Lipiec z Lucky Lukiem · Miesiące z...

Lipiec z Lucky Lukiem – Lucky Luke w muzyce

Pomyślałam, aby wziąć przykład z Czerwca z Supermanem i Maja z Batmanem i opowiedzieć coś niecoś o tym, jak przedstawiany jest Lucky Luke w muzyce.

I o ile Człowiek ze Stali był inspiracją dla wielu piosenek, bo reprezentuje sobą konkretny archetyp mężczyzny, a Mroczny Rycerz występował w piosenkach, które związane były ściśle z filmami, grami i serialami, w których występował, o tyle zarówno w komiksach, jak i w filmach o Lucky Luke’u muzyka odgrywa szczególną rolę.

Krótka historia piosenek o Lucky Luke’u

Oczywiście, jak Lucky Luke w muzyce, to wiadomo, że trzeba zacząć od Poor Lonesome Cowboy. Wszak jeśli chodzi o tę postać, nie ma bardziej ikonicznej piosenki. Niedawno jednak została ona odkryta przez fanów Red Dead Redemption 2, a to z tej prostej przyczyny, że jest ona śpiewana przez postaci w tej grze… tylko od razu zapewne zauważycie, że słowa i muzyka są zupełnie inne.

A to dlatego, że ta wersja, którą znamy – wersja śpiewana przez Pata Boone’a – została napisana na potrzeby Daisy Town z 1978 roku, czyli pierwszego animowanego filmu o Lucky Luke’u. Zapewne zapytacie teraz: „Skoro tak, to dlaczego Luke śpiewał tę piosenkę pod koniec każdej przygody w zasadzie od lat czterdziestych?” No więc kryje się za tym bardzo długa i fascynująca historia, którą opisał Augie De Blieck Jr. w tym artykule. To, co my musimy wiedzieć to to, że Morris usłyszał kawałek oryginalnej wersji w wykonaniu Gary’ego Coopera w westernie Wtedy przyszedł Jones i postanowił wykorzystać ją w swoich komiksach, chociaż pojawiła się ona dopiero w albumie Arizona z 1948. Kiedy przyszedł czas, aby piosenka pojawiła się na wielkim ekranie, Jack Fishman napisał do niej nowe słowa, a Claude Bolling skomponował do niej melodię. Niemniej jednak oryginalna wersja Poor Lonesome Cowboy śpiewana jest w Kid Lucky’m przez kowboja Sama, który znajduje małego Luke’a w zniszczonym wozie osadników.

Kowboj Sam śpiewa oryginalną wersję Poor Lonesome Cowboy w Pierwszych krokach kowboja.

Będę się jeszcze rozwodzić w innym artykule na temat znaczenia oryginalnej wersji Poor Lonesome Cowboy, ale jeśli chodzi o samą piosenkę Pata Boone’a, nie ulega wątpliwości, że pięknie podsumowuje w trzech zwrotkach charakter Lucky Luke’a i jego los. W pierwszej zwrotce mamy wątek tułaczki („Jestem biednym samotnym kowbojem/Daleko, daleko od domu./A ten biedny samotny kowboj,/Ma długą drogę to przebycia./Za górami, za preriami,/Od świtu, aż po koniec dnia,/Mój koń i ja jedziemy w stronę zachodzącego słońca.”), w drugiej – jego niechęci do przemocowych rozwiązywań („Są faceci, którzy rozwiązują/Każdy problem pistoletem./A palec na spuście,/Może być niebezpieczny, [może] kogoś zranić./Ale problemy o wiele lepiej rozwiązywać/Będąc spokojnym i uczciwym./Mój koń i ja wciąż jedziemy./Nie jesteśmy głupcami.”), a w trzeciej – jego zadowolenia z tułaczego stylu życia singla („Jestem biednym samotnym kowbojem,/Ale to mi nie przeszkadza,/Bo ten biedny samotny kowboj,/Woli towarzystwo konia./Nie mam nic przeciwko kobietom,/Ale macham im na do widzenia./Mój koń i ja wciąż jedziemy,/Nie lubimy być uwiązani.”)

Ale Lucky Luke w muzyce nie kończy się przecież tylko na Daisy Town. Do Ballady o Daltonach zaraz wrócę, a tymczasem skupmy się na czołówkach do różnych seriali i filmów o samotnym kowboju.

