Fandomy Po Latach – Kilka słów o świątecznych filmach

I tak oto doszliśmy do ostatniego tekstu z serii Fandomy Po Latach (przynajmniej na rok 2022). Długo zastanawiałam się, którą serię sobie powtórzyć w grudniu, chciałam jednak, aby było to coś wyjątkowego i łączącego się w jakiś sposób z okresem bożonarodzeniowym. Ostatecznie padło na Kevina samego w domu i jego sequele, ale przy okazji obejrzałam sobie kilka filmów świątecznych, które powtarzam sobie co roku; oraz kilka, które wyszły niedawno.

W rezultacie naszło mnie kilka refleksji.

Opowieść wigilijna i Prawdziwe Znaczenie Świąt

Oczywiście nie każdy lubi święta, zwłaszcza że obecnie Boże Narodzenie kojarzy się z wszechobecną komercją, kolędami puszczanymi już w listopadzie, kłótniami w rodzinie i masą pracy. Filmy świąteczne również poruszają temat tych wszystkich rzeczy, których ludzie nie lubią w Bożym Narodzeniu, ale też pokazują na czym polega Prawdziwe Znaczenie Świąt, które ludzie nie przepadający za Gwiazdką muszą odkryć na nowo.

I to można zauważyć w bodajże jednej z najstarszych bożonarodzeniowych historii, Opowieści wigilijnej, gdzie z jednej strony Ebenezer Scrooge nie przepada za Gwiazdką i wszechobecną radością z nią związaną, a z drugiej strony jego siostrzeniec, Fred, oraz Duch Obecnych Świąt chcą mu pokazać jak wspaniałe może być Boże Narodzenie. Duch Obecnych Świąt polewa wodą stragany, jedzenie i ludzi, sprawiając, że są oni o wiele bardziej radośni i pełni świątecznego nastroju. Opowieść wigilijna jest jednak o wiele bardziej skomplikowana niż przeciętny świąteczny film – niechęć Scrooge’a do świąt jest silnie związana z jego materialistycznym podejściem do życia, z jego mizantropią i z przykrymi doświadczeniami (jak dzieciństwo spędzane w internacie, a nie w domu; ukochana zrywająca zaręczyny, czy śmierć bliskiego przyjaciela). W Opowieści wigilijnej nie chodzi tylko o to, że Scrooge nie obchodzi świąt; chodzi przede wszystkim o to, że Scrooge zamknął się na wszystko, co nie jest związane z materialnym zyskiem, a przez to uczynił życie swoje i wszystkich dookoła gorszym.

Powodem, dla którego Opowieść wigilijna jest ciągle adaptowana, parodiowana i opowiadana na nowo, jest to, że ma prosty schemat, który jednak dobrze sprawdza się jako studium postaci. Najpierw widzimy samego Scrooge’a – widzimy, jak wchodzi w interakcje z jedyną rodziną, z pracownikiem i z przypadkowymi ludźmi (jak żebracy czy kwestujący) i wydaje nam się on okropnym człowiekiem. Potem, kiedy już dochodzi do nawiedzeń, Duchy odpowiadają na następujące pytania: Co sprawiło, że Scrooge jest taki, jaki jest? (Duch Przeszłych Świąt) Czego Scrooge nie dostrzega w swoim otoczeniu? (Duch Obecnych Świąt) Co się stanie, jeśli Scrooge się nie zmieni? (Duch Przyszłych Świąt). I w przeciągu trwania historii widzimy, że w Scrooge’u jest głęboko zakopane dobro, które można wydobyć; że nie jest on tak do końca stracony.

Will Ferrel gra Ducha Obecnych Świąt, który próbuje naprowadzić grzesznika na właściwe tory.

Ta formuła jest tak sprawdzona, że rzadko robi się z nią coś nowego. Scrooge może być inny, a role Duchów mogą odgrywać jego znajomi, ale schemat pozostaje ten sam. W tym roku jednak Apple TV przygotowało musical, który poniekąd dekonstruuje Opowieść wigilijną. W Spirited głównym bohaterem jest Duch Obecnych Świąt, który podejmuje się odmiany pozornie niereformowalnego speca od marketingu, Clinta Briggsa, który w pracy manipuluje opinią publiczną dla zysku (na przykład, rozpętuje w mediach społecznościowych wojnę kulturową, aby przysporzyć zyski hodowcom choinek). Podczas nawiedzania jednak Clint wdaje się z Duchem Obecnych Świąt w dyskusje, a nawet się z nim zaprzyjaźnia. Nagle okazuje się, że Duch to tak naprawdę Ebenezer Scrooge we własnej osobie, który z jednej strony chciałby zacząć życie od nowa jako śmiertelnik i ustatkować się z ukochaną, a z drugiej – nadal wątpi w to, czy rzeczywiście się zmienił, bo po swoim nawiedzeniu przeżył zaledwie kilka tygodni. Tak więc zarówno Clint, jak i Duch Obecnych Świąt przechodzą w Spirited przemianę.

Dyzio właśnie natknął się na balangę u wujka Sknerusa.

Inaczej też do Duchów Świąt podszedł reboot Kaczych Opowieści, gdzie okazało się, że imiennik Scrooge’a, Sknerus McKwacz, jest regularnie odwiedzany przez Duchy Przeszłych, Obecnych i Przyszłych Świąt… i baluje z nimi przez całą bożonarodzeniową noc. W odcinku Last Christmas! Duch Przeszłych Świąt obawia się tego, że skoro Sknerus niedawno pogodził się z rodziną i spędza z nią święta, to radosne imprezowanie się skończy; że skoro Sknerus odkrył na nowo, co jest ważne, to zapomni on o Duchach. Na początku Duch Przeszłych Świąt zabiera McKwacza na jego stare przyjęcie bożonarodzeniowe, aby pokazać mu, jak takie imprezy potrafią być zabawne. Kiedy jednak to nie zdaje egzaminu (bo na imprezie wszyscy coś od Sknerusa chcą i nie jest on nawet w stanie wyjść na spotkanie ze swoją ukochaną Złotką), Duch zabiera go do jego pierwszych świąt w Kaczogrodzie, które Sknerus spędzał w lesie; i nie zamierza go zabierać z powrotem do jego czasów. McKwaczowi udaje się go w przechytrzyć i wrócić do domu samemu, ale obsesja Ducha Przeszłych Świąt sprawia, że zostaje on Wendigo, którego po latach pokonują mali Donald, Della i przeniesiony w czasie Dyzio.

Tak więc zarówno Spirited, jak i Last Christmas! uczłowieczają Duchy Świąt i sprawiają, że nie są one tylko narzędziami fabularnymi.

Grinch i komercjalizacja świąt

Jeśli jednak mówimy o postaciach, które prawie że uosabiają niechęć do świąt, i wydają się być w tym względzie bardziej „na czasie”, to najczęściej przychodzi nam na myśl Grinch. W przeciwieństwie do Scrooge’a, jest on o wiele bardziej uniwersalny – denerwuje go nie tyle sama Gwiazdka, co to, w jaki sposób mieszkańcy Ktosiowa zachowują się w tym okresie. Doktor Seuss napisał Jak Grinch ukradł święta niejako w odpowiedzi na to, że Boże Narodzenie „stało się świętem kupców”; że ludzie zaczęli bardziej zważać na bożonarodzeniową otoczkę – na ozdoby, prezenty i jedzenie – niż na to, o co w świętach tak naprawdę chodzi. Grinch, który ma już dość śpiewów i jazgotu Ktosiów, postanawia „ukraść święta”, czyli zabrać ozdoby, prezenty i jedzenie, aby wreszcie „powstrzymać Gwiazdkę”. Zamiast jednak porannego płaczu za utraconymi dobrami materialnymi, Grinch słyszy jak mieszkańcy Ktosiowa śpiewają radośnie, jakby nigdy nic; i słysząc ich śpiew, Grinch zdaje sobie sprawę z tego, że święta nie polegają tylko na ozdobach, prezentach czy jedzeniu. Oddaje więc Ktosiom ich rzeczy, a oni zapraszają go na świąteczną kolację.

Do tej pory powstały trzy filmowe wersje Jak Grinch ukradł święta. Najbardziej wierna oryginałowi jest ta z 1966 roku wyprodukowana przez Chucka Jonesa i zagrana przez Borisa Karloffa. Jest jednak spora liczba osób, które uważają, że aktorska wersja Grincha z Jimem Carrey’em jest najlepsza, a to z tego powodu, że i Ktosiowie są bardziej materialistyczni pod kątem świąt (dlatego muszą nauczyć się Prawdziwego Znaczenia Świąt wraz z Grinchem), i sam główny bohater jest nieco bardziej rozwinięty i ma większy powód, aby nienawidzić Gwiazdki (a i Jim Carrey jest bardzo energiczny jako Grinch). W końcu niedawny film z 2018 roku, gdzie Grinchowi głosu użyczył Benedict Camberbatch, jest czymś pomiędzy tymi dwoma wersjami – z jednej strony mieszkańcy Ktosiowa nie są tak wielkimi materialistami i znają Prawdziwe Znaczenie Świąt, ale z drugiej strony Grinch zdaje się mieć PTSD związane z Bożym Narodzeniem. I to PTSD jest przedstawione w bardzo taktowny i realistyczny sposób.

Magia świąt i święty Mikołaj

Nieodłączną częścią Bożego Narodzenia jest święty Mikołaj. Można by długo mówić o tym, jak bardzo ten popkulturowy Mikołaj różni się od tego historycznego, rozdającego prezenty i bijącego się z heretykami na synodzie w Nicei biskupa z Miry, niemniej jednak wokół niego została zbudowana pewna legenda. Dorobił się pracowników, zaprzęgu reniferów, domu na Biegunie Północnym, a nawet żony i dzieci. Stał się postacią w zasadzie magiczną, a wiara w niego jest silnie związana z magią świąt.

Na czym jednak polega magia świąt? W dużej mierze jest to świąteczny nastrój, który sprawia, że na Gwiazdkę świat wydaje się wspanialszy, cieplejszy i milszy. Ten nastrój jest kultywowany poprzez świąteczne tradycje, spędzanie razem czasu i dzielenie się dobrem z bliźnimi. Mikołaj, jako ten, który rozdaje dzieciom prezenty, może się wydawać symbolem komercyjności świąt (i tak jest do pewnego stopnia), ale ma też w sobie pewną głębię. No bo sama chęć dostawania prezentów nie jest zła, co więcej – prezenty mogą mieć ważne, osobiste znaczenie dla dziecka, a można je dostać tylko jak się było grzecznym.

Weźmy na warsztat dwa filmy świąteczne o tym, jak wiara w Mikołaja buduje magię świąt. Pierwszy z nich to animowany klasyk Netflixa Klaus, a drugi to świąteczna komedia romantyczna Wierzę w Mikołaja.

Klaus opowiada o małej wyspie, na której od stuleci trwa bitwa pomiędzy dwoma klanami i na którą zostaje zesłany leniwy listonosz, Jasper. Jasper otrzymał od ojca, naczelnego pocztmistrza, ultimatum: ma w określonym czasie dostarczyć ogromną ilość listów, bo inaczej zostanie wydziedziczony. Na początku słabo mu to idzie, bo klany zajęte są walką, ale pewnego dnia mieszkający w lesie drwal, Klaus, przynosi po kryjomu prezent dla małego chłopca, którego obrazek Jasper miał przy sobie. Od tego momentu wśród dzieci zaczyna krążyć plotka, że jeśli się wyśle list, to Klaus przyniesie im zabawkę. Powoli, powoli wokół Klausa buduje się legenda, a że według niej drwal dostarcza prezenty tylko grzecznym dzieciom, maluchy zaczynają robić dobre uczynki, a to się potem przerzuca na ich rodziców i sąsiadów. Dzieci nawet wypraszają od nauczycielki, która zajęła się sprzedażą ryb, żeby nauczyła je pisać i czytać, aby mogły napisać list do Klausa.

Nagle walki między klanami nie są już tak ważne. Najpierw dziećmi i Jasperem kierowały własne interesy (zdobycie zabawek i wypełnienie wymogów ultimatum), ale im więcej dobrego robili, tym mniej samolubni się zrobili i tym bardziej chcieli sprawić radość innym. I tak oto dochodzi do sytuacji, w której mieszkańcy wyspy wspólnie świętują Boże Narodzenie, jest ciepło, jasno i wesoło i nawet knowania przywódców klanów, aby to wszystko zatrzymać, ostatecznie spalają na panewce.

