Uwaga! Tekst zawiera spoilery do czterech sezonów serialu Superman i Lois!

Tak więc Superman i Lois dobiegło końca.
Jeszcze przed wyemitowaniem ostatniego sezonu, chodziły słuchy o tym, że będzie to „hołd dla Arrowverse”. Słysząc o tym, z jednej strony miałam nadzieję na ten jeden, ostatni crossover, o którym mówiłam przy okazji finału Flasha, z drugiej strony jednak czwarty sezon miał mieć tylko dziesięć odcinków, a i tak działo się w nim wiele – od powrotu Lexa Luthora, po Doomsdaya – więc nie sądzę, aby było jakieś miejsce na ten crossover.
Tak czy inaczej, koniec Supermana i Lois jest też oficjalnym końcem Arrowverse jako takiego. Przyjrzyjmy się więc samemu serialowi i jego finałowi.
Superman i Lois jako adaptacja Supermana
Już omawiając pierwszy odcinek, wspominałam o tym, że jest to serial, który wie, jakiego Supermana chcą ludzie zmęczeni filmami Snydera. Jest to jednakże Superman, który ma żonę i dwóch synów, i próbuje sobie radzić z byciem i superbohaterem, i rodzicem. Na przestrzeni tych czterech sezonów wiele się zadziało: pojawiali się nowi przeciwnicy, wątki i postaci z komiksów. I choć Supergirl już dawno zaadaptowała Bizarro, Dla Człowieka, Który Ma Wszystko oraz wielu klasycznych przeciwników Człowieka ze Stali, to Superman i Lois zaskoczyło mnie w wielu sytuacjach.
Sezon 1 – Steel, Morgan Edge i Smallville

Nie wiem czy pamiętacie taki film, Stalowy Rycerz, który był jedną z wielkich superbohaterskich porażek w box officie. Tak się składa, że John Henry Irons, czyli Steel, był postacią od DC, która pojawiła się jakiś czas po śmierci Supermana. W Superman i Lois John Henry jest przez pewien czas przeciwnikiem Supermana, albowiem pochodzi ze zniszczonej przez Człowieka ze Stali Ziemi. Dopiero po jakimś czasie przekonuje się, że ten Superman nie jest tym, który doprowadził do zagłady jego świata, i w zasadzie od drugiego sezonu są przyjaciółmi.
Według mnie to bardzo fajny wątek, no i od samego początku wiemy, że w tym uniwersum są różne alternatywne światy (a zobaczymy, że to ważne w następnych sezonach). Ciekawe jest też to, że John Henry ma córkę, Natalie, a jego żoną była Lois Lane, tak więc Jordan i Jonathan nagle mają siostrę z innego wszechświata (będę jeszcze mówić o wątku nastolatków w tym serialu).
Milioner Morgan Edge był właściwie jednym z pierwszych sygnałów, że to nie jest Ziemia-Prime. Poczynając od tego, że Morgan Edge pojawił się już wcześniej w Supergirl i był grany przez innego aktora, a skończywszy na tym, że okazał się nagle pochodzić z Kryptonu i być przyrodnim bratem Clarka, Talem-Rho. Prawdę mówiąc, był nawet ciekawszy od swojego odpowiednika w Supergirl (który był generycznym bogaczem prowadzącym ciemne interesy), po części właśnie przez to połączenie z Kryptonem – Tal był tym, czym Clark mógłby się stać, gdyby nie trafił do Kentów i gdyby sztuczna inteligencja zawierająca osobowość i wiedzę jego ojca nie była tak troskliwa (w ogóle ten serial sprawił, że spojrzałam bardziej przychylnie na Jor-Ela). Tak jak John Henry, Tal się w końcu rehabilituje i zaczyna widzieć Kentów jako swoją rodzinę, niemniej jednak w pierwszym sezonie rozpoczyna tradycję złoli, którzy są tak obmierźli, a przy tym tak dwulicowi, że chcesz im dać w pysk.
Najważniejsze jest jednak to, że w pierwszym sezonie poznajemy ma nowo Smallville. W chwili, kiedy Clark, Lois i chłopcy wprowadzają się na rodzinną farmę Kentów, Smallville boryka się z licznymi problemami gospodarczymi. Dlatego witają Morgana Edge’a i jego inwestycje z szerokimi ramionami, i nie ufają Lois, kiedy ona ich przed nim ostrzega. Im dłużej jednak Kentowie są w rodzinnym mieście Supermana, tym lepiej poznają innych jego mieszkańców i np. zaprzyjaźniają się z Cushingami, czyli rodziną Lany Lang (kto oglądał choćby Tajemnice Smallville, ten wie, że Lana była pierwszą miłością Clarka; i tak też jest we wszystkich komiksach o Superboyu).
Sezon 2 – Bizarro i jego świat
Drugi sezon minął pod znakiem Bizarro i w zasadzie odcinek Bizarros in Bizarro World jest, w moim odczuciu, jednym z najlepszych w całym Arrowverse.

Zwłaszcza że trudno traktować Bizarro poważnie ze względu na to, że zwykle przedstawiany jest jako półgłówek, który wszystko rozumie na opak. Niemniej jednak świat Bizarro ukazany w Supermanie i Lois jest niesamowity i jakoś działa, pomimo tego, że Ziemia jest kwadratowa, tak samo jak słońce, a ludzie mówią wspak. Również sam Bizarro jest jak zwykły Superman, ale podjął inne decyzje od swojego odpowiednika, a jego wątek coraz bardziej robi się tragiczny (do tego stopnia, że to on zostaje Doomsdayem po tym, jak Lex Luthor go kilkakrotnie zabił, i zatraca swoją tożsamość).
Ten świat Bizarro jest złączony zresztą z wątkiem Ally Allston, czyli wersji Pasożyta w uniwersum Supermana i Lois. Ally tworzy całą sektę wokół planu złączenia tych dwóch światów. Lois ma zresztą bardzo osobisty stosunek do Ally, albowiem jej siostra, Lucy, była częścią jej sekty przez dłuższy czas i nadal trochę jest pod jej wpływem. I to jest w sumie dość dziwny wątek – z jednej strony Lucy dała się wciągnąć, bo akurat w jej życiu działo się wiele złych rzeczy, a ruch Ally Allston obiecał jej, że poczuje się znowu pełna; z drugiej strony jednak wiele z jej majaczeń można było zrzucić na narkotyki albo co innego, a współpracownica Lois ze Smallville Gazette zarzuca dziennikarce kłamstwo, bo te majaczenia zataiła. (Poza tym jest jeszcze kwestia tego, że Sam Lane, czyli ojciec Lois i Lucy był wobec młodszej córki trochę bardziej pobłażliwy).
Sezon 3 – Sezon raka
I tutaj Superman i Lois zrobili się śmiertelnie poważni, albowiem w trzecim sezonie okazuje się, że Lois ma raka. Tak więc główny wątek podporządkowany jest temu, jak Kentowie radzą sobie z całą tą sytuacją, jak sama Lois sobie z nią radzi, a także jak przebiega jej leczenie.

Nie wiem na ile dobrze ten serial odzwierciedla rzeczywistość w tej kwestii – ani nie jestem ekspertem, ani nie widziałam jak ktoś w rodzinie radził sobie z rakiem. Mam jednak wrażenie, że przynajmniej Superman i Lois pokazuje jakieś aspekty tej sytuacji, na przykład, jak wygląda chemioterapia oraz jak osoby z rakiem się czasem zachowują.
Dodatkową komplikacją jest to, że główny antagonista sezonu, Bruno Manheim, założył bardzo zaawansowaną klinikę onkologiczną, w której leczy się właśnie Lois. Manheim jest przywódcą tak zwanego Intergangu, działającego w Południowym Metropolis, prowadzi ciemne interesy, a nawet eksperymenty. Przy czym szybko okazuje się on jednym z tych bardziej wzbudzających sympatię antagonistów, bo nie tylko kieruje się przede wszystkim dobrem biedniejszej części Metropolis, lecz także jego żona, Peia, też choruje na raka (nawiasem mówiąc, skumplowała się z Lois… a potem została uzdrowiona i zaczęła siać zniszczenie, bo sama też była gangsterką).
W pewnym momencie okazuje się, że to Manheimowie dokonali morderstwa, o które oskarżony został swego czasu Lex Luthor. Ponieważ Lois przyczyniła się do jego aresztowania za sprawą dziennikarskiego śledztwa i nie wierzyła mu, że nie jest winny, teraz postanawia napisać o tym, jak Manheim wrobił Luthora, nawet jeśli Lex miałby zostać wypuszczony z więzienia. Kończy się to tym, że miliarder ma teraz osobistą wendettę z Kentami, a to oznacza, że czas na…
Sezon 4 – Luthor i śmierć Supermana
Przez cały czwarty sezon Luthor robi wszystko, aby zemścić się na Lois Lane za to, że przez nią gnił siedemnaście lat w więzieniu. A ponieważ ma po swojej stronie Bizarro zamienionego w Doomsdaya, Luthorowi udaje się doprowadzić do śmierci Supermana – Doomsday wyrywa Clarkowi serce, a kiedy Jordan próbuje je odebrać, zostaje ono zniszczone.
I wiecie, Śmierć Supermana jest jednym z legendarnych komiksów o Człowieku ze Stali. Obojętnie, jak na niego spojrzeć, sam pomysł na historię, w której Superman umiera i ludzie muszą jakoś sobie z tym radzić, jest godny zainteresowania, a swego czasu odbił się echem po całym świecie (nawet opowiadano o Śmierci Supermana w amerykańskich wiadomościach). Jako, że tutaj mamy Człowieka ze Stali, który żył i działał na Ziemi już bardzo długo, adaptacja tej linii fabularnej miała dużo sensu. Ponadto w komiksach po tym, jak Superman zginął, pojawili się nowi Supermani, a tak się złożyło, że w czwartym sezonie obaj synowie Clarka mieli supermoce, więc liczyłam trochę na to, że będą Supermanami Czerwonym i Niebieskim.
Oczywiście Clark nie pozostaje martwy na długo i dzięki sercu swojego teścia i kryptońskiej technologii wraca do życia, chociaż nie jest już tak sprawny, jak kiedyś.

W moim odczuciu Lex Luthor w Superman i Lois jest po prostu nietrafiony. Tak, potrafi być przerażający, potrafi być okrutny, potrafi manipulować w taki sposób, że zawsze wychodzi na swoje… ale nie ma w sobie tej prezencji Luthora, którą znamy z innych odsłon jego postaci. Po części to kwestia aparycji – przez większość serialu widzimy go z długą brodą i do tego w skórze, więc wygląda bardziej jak generyczny zbir, którego prawdziwy Luthor by zatrudnił do brudnej roboty (dopiero potem zgala tę bródkę i wygląda bardziej jak Luthor). Po części też jest to kwestia tego, że nie ma w nim tej samej charyzmy i inteligencji, którymi odznaczają się inne wersje tej postaci; w zasadzie to jego prawa ręka/dziewczyna wychodzi z pomysłem, aby działać bardziej subtelnie. Podejrzewam też, że na niekorzyść Michaela Cudlitza przemawia to, że wcześniejszy Luthor w wykonaniu Jona Cryera był fenomenalny i powszechnie chwalony, więc trochę głupio, że to nie z nim walczył Superman Tylera Hoechlina.
Wzloty i upadki Supermana i Lois
Teraz, patrząc tak ogólnie na ten serial mogę powiedzieć, że w wielu rzeczach był naprawdę dobry.
Przede wszystkim relacje państwa Kentów były dobrze poprowadzone. Szczerze szanuję ten serial za to, że już w pierwszym sezonie Clark obiecał Lois, że zjawi się w pewnym miejscu, ale z powodu wyższej konieczności nie mógł tam dotrzeć, i tuż po powrocie chciał o tym rozmawiać z Lois. I w tej rozmowie jest taki szacunek do uczuć Lois. Nigdy, w przeciągu trwania serialu, nie ma się wątpliwości co do tego, że ci dwoje się kochają i szanują.
Jednocześnie jednak relacje między rodzicami a dziećmi bywają nieco bardziej skomplikowane. Lois ma pewne pretensje do ojca za to, że często był nieobecny i że przedkładał pracę nad córki. Zarazem ona sama i Clark ukrywają wiele rzeczy przed synami i umyka im wiele. Przez pierwsze trzy sezony Jordan ma taką bliższą relacje z ojcem, bo ciągle trenują, a to sprawia, że Jonathan czasem robi się zazdrosny i wpada w złe towarzystwo.
W pewnym momencie Kentowie zdobywają przyjaciół tam, gdzie kiedyś mieli wrogów. I nie chodzi mi tylko o Johna Henry’ego z córką oraz Tala-Rho. Mąż Lany, Kyle Cushing, zaczynał jako ktoś nastawiony wrogo do Clarka (również dlatego, że Kyle popierał Morgana Edge’a i widział w jego inwestycjach szansę dla Smallville), a potem przekonał się do niego, kiedy już Tal przeprowadził swój plan wszczepienia świadomości Kryptonian do mieszkańców Smallville.
Ale jest też jedna rzecz w szczególności, którą uważam za męczącą, a mianowicie…
Te męczące nastolatki
Osobiście nie przepadałam za wątkami bliźniaków i ich przyjaciół/kolegów/wrogów w tym serialu. A już szczególnie nie ciągnęło mnie do Jordana i Sary, córki Lany Lang-Cushing, i ich niemrawego romansu. Co by nie mówić, zaczął się on od niewierności (bo Jordan poznał Sarę na ognisku i prawie ją pocałował, a tu uups, okazuje się, że ona ma chłopaka), a potem mieliśmy typową dramę zakochanych nastolatków, a i sama Sarah jeszcze odwalała dziwne akcje, najpierw całując się z kimś na obozie, a potem zrywając z Jordanem na początku trzeciego sezonu bez żadnego powodu i zachowując się, jakby nic się nie stało.
Generalnie Jordan i Sarah to Dzieciaki z ProblemamiTM – on ma stany lękowe, ona próbowała kiedyś popełnić samobójstwo – ale jednocześnie oboje jako bohaterowie strasznie jojczą i nie wiedzą, co ze sobą zrobić. W pewnym sensie wiedziałam, dlaczego są tacy, jacy są, jednak nie byłam zainteresowana, jak sobie poradzą.
Jonathan nie ma lepiej, bo z kolei jego dziewczyna Candice sprzedawała x-kryptonit, który stał się narkotykiem zwiększającym siłę i szybkość, Jon go od niej kupował, a w pewnym momencie nawet wziął na siebie winę za jej towar. Candice, co prawda, ma patologicznego ojca (którego Clark pacyfikuje… dwa razy) i z czasem się rehabilituje, ale faktem jest, że jej związek z Jonathanem też ma swoje dziwne momenty.
Generalnie wątki nastolatków były nudne, bo przeważnie obejmowały licealną dramę, a do tego Jordan jako superbohater zachowywał się czasem trochę głupio i lekkomyślnie. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę narzekam na to, że niebo jest niebieskie, bo tego się mogłam spodziewać po serialu, w którym dużą rolę grają nastolatki.
Jedynym wyjątkiem była w tym względzie właśnie Natalie Irons, która od drugiego sezonu zaczęła przyjaźnić się z Kentami i Sarą, chociaż miała też pewne opory, no bo w tym świecie jej matka poślubiła innego i do tego ten inny ma twarz człowieka, który ją zabił. Sama Lois też ma z nią trochę skomplikowane relacje, ponieważ kiedyś poroniła córeczkę, która miała mieć na imię Natalie.
Superman i Lois a sprawa Arrowverse
Faktem jest, że Superman i Lois technicznie rzecz biorąc jest częścią Arrowverse, za sprawą Tylera Hoechlina i Elizabeth Tulloch, którzy grali Clarka Kenta i Lois Lane w przedostatnim crossoverze (a nawet dwóch), ale nie są oni na tej samej Ziemi, co Oliver Queen i spółka. To samo w sobie jeszcze mogłoby być jakoś znośne, przecież Kryzys na Nieskończonych Ziemiach ustanowił, że wiele filmów i seriali DC jest częścią tego ogromnego uniwersum i może żyć niezależnie od tego, co odwalają Zielona Strzała, Flash, Legendy Jutra, czy Supergirl.
Niemniej jednak przez dłuższy czas fani wierzyli, że jest inaczej – że Superman i Lois dzieje się na Ziemi-Prime (być może nawet chcieliśmy mieć pełnoprawny serial o Supermanie, który wszedłby zamiast Supergirl; ja sama uważałam, że stare seriale Arrowverse powinny się skończyć i zrobić miejsce nowym), a wszelkie nieścisłości (jak współpracujący z Supermanem generał Sam Lane, czy Morgan Edge i Pasożyt w nowych rolach) można było jeszcze zrzucić na Kryzys i to, że nagle kilka Ziem się ze sobą połączyło, tworząc Ziemię-Prime. W pewnym momencie w pierwszym sezonie pojawia się John Diggle, a że pojawił się też w pozostałych serialach, niby to, aby dowiedzieć się o co chodzi z tym zielonym pierścieniem, co mu z kosmosu spadł, to w domyśle rozumieliśmy, że to ten sam Diggle. Również Lucy Lane była grana przez tą samą aktorkę, która pojawiła się w Supergirl. (Z czasem stało się też trochę irytujące to, że tyle się działo, Clark ciągle potrzebował pomocy, a jego kuzynki nigdzie nie było.)
Jednak w finałowym odcinku drugiego sezonu Sam Lane wspomina o tym, że widzieli „inne Ziemie”, na których działało wielu superbohaterów, ale ich Ziemia ma tylko Supermana. I w tym momencie dano ludziom jasno do zrozumienia, że to nie jest Ziemia-Prime.
No, ale przecież jakieś wędrówki między alternatywnymi rzeczywistościami nie są w Arrowverse niczym nowym i były jakieś plany na crossovery. Jeszcze w 2020, kiedy kręcony był pierwszy sezon, prowadzono negocjacje w sprawie crossovera z Batwoman, ale ostatecznie z tego zrezygnowano (trochę rozumiem dlaczego; Batwoman była chyba najgorzej ocenianym serialem Arrowverse). Sama Elizabeth Tulloch chciała na biurku zdjęcie Lois i Clarka z Karą Denvers. Po części powód, dla którego nie doszło do crossoverów, to kwestie bardziej logistyczne spowodowane przez obostrzenia COVID; a po części decyzja samego showrunnera, aby zachować własną ciągłość fabularną umożliwiała mu pewną wolność. Również estetycznie Superman i Lois różni się znacznie od reszty Arrowverse, bo kręcony jest w bardziej kinematograficznym systemie Atmos.
Ale wiecie, w ostatniej scenie Stargirl, kiedy już nowe Justice Society of America przeszło wiele przygód i dorobiło się nawet własnego muzeum, nagle otwiera się przejście do innego świata i wyskakuje z niego Jay Garrick grany przez Johna Wesleya Shippa i prosi o pomoc z jakąś większą aferą. Było to takie zasygnalizowanie, że choć serial się kończy, to przygoda trwa nadal i nawet jeśli nie zobaczymy, jak JSA spotyka Ligę Sprawiedliwych z Arrowverse, to w domyśle jakieś spotkanie mogło mieć miejsce poza kadrem. Trochę chciałam, aby w Supermanie i Lois też było coś podobnego, ale cóż… nie dane mi było.
Ostateczne podsumowanie
Superman i Lois kończy się tym, że kiedy już Lex Luthor zostaje pokonany, widzimy jeszcze kolejne lata życia Supermana i jego rodziny. Widzimy ślub Johna Henry’ego z rozwiedzioną Laną Lang, widzimy jak Clark wraz z synami kontynuuje tradycję walki ze złem, widzimy w końcu jak Jordan i Jonathan dorastają i zakładają własne rodziny. Lois Laine, niestety, umiera w wyniku nawrotu raka, ale wita męża na tamtym świecie, kiedy Clark umiera drugi raz, tym razem w domu.
Być może wielu z Was uzna to zakończenie za bardzo ckliwe… i ja nie neguję tego, że tak właśnie jest… niemniej jednak bardzo się przy nim wzruszyłam i mam wrażenie, że skoro to jest historia o dorosłym Supermanie, z żoną, dziećmi i dorosłymi obowiązkami, to zakończenie nawet mu pasuje. Na odchodnym dzieli się jeszcze z nami mądrością na temat życia.
Jako zakończenie Supermana i Lois jest ono całkiem satysfakcjonujące, jednakże jeśli chodzi o zakończenie Arrowverse, to już jest kwestia interpretacji. Czy żal mi, że nie dostaliśmy żadnego crossoveru? Tak, bo Legends of Tomorrow, na przykład, zasługują na więcej niż ten nieszczęsnych cliffhanger… Ale zarazem mam wrażenie, że scena śmierci Clarka Kenta jest zarazem pożegnaniem Arrowverse z fanami. Takim: „Doceńmy to, co jest, bo szybko może przeminąć, a życie samo w sobie kryje małe niespodzianki.” Nie jest to idealne pożegnanie, ale nie jest też najgorsze. A Arrowverse zawsze pozostanie w jakiś sposób w moim sercu.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
