Meg ogląda... · Merlin

Meg oglada Merlina – 5×11 „Zew mroku”

Zew mroku

I oto on – Zew mroku. Ostatni odcinek Przygód Merlina przed wielkim finałem serii. A także odcinek, w którym Mordred wreszcie przechodzi na ciemną stronę.

Możecie pamiętać z Ogni Idirsholas, że sposób, w jaki doszło do tego w przypadku Morgany, uważałam za bardzo głupi i bezsensowny. Zadajmy więc sobie pytanie: Czy w przypadku Mordreda będzie lepiej?

Opis Fabuły:

Wracając z polowania, Artur, Merlin i rycerze natrafiają na zwłoki ludzi, którzy wieźli do Camelotu broń. Od razu domyślają się, że winni są sprowadzeni przez Morganę Sasi, ale Mordred dostrzega kryjącą się w lesie postać. Kiedy ją dogania, odkrywa, że to jego stara przyjaciółka z obozu druidów, Kara, i pomaga jej uciec, zanim reszta ją dostrzeże. Niestety, ponieważ Merlin był świadkiem tej sceny, znów budzą się jego wątpliwości względem druidzkiego rycerza. Po powrocie do Camelotu Mordred zaczyna wymykać się do lasu na spotkanie z Karą, która jest ranna i ukrywa się w jaskini. Wkrótce Merlin i Artur odkrywają jej kryjówkę i są gotowi jej pomóc, jednak dziewczyna próbuje pchnąć króla nożem.

Co Z Tego Pamiętam:

Myślę, że całkiem nieźle podsumowała Zew mroku moja dobra znajoma, Preity, kiedy powiedziała, że twórcy Merlina zamietli pod dywan podejrzliwość czarownika względem Mordreda i „jeszcze przydeptali, aby było równo”. Dla niej i dla mnie było nieco dziwne to, że nagle Merlin postanawia pomagać Mordredowi, a nawet zależy mu na tym, aby Artur wybaczył rycerzowi. Pamiętam, że miałam wrażenie, że to pojawiło się trochę znikąd, chociaż teraz widzę w tym pewien sens.

Kolejnym pamiętnym elementem tego odcinka jest Kara, czyli miłość Mordreda oskarżona o morderstwo. Po części dlatego, że na początku jest traktowana jako kolejna biedna i przerażona użytkowniczka magii, zmuszona do zbrodni przez prawa Camelotu… ale szybko pokazuje, że jest gotowa na wszystko, aby zemścić się na Arturze i nawet ostatecznie odrzuca łaskę króla, aby umrzeć za swoje przekonania. Swego czasu mnie ona wkurzała, jednak teraz patrzę na nią inaczej. No i zdałam sobie sprawę z tego, że w pierwszym sezonie Nimue podawała się za służkę imieniem Kara, więc może coś w tym jest.

Wnioski Ogólne:

Zanim przejdę do omawiania odcinka, chciałabym poświęcić chwilę czasu Mordredowi z legend arturiańskich. Trochę już o nim mówiłam przy jego pierwszym występie – wspominałam, że w niektórych wersjach legend jest synem Lota i Morgany, a nawet Artura i którejś z jego sióstr; i że sam Merlin przewidział, że pewne dziecko wyrośnie na tego, kto zabije Artura, i dlatego król robił własną „rzeź niewiniątek”. Ale nie mówiłam o tym, że kiedy Mordred dorasta, zostaje Rycerzem Okrągłego Stołu i potajemnie spiskuje, aby przejąć tron Camelotu. W tych wersjach historii, gdzie Mordred jest synem Morgany, to właśnie czarownica chce uczynić swojego syna królem. To on jest też tym, kto ostatecznie zabija króla Artura pod Camlann.

Niekiedy w adaptacjach Mordred nawet przedstawiany jest jako taki mały psychopata, aby pokazać, że zepsuty był właściwie od zawsze.

Wydawało się, że Przygody Merlina idą w podobną stronę, kiedy w pierwszych dwóch sezonach Mordred jako dziecko miał w sobie coś niepokojącego, zwłaszcza w swoim ostatnim odcinku przed piątym sezonem… ale jako dorosły daje się poznać jako ktoś lojalny wobec Artura, rozsądny i cierpliwy, i o tym, że w ogóle może kiedyś zdradzić Artura, wiemy tylko z licznych przepowiedni. A im dłużej Merlin jest podejrzliwy wobec Mordreda i nawet podkłada mu od czasu do czasu świnię, tym bardziej ma się wrażenie, że mamy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią. I tak jak w przypadku Morgany wydawało się, że ciągłe kłamstwa spowodują, że odwróci się ona od tych dobrych, tak w przypadku Mordreda wydaje się, że zrobi to ciągła podejrzliwość, która wydaje się pochodzić znikąd.

W gruncie rzeczy Zew mroku jest odcinkiem, który widzimy w dużej mierze z punktu widzenia Mordreda właściwie od momentu, w którym rycerz znajduje ranną Karę. Widzimy jak potem kradnie lekarstwa od Gajusza, jak spotyka się w jaskini z Karą i zaczynają znów rozmawiać, jak potem spotyka na swej drodze Merlina i nawet mamy okazję spojrzeć na królewskiego sługę oczami Mordreda (w tej konkretnej chwili Merlin wydaje się chłodny, okrutny i podejrzliwy; dopiero, kiedy dowiaduje się, że Kara nie jest Saksonką tylko druidką, staje się łagodniejszy); widzimy też jak Mordred wielokrotnie spotyka się z Karą po jej aresztowaniu i nawet po procesie rozmawia z nią w taki sposób, aby straże nie zdały sobie sprawy z tego, że oboje się znają. Wreszcie widzimy liczne próby uratowania Kary przed śmiercią – najpierw Mordred spotyka się z Arturem, aby wybłagać od niego życie ukochanej, a potem ucieka razem z nią, ale zostaje pojmany.

I wydaje mi się, że Merlin tym razem spogląda na Mordreda bardziej przychylnie niż dotychczas, ponieważ sytuacja z Karą przypomina mu Freyę. Nawet w pewnym momencie, kiedy czarownik zdaje sobie sprawę z tego, że Mordred zamierza uciec, rycerz pyta go, czy nie zrobiłby tego samego dla ukochanej. A fakt, że Merlin odpowiada wymijająco, Mordred kwituje to słowami: „Widzisz, nawet ty nie zaprzeczysz.” W sumie bardzo późno królewski sługa zdaje sobie sprawę z tego, że druidzki chłopiec jest lojalny wobec Artura, ale śmierć Kary może być tym, co popchnie go w ramiona Morgany. W zasadzie wydaje się, że najsensowniejszym rozwiązaniem byłoby po prostu pozwolić Mordredowi i Karze uciec, aby ułożyli sobie życie z dala od Camelotu… Ale Merlin zdradza plan Arturowi, ponieważ król nigdy by nie wybaczył tej ucieczki rycerzowi. Jest też bardziej rozsądny powód: Kara nadal pała do Artura nienawiścią i może zechcieć znów zamachnąć się na jego życie.

No właśnie, przejdźmy do samej druidki. Jak wspominałam, przez jakiś czas Zew mroku próbuje zrobić z niej kolejną przerażoną i niezrozumianą użytkowniczkę magii, jak córka Ruadana, Sefa, dawna miłość Gajusza, czy Freya właśnie, ale kiedy tylko zamachuje się ze sztyletem na Artura, zdajemy sobie sprawę, że nie jest tak niewinna, jak się wydaje. Z własnej, nieprzymuszonej woli działa przeciwko Camelotowi. Nikt nad nią nie stoi, chociaż król podejrzewa, że Kara działa w zmowie z Morganą, jakby nie wyobrażał sobie, że ktoś z druidów mógłby go nienawidzić, nie będąc pod wpływem jego siostry. Ale Kara jasno wyjaśnia dlaczego robi, to co robi: Artur prześladuje użytkowników magii, sprawia, że muszą się oni ukrywać i nie różni się zbytnio w tym względzie od swojego ojca.

Kara jest w pewnym sensie takim wyrzutem w stronę Artura (i trochę też Merlina). Ciągle słyszymy, że kiedyś nastanie nowy świt i magia wróci do Camelotu, ale pomimo tych światłych zapewnień nic tak naprawdę się nie zmieniło. A najlepsze jest to, że Artur obiecał prawa dla druidów duchowi jednemu z nich, a nadal się z tej obietnicy nie wywiązał. I oto stoi przed nim młoda dziewczyna, która pała do niego nienawiścią i nie okazuje skruchy za swoje czyny. Sam Artur ze swej strony utrzymuje, że prawo jest prawem, a poza tym Kara nie stoi oskarżona o czary, tylko o zabójstwo. Król daje jej nawet (za namową Merlina) możliwość uratowania życia, ale dziewczyna ją odrzuca, bo woli zginąć za przekonania niż zdać się na taką łaskę.

Tak więc zrozpaczony Mordred magią wyważa drzwi ze swojej celi i ucieka, aby sprzymierzyć się z Morganą. W ostatniej scenie odcinka wyjawia jej prawdziwe imię Emrysa. Przepowiednia spełnia się sama. I Zew mroku ma o wiele więcej sensu, w tym względzie niż Ognie Idirsholas.

A w następnych dwóch odcinkach mamy wielki finał. Ale jego zostawiam sobie na święta.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź