Nadszedł Sylwester 2023, a co za tym idzie – czas na wielkie podsumowanie roku.
Powiem szczerze, że pod względem działalności bloga nie jestem szczególnie zachwycona tym, co się działo. W zasadzie ten rok minął mi pod znakiem wydania pierwszej książki (o czym jeszcze będę się rozpisywać), natomiast wiele rzeczy zeszło na dalszy plan.
Jak zawsze zaczynamy of kolażu fandomów, który zaraz pokrótce omówię.

Mój rok 2023 w fandomach
Ten rok zaczęłam niejako od shrekowego Kota w Butach. Wiedziałam, że wybiorę się do kina na film mu poświęcony, ale w między czasie też obejrzałam serial aniomwany o Kocie w Butach na Netfliksie. Dość powiedzieć, że tak jak tegoroczne Ostatnie życzenie podejmowało temat śmiertelności i sensu życia, tak i kreskówka o Kocie w Butach podejmującym się obrony San Lorenzo nieraz szła w dość mroczne i dojrzałe miejsca (tak na marginesie, to muszę przyznać, że bardzo podobało mi się to, że w serialu wieśniacy wyglądali jak ci typowi wieśniacy ze Shreka).
Dzięki Pixel Partners udało mi się nadrobić fabułę wszystkich gier Ace Attorney, co skutkowało artykułem o roli prawa, prawników i prawdy w tej serii. Jakiś czas potem jednak moja znajoma Lisbeth w tym samym czasie bardzo jarała się Zadzwoń do Saula – do tego stopnia, że powoli, powoli zaczęłam się interesować tym serialem, chociaż jego powiązanie z Breaking Bad trochę mnie odstręczało (głównie z obawy przed tym, że będę musiała obejrzeć tamten serial, aby ogarnąć ten), ale okazało się, że Zadzwoń do Saula jest w miarę przystępny. Do tej pory udało mi się obejrzeć większość serii i zatrzymałam się dopiero na trzecim odcinku ostatniego sezonu.
Dziwnym zrządzeniem losu, chcąc pokazać młodszemu z bratanków Kacze Opowieści z 2017 roku, zostałam zmuszona do wykupienia subskrypcji do Disney Plus. Trochę też, aby wypróbować tę platformę, puściłam sobie stary serial animowany o Herkulesie, który swego czasu obejrzałam na YouTubie i który do tej pory wspominam bardzo dobrze, pomimo tego, że – tak jak film, do którego serial był prequelem – mało tam było zgodności z historią i mitologią. Tak po prawdzie, to ponowne obejrzenie Hercules: The Animated Series sprawiło, że zaliczyłam powrót do dawnego fandomu (pierwszy w tym roku; o drugim powiem później, chociaż możecie się go domyśleć), zdałam sobie sprawę z tego, że serial nadal nieźle radzi sobie z przeniesieniem różnych elementów współczesności na realia greckie (jest to w sumie coś na miarę Flinstone’ów) i nawet przetłumaczyłam Opowieści hermesowe na angielski.
W 2023 roku wyszła też dość specyficzna kreskówka o Człowieku ze Stali. My Adventures with Superman ma w sobie trochę z anime, głównie w sferze estetycznej (Superman ma nawet transformację rodem z serii o magic girl), a jednocześnie mocno trzyma się bardziej optymistycznego i idealistycznego podejścia do postaci Clarka Kenta. Jednocześnie My Adventures with Superman robi kilka ciekawych rzeczy z origin story Człowieka ze Stali, poczynając od tego, że Clark, Lois i Jimmy są stażystami w Daily Planet razem; a skończywszy na tym, że Clark nie rozumie do końca swoich mocy i boi się ich. Pojawia się też bariera językowa między Clarkiem a hologramem w jego kapsule ratunkowej, co prowadzi do pewnych dramatycznych konsekwencji.
A tak a propos anime – w tym roku odkryłam kilka ciekawych tytułów, ale według mnie najciekawszym był Royal Tutor, opowiadający o niepozornym nauczycielu Heinem Wittgensteinie, który został poproszony przez króla pewnego państwa, aby zajął się edukacją jego czwórki synów. Nauczona dawnym doświadczeniami, gdzie po obejrzeniu anime sięgałam po mangę i musiałam powtarzać tę samą historię, zanim doszłam do dalszych losów bohaterów, postanowiłam najpierw przeczytać materiał źródłowy, a potem dopiero wziąć się za animcową adaptację. Royal Tutor jest o tyle bogatą i ciekawą historią, że każdy z książąt ma trochę inne mocne i słabe strony, zainteresowania i sposób bycia, tak więc Heine musi podejść do ich potrzeb indywidualnie. Ogląda to się fantastycznie. Ta manga i anime dały mi dużo do myślenia.
Ale prawdopodobnie największym zaskoczeniem w 2023 pod względem fandomowym było dla mnie One Piece. Nie tylko dlatego, że netfliksowa aktorska adaptacja okazała się być fantastyczna, lecz także dlatego, że sprawiła ona, że postanowiłam podjąć się karkołomnego wyzwania ponownego obejrzenia i nadrobienia anime. Zajęło mi to mniej więcej dwa miesiące z przerwami, ale udało mi się. Z jednej strony przypomniałam sobie pewne sceny i wątki, które swego czasu poruszały moją wyobraźnię, a z drugiej strony odkryłam pewne rzeczy na nowo i obejrzałam te linie fabularne, o których tylko przez lata słyszałam. O swoich przemyśleniach pisałam na tumblrze. Co więcej – napisałam dwa fiki o Zeffie i Sanjim i mam prawie skończoną listę związaną z One Piece, ale zapewne opublikuję ją już w 2024.
Wreszcie w listopadzie postanowiłam obejrzeć sobie ponownie M*A*S*Ha, zwłaszcza że mam do tej serii pewien sentyment, a jest ona dostępna na Disney Plus. Głównie chodziło o to, że na tumblrze jedna znajoma też o nim mówiła i to sprawiło, że chciałam go sobie przypomnieć.
A tak poza tym to w 2023 roku pożegnaliśmy Flasha (a wraz z nim całe Arrowverse), Picarda i – przynajmniej na razie – Strażników Galaktyki. Ogólnie rzecz biorąc, był to też bardzo kiepski rok dla wielkich franczyz, zwłaszcza w kinie.
Rok 2023 i moje postanowienia noworoczne
Teraz przechodzimy do omawiania moich tegorocznych postanowień noworocznych.
Po pierwsze – chciałabym zrobić generalny remont bloga: zmienić mu motyw na bardziej czytelny, uporządkować kategorie (kilka z nich nawet usunąć), a także załatwić nowe logo i avatara. Zastanawiam się też czy w notkach Meg ogląda… nie wstawić linków typu: poprzedni/następny odcinek, co by ułatwiło niektórym ludziom orientację.
Wiele z tego udało się zrobić, chociaż długo szukałam motywu, który spełniałby wszystkie moje wymagania. Uporządkowałam menu na górze i zmieniłam sobie avatara (wraz z opisem „O mnie”), a także dodałam do serii Meg ogląda… (i nie tylko) linki pomagające w nawigacji (aczkolwiek biorąc pod uwagę statystyki bloga, nie sądzę, aby ktoś z niej korzystał).
Po drugie – wraz z remontem bloga chcę też zająć się aktualizacją strony Planety Kapeluszy na Facebooku – przygotować lepsze tło, rozwinąć opis, a także częściej promować niektóre posty. Zobaczymy, czy przysporzy mi to większej ilości odbiorców.
To też udało się załatwić. Chociaż opisu nie dało się rozwinąć, bo jest ograniczona ilosć znaków do wykorzystania, to mogę się pochwalić nowym tłem. Zdarzało mi się promować również niektóre posty, zwłaszcza kiedy już moja książka była dostępna w sprzedaży.
