Lipiec z Lucky Lukiem · Miesiące z...

Lipiec z Lucky Lukiem – O Daltonach raz jeszcze

Możecie o tym nie wiedzieć, ale jednym z pierwszych artykułów popkulturowych, które napisałam było O Daltonach słów kilka. Dopiero rok po założeniu bloga zdecydowałam się opublikować go na Planecie Kapeluszy.

Wtedy miałam do braci nieco ambiwalentny stosunek, zwarzywszy na ich wszechobecność w prawie każdej historii związanej z Lucky Lukiem. Z czasem jednak sprawy uległy zmianie i już na dziesięciolecie bloga myślałam o nich nieco cieplej.

I w sumie nazbierało mi się o Daltonach kilka przemyśleń. Pozwólcie więc, że opowiem Wam dlaczego są oni tak ikoniczni.

Przede wszystkim design

Kiedy tak się zastanawiałam nad tym, czym wyróżniali się oryginalni Daltonowie w Wyjętych spod prawa od większości wczesnych antagonistów Lucky Luke’a, to od razu nasuwała mi się jednak odpowiedź:

Pierwsze, co rzuca się w oczy, jeśli chodzi o Daltonów, to ich design: to, że są to czterej bracia, w zasadzie z tą samą twarzą, ale do tego mamy ich „schodkowy” wzrost i przymrużone oczy. W samej fabule Wyjętych spod prawa szybko odkrywamy, że potrafią być inteligentni, nie tracić zimnej krwi i pościg Luke’a za nimi stanowi dla samotnego kowboja pewne wyzwanie.

No cóż, a kiedy Morris i Goscinny tworzyli znanych nam braci….

…design oryginalnych Daltonów został przeniesiony na ich kuzynów. Oczywiście, po części jest to związane z tym, że mamy do czynienia z rodziną (w sumie większość Daltonów, którzy pojawiają się w albumach, ma w zasadzie tę samą twarz) i że Joe, William, Jack i Averell chcą swoich słynnych krewniaków naśladować.

(Pozwólcie, że będę się trzymać kolejności imion z ich debiutu, tak więc William jest między Joe a Jackiem.)

I prawdę mówiąc, z tymi „schodkowym wzrostem” i z tym, że mamy cztery postaci Morris nieraz potrafił robić interesujące rzeczy, zwłaszcza jeśli chodzi o kompozycję. Na przykład ten rzut z góry na Daltonów podczas terapii, gdzie w zasadzie tworzą boki kwadratu wokół profesora von Himbeergeista (Daltonowie na kuracji):

Jest w tych zarośniętych twarzach, cienkich wąsach, „schodkowym” wzroście i pasiakach coś, co sprawia, że Daltonowie zapadają w pamięć i wyróżniają się na tle pozostałych antagonistów Lucky Luke’a.

Głupota i nie-głupota Daltonów

Pomimo tego, że w uniwersum Lucky Luke’a Daltonowie są, jak najbardziej, groźnymi i niebezpiecznymi przestępcami, którzy wzbudzają powszechny lęk, widzowie znają ich bardziej jako postaci raczej komediowe. I w sumie większość z nas nie wyobraża sobie, aby było inaczej.

William czytający list od matki w albumie Mama Dalton.

Ja zawsze będę utrzymywać, że Joe, William, Jack i Averell nie są aż takimi idiotami, jak wszyscy myślą. Zwłaszcza Joe, jako mózg gangu, potrafi być całkiem cwany, szczególnie jeśli chodzi o plany wydostania się z więzienia czy przekonania ludzi do czegoś. Nie zmienia to jednak faktu, że w zależności od tego, czego wymagają fabuła i żarty, Daltonowie będą wykazywać się różnymi stopniami kompetencji.

Raz będą całkiem niezłymi strzelcami, a raz nie będą w stanie nawet trafić w drzwi stodoły.

Raz wszyscy czterej będą umieć czytać i pisać, kiedy indziej wszyscy będą analfabetami, a jeszcze w innych przypadkach jeden brat (zazwyczaj William albo Jack, ale zdarzało się, że również Averell) będzie desygnowanym rodzinnym intelektualistą, który jako jedyny pisze i czyta.

Wreszcie raz Joe będzie świetnym manipulatorem, tworzącym genialne plany ucieczki, a innym razem da się nabrać jak dziecko na manipulacje Lucky Luke’a.

My wiemy, że Luke zawsze wygra, bo on – jako jedyny – potrafi Daltonów przechytrzyć. Ale czasami będzie to wymagało o wiele większego pomyślunku niż zwykle. A to Daltonowie działają legalnie, a to starają się być grzeczni, ale coś knują, a to samotny kowboj został przez nich pojmany… Wielokrotnie też sam Lucky Luke jest ciekaw tego, jak sytuacja się potoczy, bo zdarza się coś, co go intryguje.

Relacje rodzinne

Tym, co też sprawia, że Daltonów ogląda się z takim zainteresowaniem, są relacje między nimi. Relacje, które kształtują się poprzez role w gangu i charaktery każdego z braci.

Oczywiście, najbardziej wybijają się Joe i Averell. Po części mamy kontrast między inteligentnym, łatwo wpadającym w furię i wrednym Joe, który próbuje kierować gangiem tak, aby nie tylko uciekli z pudła, ale też się obłowili; a prostolinijnym i łagodnym Averellem, którego myśli idą w różne dziwne strony i który bardzo lubi jeść. Przez to, jak ich osobowości się stykają i jak na siebie reagują; jak Averell potrafi na czymś się zafiksować albo coś źle zrozumieć, a przez to wprowadza komplikacje do planu; i jak Joe potrafi wścieknąć się na głupie wypowiedzi młodszego brata, sprawia, że pojawiają się okazje do świetnych żartów, a i fabuła idzie w ciekawe strony.

Nieco gorzej jest z Williamem i Jackiem, którzy przeważnie stoją z boku, choć zdarza im się wypowiedzieć, zadawać pytania, nawet przekonywać Joe do zmiany zdania, to jednak przez dłuższy czas pozostają bierni i niczym się nie wyróżniają. Dopiero od niedawna (ostatniej dekady, może?) trwają próby nadania im jakichś charakterów (i np. mamy coś takiego w animowanym serialu o Daltonach, ale też w Samotnym jeźdźcu).

Zarazem te relacje między Joe, Williamem, Jackiem i Averellem pozwalają na dużą dozę interpretacji, zwłaszcza kiedy spojrzy się jak Mama Dalton ich traktuje. Bo niby Averell jest jej oczkiem w głowie, jej delikatnym maleństwem, ale jednak wielokrotnie stwierdza ona, że to Joe najlepiej nadaje się na przywódcę. Poniekąd scena z ciastem w najnowszym serialowym Lucky Luke’u sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, czy czasem jej faworyzacja Averella nie służy również temu, aby wykształcić w Joe wolę walki o swoje (skoro nie może mieć nawet ulubionego tortu na urodziny, musi sam go sobie wywalczyć).

Joe ma bardzo dominującą osobowość, wymusza posłuch na braciach, a to sprawia, że za nim podążają. Jednocześnie czasem są takie hinty odnośnie tego, że ma on jakiś instynkt starszego brata; i że William, Jack i Averell potrafią postawić na swoim, przemawiając do jego wartości rodzinnych, czy rozsądku. Pod ich presją nieraz Joe zmienia swoje plany.

Można się zastanowić nad tym, jak Joe czuje się jako ten starszy, odpowiedzialny brat; jak widzi swoich młodszych braci i co nim kieruje. To jest też kolejny powód, dla którego Samotny jeździec czy trzeci odcinek disnejowskiego Lucky Luke’a są tak interesujące.

Daltonowie i motyw Villain Protagonist

Czas wreszcie spojrzeć prawdzie w oczy: Daltonowie stali się popularni po części dlatego, że komiksy i odcinki Nowych przygód Lucky Luke’a czynią ich protagonistami na takim samym poziomie jak Lucky Luke.

Podczas poświęconych im fabuł – niezależnie od tego, czy mamy pościg za Daltonami, czy ich próby wyjścia na wolność/wzbogacenia się za pomocą przekrętu – to, co dzieje się wewnątrz gangu jest równie ważne, co działania Luke’a. Nie chodzi tylko i wyłącznie o to, jak im ten pościg/robota idzie, ale też co się dzieje między braćmi, co lub kogo napotykają na swojej drodze, w jakie tarapaty się wplątują i jak z nich wychodzą; i w jaki sposób próbują wykiwać Lucky Luke’a.

Często też wrzucani są w dziwne sytuacje, jak udawanie Mikołajów, ukrywanie się wśród Indian, uciekanie przed łowcą nagród, udawanie socjalistów, czy polowanie na ławników i sędziego, którzy skazali ich wuja. Tak więc śledzimy nie tyle przygody Lucky Luke’a, co przygody właśnie Daltonów.

I tak jak w przypadku Kojota Wilusia ganiającego Strusia Pędziwiatra, Dicka Dastardly oszukującego w Odlotowych Wyścigach, czy Mózgu próbującego zdobyć władzę nad światem, czy to nie jest tak, że trochę też chcemy, aby Daltonom się udało? Może nie zawsze, ale czy nie było tak, na przykład, z Balladą o Daltonach albo podczas ich licznych ucieczek z więzienia? Tyle razy oglądamy jak się starają i jak każdy misterny plan Joe bierze w łeb, więc może niech chociaż raz coś z tego mają.

Daltonowie należą do tego kalibru czarnych charakterów, którzy wydają się, na swój sposób, sympatyczni, choć nadal źli. Dlatego oglądanie ich planów, ich relacji, żartów ich kosztem, nawet samych ich projektów postaci, sprawia frajdę. Niby są prości, a potrafią być złożeni. Niby nie powinniśmy im kibicować, ale jednak trochę kibicujemy. Niby ich przygody działają według pewnego schematu, ale jednak zawsze jest coś, co nas zaskakuje.

I wydaje mi się, że to kombinacja tych kilku czynników składa się na fenomen Daltonów, który trwa właściwie od 1958 roku; i zapewne będzie trwać nadal.


Odkryj więcej z Planeta Kapeluszy

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

2 thoughts on “Lipiec z Lucky Lukiem – O Daltonach raz jeszcze

  1. Bardzo ciekawe, ale ten co czyta list na obrazku to chyba był William, nie Joe

Zostaw odpowiedź