Często powtarzającym się motywem w opowieściach o kosmitach, jest to, że nie mają oni o ludzkości zbyt wysokiego mniemania. Nie tylko dlatego, że nasza historia jest pełna okrucieństwa, ale też – i właściwie przede wszystkim – dlatego, że niszczymy naszą planetę. Zresztą nawet kiedy Mamie proponuje współistnienie ludzi i obcych, Valiant Thor argumentuje, że takie współistnienie nie byłoby możliwe, właśnie ze względu na ludzką naturę.

Death Valley kończy się tym, że Kendall rodzi idealną hybrydę, a zaraz potem ginie (ale dzięki technologii obcych, jej ciało może rodzić kolejne hybrydy); próba zniszczenia przez Mamie, zarówno łona, jak i dziecka, nie udaje się, a po całych dekadach rodzenia i oglądania jak jej dzieci umierają Calico zdradza ludzkość, aby zostać figurą macierzyńską dla nowonarodzonych obcych. Nad naszym gatunkiem coraz bardziej wisi widmo zagłady, o którym społeczeństwo nie ma nawet pojęcia.

Ogólnie rzecz biorąc oba mini-sezony American Horror Story: Double Feature trzymają poziom, niemniej jednak czuć, że Death Valley jest traktowane trochę po macoszemu. Nie tylko poświęcono mu zaledwie cztery odcinki, ale też wątek współczesny jest o wiele słabszy względem historii Eisenhowera, która ma klimat starego filmu klasy B. A trzeba przypomnieć, że fani czekali na sezon poświęcony kosmitom już od wielu lat, tak więc nie wszystkim podoba się to, co dostali. Być może nawet fakt, że na drugi mini-sezon poświęcono zaledwie cztery odcinki, ma sens z punktu widzenia praktyki podwójnych seansów, ale mimo wszystko żal, że oba mini-sezony nie zostały rozłożone po równo. Tymczasem Ryan Murphy już w 2019 roku otrzymał zielone światło na trzy kolejne sezony. Być może więc kosmici jeszcze wrócą w nieco lepszym stylu.

Leave a Reply