Wierzę w Mikołaja z kolei opowiada o tym jak dziennikarka i rozwiedziona matka, Lisa, poznaje prawnika Toma. Przez dłuższy czas ich związek kwitnie, Lisa ma wrażenie, że znalazła idealnego partnera, ale kiedy nadchodzi grudzień, odkrywa ona, że Tom nie tylko bardzo poważnie podchodzi do świąt, lecz także nadal wierzy w Mikołaja. Sama Lisa nie przepada za Bożym Narodzeniem, a pomysł, że dorosły mężczyzna miałby wierzyć w Mikołaja, wydaje jej się niedorzeczny. Tom chce pokazać ukochanej, że święta są piękne, że święta są magiczne i że Mikołaj jest częścią tej magii, ponieważ uosabia wszystko, co w Bożym Narodzeniu najlepsze. Prawnik organizuje dla Lisy i jej córki różne świąteczne aktywności, jak wybieranie choinki czy robienie dekoracji, co dziewczynce się bardzo podoba i nawet samej Lisie zaczyna się podobać. Jednak niezłomna wiara Toma w Mikołaja coraz bardziej działa kobiecie na nerwy, a kiedy prawnik naciska, aby przejechać się kuligiem, chociaż ona nie ma na to ochoty, dochodzi między nimi do kłótni. Okazuje się, że niechęć Lisy do świąt związana jest z tym, że kiedy jako dziecko odkryła prezent przed świętami, rodzice oddali go do sklepu, powiedzieli, że sama sobie zniszczyła święta i nigdy więcej nic jej nie dali pod choinkę – jednym słowem: „rytuały były dla nich ważniejsze od uczuć małej dziewczynki”. Przez chwilę wydaje się, że Tom i Lisa nigdy już ze sobą nie będą, ale każde z nich w końcu się czegoś uczy – Tom dostosowuje kalendarz dla potrzeb innych, a Lisa akceptuje jego wiarę w Mikołaja jako część jego. Do pewnego stopnia można to więc odczytać jako metaforę związku między osobą wierzącą i niewierzącą; i tego, jakie konflikty mogą się wtedy pojawiać (i przemowa muzułmańskiego przyjaciela Toma bardziej to podkreśla; porównanie wiary w Mikołaja do prawdziwej religii może się wydać trochę koślawe).

W przeciwieństwie do większości historii, gdzie wiara w Mikołaja jest istotnym elementem fabuły, w Wierzę w Mikołaja nie ma nic nadnaturalnego czy magicznego – nagle nie okazuje się, że Mikołaj istnieje naprawdę ani nie jest zasugerowane, że jakiś przypadkowy sprzedawca lub przechodzień, który przemyka się tu i tam, wpływa na życie bohaterów, aby wszystko się ładnie ułożyło. W innych filmach kwestia wiary i niewiary w Mikołaja nastręcza pewnych istotnych logicznych problemów. Na przykład, wielokrotnie w recenzjach Śniętego Mikołaja podnoszona jest jedna kwestia: skoro Mikołaj istnieje naprawdę, a dorośli w niego nie wierzą, to czy nie dziwią ich stosy prezentów pozostawiane pod choinką, których oni sami nie kupili? Do dzisiaj żaden świąteczny film nie podał dobrej odpowiedzi na to pytanie.

Czy Szklana pułapka to film świąteczny?

Jeśli jest coś, co przewija się w większości świątecznych filmów – niezależnie, czy tym filmem jest Kevin sam w domu, Fred Claus, brat świętego Mikołaja, Elf, czy świąteczna komedia romantyczna – to jest to rodzina. Rodzina, z którą trudno się dogadać; rodzina, z którą spotykamy się raz do roku i która lubi nas oceniać; rodzina, od której ktoś się odciął z tego lub innego powodu. Nawet w Opowieści wigilijnej pojawia się siostrzeniec Scrooge’a, Fred, który co roku próbuje go namówić na wspólne święta, ale jego wuj zawsze mu odmawia; a potem Scrooge przypomina sobie swoją ukochaną siostrę, matkę Freda, ma okazję zobaczyć, co jego siostrzeniec robi podczas przyjęcia, a po swojej przemianie odwiedza go.

W Kevinie samym w domu Kevin i jego matka sprzeczają się i chłopiec oświadcza, że nie chce więcej widzieć swojej rodziny. Na początku to, że ma dom tylko dla siebie, mu odpowiada, ale z czasem zaczyna tęsknić za rodzicami i rodzeństwem; oni zaś się o niego martwią, a jego matka nawet wyrusza w podróż, aby do niego wrócić. Fred Claus jest o bracie świętego Mikołaja, który czuje, że jest w jego cieniu; i o Mikołaju, który chce brata naprostować, ale musi też zadbać o to, aby przygotowania do świąt ruszyły pełną parą. W Elfie Buddy idzie na spotkanie ze swoim zaginionym ojcem, który nieszczególnie się potomkiem interesuje.

Powiedziałabym, że nawet Szklana pułapka jest filmem świątecznym właśnie dlatego, że pojawia się tam wątek rodzinny. Rok temu obejrzałam ten film po raz pierwszy od początku do końca, a wcześniej miałam okazję obejrzeć poświęcony mu Lost in Adaptation oraz odcinek Filmy naszej młodości. Pierwszy scenarzysta filmu doszedł do wniosku, że jest to historia o „facecie, który pokłócił się z żoną i zrozumiał, że musi przeprosić”. Wszystko, co McClaine robi podczas napadu terrorystów, robi, ponieważ chce uratować żonę i się z nią pogodzić. Powiedziałabym nawet, że ten element fabuły jest bardziej świąteczny od wielkiej choinki i bożonarodzeniowego przyjęcia w wieżowcu Nakatomi.

