Krótka notka o „Star Trek: Strange New Worlds”

Dawno nie gadaliśmy o Star Treku, ludzie!

A akurat na Strange New Worlds czekałam prawie równie mocno, jak na Lower Decksy, bo ta seria obiecała nam powrót do tradycji – to epizodycznej formuły, do poznawania nowych planet i do bardziej optymistycznych przygód. Poza tym głównym bohaterem miał być Christopher Pike – kapitan, który był poprzednikiem Kirka na Enterprise; a wśród jego załogi miały pojawić się znane z Oryginalnej Serii twarze: nie tylko Spock czy Pierwsza, lecz także siostra Chapel, porucznik Uhura, doktor M’Bega, czy piękny i młody Jim Kirk.

Jak więc wyszedł pierwszy odcinek Star Trek: Strange New Worlds?

Po tym, jak w klingońskim zakonie Christopher Pike miał wizję swojego kalectwa, kapitan Enterprise przeszedł w stan spoczynku i spędza czas w swojej stadninie koni. Tymczasem Spock się ożenił, a Pierwsza przejęła dowodzenie na własnym statku, Archerze. Pewnego dnia Pike’a odwiedza admirał, który twierdzi, że Archer wyruszył na misję Pierwszego Kontaktu, ale od jakiegoś czasu komunikacja z nim się urwała. Dlatego Enterprise wraz z Pikiem jako kapitanem, zostaje wysłany, aby zbadać sprawę i dowiedzieć się, czy coś poszło nie tak. Na miejscu okazuje się, że Archer jest pusty, a technologia warpowa odkrytej planety została wykorzystana do budowy broni masowego zniszczenia.

Jak już mówiłam, jedną z niewielu rzeczy, które Discovery zrobiło dobrze, było danie Pike’owi – jakby nie było jednej z najważniejszych postaci w Star Treku – drugiej szansy w fotelu kapitana. Anson Mount był zresztą wspaniałym Pikiem i trudno się dziwić, że ludzie chcieli go oglądać w tej roli częściej. Tutaj z kolei już w pierwszych scenach mamy nawiązania do tego, co zostało ustalone w pierwszym pilocie Star Treka i w Discovery – że Pike ma na Ziemi dom i stadninę koni, z którą wiązał swoją emeryturę; i że musi pogodzić się ze swoją śmiertelnością, bo miał wizję poparzeń popromiennych, które go unieruchomią. Ten wątek w Discovery był zresztą ledwo muśnięty (również po to, aby pokazać, jakim to Pike jest człowiekiem zasad), a tutaj najwyraźniej będzie bardziej rozwinięty.

Poza tym w tym pierwszym odcinku Christopher Pike daje się poznać, jako kapitan na miarę Kirka i Picarda – tak samo jak oni, podejmuje ryzykowne ruchy, aby pomóc załodze i uratować, kogo się da, a nawet wygłasza do kosmitów mowę na temat natury ludzkości, która to mowa ma sprawić, że kosmici opamiętają się i zaczną się starać o pokój.

Pozostali członkowie załogi Enterprise też wyszli całkiem nieźle. Pomijając Spocka, którego żonie T’Pring, nie podobają się jego „włóczęgi po galaktyce”, doktor M’Benga wydaje się sympatycznym gościem, siostra Chapel zajmuje się pracą naukową (coś, co było wspomniane w Oryginalnej Serii, ale w ogóle tam nie rozwinięte), Uhura nawiązuje więź z jednym z kosmitów poprzez znajomość jego planetarnego sportu, a porucznik La’an Noonien-Singh wydaje się ciekawą, zaradną postacią z przeszłością (poza oczywistym powiązaniem z Khanem, dowiadujemy się też, że widziała, jak cała jej rodzina ginie z ręki Gornów). Nawet pojawiający się pod koniec nowy oficer naukowy ma potencjał, już choćby dlatego, że… no, ale to spoiler, więc nie będę się w niego zagłębiać. Jedynie Ortegas mnie specjalnie nie porwała, ale wszystko przed nią.

A sama historia opowiedziana w tym odcinku rzeczywiście wygląda jak coś, co mogłoby się pojawić w Oryginalnej Serii albo w Następnym Pokoleniu – społeczeństwo przypominające ziemskie, ogarnięte konfliktem z sąsiadami; a także zadanie wymagające od bohaterów sprytu, dyplomacji i zaradności. Pike – tak jak jego następcy – łamie Pierwszą Dyrektywę, aby uratować swoich ludzi, ale też przeprowadzić kontrolę zniszczeń, jakie już zostały poczynione przez Pierwszy Kontakt.

Jedyne, co mogę zarzucić tej produkcji na ten moment, to to, że wydarzenia z drugiego sezonu Discovery jednak odciskają się w pewien istotny sposób na fabule. Osobiście wolałabym, aby jednak ten serial odciął się od tamtego, już choćby dlatego, aby nowi widzowie nie musieli nadrabiać dwóch sezonów, aby wiedzieć o co kaman z siostrą Spocka, czy bitwą pod Xaheą, której pewne szczegóły Flota musiała zatuszować. Mam też nadzieję, że romans między Spockiem a Chapel nie dojdzie do skutku, bo to by była totalna sztampa.

Tak więc na razie jestem dobrej myśli, jeśli chodzi o Star Trek: Strange New Worlds. Zobaczymy, jak będzie z kolejnymi odcinkami.

Leave a Reply