
Witajcie w piątym, ostatnim już sezonie Przygód Merlina! I jakiż to będzie pogmatwany sezon – wystarczy wspomnieć o tym, że tytułowa zguba Artura to (w domyśle) Mordred, który zmienił się przez te wszystkie lata i teraz chce pomóc Merlinowi.
Powracają również Aithusa i królowa Annis, ale mało ich będzie w tym sezonie. Aha, i pojawia się też szary kosmita… a przynajmniej coś, co go przypomina.
Opis Fabuły:
Przez trzy lata od pokonania Morgany i koronacji Ginewry, Camelot cieszył się pokojem. Jednak w okolicy twierdzy Ismere działy się niepokojące rzeczy, które Gwaine postanowił sprawdzić, ale do tej pory nie wrócił. Posłana za nim grupa rycerzy pod dowództwem Percivala też zniknęła, dlatego Artur postanowił wyruszyć na poszukiwanie przyjaciela osobiście. Tymczasem ranny Gwaine został znaleziony przez Morganę i zmuszony do pracy pod ziemią. Czarownica współpracuje z niejakim Ruadanem – wiedzą oni o proroctwie głoszącym, że pojawi się wkrótce zguba Artura i chcą oni zwabić młodego króla do siebie. Aby odkryć, o czym mówi przepowiednia, poszukują oni klucza do wszelkiej wiedzy, Diamair, który znajduje się gdzieś pod twierdzą Ismere. W drodze na ratunek Gwaine’owi i reszcie Artur, Merlin i rycerze natrafiają na zniszczoną wioskę, a Merlin dowiaduje się od umierającego starca o przepowiedzianej zgubie Artura i ma nawet wizję przyszłości, w której Mordred zabija króla.
Co Z Tego Pamiętam:
Tak jak w przypadku czwartego sezonu, tak i piąty oglądałam tylko raz, kiedy wychodził, przeto mało z niego pamiętam… poza tym, jak Merlin traktował Mordreda. Będę jeszcze o tym mówić (zapewne więcej niż raz), ale to, co się dzieje między nimi, jest kwintesencją motywu samospełniającej się przepowiedni. Generalnie pamiętam też, że w tym sezonie Merlin traci większość swoich pozytywnych charakterystyk.
Wracając do Mordreda, to myślałam, że już od samego początku grany przez Alexandra Vlahosa druidzki chłopiec będzie sprzymierzeńcem Artura, ale przez większość tych dwóch odcinków pozostaje taki trochę neutralny – niby pracuje dla Morgany, niby prowadzi do niej Artura i Merlina, ale jednak tu i tam ma momenty, kiedy im pomaga i próbuje dogadać się z Merlinem, a nawet ostatecznie ratuje Artura przed Morganą.
Co zaś się tyczy całej reszty, to kojarzyłam tylko ogólny wątek przepowiedni i tego, że Merlin trochę podejrzewał już kim jest zguba Artura i rozmawiał nawet o tym z Wielkim Smokiem. Natomiast nie pamiętałam, że Diamair okazał się być robionym w CGI stworkiem, który przypomina kosmitę z przezroczystą skórą. Dopiero teraz dowiedziałam się też, że Ruadan grany jest przez samego Cebulowego Rycerza, Liama Cunninghama (który jest czwartym – po Alexandrze Sadigu, Joe Dempsie’m i Charlesie Dance – aktorem z Gry o tron, który zagrał w Przygodach Merlina).
Wnioski Ogólne:
Okej, pamiętacie jak w Przebudzeniu wiedźmy mały Mordred wydawał się cieszyć z zabijania ludzi Uthera? Mieliśmy zapewne wywnioskować, że ciągła walka o byt i oglądanie jak jego pobratymcy giną, sprawiają, że Mordred powoli zamienia się w psychopatę (a poza tym podczas ich ostatniego spotkania Merlin przyczynił się do jego pojmania i chłopiec oświadczył wprost, że nigdy mu tego nie zapomni). Ale chociaż jako dorosły mężczyzna, na początku jest wobec Artura i Merlina raczej chłodny i wiele z jego mimiki i zachowań świadczy o tym, że zamierza coś im zrobić, pamięta też, że Artur go uratował i dlatego mu pomaga. Próbuje też przekonać do siebie Merlina, bo wyczuwa jego lęk i nieufność. Teoretycznie najmocniejszą relację miał z Morganą, ale podczas rozmowy z nią, przekonuje się, że to nie jest ta sama dobra, współczująca Morgana, którą znał, tylko szalona czarownica, żądna władzy i zemsty. Potem Morgana pyta Artura, dlaczego przyszedł, na co król odpowiada, że „po swoich ludzi”. Niewątpliwie to jest moment, w którym ostatecznie Mordred postanawia przystać do Artura. I tak jak w oryginalnych legendach, staje się Rycerzem Okrągłego Stołu.
Do pewnego stopnia, kiedy tylko wyszła informacja, że Morderd powróci w piątym sezonie, ludzie spodziewali się, że będzie on kimś takim, jak Morgana w trzecim albo Agravaine w czwartym. W tym sensie, że Artur będzie mu ufał, tak samo jak większość dworu, ale Merlin i Gajusz będą wiedzieli, że on jest zły (i znów – w swoim ostatnim wystąpieniu, Mordred już robił się upiorny), ale że nie będą mieli na to dowodów, to tylko po kryjomu będą mu krzyżować szyki. Ale nie – Mordred przez większość ostatniego sezonu jest raczej wierny Arturowi i chce przekonać do siebie Emrysa, ale Merlin mu ciągle nie ufa, dopóki nie jest za późno.
I poniekąd ta nieufność jest zrozumiała. Przecież już w pierwszym sezonie Merlin usłyszał przepowiednię, że Mordred i Morgana przyczynią się do upadku Camelotu, a tym razem dostał bardzo wyraźną wizję (ponadto Morgana już dawno straciła wszystko, co było w niej dobre, więc Merlin pewnie i tak wierzy, że chłopak pójdzie w jej ślady). Ale o dziwo, sam odcinek w pewnym momencie zaczyna odchodzić od konceptu Mordreda jako zguby Artura, a kiedy Merlin jest świadkiem tego, jak chłopak przebija Morganę nożem, pyta Diamaira o to, co jest zgubą Artura, skoro nie jest to Mordred. Diamair odpowiada wtedy, że jest nią sam Artur. I jakoś nie pamiętam, aby w następnych odcinkach Merlin próbował dociec, o co w tym chodzi, tylko ciągle skupiał się na Mordredzie.
Odejdźmy jednak od tematu powracającego Mordreda i zajmijmy się całą resztą tego dwuczęściowego odcinka.
Tak jak wielokrotnie, kiedy dowiadywał się, że ma stać się coś strasznego, Merlin przeżywa różne rozterki. W tym przypadku świadomość, że na Artura czyha zguba, sprawia, że czarownik chce odwieźć swojego pana od wejścia w zasadzkę, ale król chce uratować swoich ludzi, nawet ze świadomością, że owa zasadzka tam jest. Dla niego to kwestia honoru i poczucia braterstwa. Merlin w końcu dochodzi do wniosku, że nie może odwieźć od tego Artura, więc sam przysięga, że będzie go chronić, czego Artur nie bierze za bardzo serio.
Podczas gdy oni idą do Ismere, w samej twierdzy Gwaine, Percival i inni pojmani rycerze, szukają w twierdzy Diamaira, chociaż nie do końca wiedzą, co to jest i jak wygląda; a tymczasem Gwen odkrywa, że ktoś przekazał informacje o zmianie trasy wrogowi i dochodzi do wniosku, że musi to być jej służka Sefa. Wątek Gwaine’a kończy się tym, że zostaje ciężko ranny, ale Diamair mu pomaga, przy okazji opowiadając o tym, że jest ostatnim ze swojego gatunku, na który ludzie z czasem zaczęli polować (potem Diamair uratuje też Merlina). Z kolei Gwen skazuje Sefę na śmierć, licząc na to, że wywabi jej ojca, Ruadana, z kryjówki i go przyszpili. Tak też się staje i Ruadan rusza do Camelotu pomimo ostrzeżeń Morgany (która gotowa jest poświęcić Sefę „dla sprawy”). Ginie, ale ratuje córkę i przekazuje Morganie informacje o tym, co zaszło.
Ruadan i Sefa są zresztą jednymi z tych bardziej sympatycznych antagonistów. Serial sprawia, że jest nam ich trochę żal, zwłaszcza że dużo miejsca poświęcone jest ich rodzinnym relacjom. W chwili, kiedy Sefa zostaje oskarżona o zdradę i błaga o swoje życie, jest tylko przerażoną młodą dziewczyną, która chciała, aby jej ojciec mógł godnie żyć, chociaż używa magii. Sam Ruadan myśli, że zguba Artura to właśnie on (a przynajmniej tak spekuluje Gajusz) i tak szczerze, to trudno się nie dziwić, że chce zemsty na Pendragonach, a skazanie na śmierć jego córki raczej go do nich nie przekonuje.
W tym kontekście główni bohaterowie wydają się nawet okrutni. Już były podobne momenty w tej serii, ale wydaje mi się, że w tym sezonie będzie ich o wiele więcej.
Na końcu wspomnę o czasie, w którym zastajemy Camelot, Morganę i całą resztę postaci. Jest nam powiedziane, że minęły trzy lata od ostatniego sezonu i przez dłuższy czas raczej nie widać, aby coś się specjalnie zmieniło. Prawda, wspomina się, że były to w miarę spokojne lata, ale ani prawo anty-magiczne nie zostało złagodzone, ani Artur nie spełnił swojej obietnicy, że da druidom prawa. Dopiero potem widzimy jakieś bardziej konkretne zmiany – Ginewra o wiele lepiej radzi sobie jako królowa (nawet wykazuje się zmysłem taktycznym… dwa razy!), Artur ma sojusz z królową Annis, która nie tylko pozwala jego wojskom przejść przez swoje ziemie do Ismere, lecz także wyraża pragnienie, aby młody król wrócił, bo ceni go jako sojusznika; a wreszcie jest nam zasygnalizowane, że Morgana i Aithusa przez dwa lata byli więzieni w jakimś ciemnym miejscu i dlatego ona jest jeszcze bardziej niestabilna psychicznie, a on nie mówi i wygląda na niedożywionego.
Chciałabym, abyście zapamiętali stan rzeczy na początku tego sezonu. Kiedy wreszcie przejdziemy do wielkiego finału serii, zobaczymy, ile z tych światłych przepowiedni, które obiecano nam przez całe Przygody Merlina, udało się spełnić; i czy rzeczywiście zguba Artura to on sam.
A tymczasem w następnym odcinku powróci duch Uthera Pendragona.
Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