Na przykład, na pierwszej kreskówce z lat 1984-1992, tworzonej najpierw przez Hannę Barberę, a potem przez francuskie studio IDDH; i adaptującej w miarę wiernie wiele albumów tworzonych przez Morrisa i Goscinny’ego. Czołówka do tej kreskówki była u nas puszczana głównie po francusku, ale czasem też trafiała się wersja angielska. Z jednej strony samym stylem, melodią i słowami Bang Bang Lucky Luke przywodzi na myśl piosenkę śpiewaną w saloonie – jakby ułożoną, aby wychwalać tego bohatera Dzikiego Zachodu, jego celne oko i to, że przestępcy się przed nim chowają. Z drugiej strony jednak wizualnie można się doszukać różnych nawiązań do okładek poszczególnych albumów Lucky Luke’aCalamity Jane, Dyliżansu, Kuzynów Daltonów, czy Dalton City.

Ach, Terence Hill… moja dawna nemezis… Mówiłam niedawno o tym, jak w tym roku zmienił się mój stosunek do Dzielnego szeryfa Lucky Luke’a, jednak nawet dziesięć lat temu wymieniłam czołówkę z tego filmu (a potem serialu) jako jeden z jego nielicznych pozytywów. I w sumie trudno się dziwić – Lucky Luke Rides Again Rogera Millera jest bardzo chwytliwą piosenką w stylu country, której każda zwrotka opowiada o trudach podróży po Zachodzie – o ciągnących się w nieskończoność przestrzeniach, o czyhających na ofiary bandytach i o potwornym upale – i o tym, jak Lucky Luke je przezwycięża. A refren opiewa to, że Luke „narodził się” do życia w drodze, „z sześciostrzałowcem u boku” i kończy się toastem („Lucky Luke, twoje zdrowie!”). Teledysk nawet ładnie obrazuje to życie samotnego kowboja w drodze, a w scenach z toastem widzimy podnoszone do góry cztery kufle piwa, które w ostatniej scenie zostają odstrzelone. A po obejrzeniu całego Dzielnego szeryfa Lucky Luke’a rozpoznajemy w piwoszach tamtejsze wersje Daltonów.

Powracamy do animacji i mamy Nowe przygody Lucky Luke’a, którego czołówka doczekała się nawet dwóch polskich wersji. Nie można powiedzieć, że to jest piosenka – to bardziej wiersz mówiony pod muzykę. I cóż, ta czołówka jest dynamiczna (zwłaszcza jeśli chodzi o pokazanie, jak szybko strzela Lucky Luke), jest kolorowa, ciągle coś się w niej dzieje, nawet jeśli dostajemy po prostu zbiór klipów z odcinków. Celem tej czołówki jest pokazać, że to stary, dobry Lucky Luke w nowej odsłonie, bo czasy się zmieniły i w 2001 roku Xilam może sobie pozwolić na więcej niż Hanna Barbera i IDDH przed nimi.

Jeśli chodzi ściśle o piosenki o Lucky Luke’u, to ani film z 2004, ani animowany Lucky Luke na Dzikim Zachodzie, ani najnowszy serial od Disney Plus nie mają utworu o samotnym kowboju, per se. Jedynie film Jamesa Hutha pokusił się o to, aby przygotować piosenkę o Lucky Luke’u, aczkolwiek to bardziej przeróbka niż coś oryginalnego. Wykonywany przez Calvina Russella Lonesome Cowboy jest robiony pod melodię piosenki Gangster of Love, która ma charakterystyczne wstawki harmonijki ustnej. Ponieważ Lucky Luke z 2009 skupia się na zasadzie samotnego kowboja, aby nie zabijać swoich wrogów, również w tej piosence są odniesienia do niezabijania albo dbania o to, aby nikomu nie stała się krzywda. Generalnie piosenka chwytliwa, ale tekst taki sobie. I trochę szkoda, że na razie to koniec, jeśli chodzi o Lucky Luke’a w muzyce.

Krótka historia piosenek o Daltonach

Był Lucky Luke w muzyce, to teraz mamy utwory poświęcone jego najbardziej znanym wrogom.