Po co nam świąteczne komedie romantyczne?

Ostatnimi czasy zrobił się wysyp romantycznych filmów świątecznych. Jest ich w zasadzie tak dużo, że wiele już powiedziano na temat schematu, który się w nich pojawia: kobieta sukcesu trafia do małej miejscowości, poznaje prostolinijnego mężczyznę, który prowadzi w owej miejscowości interes, zakochuje się w nim i odkrywa na nowo święta. Są, oczywiście, różne wariacje, jak to, że kobieta przybywa do miasta w interesach i ma narzeczonego, który jest totalną, materialistyczną łajzą, albo że działania jednego z głównej pary stanowią zagrożenie dla pracy drugiego (np. ona prowadzi rodzinną piekarnię, a jej love interest chce ją przejąć), ale generalnie wynik jest zwykle ten sam. Niektóre świąteczne komedie romantyczne mają pewne niepokojące elementy (jak Świąteczny więzień, gdzie kobieta porywa kogoś, aby mieć parę na bożonarodzeniową kolację w rodzinie), ale inne są niegroźnymi popkorniakami, a nawet mają całkiem sympatyczną i niegroźną fabułę (na przykład Świąteczny Rycerz).

W tym roku udało mi się obejrzeć Hollywoodzkie święta – komedię romantyczną produkcji HBO Max o reżyserce Jessice specjalizującej się w tworzeniu tego typu świątecznych filmów. Jessica staje przed perspektywą ucięcia budżetu i utraty pracy, gdyż studio zamierza zamknąć dywizję świątecznych filmów. Producenci wysyłają do Jessiki Christophera, który ma nadzorować prace nad jej najnowszym, być może ostatnim filmem. Na planie pojawiają się zgrzyty między aktorami, trzeba uważać na budżet, a sam Christopher na początku wydaje się bubkiem. Z czasem jednak sytuacja zaczyna przypominać typową świąteczną komedię romantyczną.

Hollywoodzkie święta podejmują też temat, dlaczego tego typu filmy są popularne. Sama główna bohaterka postanowiła kręcić takie właśnie świąteczne romanse, bo najlepsze wspomnienia miała ze świąt u babci i maratonów filmów, gdzie po wielu przeciwnościach para się w sobie zakochiwała i wszystko się jakoś układało. Poprzez swoją sztukę Jessica chciała dać widzom tę samą radość. W gruncie rzeczy świąteczne komedie romantyczne są jak każde inne kino – mają dawać przyjemność i ludzie oglądają je, aby się pośmiać lub wzruszyć.

Ale o co w tym tak naprawdę chodzi?

Po co w ogóle są filmy świąteczne? No cóż, poza ściśle biznesowym rozwiązaniem, że produkowanie ich co roku się opłaca, są one po to, aby wprawić nas w świąteczny nastrój. Czytałam kiedyś stwierdzenie, że to, co czyni Gwiazdkę wspaniałą, to fakt, że ludzie zamienili najbardziej ciemny i zimny okres w roku w dni pełne światła, kolorów i radości.

Tak jak kolędy i ozdoby, świąteczne filmy mają na celu sprawić, że będziemy pełni ciepła, pokoju i miłości. Dlatego tak mocny nacisk stawiany jest w nich na Prawdziwe Znaczenie Świąt i na świąteczną magię, co nieraz może wydawać się trochę naciągane i sztampowe.

To jednak nie oznacza, że filmy świąteczne nie mogą być dobre. W rzeczy samej – wśród nich są nawet jeśli nie najlepsze, to jednak w jakiś sposób wartościowe produkcje – Kevin sam w domu, To wspaniałe życie, Holiday Inn, Klaus, Jak Grinch ukradł święta, różne wersje Opowieści wigilijnej, Miasteczko Halloween… Zapewne możecie sami podać jakieś własne przykłady.

Przez ten rok próbowałam opowiedzieć Wam o tym, co różne fandomy dla mnie znaczą i to, co odkryłam na ich temat po latach. Zwłaszcza kiedy te fandomy miały pewien wpływ na Planetę Kapeluszy. Należę do tych osób, które uwielbiają filmy i odcinki świąteczne i nie raz o nich tutaj opowiadałam. Teraz zaś pozostaje mi tylko życzyć Wam wesołych świąt i widzimy się na Sylwestra!

Leave a Reply