
Po dwóch odcinkach, w których grał minimalną rolę, powracamy do Mordreda i kwestii jego (i nie tylko jego) przeznaczenia. W tytułowych Disir, czyli trzech wiedźmach, które będą chciały przywrócić Dawną Wiarę, można się zresztą doszukać Mojr, Norn czy innych czarownic trzymających pieczę nad przeznaczeniem.
Pod pewnym względem jest to też bardzo niewygodny i smutny odcinek. Jak również bardzo frustrujący.
Opis Fabuły:
Trzy stare kapłanki Dawnej Wiary, nazywane Disir, przekazują zaczarowany medialion czarownikowi Osgarowi. Tymczasem Merlin martwi się wizją śmierci Artura z ręki Mordreda, a także tym, że wszyscy dookoła wydają się zauroczeni młodzieńcem i jego zdolnościami bitewnymi. Niebawem do Artura przybywa sir Leon z wieściami, że kolejny rycerz Camelotu zginął z ręki Osgara, tak więc Artur wyrusza za czarownikiem w pogoń. Zabiera ze sobą Elyana, Gwaine’a i Percivala, ale też Mordreda, co budzi niepokój Merlina. Podczas konfrontacji z rycerzami Camelotu, Osgar zostaje ranny, ale przekazuje Arturowi wiadomość, że Disir wydały na niego wyrok i jeśli chce uniknąć zagłady królestwa, musi odpokutować. Na początku Artur nic sobie z tego nie robi, ale po rozmowie z Merlinem i Gajuszem, osąd Disir zaczyna mu ciążyć. Postanawia odnaleźć kapłanki.
Co Z Tego Pamiętam:
Disir to odcinek piątego sezonu, który kojarzę najbardziej (no, może poza finałem). A to ze względu na ostateczną konfrontację kapłanek z Arturem, postawione przez nie ultimatum oraz rada, jaką Merlin dał w związku z nim królowi. Dla mnie to była trochę powtórka z Grzechów ojca, w tym sensie, że Merlin decyduje się skłamać na temat magii dla dobra Artura, ale tym razem miałam takie wrażenie zawodu.
Natomiast zaskoczyło mnie przy ponownym oglądaniu to, że są tam momenty, kiedy między Merlinem i Mordredem pojawia się nić porozumienia (a tak konkretnie to kiedy Merlin stawia grób Osgarowi i Mordred rozmawia z czarownikiem o sytuacji użytkowników magii i nadziejach na przyszłość).
Aha, i jeszcze Richard Wilson grający Gajusza miał przekrwione jedno oko i się zastanawiałam, czy to infekcja czy jakaś rana.
Wnioski Ogólne:
Jak wspominałam, w tym odcinku powraca motyw przeznaczenia. Po pierwsze mamy wątpliwości i lęki Merlina spowodowane wizją Mordreda zabijającego Artura. Po drugie, mamy medalion Dawnej Wiary będący wyrokiem Potrójnej Bogini na Arturze, a jednocześnie „jego przeznaczeniem”, które jednak może zostać zmienione, jeśli młody król to dobrze rozegra. Po trzecie wreszcie jest obietnica powrotu magii do Camelotu za rządów Dawnego i Przyszłego Króla, która pojawia się co chwila w licznych przepowiedniach Wielkiego Smoka i nie tylko.
Wspominałam, że Disir przywodzą na myśl Mojry z greckiej mitologii. Niby są to szkolone od małego kapłanki Potrójnej Bogini, która pojawia się w religiach neopogańskich i odnosi się do trzech faz księżyca i trzech etapów życia kobiety (Dziewicy, Matki i Staruchy), ale same wywodzą się z mitologii nordyckiej, nawet nie jako Norny (czyli odpowiednik Mojr), tylko jako duchy opiekuńcze. Jednocześnie fakt, że chcą spotkania z królem Camelotu i w zasadzie mają swój udział w samospełniającej się przepowiedni, przywodzi na myśl trzy wiedźmy z Makbeta.
Wiele rzeczy, które dzieją się w tym odcinku, działo się już w poprzednich odcinkach: Merlina nurtuje wizja nadchodzącej tragedii i ma on z tego powodu rozterki moralne, zwłaszcza że w tym momencie przyszłe zagrożenie dla Artura stoi po stronie dobra, no ale Kilgharrah twierdzi, że Przeznaczenie jednoznacznie stwierdza, że jeśli nie usunie się ich od razu w przyszłości dojdzie do tragedii, co ty Merlin, Wielkiemu Smokowi nie wierzysz?
Chociaż też trzeba przyznać, że wielokrotnie Merlin ratował życie Morganie wbrew zaleceniom Kilgharry i wtedy zwykle słyszał, że będzie odpowiedzialny za całe zło, które ona wyrządzi w przyszłości (a że ostatni raz to miało miejsce w trzecim sezonie, kiedy czarownica już całkiem zeszła na złą drogę, te słowa miały większą wagę, niż w poprzednich dwóch). Tym razem Merlin najwyraźniej nie chce już ryzykować… ale do tego wątku jeszcze wrócę.
I wiecie, przy całej mojej sympatii do Kilgharry, trudno mi nie przyznać, że jego upieranie się, że Morgana i Mordred na pewno, na bank, doprowadzą do zguby Artura, chociaż teraz są tylko zagubieni i niegroźni, powoduje efekt samospełniającej się przepowiedni. Trudno nie spoglądać na pewne momenty w serialu i nie pomyśleć, że gdyby Merlin po prostu otworzył się na Morganę wcześniej; gdyby ją lepiej pokierował, był z nią szczery i zachował się w wielu momentach inaczej, nadal byłaby po stronie dobra. Tak samo teraz Mordred jest lojalny wobec Artura, chce tworzyć z nim lepszy świat, a niechęć Merlina i sabotaże z jego strony, na pewno w niczym nie pomagają.
Tak więc Artur wyrusza wraz z Merlinem i rycerzami do jaskini, w której znajdują się Disir, aby dowiedzieć się o co chodzi z tym wyrokiem. Ta pierwsza wizyta nie przebiega zbyt dobrze, w dużej mierze z powodu lekceważącego zachowania Artura i jego ludzi. Król najpierw nie słucha Merlina i zabiera do świętego miejsca Dawnej Wiary miecz, potem podczas samej konfrontacji z kapłankami jest arogancki i kiedy tylko kapłanki wspominają, że może odkupić swoje winy tylko przywracając Dawną Wiarę i magię, kategorycznie się temu sprzeciwia. Nadal uważa, że magia jest zła i niebezpieczna. Próbuje wymusić na kapłankach posłuch, a w końcu wyciąga miecz. Na pewno nie pomaga to, że rycerze idą za jego przykładem, a do tego Gwaine podeptał jeden z symboli religijnych Dawnej Wiary. Koniec końców, Mordred osłania swoim ciałem Artura przed magiczną włócznią i grozi mu śmierć z wykrwawienia.
Merlin, co prawda, mógłby go uleczyć magią, ale postanowił tym razem nie popełniać tego samego błędu co w Początku końca i Kryształowej Grocie, i zamierza pozwolić umrzeć „zgubie Artura”. Jest to traktowane z punktu widzenia samego serialu jako moment, w którym Merlin zatracił swoją niewinność i jest gotowy poświęcić Mordreda dla swojego króla, nawet jeśli Mordred jest po jego stronie. Ale potem pojawia się komplikacja – nie tylko wiedziony poczuciem winy Artur postanawia wrócić do Disir i prosić kapłanki o uleczenie rycerza, lecz także one same proponują królowi, że zrobią to, jeśli on przywróci magię i sam przyjmie Dawną Wiarę. W zasadzie jest to dobra okazja, aby magia wreszcie powróciła do Camelotu i kapłanki dają Arturowi jeden dzień na przemyślenie sprawy.
W tym czasie Artur zaczyna się zastanawiać czy powinien się zgodzić na te warunki. Przez całe życie, będąc pod wpływem Uthera, podzielał opinie ojca, że magia jest niebezpieczna (a i fakt, że większość przedstawicieli Dawnej Wiary jakoś zawsze czyhała na życia Pendragonów, zapewne nie pomagał). Teraz się waha, bo chce uratować jednego ze swoich ludzi, ale zastanawia się, czy powinien narażać dla niego swoje królestwo. Dlatego Artur pyta o radę Merlina. Ostatecznie zawsze pyta o radę właśnie jego.
I to jest moment, w którym Merlin mógłby przekonać Artura, że magia nie jest zła. Być może nawet mógłby wyjawić swój sekret i opowiedzieć o tym, jak używał magii, aby chronić Artura przez cały ten czas. A nawet jeśli nie jest jeszcze gotowy na to, aby otworzyć się przed swoim przyjacielem, to przynajmniej mógłby powiedzieć, że magia sama w sobie jest neutralna.
Ale zamiast tego mówi: „W Camelocie nie ma miejsca dla magii.” Z pewnym wahaniem i na skraju płaczu, ale to właśnie mówi, bo przyjęcie ultimatum Disir i uzdrowienie Mordreda stanowi zagrożenie dla Artura. Być może nawet spodziewa się, że będą jeszcze inne okazje na reformę, ale życie jego króla jest najważniejsze.
I na tym chciałabym się zatrzymać, bo z jednej strony do tej pory nie widać, aby cokolwiek się w kwestii praw druidów i innych użytkowników magii zmieniło, nawet po tych pięciu latach, które minęły od ostatniego sezonu (właściwie nadal Artur pozostaje uprzedzony do magii); a z drugiej strony można by się spodziewać, że w finałowym sezonie właśnie te reformy zostaną wreszcie wprowadzone. Ale Disir było takim sygnałem, że ta konkretna przepowiednia odnośnie rządów Artura Pendragona się nie spełni; że w zasadzie teraz piąty sezon zmierza ku zgubie Artura przepowiedzianej na samym początku.
Zwłaszcza że po powrocie do Camelotu Artur i Merlin zastają Mordreda całego i zdrowego, co tylko przekonuje czarownika, że chłopak w przyszłości sprowadzi na króla zgubę. (Ale też ta sytuacja sprawia, że chce się zapytać, co by zaszło, gdyby Artur przyjął Dawną Wiarę; czy Mordred by umarł, a to skutkowałoby stratą zaufania Artura do magii, czy może żyłby dalej i przepowiednia by się nie spełniła.)
W następnym odcinku powraca Morgana, która porwie Ginewrę i podda ją psychicznym torturom.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