Po trzecie – ogólnie chciałabym, aby publikacje artykułów (i to nie tylko na tym blogu) stały się bardziej regularne, również ze względu na pracę.
Po czwarte – być może zacznę pisać teksty po angielsku, ale nie wiem jeszcze o czym i na jakiej platformie. Mam pewien pomysł, ale chciałabym go jeszcze z kimś omówić i nie jestem do niego do końca przekonana.
Tego niestety nie udało się spełnić. Trudno mi było pisać cokolwiek i w pewnym momencie dopadł mnie dziwny marazm. Myślę, że to też kwestia tego, że kiedy już udało mi się wydać książkę, chciałam skończyć kolejną, a jednocześnie miałam kilka innych tekstów, które chciałam napisać i jakoś tak kończyło się to tym, że nie mogłam się za nic zabrać. Pojawiły się też pewne aspekty zewnętrzne, które sprawiły, że życie mi się skomplikowało.
Po piąte – pomyślałam, że w obecnej sytuacji na świecie dobrze by było nauczyć się języka ukraińskiego. Zwłaszcza że chciałabym się bardziej zaangażować w pomoc uchodźcom.
Zaczęłam kurs ukraińskiego na Duolingo, ale średnio mi idzie. Poza tym wyżej wspomniany marazm sprawił też, że nie wychodziłam w tym roku za bardzo z domu.
Po szóste – zamierzam wreszcie wydać Klinikę doktora Marcha, chociażby na Amazonie. W najbliższym czasie znajdę korektora i redaktora, a po poprawkach zajmę się drukiem, marketingiem itd. Możliwe, że założę stronę autorską albo przygotuję na Planecie Kapeluszy odpowiednią sekcję do tego poświęconą.
Ten rok zdecydowanie minął mi pod znakiem wydanej samodzielnie książki. Z jednej strony było i nadal jest to dla mnie źródło pewnej frustracji, bo nie dość, że musiałam przejść przez redakcję, korektę i kolejne etapy wydawnicze, które przysporzyły mi sporo stresów, lecz także teraz wciąż zastanawiam się nad metodami promowania książki (a mam wrażenie, że już w pewnych kręgach mają mnie dość). Z drugiej strony chcę wydać coś jeszcze i mam nadzieję, że w dziale Do kupienia pojawią się również inne pozycje mojego autorstwa.
Po siódme wreszcie – chcę też skończyć publikację naukową i gdzieś ją wysłać: czy to do kwartalnika, czy to do innego naukowego czasopisma.
Tu niestety nie udało się nawet ruszyć z artykułem, niemniej jednak w tym roku w szczególności zaczęłam tęsknić za filozofią i zapragnęłam znów się nią zająć, więc może coś z tego będzie w 2024.
Ale muszę przyznać, że poza pewnymi zastojami w niektórych sferach mojego życia, był to dla mnie rok owocny w podróże. Po pierwsze na okres wiosenno-letni przyjechała do nas rodzina z Australii, a to oznaczało, że miałam okazję nie tylko pokazać im pewne zakątki Warszawy, lecz także wyjechałam z nimi do Krakowa i Gdańska, a co za tym idzie – zwiedziłam też Gdynię, Sopot, Wieliczkę i Zakopane. Po drugie – we wrześniu zostałam zaproszona przez żonę kuzyna i siostrzenicę na wyjazd do Palermo i to był mój pierwszy wyjazd zagranicę od bardzo dawna, który wspominam w sumie bardzo ciepło, chociaż w jedno miejsce nie udało mi się pojechać, a bardzo chciałam. Niemniej jednak chciałabym częściej gdzieś wyjeżdżać.
Tak więc rok 2023 oceniam tak pół na pół. Z jednej strony udało mi się zrobić coś, o czym marzyłam od kilku lat, a z drugiej strony żal mi, że nie pisałam więcej. Mam jednak pewien plan na to, jak to naprawić, ale o tym opowiem Wam jutro.
Na razie życzę Wam, aby nadchodzący rok 2024 był lepszy od 2023 i to pod wieloma względami.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
