Meg ogląda Merlina – 2×12 „Ognie Idirsholas”

Długo zwlekałam z tym odcinkiem, ale w końcu się za niego zabrałam.

Sama Katie McGrath twierdzi, że jest to „koniec dobrej Morgany”. Ten koniec następuje w dramatyczny i trochę głupi sposób, więc zawsze bardzo trudno mi się go ogląda. Można więc zrozumieć, dlaczego niespecjalnie paliłam się do obejrzenia go.

Ale z drugiej strony, jeśli nie omówię Ogni Idirsholas teraz, to nie przejdziemy dalej z tą retrospektywą. Tak więc przejdźmy wreszcie do sedna.

Opis Fabuły:

Pewien pasterz donosi królowi, że widział nad lasem Idirsholas dym, co zwiastuje powrót śpiących rycerzy Camelotu. Dawno temu zostali oni uwiedzeni przez czarodziejkę i dokonywali masakr i grabieży pod jej przewodnictwem. Kiedy zabito czarodziejkę, rycerze zapadli w sen, ale przepowiednia głosi, że kiedyś powrócą. Artur wraz z Merlinem wyruszają do lasu Idirsholas, aby zbadać sprawę, a tymczasem Morgana spotyka się z Morgause, która rzuca na siostrę czar. Kiedy Morgana budzi się rano w Camelocie, po zamku zaczyna się rozprzestrzeniać dziwna choroba. Artur i jego ludzie staczają walkę ze śpiącymi rycerzami, ale tylko książę i Merlin przeżywają starcie. Wracają do Camelotu, aby zdać raport, ale niebawem rycerze przybywają za nimi. Tymczasem tajemnicza choroba sprawia, że wszyscy w Camelocie zasypiają.

Co Z Tego Pamiętam:

Jedyna rzecz, którą z tego odcinka pamiętałam, to sposób, w jaki udało się pokonać śpiących rycerzy. I to też, dlatego, że do dzisiaj wydaje mi się ona głupia. Na wielu różnych płaszczyznach.

Ale zaraz powiem o tym szerzej.

No, może jeszcze pamiętałam o tym, jak Merlin próbuje wytargować u Wielkiego Smoka, aby zostawił Camelot w spokoju, zanim wreszcie uwolnił bestię.

Wnioski Ogólne:

Sami śpiący rycerze nie są niczym nadzwyczajnie nowym w Przygodach Merlina. Tak jak Tristan Debois, są to martwi, niepokonani wojownicy, którzy nie spoczną, zanim nie wykonają zadania. Jedyna różnica polega na tym, że Tristana mógł powstrzymać magiczny miecz albo dokonanie zemsty, podczas gdy w przypadku rycerzy w tym odcinku trzeba zniszczyć „źródło magii” (chociaż też nie do końca).

Przez całe dwa sezony widzieliśmy, jak powoli Morgana odkrywa swoje moce i coraz bardziej przeciwstawia się Utherowi, do tego stopnia, że w poprzednim odcinku na dobre się go wyrzekła. Kiedy spotyka się z Morgause, wyraża nienawiść do króla, a jej siostra mówi: „Wyobraź sobie świat bez Uthera.” Morganie ten pomysł wydaje się całkiem atrakcyjny, ale twierdzi, że nie jest w stanie nic zrobić. Wtedy Morgause mówi siostrze, że ma moc zmienić świat. Morganie się to podoba, tak więc Morgause ją usypia magią i rzuca na nią czar, który zapewne ma sprawić, że jej siostra będzie bezpieczna podczas ataku śpiących rycerzy.

Podczas samego ataku Morgana jest przerażona i, przeważnie, raczej rusza za Arturem i Merlinem, którzy próbują jakoś ogarnąć sytuację z klątwą. Artur szczególnie martwi się o ojca i kiedy go już odnajduje, próbuje go ukryć i wyciągnąć z Camelotu. W sumie ciekawe jest to, że Morgana, która jeszcze niedawno mówiła, że chce się pozbyć Uthera i że go nienawidzi, teraz może to pragnienie spełnić (wystarczy, że zostawi Uthera i sama ucieknie), ale nie robi tego. Po części prawdopodobnie dlatego, że za bardzo się boi, aby skorzystać z sytuacji (fakt, że Artur jest podejrzliwy, bo Morgana nie wydaje się dotknięta klątwą i ciągle ją pyta o przyczynę, tylko ten lęk podsyca), a po części dlatego, że nie chce zostawać sama – przy Arturze i Merlinie miałaby przynajmniej jakieś szanse przetrwania.

Merlin przez dłuższy czas ją kryje, a nawet wyjawia Morganie, że wie o jej magii. Wkrótce w akcie desperacji idzie po pomoc do Wielkiego Smoka, który mówi mu, że klątwę można zdjąć tylko niszcząc źródło magii. Na początku była nim czarodziejka, która uwiodła rycerzy i po śmierci której rycerze zapadli w sen. Teraz owym źródłem jest Morgana i Merlin musi wybrać: ocalić przyjaciółkę czy Camelot?

Nie przedłużając zbytnio: Merlin bierze cykutę z pracowni Gajusza, zatruwa wodę i daje ją Morganie do wypicia. Ona prawie umiera w jego ramionach, ale Morgause przeczuwa, co dzieje się z siostrą i próbuje wyciągnąć od Merlina, jakiej użył trucizny, aby można było Morganę ocalić. Merlin wymusza na niej, aby zdjęła klątwę i odwołała rycerzy, a potem rzuca jej buteleczkę z cykutą i dziewczyny teleportują się w inne miejsce.

Oczywiście wiadomo było, że Morgana stanie się zła i że aby dopełnić jej przemiany, musi się stać coś, co ostatecznie zwróci ją nie tylko przeciwko Utherowi, lecz także Arturowi i całemu królestwu. Biorąc pod uwagę jej magię i to, że była oszukiwana przez ludzi, którym ufała (Gajusza, Merlina, do pewnego stopnia również Uthera), spodziewalibyśmy się, że bardziej naturalnym powodem przejścia na „ciemną stronę” będzie odkrycie tych kłamstw. Ale powód okazał się o wiele gorszy i o wiele głupszy. Zaraz wyjaśnię, o co chodzi.

Po pierwsze – powiedziano nam na samym początku, że śpiący rycerze zostali powstrzymani, kiedy zginęła władająca nimi czarodziejka. Odcinek zaczyna się od tego, że to Morgause znowu ich ożywia, tak więc raczej logiczne jest, że to Morgause powinna zostać zabita, aby wszystko wróciło do normy. Ale nie – daje nam się do zrozumienia, że to Morgana jest źródłem, bo nie tylko klątwa ją ominęła, ale też rycerze jej nie atakują.

Po drugie – można, co prawda, wysnuć teorię, że Morgause związała się czarem z Morganą właśnie po to, aby ocalić ją przed klątwą; i że otrucie Morgany będzie też otruciem Morgause (w końcu, kiedy czarodziejka wyczuwa ból siostry, łapie się za gardło, zupełnie tak, jakby ją też piekło od cykuty). Ale nie – chociaż Morgana umiera, Morgause jest cała i zdrowa i żąda informacji od Merlina właśnie po to, aby ratować siostrę.

Po trzecie – samo uczynienie z Morgany źródła sprawia, że jest ona w niebezpieczeństwie. I wiecie, można to odczytać jako manipulację ze strony Morgause: jeśli Artur będzie podejrzliwy wobec Morgany, ona będzie miała tym większy powód do tego, aby opuścić Camelot… tyle, że Morgause od samego początku wydawało się zależeć na siostrze, którą chciała odzyskać, tak więc takie jej narażanie nie ma sensu. Można jeszcze pokusić się o teorię, że Morgause po prostu nie przewidziała, że przyjaciele Morgany będą gotowi ją zabić, aby ocalić Camelot… albo że w ogóle będą wiedzieć o tym, że trzeba ją zabić, aby klątwa została zdjęta. Ale z drugiej strony to nie jest tak, że ludzie w Camelocie nie znają oryginalnej historii rycerzy. Poza tym (jak wspominałam wcześniej) dziwna odporność Margany na klątwę wzbudza podejrzenia.

Po czwarte wreszcie – im dłużej myślę o tym odcinku, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że tak naprawdę Morgana nie była źródłem. Kiedy zaczęła umierać, rycerze nie wydawali się wcale bardziej śpiący, czy mniej skorzy do bitki, wręcz przeciwnie – nadal walczyli. To Morgause nimi dowodzi i to ona ich odwołuje. Można więc wysunąć teorię, że to Wielki Smok wmówił Merlinowi, że Morgana jest źródłem, aby się jej pozbyć.

Pomijając nawet te wszystkie czynniki, to jeszcze nie znoszę tej sceny, bo właściwie zmusza Merlina do zrobienia czegoś strasznego: zdradzenia swojej przyjaciółki i prawie jej zabicia. Wiemy, że z jego punktu widzenia nie było dla niego innego wyjścia, ale jednak ogląda się to ze smutkiem i wściekłością. Wiadomo, że Morgana mu tego nie wybaczy; wiadomo, że od tej pory będzie ona chciała zemścić się na Camelocie. Rzecz w tym, że można to było zrobić lepiej i nie zmuszać Merlina (jakby nie było – głównego bohatera, który miał naprowadzić Artura na dobrą ścieżkę) do zrobienia czegoś takiego.

Wróćmy jeszcze do Wielkiego Smoka. Przez cały drugi sezon ciągnącym się wątkiem była obietnica, którą Merlin złożył smokowi. Przez większość czasu Merlin odkłada to na później i korzysta z rad smoka, ale tym razem, w momencie, kiedy Camelot znajduje się w desperackiej sytuacji, smok odmawia pomocy. I właściwie trudno mu się dziwić – jak już kiedyś wspominałam, ta relacja jest bardzo jednostronna i w zasadzie smok już się zmęczył byciem pomocą dla młodego maga, który olewa jego rady i nie robi dla niego absolutnie nic. Tym razem Wielki Smok już stracił wszelkie zaufanie do Merlina i nie zamierza mu pomagać. Merlin – w akcie desperacji – przysięga na życie swojej matki, że smoka uwolni. A że Hunith jest dla czarownika wszystkim, Wielki Smok wie, że tej przysięgi chłopak nie złamie. I tak też się staje – pod koniec Ogni Idirsholas Merlin idzie do smoka i go uwalnia (chociaż próbuje też wymóc na nim przysięgę, że nie tknie Camelotu; co mu się nie udaje).

Finał drugiego sezonu będzie opowiadać o tym, co wynikło z tego czynu. Przy okazji Merlin odnajdzie swojego zaginionego ojca.

Jedna myśl na temat “Meg ogląda Merlina – 2×12 „Ognie Idirsholas”

  1. Dawno już serialu nie oglądałam, ale w przypadku tego odcinka tkwi mi w głowie, że Merlin truje Morganę, bo ona jest źródłem tej dziwnej zarazy która usypia ludzi w zamku. Jakoś nigdy w tym co pamiętam nie wiązała się ze śpiącymi rycerzami. Chyba kiedyś muszę zrobić sobie powtórkę z Merlina.

Leave a Reply