I tak się składa, że pierwsza piosenka o Daltonach powstała już w 1967 roku. A to za sprawą francuskiego piosenkarza Joe Dassina, który dziewięć lat po debiucie braci w Kuzynach Dalton napisał o nich piosenkę – Les Dalton – w której na początku pewien gruby kowboj mówi: „Posłuchajcie, dobrzy ludzie, okrutnej/I bolesnej historii braci Dalton,/Którzy uosabiali zło,/I niech to będzie przykład/Dla tych, których diabeł wodzi na manowce.” Po czym w pierwszej zwrotce słyszymy o tym, jak jako dzieci Daltonowie „zamiast ołówków” mieli w szkole pilniki, „używali lnianych sznurów jako krawatów”, a „ich pierwszą zbrodnią było doprowadzenie ich mamusi do śmierci z żalu” (taa, Mama Dalton wyszła cztery latach później). W drugiej zwrotce dowiadujemy się, że Daltonowie zachorowali na wściekliznę, związali lekarza, zarazili sąsiadów, a potem zrzucili winę na psy. W trzeciej śpiewający dzieli się radą, aby po zetknięciu z Daltonami pocałować żonę, wykupić polisę na życie i poderżnąć sobie gardło. Wreszcie w ostatniej zwrotce mówi się nam, że z każdym dniem nagroda za ich schwytanie wzrastała o „dwadzieścia amerykańskich centów”, a że chcieli się obłowić, sami się wydali, „bo byli jeszcze bardziej głupi niż źli”. Przy czym w refrenie pojawia się onomatopeja: „Tagada, tagada”, którą można przełożyć na nasze: „Patataj, patataj.”

Co by nie mówić, Les Dalton brzmi jak typowa ballada o legendarnych bandytach na Dzikim Zachodzie, która ma za zadanie przedstawić bohatera jako niesamowitą postać. Daltonowie jawią się w niej na początku jako małe potwory, które wyrastają na chciwych i niebezpiecznych typków. Końcówka dopiero wspomina o tym, że byli też głupi i jest to pewien zwrot akcji, który pojawia się w tego typu piosenkach. I w sumie dla samej populacji Dzikiego Zachodu Daltonowie też jawią się jako niebezpieczni, groźni i w zasadzie zepsuci od maleńkości i dlatego potrzebny jest Lucky Luke, który nie tylko się ich nie boi, ale też może ich przechytrzyć. (Warto też wspomnieć o tym, że teledysk do tego utworu jest świetnie zrobiony, zwłaszcza jeśli chodzi o samych Daltonów.)

Joe Dassin pojawił się w samym Lucky Luke’u, a konkretnie – w albumie Pętla czy obrączka z 2007 roku, gdzie sprzedaje nuty Les Dalton tuż przed egzekucją braci. No a w tym roku Matthieu Bonhomme, niejako w ramach promocji swojego trzeciego albumu, zamieścił w swoich insta stories szkic z Daltonami, nawiązujący poniekąd do piosenki Les Dalton (a dzięki mojej znajomej z tumblra, można go zobaczyć tutaj).

Idziemy dalej i mamy film Ballada o Daltonach. Ten film ma taką klamrę kompozycyjną w postaci śpiewaka, który śpiewa tytułową balladę w saloonie. Raz na jakiś czas fabuła poszukiwania przez Daltonów ławników i sędziego, którzy skazali ich wujka Henry’ego, jest przerywana przez fragmenty ballady, a ich kompilacja dostępna jest po angielsku i francusku.

Ale Ballada o Daltonach ma też sekwencję snu Joego Daltona, będącą rezultatem mikstury z jadu ropuchy, którą zrobił czarownik Wężowe Pióro (a że Daltonowie byli spragnieni po przeprawie przez pustynię, nie myśleli za bardzo o tym, co piją). I ta sekwencja jest anachronizmem, bo przypomina bardziej broadwayowską rewię z tancerkami, pływaniem synchronicznym, orkiestrą, a nawet śpiewaniem Deszczowej piosenki. A gwiazdami tego zawierającego dech w piersiach widowiska są sami bracia Daltonowie, którzy – jak się okazuje – mają całkiem dobre głosy (choć pewnie jest to tylko element snu).

Wreszcie kreskówka z 2010 roku dała nam świetną czołówkę, w której motywem przewodnim jest więzienie – „o” w słowie „Dalton” stanowi kula u nogi; poprzez zdjęcia policyjne dowiadujemy się, który z Daltonów jak ma na imię; wciąż powtarza się żółto-czarna kolorystyka pasiaków i widzimy jak Joe przebija się przez więzienne kraty i ucieka wraz z braćmi, aby zaraz zostać wykrytym. I to jest poniekąd zrozumiałe – główny zamysł tego serialu polega na przeróżnych planach Daltonów na wydostanie się z kicia.

Ja jednak chciałabym zwrócić uwagę na pełną wersję tej piosenki – Boys Get Around zespołu Arrogant Criminals. Bo tam ten wątek więzienny zostaje bardziej rozwinięty. Piosenka zaczyna się od tego, że podmiot liryczny śpiewa, że chciałby „mieszkać w banku” i „spać w kasie fiskalnej”, ale siedzi w pace i według sędziego to jest jego nowy dom. I powoli, z każdą kolejną zwrotką daje nam się do zrozumienia, jak bardzo ten więzień śni o wolności i jak bardzo dobija go mała cela, w której musi odsiedzieć swój wyrok. Aż wreszcie dochodzimy do wielkiego finału: „Nie zamierzałem żyć w więzieniu./Lepiej wybaczyć niż być martwym./Wiesz, marzyłem o szczęściu/W najmniejszym, najzimniejszym pokoju./Muszę z tego zrezygnować/Idąc własną drogą.” I nagle ta piosenka do szalonej i pełnej gagów kreskówki robi się poważna, a nawet, do pewnego stopnia, smutna. Bo ten fragment jest jak taki przebłysk żalu, że ich życie potoczyło się właśnie tak (niekoniecznie żalu za dokonane przestępstwa, ale za samo trafienie do więzienia).

W zasadzie pozostałe piosenki o znanych nam braciach skupiają się jednak bardziej na ich eskapadach jako kryminalistów na wolności i być może tylko w Balladzie o Daltonach mamy jakąś wzmiankę o tym, co robią w więzieniu. Tymczasem Boys Go Around mówią właśnie o tym, jak Daltonowie (w szczególności Joe) czują się za kratkami i jak marzą oni o wolności, ale jest ona poza ich zasięgiem. Podczas gdy tamte piosenki są o Daltonach-bandytach, ta jest o Daltonach-więźniach.

Lucky Luke w muzyce i muzyka w Lucky Luke’u

Oddzielną kategorią wydają mi się piosenki śpiewane przez postaci poboczne w komiksach i filmach o Lucky Luke’u, ale niekoniecznie z nim związane. Poza Poor Lonesome Cowboy na końcu każdej historii, albumy o samotnym kowboju mają mnóstwo scen, w których postaci śpiewają jakieś stare szlagiery – pijacy, na przykład, śpiewają często O, Genevieve, sweet Genevieve, czekający na pociąg oryginalni bracia Dalton śpiewają pod prysznicem I’ve been working o a railroad, pochodzący z Irlandii kawalerzyści śpiewają stare irlandzkie pieśni…

Ale jest pewien typ piosenek, który często pojawia się w filmach o Lucky Luke’u. A chodzi tutaj o piosenki ściśle związane z saloonem i z tańcem.

Dlatego powróćmy jeszcze na chwilę do Daisy Town. Bo poza Poor Lonesome Cowboy, Daisy Town ma jeszcze dwie naprawdę dobre piosenki. Jedna śpiewana jest w saloonie i zaczyna się jak reklama przybytku, a zaraz potem staje się próbą upomnienia klientów, aby nie strzelali ani nie rozrabiali w Daisy Town (potem w serialu animowanym ta sama piosenka będzie wykonywana w saloonach). Druga piosenka to kadryl, tańczony w saloonie (tutaj jest niemiecka wersja z animacją) – dość powiedzieć, że chwytliwa i oddaje należycie tę chęć hasania, która udziela się wszystkim postaciom dookoła.

Z kolei w Dzielnym szeryfie Lucky Luke’u Lotta Legs śpiewa utwór o podobnym przesłaniu, co piosenka saloonowa z Daisy Town i w sumie jest to zrozumiałe – ten film opowiada tę samą historię, ale w wersji aktorskiej. Piosenka Lotty jest o wiele mniej skoczna, ale w scenie wielkiej rozróby w saloonie, Lotta z jednej strony jawi się jako opanowana i nie tracąca zimnej krwi, podczas gdy wokół niej latają kule i faceci się biją; a z drugiej strony napominająca ich słowami: „Tak więc schowaj pistolet/Z powrotem w kaburze/Tam gdzie jej miejsce”. W końcu nie wytrzymuje i wali jednego z kowbojów krzesłem po głowie… a zaraz potem wraca do zabawiania gości. Później (zarówno w filmie, jak i w serialu) Lotta Legs będzie rozsądną, zaradną, a jednocześnie mającą swoje limity względem bywalców swojego przybytku i samego Lucky Luke’a kobietą.

Podobnie w filmie Jamesa Hutha mamy znów scenę rozróby w saloonie w Daisy Town, ale pod pewnymi względami jest to trochę taka dekonstrukcja scen z dwóch poprzednich przykładów. Przede wszystkim Luke właśnie wszedł do saloonu, aby zrobić porządek z przesiadującymi tam bandytami. Grana przez Alexandrę Lamy (ówczesną żonę Jeana Dejurdina) Belle Starr zaczyna śpiewać, kiedy rozróba dopiero ma mieć miejsce, bo bandyci wyciągnęli broń. A piosenką, którą Bell śpiewa, to bardzo namiętna i uwodzicielska Mon Lonesome Cowboy, która pasuje bardziej do filmu noir niż do westernu. Ta piosenka ma zresztą konkretny cel w fabule i nie chodzi tylko o to, że dzięki niej Luke zwraca uwagę na Belle i się w niej potem zakochuje. Od samego początku Belle jest bardzo ponętna i śpiewa głównie dla Luke’a, a nie po to, aby wprowadzić jakiś ład w saloonie. Nawet robi przed Lukiem taniec na kolanie i bierze jego broń, jednym sprawnym ruchem wyciąga z niej naboje i opuszcza je w dekolt, aby zaraz potem je oddać. Robi przy tym piorunujące wrażenie na samotnym kowboju, a potem poznaje on Belle od strony jej osobowości, a sama scena w saloonie nabierze nowego znaczenia.

Jest jeszcze jedna piosenka saloonowa, która pojawia się tym razem w Lucky Luke’u na Dzikim Zachodzie. Niestety na YouTubie dostępna jest tylko wersja francuska, w dodatku tylko w audio i trochę rozumiem dlaczego (zaraz też zrozumiecie). Scena ma miejsce, kiedy podróżująca do Kalifornii karawana osadników zatrzymała się właśnie w Hole Gulch. Jako że w karawanie jest dużo imigrantów, jeden z mieszkańców wyraził swoje niezadowolenie z „przybłęd” i nawiązała się walka. I wtedy właśnie barman woła tancerki na scenę. O ile jednak w Daisy Town i Dzielnym szeryfie Lucky Luke’u piosenka miała na celu przemówić do rozsądku bijącym się ludziom, o tyle tutaj występ toczy się pomimo walki, zapewne aby pokazać, że to nie jest pierwszy raz, kiedy warunki w saloonie są właśnie takie. Ponadto taniec jest o wiele bardziej wyzywający i odważny – panie podnoszą spódnice do góry, a solistka potrząsa co chwila piersiami. Technicznie rzecz biorąc to jest nadal film dla dzieci, ale ta sekwencja trochę wystawia na próby klasyfikację wiekową.

W samym Lucky Luke’u na Dzikim Zachodzie muzyka związana jest mocno z samą podróżą – przez równiny, rzeki, w końcu pustynię. Piosenki, które słyszymy, przywodzą na myśl jakieś smutne ludowe pieśni, które ci imigranci szukający nowego życia w Kalifornii śpiewaliby w podróży.

I tak, mniej więcej, prezentuje się temat Lucky Luke’a i muzyki. Z wszystkich tych utworów można by zrobić ciekawy koncert albo playlistę. Ja od lat miewam zwyczaj puszczać sobie w kółko kilka z tych piosenek i to nie tylko, kiedy mam ochotę oglądać albo czytać coś z samotnym kowbojem.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź