MCU · Meg ogląda...

Meg ogląda MCU – Iron Man 4: Pierwszy kwietnia

Iron Man 4: Pierwszy kwietnia - plakat

Miałam, co prawda, gadać o Eternalsach, ale zapomniałam o tym, że przed tym filmem był jeszcze Iron Man 4: Pierwszy kwietnia.

Cóż mówić, ten film był wielkim zaskoczeniem dla fanów MCU i tak po prawdzie dla wielu był to koniec świetności serii. W internecie można było wyczytać opinie, że Iron Man 4 zupełnie rujnuje postać Tony’ego Starka i obraca w niwecz cały jego rozwój postaci. Trudno mi się z tym nie zgodzić zważywszy na to, że był to wielki akt desperacji ze strony Disneya i Marvela – nie tylko ożywiono znów bohatera, którego arc zakończył się pięknym poświęceniem, lecz także pokuszono się o crossover, którego nikt nie chciał.

Dość powiedzieć, że w internecie nie znajdziemy nawet plakatu tego filmu, poza pewnymi fanowskimi odwzorowaniami (chociaż żaden z nich nie oddaje piękna oryginału z Iron Manem na jednorożcu).

Opis Fabuły:

Po tym, jak zginął w walce z Thanosem, Tony Stark budzi się w całkowicie białej przestrzeni i zostaje poinformowany przez Obserwatora (tak, tego Obserwatora z A Gdyby…?), że znajduje się teraz w przestrzeni między światami. Jest zbyt ważną postacią, aby pozwolić mu umrzeć (no i szybko okazuje się, że Obserwator jest wielkim fanem Tony’ego Starka), ale nie może też wrócić do swojego świata, bo to naruszyłoby ciągłość linii czasowej. Teoretycznie Obserwator nie może mieszać się w bieg zdarzeń w żadnej z rzeczywistości, ale ponieważ jest tak wielkim fanem Tony’ego Starka, postanawia przenieść go w miejsce, w którym Iron Mana nigdy nie było i dlatego zeszło ono na psy (według Obserwatora, który jest wielkim fanem Tony’ego Starka, oczywiście). A tym miejscem jest dobrze nam znane Arrowverse.

Wnioski Ogólne:

Iron Man 4: Pierwszy kwietnia adaptuje znienawidzoną linię fabularną April Fools’ Errand. Dla tych, co nie wiedzą, jest ona daleko bardziej znienawidzona niż One More Day, czy All-Star Batman and Robin, gdyż kompletnie zrujnowała postać Tony’ego Starka. Dość powiedzieć, że w oryginalnej historii, po wydarzeniach z Civil War II (gdzie Tony ginie), Iron Man budzi się w Narnii, traci całą kasę i wpływy, i okazuje się być wcieleniem pradawnego boga destrukcji Cthluthu, który postanowił przyjąć ludzką postać… chociaż w połowie fabuły wychodzi też na jaw, że tak naprawdę jest synem o’boga kaca Biliusa ze Świata Dysku. Na końcu jednak okazuje się, że Tony Stark jest w śpiączce i to wszystko to tylko sen… ale kiedy już Tony się budzi, widzi, że świat opanowały roboty przypominające Bendera z Futuramy.

Zrozumiałe jest, że tak szalonej historii nie da się umiejętnie przenieść na ekran, zwłaszcza że Marvel Studios i Disney Plus nie mają już licencji do wielu z tych postaci (zwłaszcza Bendera). Jednocześnie od bardzo dawna marzył im się wielki crossover MCU z Arrowverse (o którym rozmawiano w zasadzie od 2013, kiedy to Arrow zaczęło robić furorę i już na horyzoncie majaczył Flash). Fakt, że Legends of Tomorrow zakończyły się cliffhangerem w 2022 po tym, jak James Gunn postanowił odłożyć Arrowverse do lamusa, sprawił, że tym bardziej zależało CW, aby zrobić ostatni porządny crossover dla tego uniwersum (poza, oczywiście, Superman i Lois, bo na nich mieli inny pomysł). Iron Man spadł im z nieba.

Z oryginalnego April Fools’ Errand pozostał tylko wątek obudzenia się w dziwnym miejscu po śmierci…

Chociaż nie, raz na jakiś czas daje się widzowi do zrozumienia, że to wszystko może być snem, będącego w śpiączce Tony’ego…

Chociaż nie, są też jakieś sugestie, że Tony Stark może być bogiem w ludzkiej powłoce i dlatego właśnie miał kompleks boga.

Tak czy inaczej, jakieś dwadzieścia minut musimy czekać, aż wreszcie w Iron Man 4 dojdzie do spotkania Tony’ego z Legendami Jutra. Wcześniej trafia on do świata marvelowych filmów Foxa, gdzie Deadpool kradnie mu skafander i oddaje w nieco zdezelowanym i zainfekowanym przeróżnymi świństwami stanie, przez co Tony postanawia wrzucić skafander do aktywnego wulkanu i zbudować sobie nowy z części Sentinela. W tym czasie pojawia się Magneto i wygarnia Tony’emu, że jest zadufanym w sobie narcyzem i faszystą, i do tego nie szanuje planety (na co Iron Man odpowiada: „Wypraszam sobie! Spaliłem mnóstwo szybów naftowych, kiedy walczyłem z Dziesięcioma Pierścieniami! A moja armia zabójczych robotów, którą przejął Ultron, była zasilana technologią Tesla.”).

Wreszcie Obserwator – który jest wielkim fanem Tony’ego Starka – postanawia przenieść swojego ulubieńca do świata Arrowverse, akurat w momencie, kiedy Legendy Jutra oraz Booster Gold zostają pojmane przez Policję Temporalną i okazuje się, że jej prawdziwa nazwa to Agencja Ochrony Temporalnej. Booster Gold jako podróżnik w czasie, który miał pilnować, żeby na polu walki zginął ukochany twórcy wehikułu czasu (co zmotywowałoby tegoż twórcę do zmiany historii), chce się wyłgać i zrzucić całą winę na Legendy, za co Sarah Lance chce walnąć go po pysku… ale w ostatniej chwili Tony zamienia się z nim miejscami i to on dostaje w mordę. Nie będzie to zresztą ostatni raz, bo Tony wielokrotnie będzie próbował poderwać wszystkie damskie postaci, niezależnie od sytuacji (podobno autorem scenariusza był jeden z twórców Jak poznałem waszą matkę, który przyznał w którymś wywiadzie, że pierwowzorem Tony’ego Starka był Barney Stintson), chociaż Ravonna Renslayer wyraziła pewne zainteresowanie Iron Manem i nawet zaprosiła go do swojego gabinetu.

Generalnie Iron Man 4: Pierwszy kwietnia jest bardzo komediowym filmem, w którym tytułowy bohater ma możliwość rzucić kilkoma żartobliwymi tekstami i pogadać też z innymi superbohaterami Arrowverse, którzy reagują na niego… różnie. Oliver Queen jako Spectre pojawia się tylko na pięć minut, ale po jakimś czasie widać, że Tony zaczyna go wkurzać. Ray Palmer z kolei co chwila cieszy się, że może z kimś pogadać o superskafandrach, chociaż Tony zaczyna się od niego dystansować, kiedy odkrywa, że Atom potrafi zmieniać rozmiar (bo nadal przeżywa to, co zrobił mu Ant-Man na lotnisku). Barry Allen i Kara Denvers otrzymują przezwiska Czerwona Iskierka i Niebieska Harcereczka, z których nie są zadowoleni, a Ryan Wilder, czyli obecna Batwoman, ciągle przewraca oczami na jego odzywki.

Ale jest w tym filmie kilka naprawdę dobrych scen (niezbyt dużo, ale jednak). Na przykład, kiedy Mick Rory opowiada o swoim życiu – o tym, że zaczynał jako zbir, aby stać się bohaterem, ojcem i wziętym autorem romantasy, ponieważ ludzie dali mu szansę. Albo jak pojawia się Bruce Wayne (ten arrowversowy, który nie miał za dużo do roboty do tej pory, tylko być duchem lub kimś, kogo w Batwoman udaje Tommy Elliot) i opowiada mu o tym, jak zginęli jego rodzice, a z kolei Tony opowiada mu o swoich, i nagle panowie odkrywają, że mają wiele wspólnego (chociaż i tak Batman powala go na ziemię w swojej pierwszej scenie i kilka razy okazuje się być dwa kroki przed nim).

A już najlepiej wyszedł wielki finał, gdzie Legendy Jutra, Flash, Supergirl, Batwoman, Batman i Iron Man wbijają do AOC, powalają wszystkich agentów i przedostają się do Strażników Czasu, aby ich pokonać. Tylko, że jak już Tony zdaje sobie sprawę z tego, że są androidami i do tego z wbudowaną bombą, przecina czerwony kabelek zasilania, ale i tak wszystko wybucha. Tony Stark budzi się ze śpiączki i wita go o wiele starsza Pepper Potts wraz z ich dorosłą córką Megan. Okazuje się, że Tony przespał siedemdziesiąt lat i większość jego znajomych umarła. Na początku jest zdruzgotany tą wizją, a potem zdaje sobie sprawę, że to lipa i próbuje znów się obudzić.

Iron Man 4: Pierwszy kwietnia kończy się tym, że Obserwator (który jest wielkim fanem Tony’ego Starka) postanawia postarzyć Tony’ego tak bardzo, że zamienia go w Stana Lee. To był już moment, w którym widzowie uznali ten film za niesmaczny, a Marvel i Disney postanowili pogrzebać go, udając, że nigdy nie powstał. Ale fani wiedzą, że Iron Man 4 istnieje i nigdy nie pozwolą studiu o tym zapomnieć.

Następnym razem już naprawdę zajmiemy się Eternalsami, serio.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź